Ignorancja w młodzieżówce. Czemu pomijamy gwiazdy niższych lig?

Szymon Janczyk

24 marca 2026, 11:33 • 7 min czytania 18

Reklama
Ignorancja w młodzieżówce. Czemu pomijamy gwiazdy niższych lig?

Dyskusję i oburzenie wywołują zwykle powołania do kadry seniorskiej. Dopiero co gardłowano o to, czy w kadrze powinni grać wyróżniający się młodzi piłkarze. Albo Bartosz Nowak. O wiele większe absurdy oglądamy jednak w kadrach młodzieżowych. Przykład? Regularne pomijanie chłopaków, którzy robią furorę poza Ekstraklasą. Nawet dwucyfrówka w kanadyjce nie wystarczy, żeby selekcjoner przynajmniej na nich spojrzał.

O absurdach na listach powołań do młodzieżówek mógłbym opowiadać długo. Mam wrażenie, że w Polsce wyjątkowo skupiamy się na kręceniu w nich wyników, co prowadzi do dziwnych wyborów. Nie chcę powiedzieć, że wynik nie ma żadnego znaczenia, ale kierując się myślą o przyszłości seniorskiej kadry więcej sensu miałoby wystawianie na środku obrony duetu Wojciech Mońka – Kacper Potulski niż Mariusz Kutwa – Miłosz Matysik.

Możliwe jednak, że od pierwszego wiosennego zgrupowania tak właśnie będzie, więc zostawmy temat kadry Jerzego Brzęczka. Gorzej wygląda proces selekcji do kadry, która stanowi bezpośrednie zaplecze tej drużyny. Chyba że mamy po prostu tak wielki potencjał, tak ogromne zasoby, że stać nas było najpierw na ignorowanie Oskara Kubiaka (dziewiętnaście goli i asyst w drugiej lidze), teraz Jakuba Jendryki (gol i pięć asyst w drugiej lidze, transfer półkę wyżej i gol plus cztery asysty).

Ignorancja w powołaniach. Ponad 10 goli i asyst w sezonie to za mało na grę w reprezentacji Polski U-20

Z perspektywy polskiego futbolu nie są to nazwiska, na których brak uwagę zwróci zwykły, typowy kibic. Mówimy jednak o bardzo podobnych do siebie przypadkach, o których szeroko rozmawia się za kulisami. Kubiak na drugoligowych boiskach robił furorę nie tylko w klasyfikacji kanadyjskiejWyróżniał się motoryką, intensywnością, szybkością. Można było zakładać, że to gość, który będzie szedł w górę, który na to zapracował, zasłużył. Mimo to jesienią ani razu nie dostał powołania do kadry U-20.

Reklama

Na powołanie zasłużył za to Marcel Zajusch, lewy obrońca czwartoligowych rezerw FC Magdeburg, dla którego czwarta liga niemiecka była zresztą nowością, bo dopiero co do niej awansował. Zajusch i tak zresztą zagrał nie tam, gdzie występuje w klubie. Szansa jednak przyszła, podczas gdy Kubiak, o którym wówczas rozmawiano w kontekście konieczności szybszego powrotu do Arki Gdynia – bo szkoda, żeby taki chłopak marnował się niżej – pozostawał niesprawdzony.

„Ten chłopak się nie zatrzyma”. Oskar Kubiak błyszczy w Arce Gdynia

Dla postronnego widza dyskusja o tym, czy anonimowy dla większości kibiców Oskar Kubiak powinien znaleźć się w młodzieżówce, może być błaha, zbędna, bezsensowna. Jednak dla ludzi z wewnątrz to sprawa całkiem istotna. Utrzymywanie zespołu pomiędzy kadrami U-19 i U-21 ma sens tylko po to, żeby dokonywać szerokiego przeglądu, monitorować jak największą grupę zawodników i oswajać ją z międzynarodową piłką. Jeśli w takich okolicznościach najlepszy piłkarz jesieni na trzecim szczeblu rozgrywkowym pozostaje niezauważony, poza radarem, to ktoś podchodzi do swojej pracy źle. Bardzo źle.

W środowisku głośno mówi się o tym, że przy powołaniach częściej patrzy się na:

Reklama
  • nazwisko – ktoś, kto był w młodzieżówkach wcześniej, ma łatwiej utrzymać się po zmianie szyldu w następnej kadrze;
  • klub – ktoś, kto wywodzi się z ekstraklasowego klubu, ma większe szanse na powołanie.

Nie zgadniecie, co się stało, gdy Oskar Kubiak wrócił do Arki Gdynia i okazał się tym, kim miał się okazać wedle opinii każdego, kto oglądał go na drugoligowych boiskach. Chłopakiem wartym uwagi, szansy, który zagra i w Ekstraklasie, nie będzie odstawał.

Otóż teraz, gdy Kubiak gra w najwyższej klasie rozgrywkowej, selekcjoner Miłosz Stępiński w końcu uświadomił sobie, że Kubiak istnieje i powołał go do drużyny.

Oskar Kubiak i Jakub Jendryka ofiarami słabej selekcji. Czemu polska młodzieżówka pomija gwiazdy niższych lig?

Nie chodzi jednak tylko o Oskara Kubiaka. Zwracam na to uwagę, bo schemat się powtarza. Tak, jak drugoligowi trenerzy jesienią zastanawiali się, jak to możliwe, że piłkarz Sokoła Kleczew nie wpadł na zgrupowanie kadry, tak teraz obśmiewana w kuluarach jest ignorancja dotycząca Jakuba Jendryki. Zresztą – obaj zdolni, wybiegani wahadłowi/boczni obrońcy/skrzydłowi (niczego nie trzeba skreślać, ogarną każdą z tych pozycji) jesienią rywalizowali ze sobą na drugoligowych boiskach.

Jendryka w rewelacyjnej Unii Skierniewice spisywał się wprost znakomicie:

Reklama
  • maksymalna prędkość – 34,92 km/h, średnia najwyższa prędkość – 33,76 km/h;
  • pokonane metry na minutę – 126;
  • dystans na wysokiej intensywności (powyżej 20 km/h) – ok. 1500 metrów/90 minut;
  • najlepsza skuteczność pojedynków w obronie – 77,9% wygranych;
  • gol i pięć asyst.

Nie mówcie tylko, że chcę zrobić promocję jednemu czy drugiemu, bo promocję dawno zrobili sobie sami. Kubiak wrócił do Gdyni, wygląda bardzo dobrze. Wzbudza zainteresowanie innych klubów. Jendryka trafił zimą do Ruchu Chorzów. Monitorują go kluby Ekstraklasy – liczba mnoga, pół ligi. Naturalna kolej rzeczy, że najlepsi patrzą na wyróżniających się młodziaków. Dziewiętnastolatek, wychowanek akademii Legii Warszawa, w półtora miesiąca został najlepszym asystentem Ruchu.

W zasadzie to przełożył to, co robił w drugiej lidze, na zaplecze Ekstraklasy. Ostatni mecz ligowy przed przerwą na kadrę:

  • asysta;
  • sześć dryblingów, trzy udane;
  • pięć odzyskanych piłek na połowie rywala;
  • siedem kontaktów z piłką w polu karnym;
  • ponad 370 metrów w sprincie i prędkość maksymalna 33,3 km/h.

Tak to wygląda w zasadzie tydzień w tydzień. W debiucie na pierwszoligowych boiskach Jendryka rozpędził się do 35,3 km/h, co nawet w Ekstraklasie byłoby czołowym wynikiem. Wyróżnia się od dobrych ośmiu miesięcy, jednak na liście powołań wciąż go nie znajdziemy.

Lipiec 2025 roku. Kubiak na zgrupowaniu Arki w Gniewinie

Reklama

Oskar Kubiak

W kadrze U-20 grają zgrane nazwiska i piłkarze z regionalnych lig w Niemczech. Najlepsi młodzieżowcy 2. ligi byli pomijani

Zostaje więc zadać pytanie — jak działa selekcja w młodzieżówkach, że w obecnym sezonie szansę i powołanie otrzymali (w większości częściej niż raz):

  • Eryk Grzywacz (3. liga niemiecka),
  • Marcel Zajusch (4. liga niemiecka),
  • Marcel Kalemba (trafił z 4. ligi niemieckiej do GKS Tychy, gdy grał, GKS nie wygrał ani razu),
  • Levis Pitan (żelazny rezerwowy w Piaście, jesienią zagrał godzinę),
  • Paskal Meyer (trafił z 3. ligi niemieckiej do Motoru Lublin, grał niewiele),
  • Maksymilian Sznaucer (kilkaset minut w rezerwach PAOK w 2. lidze greckiej),
  • Marcel Predenkiewicz (rezerwowy w Arce, odszedł do 2. ligi),
  • Daniel Mikołajewski (strzelający często, owszem, ale wciąż tylko w piłce młodzieżowej)…

Natomiast dla najlepszych młodych piłkarzy jesieni w drugiej lidze nie znalazła się choćby minuta? Więcej – w tym samym czasie trzy godzinne występy u Miłosza Stępińskiego zanotował grający na tym samym poziomie Krzysztof Kolanko, który wygląda nieźle, ale nie robił takiej furory jak wymieniona dwójka.

I nie chodzi o to, żeby wskazać teraz wymienione nazwiska i powiedzieć, że ci chłopcy się nie nadają. Chodzi o selekcję zamiast tworzenie inkubatora. Zamiast sprawdzić kogoś nowego, kto aktualnie wybił się ponad stan, na zgrupowania przyjeżdżają znane nazwiska. Czasami niezależnie od formy i sytuacji w klubie – Bartłomiej Barański jesienią grał tylko w trzecioligowych rezerwach Lecha, ale w kadrze miejsce miał. Jeszcze mocniejszy przykład stanowi Karol Borys, który do końca minionego roku łapał jedynie ochłapy w Mariborze.

Reklama

Teraz nie może liczyć nawet na to. Tyle że młodzieżówka otwiera przed nim drzwi, daje mu kolejne szanse. Czy w tym czasie ktokolwiek zwraca uwagę na pojedyncze, najjaśniej błyszczące nazwiska w niższych ligach? Jedna z osób ze środowiska, z którą rozmawiam, „przypuszcza, że wątpi”.

Generalnie metodyka powołań to żart. Rozmawiałem o tym z wieloma osobami i mam identyczne zdanie. Poza chłopakami, którzy są w kadrze od lat, drugoligowcy praktycznie nie dostają powołań. Selekcjonerzy kierują się tym, gdzie ktoś gra, nie jak gra i co potrafi. Niektórzy mają powołania za darmo – mówi.

Bo też, nie ukrywajmy, nie chodzi o samego Jendrykę, samego Kubiaka. Wiktor Nowak, którego dziś oglądamy w Ekstraklasie, też został powołany dopiero wtedy, gdy pominąć się go nie dało. Pierwszy, bardzo dobry sezon na zapleczu elity, nie przyciągnął uwagi selekcjonera Miłosza Stępińskiego. Możemy tak co roku, bo spóźnione powołania zdarzały się często.

Jeśli jesteśmy w stanie przerabiać nastolatków z zachodnich akademii, którzy kopią w niższych ligach niemieckich, to przynajmniej nie ignorujmy tych, którzy zaistnieli na rodzimym podwórku. Możemy oczywiście machnąć na to ręką, stwierdzić, że Lewandowski też w młodzieżówce nie grał. Tylko chyba nie o to chodzi, żeby po latach nadal pomijać zdolnych chłopaków, bo nie zostali dostrzeżeni.

Reklama

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

18 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna