Nie da się zaprzeczyć faktom – w tym stuleciu hiszpańskie kluby wygrały zdecydowanie najwięcej międzynarodowych trofeów. Wychodząc od tej niepodważalnej statystyki, Philipp Lahm postanowił poszukać odpowiedzi na pytanie, co powoduje, że tak się dzieje. I dlaczego hiszpańska myśl to droga do sukcesu także w przyszłości.
Były reprezentant Niemiec swój felieton opublikował na łamach „Die Zeit”. Już na samo otwarcie stwierdził w nim, że Włosi zostali daleko w tyle za hiszpańskimi i angielskimi drużynami przez swoje podejście do rywali. – Jeśli Niemcy też pójdą tą drogą, może ich czekać to samo – ostrzega Lahm.
Philipp Lahm ostrzega przed podejściem w stylu retro
Zdaniem byłego piłkarza Bayernu Monachium największym grzechem Włochów jest utknięcie w niewłaściwym rozumieniu gry obronnej. Lahm zauważa, że czasami krycie rywala przynosi korzyści, wskazując choćby wygraną Atalanty w Lidze Europy, ale na wyższym poziomie – zdaniem Niemca – taka gra nie przejdzie.
– Przeciwko drużynie o znacznie wyższej indywidualnej jakości, naturalnie nie masz szans kryjąc poszczególnych piłkarzy. Atalanta musiała to zrozumieć w Lidze Mistrzów. W starciu z nią Bayern cieszył się absurdalnie rozległymi przestrzeniami i strzelił dziesięć goli. Rzadko kiedy dwumecz fazy pucharowej jest tak jednostronny – zauważa Lahm.
A potem przechodzi do najważniejszych wniosków, oceniając wpływ hiszpańskiej szkoły na kształtowanie się europejskiej czołówki klubów. – Ich kluby zdobyły w tym stuleciu łącznie 24 tytuły w trzech europejskich rozgrywkach. Za nimi idzie Anglia z 11, potem Włochy i Niemcy odpowiednio pięć i cztery – wylicza Niemiec. – Sześć różnych hiszpańskich klubów podzieliło się tymi sukcesami; z Bundesligi w tym samym okresie było ich tylko dwa – dodaje.
Nawet w tej edycji Ligi Mistrzów aż trzy z ośmiu klubów grających w ćwierćfinale to zespoły hiszpańskie. Dodatkowo, co zauważa Lahm, dwa kolejne mają hiszpańskich trenerów (Mikel Arteta w Arsenalu i Luis Enrique w PSG), których styl gry z pewnymi modyfikacjami oddaje iberyjskiego ducha. Wszystko to przy zupełnie innym rozumieniu piłki, co próbuje wytłumaczyć Niemiec pokazując kolejne, także mniejsze sukcesy Hiszpanów.
– Szkoła hiszpańska zastąpiła tę włoską jako model idealny – przekonuje Lahm. – Rok temu napisałem w moim felietonie, że włoskiej piłce brakuje intensywności, zaangażowania, dynamizmu, atletyki i inicjatywy, dlatego nie ma już żadnych światowej klasy graczy. Włochy zostały w tyle. Jeśli Niemcy pójdą tą nową drogą, to samo może nas spotkać – przestrzega, widząc w ojczyźnie niebezpieczny trend, w ramach którego piłkarze znów zaczynają skupiać się na kryciu indywidualnym i za swoim zawodnikiem są gotowi pobiec nawet do toalety.
Myślicie, że Lahm trafnie diagnozuje problemy, a krycie indywidualne to relikt przeszłości? Niemiec zgadza się, że w niektórych momentach może ono być użyteczne, ale ogólnie – delikatnie rzecz ujmując – nie jest jego zwolennikiem.
CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:
- Czy Harry Kane wreszcie dowiezie temat do końca?
- Wzruszony Diego Simeone. Piękne słowa o Griezmannie
- Gdy magia znika. Liverpool czeka na ostatni błysk Salaha
Fot. Newspix