Jovićević stracił ostatnią deskę ratunku. Teraz już nic go nie broni

Mikołaj Duda

03 marca 2026, 23:52 • 5 min czytania 44

Reklama
Jovićević stracił ostatnią deskę ratunku. Teraz już nic go nie broni

Igor Jovićević właśnie stracił ostatni argument za tym, że powinien utrzymać się na stanowisku – odpadł z Pucharu Polski. W serii rzutów karnych jego prawdopodobne zwolnienie przypieczętował fatalnym pudłem Mariusz Fornalczyk. Prawdę mówiąc, gdyby tego wieczoru piłkarze GKS-u byliby lepiej dysponowani to do konkursu jedenastek zapewne by nawet nie doszło.

Igor Jovićević w trakcie swojej kadencji w spotkaniach Ekstraklasy wykręcił zawrotną średnią 0,92 punktu na mecz. Na dwanaście spotkań wygrał zaledwie trzy, przy czym jedno zwycięstwo przypadło na jego debiut. Łącznie uzbierał jedenaście punktów. W okresie jego pracy mniej do swojego dorobku dodała tylko Legia. Jedyne co broniło pracę Chorwata to Puchar Polski – wyeliminował z niego Zagłębie Lubin oraz Pogoń Szczecin. Tląca się nadzieja na finał na Stadionie Narodowym i jakiekolwiek pozytywne zakończenie tego sezonu właśnie zgasła. Za burtę wyrzucił go Rafał Górak wraz ze swoim zespołem.

Bingo Jovićevicia. Zbuduj własną wypowiedź trenera Widzewa!

Reklama

GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (4:2 k.). Jovićević nie ma już nic

Jak mówi jedno z powiedzeń, tonący brzytwy się chwyta. Przed tym meczem tonącym był Igor Jovićević, a brzytwą w jego przypadku okazała się kompletna zmiana ustawienia. Na przestrzeni kilku dni Chorwat przeszedł na trójkę stoperów i wahadła, jednocześnie rezygnując ze skrzydłowych. Czy to się obroniło? No nie do końca, Widzew był równie mizerny, jak w wielu innych meczach tego sezonu.

Trzeba przyznać, że Łodzianie całkiem nieźle weszli w mecz. Widać było determinację i chęć do gry. Kilkukrotnie piłkarzom Jovićevicia udało się odebrać piłkę na połowie przeciwnika, a nawet potrafili sprawdzić czujność Rafała Strączka. Próbował Kornvig, Zeqiri czy Shehu, jednak nie były to strzały z na tyle dobrych pozycji i o takiej jakości, by mogły skończyć się golem.

Problem w tym, że z biegiem czasu w poczynaniach gości zaczęło się pojawiać coraz więcej frustracji i niedokładności. GKS czuł się swobodniej, był coraz odważniejszy i już przy pierwszej okazji przekuł to na gola. Co ciekawe, Lukasa Klemenza nie był w stanie upilnować nie kto inny, jak Sebastian Bergier.

Reklama

Wraz z upływem pierwszej połowy malał ten animusz piłkarzy Jovićevicia, ale po bramce Katowiczan jakby całkowicie uleciał. Jakiekolwiek próby były kompletnie nieudane. Nie było pomysłu jak zaskoczyć przeciwnika. W białych koszulkach biegały dzieci zagubione we mgle, nie mające pojęcia, co mają robić. Dokładnie tak wygląda zespół bez lidera, bez przywódcy albo po prostu bez trenera. Zamieszanie w kotle, wywrócenie wszystkiego do góry nogami nie spowodowało magicznej odmiany.

Reklama

Gdyby nie nieporadność Szkurina i refleks Drągowskiego, do przerwy byłoby 2:0.

Chwilowy zryw i wyćwiczony wolny to za mało

Pierwsze minuty drugiej połowy wyglądały praktycznie identycznie jak początek spotkania. Tym razem GKS nie był tak czujny i dobrze zorganizowany, przez co mógł sobie pluć w brodę, że Szkurin w ostatniej akcji przed przerwą nie zakończył emocji w tym spotkaniu. Sprytnie rozegrany rzut wolny i Kozlovsky do spółki z Zeqirim sprawili, że na tablicy wyników znów był remis.

Reklama

I znów, animuszu Widzewowi starczyło na kilka minut po strzelonym golu, po czym gra się ustabilizowała. Była kolejna niezła próba z rzutu wolnego – tym razem GKS skutecznie się wybronił – i poza tym po doprowadzeniu do wyrównania goście na poważnie nie zagrozili Rafałowi Strączkowi.

Gospodarze, jakby pod presją stawki tego spotkania, też nie grali wybitnie. W tym roku widzieliśmy ich już w znacznie lepszej dyspozycji. Zespół Rafała Góraka w optymalnej formie sprawę awansu rozstrzygnąłby zapewne jeszcze w podstawowym czasie. Nawet, gdy wydawało się, że Katowiczanie zaczynają łapać wiatr w żagle to przeszkodzili im właśni kibice, którzy odpalonymi racami przerwali mecz na dobre kilka minut.

Reklama

Jak niewiele trzeba, by rozmontować defensywę RTS-u pokazała akcja z pierwszych minut dogrywki. Przyśpieszenie gry i po paru podaniach Mateusz Wdowiak, który pozostał kompletnie bez opieki, w efektowny sposób wpakował piłkę do siatki Bartłomieja Drągowskiego. Widzewa uratował tylko minimalny spalony podającego Alana Czerwińskiego.

Zresztą ogólnie w tych dodatkowych 30 minutach piłkarze Rafała Góraka wyglądali, jakby w końcu zdali sobie sprawę, że niepotrzebny był ten nadmierny respekt w kierunku przeciwnika. W dość prosty sposób potrafili sprawić, że robiło się gorąco pod bramką Drągowskiego. Najczęściej jednak brakowało dokładnego ostatniego podania. Właśnie to było głównym powodem tego, że przy Nowej Bukowej obejrzeliśmy serię rzutów karnych. Poza jednym zrywem świeżo wprowadzonego Fornalczyka, Widzew w dogrywce był kompletnie bezzębny.

Gdyby podanie Fornalczyka do Alvareza z ostatnich minut dogrywki zakończyło się golem to obaj zmiennicy zostaliby bohaterami swojego zespołu. Przekornie, to właśnie ta dwójka sprawiła, że po konkursie jedenastek w półfinale zameldował się GKS. O ile intencje Hiszpana wyczuł Rafał Strączek, o tyle piłkarza sprowadzonego latem z Korony Kielce nie broni nic. Po prostu fatalnie spudłował.

Reklama

GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:1, 1:0), rzuty karne: 4:2

  • 1:0 – Lukas Klemenz 28′
  • 1:1 – Andi Zeqiri 53′

Rzuty karne:

  • 1:0 Jędrych – gol,
  • 1:0 Alvarez – niewykorzystany,
  • 2:0 Nowak – gol,
  • 2:1 Kornvig – gol,
  • 3:1 Rasak – gol,
  • 3:2 Cheng – gol,
  • 4:2 Milewski – gol,
  • 4:2 Fornalczyk – niewykorzystany.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix

44 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Jan Broda
10
Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Piłka nożna

La Liga

Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Jan Broda
10
Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico