Fiorentina w przerwie meczu z Jagiellonią… zmieniła bramkarza

Marcin Ziółkowski

26 lutego 2026, 20:32 • 2 min czytania 0

Fiorentina w przerwie meczu z Jagiellonią… zmieniła bramkarza

Fiorentina nie popisała się w pierwszej połowie spotkania z Jagiellonią Białystok. Pomimo trzybramkowej zaliczki przywiezionej z Polski, na Stadio Artemio Franchi do przerwy piłkarze z Podlasia prowadzili 2:0 po dublecie Bartosza Mazurka. Co mogło zaskakiwać, pod koniec przerwy na boisku rozgrzewał się David De Gea. Sugerowało to zmianę w bramce i… tak też się stało. Co jest tego powodem?

Reklama

Fiorentina pewna siebie, ale na krótko?

Jagiellonia zagrała na miarę możliwości, które doskonale znamy. Podopieczni Adriana Siemieńca posiadali piłkę i prezentowali się bardzo dobrze. Zwieńczeniem tego był dublet Bartosza Mazurka. Młody talent, który coraz śmielej prezentuje się w środku pola doprowadził swoimi boiskowymi wyczynami do konsternacji kibiców na Stadio Artemio Franchi.

Polak grał życiówkę, choć wierzymy, że to dopiero pierwsze z wielu takich spotkań w jego karierze. Paolo Vanoli wystawił do gry w bramce Lucę Lezzeriniego zarówno w Białymstoku, jak i we Florencji – ale w przerwie meczu rewanżowego dało się zauważyć zaskakujące obrazki.

Reklama

Rozgrzewał się… David de Gea. Dało to do zrozumienia, że Włoch zaczął realnie obawiać się rimonty. I faktycznie, Lezzerini po przerwie nie wyszedł na murawę. Podobnie Nicolo Fortini.

Dlaczego tak się stało? Rzekomo włoski golkiper nabawił się urazu mięśniowego pod koniec pierwszej połowy. Jak jest naprawdę? To wiedzą zapewne tylko zawodnicy Violi i sztab szkoleniowy.

Zajmujący się klubem z Florencji blog Viola Nation sugeruje, że ta zmiana mogła wynikać z poirytowania Vanolego. W jednym z wpisów, autorzy dodali też, że w pierwszej połowie Włoch nie był zbyt pewnym punktem, co potwierdzało wpuszczenie dwóch bramek. Oficjalną wersją jest jednak problem natury zdrowotnej, co potwierdza choćby Gianluca Di Marzio.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Liga Konferencji

LIVE: Do przerwy 0:0. Palma tu, tam, siam i wszędzie, ale strzały… fatalne

Duda  &  Idasiak
7
LIVE: Do przerwy 0:0. Palma tu, tam, siam i wszędzie, ale strzały… fatalne
Reklama
Reklama