Dlaczego Jagiellonia jednak nie awansowała? Cztery powody

Paweł Paczul

27 lutego 2026, 15:27 • 5 min czytania 51

Reklama
Dlaczego Jagiellonia jednak nie awansowała? Cztery powody

Ech, blisko była Jagiellonia, by dokonać czegoś wielkiego i odpalić Fiorentinę mimo porażki 0:3 u siebie, ale jednak czegoś jej zabrakło. No i właśnie to, czego zabrakło, warto wskazać (oczywiście oprócz lepszego wyniku z pierwszego spotkania, bo to jest dość oczywiste). Gdyby bowiem te elementy lepiej zagrały – albo gdyby w ogóle istniały – Jaga grałaby w Europie dalej.

No to lećmy.

Po pierwsze – gorszy dzień Jesusa Imaza

Wielu graczy Jagiellonii zagrało przeciwko Fiorentinie znakomicie: Mazurek, Wojtuszek, Pululu, Romanczuk (rany, ten to był kapitalny, być może MVP spotkania mimo trzech goli Mazurka), ale zwyczajowy lider Imaz akurat nie był w najlepszej dyspozycji. Oczywiście, ostatecznie gola strzelił, ale więcej w tym było pomocy De Gei niż klasy gracza Jagiellonii, bo już trochę uderzył z rozpaczy, no i po błędzie bramkarza wpadło.

Niestety wcześniej piłka go tak nie słuchała. Kojarzymy taką sytuację z drugiej połowy, kiedy to Imaz dostaje bardzo dobrą prostopadłą piłkę w polu karnym, ale nie do końca dobrze ją przyjmuje i rywal ma czas go skasować. No a Hiszpan przy dobrym – a może zwykłym – dniu gubi przeciwnika i wrzuca gola na 4:0.

Reklama

Takich sytuacji było więcej, kiedy Imazowi brakowało dokładności, lepszego wyboru, takiego płynięcia z falą.

Potwierdzają to statystyki, bo gdyby Imaz czuł się na boisku lepiej, to wszedłby chociaż w jakikolwiek drybling, a według Superscore nie wszedł w żaden. Pojedynki? Cztery, dwa wygrane. Dla porównania z Radomiakiem szukał ich zdecydowanie częściej, bo aż dziesięciokrotnie.

Brakowało tej magii. Szkoda. Aczkolwiek ten facet tyle razy dowoził, że trudno będzie mu jakoś szczególnie wypominać ten mecz.

Reklama

Po drugie – granie w dziesięciu przez większą część pierwszej połowy

Mowa o gościu, który akurat nie dowozi, czyli o Kamilu Jóźwiaku. Niedawno nawet pytaliśmy w tekście – gdzie zniknął Kamil Jóźwiak? No i dalej nie wiemy. Niestety z nim Jagiellonia wyglądała właśnie jak grająca w dziesiątkę, czyli jak drużyna osłabiona, bo Kamil kolegom nie pomaga. Ani teraz, ani – póki co, trzymamy kciuki – kiedykolwiek. Problem z nim jest taki, że wygląda na niezwykle ociężałego skrzydłowego. Nie ma przyspieszenia, nie potrafi zrobić przewagi na skrzydle. Podajesz mu piłkę i okej, on ją przyjmie, ale co dalej?

No dalej nic.

Przez ponad pół godziny we Florencji dotknął piłkę osiem razy. Nie wyniknęło z tego ani jedno dośrodkowanie, ani jeden drybling. Jóźwiak niestety po prostu snuje się po boisku bez większego sensu.

Pytanie: kiedy znów zacznie grać na przyzwoitym poziomie? On przecież nie jest w Białymstoku od wczoraj. Jeszcze można było zakładać, że jesieni będzie potrzebował, by ogarnąć się choćby fizycznie, ale minęła jesień, zaraz minie zima (na szczęście) i Jóźwiak wygląda tak, jak wyglądał zaraz po przyjściu.

Reklama

Ślamazarnie.

Co gorsza, ta kariera jest na zakręcie od dłuższego czasu. To wręcz szokująca statystyka – Jóźwiak od odejścia z Lecha strzelił w swojej karierze trzy gole w różnych ligach. Czyli tyle ile w jednym meczu Mazurek.

Wejście Drachala dużo dało Jagiellonii, bo 19-latek przesunięty na skrzydło był zdecydowanie żywszy, a Drachal bardzo dobrze radził sobie w środku.

Kamil Jóźwiak

Reklama

Po trzecie – krótka ławka

Wiadomo, że Fiorentina wpuszczała lepszych graczy, skoro zostawiła podstawowych w rezerwie, ale Jagiellonia nie mogła w zasadzie niczym odpowiedzieć (wyłączając wspomnianego Drachala). Kiedy boisko musiał opuścić Wojtuszek, gra przestała już wyglądać tak dobrze, bo wpuszczenie Bażdara i przesunięcie Pozo nie zadziałało na plus dla Jagiellonii. O Bażdarze można powiedzieć tyle, że dużo biega, ale w piłkę nożną trzeba jeszcze grać.

Bażdar na razie robi to słabo, jest irytująco niedokładny i zagrywa raz źle, raz dobrze. Dosłownie – miał 50% celnych podań. Jeszcze gdyby potrafił zrobić przewagę i urwać się na skrzydle, ale nie, Fiorentina bardzo spokojnie sobie z nim radziła.

Poza nim na boisku pojawili się jeszcze Flach i Kobayashi, od których trudno wymagać pomocy w ofensywie i Rallis, od którego trzeba wymagać, ale paradoksalnie też trudno.

Nie było kim straszyć. Fiorentina przy 0:3 była przerażona, że odpadnie, ale podstawowi gracze Jagielloni odczuwali zmęczenie, a na ławce nie siedział ktokolwiek, kto mógłby wejść i zadać ostateczny cios.

Reklama

Po czwarte – brak perfekcyjnego meczu bramkarza

Jeśli przegrywasz 0:3 w pierwszym meczu, to oczywiste, że nie masz marginesu błędu, a choćby jeden gol sprawia, że jesteś w dupie. Potrzebujesz więc bramkarza, który nic nie odwali, a Abramowicz jednak odwalił. Został nowym Murawskim, bo zrobił właściwie to samo, co piłkarz Lecha, gdy Kolejorz odrabiał straty we Florencji – źle wybił piłkę we własnym polu karnym. Oczywiście Murawski nogami, Abramowicz rękami, ale efekt ten sam. Pod nogi rywala i gol.

Ogółem golkiper w tym spotkaniu nie bronił źle, ale zaliczył bardzo kosztowną wpadkę. A jeśli dodać, że w Białymstoku mógł lepiej zachować się przy golu na 1:0, to wyjdzie nam, że Jagiellonia nie miała w tym dwumeczu perfekcyjnego bramkarza.

A żeby ograć Fiorentinę, nawet taką niezbyt sensowną w skali jej historii, to jednak golkiper musi pomóc.

***

Reklama

Punktem piątym mogłoby być szczęście, ale po namyśle… Ile tego szczęścia? Sprzyjało przy drugim golu Mazurka, przy trzecim też, Pululu przecież podawał do Imaza, ale mu zeszło. Akurat fart był z Jagiellonią, tyle że nie przeważył braków, które wskazaliśmy wyżej.

Podkreślmy – to był wielki, kapitalny mecz Jagi. Ale do meczu historycznego jednak paru elementów zabrakło.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE KONFERENCJI NA WESZŁO:

Fot. Newspix

51 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Konferencji