Galatasaray jak taran! Kompromitacja Juventusu w Turcji

Marcin Ziółkowski

17 lutego 2026, 21:22 • 4 min czytania 11

Galatasaray jak taran! Kompromitacja Juventusu w Turcji

Mało kto spodziewał się takiego wyniku w meczu Juventusu na otwarcie fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Galatasaray po znakomitej drugiej połowie pokonało włoskiego giganta i to aż 5:2. Świetnie w pierwszej połowie pokazał się Teun Koopmeiners, który zdobył obydwie bramki dla Turyńczyków. To nie wystarczyło. Ba, to były tylko bramki „pocieszenia”. Turcy zmiażdżyli Juve w drugiej połowie. Grał w niej tylko jeden zespół, a drugi prosił o litość. 

Reklama

Galatasaray zagrało doskonałe spotkanie, tworząc w sumie aż 22 okazje podbramkowe. I nie ma też co patrzeć na samą czerwoną kartkę Juana Cabala. Nie możemy powiedzieć, by to on Starej Damie całkowicie zawalił mecz, ale na pewno się do tego mocno przyczynił. Kiedy wylatywał z boiska z czerwoną kartką, było już i tak 3:2 dla Turków i mocno napierali. Potem strzelili w przewadze jeszcze dwa gole i mają doskonałą sytuację przed rewanżem.

Włosi i trudny czas. Trzeba było jednak zagrać w „piekle”

Juventus w ostatnim meczu doznał porażki z Interem Mediolan w ligowym hicie. Turyńczyków pogrążył Piotr Zieliński, ale też Alessandro Bastoni, który nabrał sędziego na drugą żółtą kartkę Pierre’a Kalulu. Mecz ten stał się przedmiotem ogólnokrajowej debaty, czy VAR nie powinien interweniować przy drugich żółtych kartkach.

Reklama

Turcy z kolei ciągle przewodzą w ligowych zmaganiach i z utęsknieniem czekali na powrót rozgrywek kontynentalnych. Zimą przybyli do Stambułu m.in. Noa Lang i Sacha Boey. Obydwaj zawiedli w swoich poprzednich klubach – odpowiednio SSC Napoli i Bayernie Monachium. Ten pierwszy świeżo po odejściu krytykował nawet Antonio Conte (a formalnie wciąż jest graczem Napoli).

Sporo działo się w okolicach pierwszego kwadransa. W podbramkowym zamieszaniu i po błędzie Bremera najbardziej czujny był jego rodak Gabriel Sara. Minęła minuta, a pod bramką Turków dobitkę strzału wspomnianego już Kalulu wykończył Koopmeiners. Szybkie dwa ciosy i mieliśmy już 1:1. Działo się.

Holenderski pomocnik miał dobry dzień, bo po 32 minutach dał Starej Damie prowadzenie po pięknym strzale w okienko. Trzeba było jednak dokonać wymuszonej zmiany, bo Bremer doznał kontuzji. W przerwie Luciano Spalletti zdjął też Andreę Cambiaso, który nie ma za sobą najlepszych tygodni. Juan Cabal nie był jednak lepszy. O tym za chwilę.

Galatasaray jak znakomity pięściarz. Same celne ciosy

W pierwszym kwadransie po przerwie Turcy trafili dwukrotnie do siatki, grali ewidentnie lepiej, dobrze się czuli na boisku tego wieczoru. Konto bramkowe w Stambule otworzył Noa Lang. Krótko później Cabal sprokurował rzut wolny. Gabriel Sara dorzucił w pole karne, nabił Davinsona Sancheza i było 3:2. Turcy nie prowadzili w meczu przypadkiem – był to efekt ciągłych ataków na bramkę Di Gregorio.

Kolumbijczyk z Juventusu zakończył swój występ na 22 minutach. Druga żółta kartka przedwcześnie zmusiła go do zejścia do szatni.

Już w 11 na 11 było widać sporą przewagę Galatasaray, a po czerwonej kartce to już w ogóle nie było czego zbierać. W 75. minucie Lloyd Kelly stracił piłkę na wysokości jedenastego metra, a znacznie bystrzejszy był Osimhen. Ten błyskawicznie odegrał do Langa, a Holender na kwadrans do końca meczu wypracował dwubramkową przewagę.

Z czasem na boisku zameldował się też ostatnio wiecznie kontuzjwany Sacha Boey. I – uwaga – jeden z największych flopów ostatnich lat w Bayernie ustalił wynik spotkania! Kelly był w końcowej fazie meczu jak dziecko we mgle.

Nie są to dobre dni dla Juventusu. Turyńczycy w czwartym meczu z rzędu stracili minimum dwa gole. Po trzech bramkach z Atalantą, dwóch z Lazio i trzech z Interem, przyszedł czas na piątkę od Galaty. To 13 straconych goli w czterech spotkaniach. Luciano Spalletti ma nad czym pracować.

Galatasaray SK – Juventus 5:2 (1:2)

  • 1:0 – Gabriel Sara – 15. minuta
  • 1:1 – Teun Koopmeiners – 16. minuta
  • 1:2 – Teun Koopmeiners – 32. minuta
  • 2:2 – Noa Lang – 49. minuta
  • 3:2 – Davinson Sanchez – 60. minuta
  • 4:2 – Noa Lang – 75. minuta
  • 5:2 – Sacha Boey – 86. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama