Chelsea bez kierunku. Maresca przegrał z systemem, nie z wynikami

Wojciech Piela

04 stycznia 2026, 11:38 • 10 min czytania 3

Chelsea bez kierunku. Maresca przegrał z systemem, nie z wynikami

Triumf w Lidze Konferencji, awans do Ligi Mistrzów i Klubowe Mistrzostwo Świata nie wystarczyły, by Enzo Maresca zyskał realny wpływ na przyszłość Chelsea. Jego odejście to symbol klubu, w którym strategia transferowa i kontrola właścicieli znaczą więcej niż wizja trenera.

Reklama

Chelsea od wielu lat znana jest z tego, że nie jest to najspokojniejsze miejsce na świecie. Od 2006 roku na stanowisku trenera dokonano tam aż 17 zmian, gdzie choćby w tym czasie w Manchesterze City dochodziło do tego pięciokrotnie, a w Arsenalu tylko dwa razy. 1 stycznia na Stamford Bridge przygotowali nam jednak coś niezwykłego. W historii Premier League nie było jeszcze bowiem sytuacji, aby do odejścia trenera doszło w Nowy Rok. Styczeń zaczął się więc w angielskiej piłce od trzęsienia ziemi, choć trudno było być przesadnie zaskoczonym.

Maresca przegrał z systemem, nie z wynikami. Chelsea bez kierunku

Napięcia pomiędzy Enzo Marescą a zarządem trwały już od kilku tygodni. Włoski trener romansował z Manchesterem City czy Juventusem. Nie jest tajemnicą, że na Etihad Stadium widzieliby go w roli potencjalnego następcy Pepa Guardioli, gdyby ten w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy zdecydował się zakończyć swoją wieloletnią pracę. W przeszłości Maresca pracował przecież w sztabie hiszpańskiego trenera, a także z drużynami młodzieżowymi The Citizens. Ponadto, w kilku wypowiedziach Włoch dawał do zrozumienia, że nie czuje się już w zachodnim Londynie komfortowo. – Ostatnie 48 godzin to najgorszy czas od mojego przyjścia do klubu, bo wiele osób nie okazało nam wsparcia – po wygranym starciu z Evertonem w grudniu słychać było strzały w kierunku zwierzchników.

Reklama

To wszystko w połączeniu z załamaniem formy, gdyż The Blues wygrali tylko 1 z 7 ostatnich ligowych meczów, doprowadziło do pożegnania. Trudno jednoznacznie nazwać to zwolnieniem, bardziej można chyba przyjąć, że faktycznie było to odejście za porozumieniem stron. Fani Chelsea mają jednak pełne prawo zastanawiać się, w jakim kierunku zmierza ich ukochany klub. Kolejny szkoleniowiec, tym razem już z sukcesami, nie jest w stanie poradzić sobie ze specyficznym stylem zarządzania. Triumf w Lidze Konferencji, awans do Ligi Mistrzów po dwóch latach przerwy, ale przede wszystkim sięgnięcie po Klubowe Mistrzostwo Świata to argumenty, które nie wystarczyły Maresce do przeforsowania swojej wizji.

Gdy zatrudniono go latem 2024 w miejsce Mauricio Pochettino nie brakowało głosów, że to skok na głęboką wodę. Chelsea poszukiwała jednak szkoleniowca, który potraktuje ten klub jak ogromną szansę i zaakceptuje swoją rolę. Pożegnanie z doświadczonym i zdecydowanie bardziej renomowanym Argentyńczykiem również było przecież burzliwe. – Nie chodzi tylko o to, czy zadowoleni są właściciele czy dyrektorzy sportowi… Musicie nas również o to zapytać, bo być może powiemy: 'nie jesteśmy zadowoleni’, zaakceptujemy sytuację i będziemy musieli się rozstać – mówił Pochettino jeszcze przed zakończeniem sezonu 2023-24. Kilka tygodni później faktycznie doszło do zakończenia współpracy.

Mauricio Pochettino podczas meczu Chelsea

Mauricio Pochettino również pożegnał się z Chelsea po nieporozumieniach z właścicielami

Nie od dziś wiadomo bowiem, że istnieją w Chelsea czynniki, które niezbyt ułatwiają szkoleniowcom życie. Podstawowym z nich jest ogromny przemiał zawodników. Od momentu przejęcia klubu przez amerykańskie konsorcjum BlueCo w maju 2022 roku, na Stamford Bridge trafiło w sumie ponad 50 piłkarzy. Mamy wśród nich takie kwiatki jak Dario Essugo, Deivid Washington, Omari Kellyman czy Aaron Anselmino. Kilka z tych ruchów okazało się oczywiście trafionymi, na czele z Colem Palmerem czy wielomilionowym zakupem Moisesa Caicedo. Można jednak odnieść wrażenie, że obrót pieniędzmi na Stamford Bridge często jest przerostem formy nad treścią.

Karuzela trenerów, jaka miała miejsce w Chelsea także za kadencji poprzedniego właściciela Romana Abramowicza, również na dłuższą metę nie służyła, ale wydaje się, że była spowodowana obsesją wygrywania ze strony sternika klubu. The Blues desperacko poszukiwali rozwiązań, aby uratować sezon i wycisnąć ze swojej kadry maksimum. Tak było choćby, gdy w połowie sezonu zatrudniali Roberto di Matteo oraz Thomasa Tuchela, co przy pewnej dozie szczęścia, ale jednak doprowadziło do triumfu w Lidze Mistrzów. Dzisiaj można dojść do smutnego dla fanów na Stamford Bridge wniosku, że w tym klubie wygrywanie nie jest najważniejsze.

Bardziej istotny jest właściwy obieg pieniądza i promowanie młodych zawodników. Strategia transferowa stała się celem samym w sobie, a nie środkiem do zdobywania trofeów. Latem do klubu trafili przecież 21-letni Andrey Santos, który wrócił z wypożyczenia do Strasbourga, ale też pozyskani za wielkie pieniądze 19-letni Jorrel Hato czy 18-letni Estevao. Gdy Maresca domagał się z kolei, aby pozyskać doświadczonego środkowego obrońcę w miejsce kontuzjowanego na cały sezon Leviego Colwilla usłyszał, że przecież w klubie jest wychowanek, a więc 19-letni Josh Acheampong. Ta kwestia też zresztą miała się w dużej mierze przyczynić do niezadowolenia 45-latka.

Trener przy obecnym układzie nigdy nie będzie miał decydującego słowa w wielu kwestiach w klubie, co z pewnością może doprowadzać do frustracji. Tak miało być również w przypadku funkcjonowania działu medycznego, który działał w dużej odrębności i niezależności od sztabu trenerskiego. Maresca chciał mieć więcej swobody w ignorowaniu ich zaleceń dotyczących polityki wprowadzania graczy po kontuzjach. Chelsea często robiła to dosyć ostrożnie, a Pedro Neto, Wesley Fofana czy Reece James mogli grać tylko wtedy, gdy byli gotowi na 100%.

Być może czarę goryczy przelało to, co wydarzyło się przeciwko Bournemouth. W drugiej połowie z boiska zszedł bowiem Cole Palmer, który również w tym sezonie opuścił wiele meczów z powodu urazów. Z trybun można było wówczas usłyszeć przyśpiewki w kierunku Włocha „nie wiesz, co robisz”. Kto wie jednak, czy liczba minut, którą rozegrał reprezentant Anglii w tym meczu nie była z góry zasugerowana przez klubowych lekarzy? Z drugiej jednak strony można odbić piłeczkę, że być może dzięki takiemu postępowaniu Reece James, którego kartoteka zdrowotna jest bardzo bogata, od roku nie był na dłużej kontuzjowany i jego kariera wraca na właściwe tory.

– Naprawdę chwalę piłkarzy i drużynę, ponieważ rozegraliśmy 16 meczów Premier League, a pięć z nich było bez Moisesa Caicedo i 11 bez Cole’a Palmera, prawie wszystkie bez Liama ​​Delapa. A ta drużyna, niezależnie od tego, kto gra, radzi sobie fantastycznie. Właśnie zagraliśmy pięć meczów w ciągu 12 dni – mówił Maresca po spotkaniu z Evertonem kilka tygodni temu. Po starciu z Bournemouth był już z kolei na tyle sfrustrowany, że nie chciał wychodzić do dziennikarzy, a dwa dni później pożegnał się z posadą.

Od momentu przejęcia klubu przez amerykańskich właścicieli, przez 3,5 roku Chelsea wydała na transfery około 1,5 miliarda funtów. Trudno jednak mieć przekonanie, że jest to zespół zdolny do rywalizacji o najwyższe cele. Takimi na pewno nie są bowiem wygranie Ligi Konferencji czy czwarte miejsce w Premier League.

Enzo Maresca z trofeum za klubowe MŚ

Enzo Maresca wraz z najcenniejszym trofeum w swojej karierze

Czym innym jednak było już rozbicie PSG w finale klubowego mundialu. To był wynik zdecydowanie ponad stan, ale na Stamford Bridge można było zaobserwować spektakularne poparcie dla strategii BlueCo. Dyrektorzy sportowi klubu, Paul Winstanley i Laurence Stewart, zostali nagrodzeni sześcioletnimi kontraktami, podobnie jak dyrektorzy do spraw rekrutacji Joe Shields i Sam Jewell. Maresca miał więc powody do świętowania, ale z tyłu głowy być może przechodził go dreszcz, że to przecież umacnia tylko pozycję ludzi, z którymi niekoniecznie było mu po drodze.

Początek tego sezonu układał się jeszcze pozytywnie. Chelsea wygrała choćby z mistrzem Anglii Liverpoolem 2:1, a niewiele ponad miesiąc temu o jej sile przekonała się Barcelona, przegrywając 0:3 w Lidze Mistrzów. Do tego należy dorzucić remis po niezłej grze, grając niemal cały mecz w dziesiątkę, z Arsenalem 1:1. Włoch odebrał zresztą statuetkę dla najlepszego menedżera miesiąca w Premier League za listopad. Wówczas Maresca znajdował się u szczytu budowania swojego autorytetu, starając się wycisnąć maksimum z posiadanej kadry. Na końcu i tak okazało się to jednak bardzo kruche.

Wystarczył jeden słabszy miesiąc, aby notowania spadły. Dziś jest to już 15 punktów straty do liderujących Kanonierów. W Lidze Mistrzów również trzeba będzie się napocić, jeśli The Blues chcą wywalczyć awans bez konieczności gry w dodatkowej rundzie. Chelsea przegrała w grudniu z Aston Villą, a wcześniej z Leeds czy Atalantą.

Fani mieli również pretensje o brak stabilizacji na przestrzeni 90 minut, gdy wypuszczali prowadzenie z rąk w domowych meczach z Sunderlandem oraz Brighton. Piłkarze Chelsea bardzo często byli też karani przez sędziów za nieprzemyślane faule, pojawiało się sporo żółtych i czerwonych kartek. Regularne wystawianie najmłodszego składu w lidze (średnia wieku około 24 lat) może być rozpatrywane jako atut, ale niesie za sobą również mniej pozytywne konsekwencje.

Nie jesteśmy w stanie podjąć rywalizacji pod względem fizycznym. Brakuje spójności i doświadczenia. Nowy menedżer musi doprowadzić drużynę do takiego stanu, jakiego potrzebuje – skład był zbyt duży i to było największe wyzwanie. Niektórzy zawodnicy od jakiegoś czasu zdają sobie sprawę z niepewności co do swojej przyszłości w Chelsea i to jest część problemu. Trudno rywalizować w tej lidze, jeśli zawodnicy znajdują się w sytuacji pośredniej – niezależnie od tego, czy klub chce, żeby odeszli, czy oni sami chcą odejść – o problemach Chelsea, które do dziś są aktualne mówił już 2,5 roku temu Frank Lampard po tym, jak opuszczał klub, gdy tymczasowo przejął go po raz drugi w karierze.

Wówczas Chelsea skończyła na szokująco niskim 12. miejscu w Premier League. Teraz oczywiście jest lepiej, ale można odnieść wrażenie, że duża rotacja i sprowadzanie młodych talentów są pewnego rodzaju odwróceniem uwagi od budowy naprawdę silnego zespołu. 

Chelsea wydała latem na wzmocnienia do ofensywy aż 210 milionów funtów. Z klubem pożegnali się Noni Madueke, Nicolas Jackson, Joao Felix, Armando Broja i Christopher Nkunku. Sprowadzeni w ich miejsce Joao Pedro, Jamie Gittens, Alejandro Garnacho, Liam Delap, Estevao i Facundo Buonanotte w sumie uzbierali tylko 8 goli w Premier League, z czego 6 to dorobek samego Brazylijczyka. Być może więcej wyciśnie z nich nowy szkoleniowiec, którym ma być Liam Rosenior ze Strasbourga.

Liam Rosenior jako trener Strasbourga

Liam Rosenior niebawem może objąć Chelsea

To postać znana wśród działaczy Chelsea, francuski klub należy przecież do tego samego konsorcjum, co londyński klub. Często jest zresztą traktowany jako przechowalnia talentów, którzy w przyszłości mogą stanowić o sile The Blues. Niezbyt podoba się to kibicom, ale na pocieszenie wystarczy, że zajrzą do rejestru z wynikami. Strasbourg w tym sezonie wygrał bowiem fazę ligową Ligi Konferencji i zajmuje 7. miejsce w tabeli Ligue 1. W Alzacji nie są specjalnie przyzwyczajeni do takich wyskoków, gdyż to dopiero drugi raz w tym wieku, gdy na wiosnę będą mieli okazję rywalizować w Europie.

Rosenior dał się polskim kibicom poznać nieco bliżej, gdy jego zespół rywalizował w październiku z Jagiellonią i zremisował 1:1. – Czasami piłkarze zjawiali się na treningu, ale zamiast grać w piłkę, organizowałem zawody w układaniu klocków LEGO. Uważam, że dynamika pracy w grupie i wspólne spędzanie czasu, jest równie istotne, jak trening na murawie – taką wypowiedź o jego niekonwencjonalnych metodach treningowych jeszcze z czasów pracy w Hull City przytaczał w swoim tekście Szymon Janczyk.

Strasbourg, podobnie jak Chelsea, również wystawiał całą masę młodych zawodników, a średnia wieku wynosiła nawet mniej niż w przypadku The Blues, bo 21,4 lat. Racing zapisał się w historii jako pierwszy klub z TOP5 lig w Europie, który wystawił skład złożony wyłącznie z piłkarzy urodzonych w latach 2000. To na pewno zaimponuje właścicielom Chelsea.

W kwestiach taktycznych szkoleniowiec również ma pasować do ich profilu, gdyż nie różni się znacząco od tego, co proponował Maresca. Rosenior preferuje płynną formację, która w fazie posiadania piłki często przybiera kształt 3-2-5, a w grze bez niej przechodzi w 4-3-3 z wysokim pressingiem. Klub szuka szkoleniowca, który będzie potrafił wprowadzić odpowiednie korekty w zespole, ale niekoniecznie przeprowadzi wielką rewolucję.

Maresca na pewno nie pozostawia po sobie spalonej ziemi, ale podniesienie Chelsea z lekkiego dołka będzie dla Roseniora wyzwaniem. The Blues są w bardzo intensywnym okresie, gdyż co najmniej do 10 lutego będą rozgrywać po dwa mecze w tygodniu. Czasu na trening zbyt wiele więc nie ma. Poza tym, przejście do klubu o pokroju Chelsea to dla Roseniora skok na inny pułap trenerskiej ścieżki, a fani mogą mieć w głowie swoiste déjà vu.

Z Marescą, który przychodził po pracy w Leicester na poziomie Championship, było przecież podobnie. Na początku nie miał zbyt wielkich wymagań i wszystko układało się harmonijnie. Gdy osiągnął pierwsze sukcesy, chciał nieco mocniej zaakcentować swoją obecność w klubie i pojawiły się zgrzyty. Rosenior też musi zaakceptować, że nawet gdy nie utonie w głębokim basenie na Stamford Bridge, to niekoniecznie jego głos musi znaczyć o wiele więcej niż na początku pracy. Z tego też powodu niewielu trenerów ze ścisłego światowego topu uznałoby zapewne, że Chelsea to dla nich aktualnie atrakcyjne miejsce do pracy.

Fani więc protestują, a kolejną manifestację zapowiedziano na 17 stycznia i mecz derbowy z Brentford na Stamford Bridge. Na razie, najbliższym wyzwaniem jest starcie z Manchesterem City, w którym Chelsea poprowadzi jeszcze trener tymczasowy, dotychczas pracujący z zespołem U-21 Calum McFarlane. – Mogę o tym myśleć tylko pozytywnie. To niesamowite przeżycie – mówił z szerokim uśmiechem na przedmeczowej konferencji prasowej.

Po ostatnich wydarzeniach trudno jednak mieć przekonanie, że w roku, który rozpoczął się tak burzliwie, kibice Chelsea mogą mieć tyle samo powodów do satysfakcji, co właściciele ich ukochanego klubu.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

 

3 komentarze

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Liga Mistrzów

20 bramek dla dwóch klubów w LM. Lewandowski dołączył do najlepszych

AbsurDB
4
20 bramek dla dwóch klubów w LM. Lewandowski dołączył do najlepszych
Reklama
Reklama