Reklama

PRASA. Gasparik: Raków jest najlepszy w Polsce. Imponuje mi styl Papszuna

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

04 sierpnia 2022, 08:08 • 9 min czytania 5 komentarzy

Czwartkowa prasa to rzecz jasna głównie zapowiedzi meczów polskich klubów w europejskich pucharach. Co jeszcze? Garść wieści ligowych – zarówno z Ekstraklasy, jak i z jej zaplecza.

PRASA. Gasparik: Raków jest najlepszy w Polsce. Imponuje mi styl Papszuna

Sport

Prezes Górnika Zabrze o transferze Bartosza Nowaka.

Z drugiej strony, jest chyba żal, że taki zawodnik odchodzi z Górnika?…

– Sprawa wyglądała tak – mieliśmy trzy wyjścia: albo przedłużenie kontraktu, ale tego muszą chcieć dwie strony, a Bartek nie chciał. Druga opcja to wytransferowanie zawodnika, ale oczywiście tego musi chcieć i sam zawodnik, i dwa zainteresowane kluby. Z kolei trzecie rozwiązanie to odejście od nas zawodnika za darmo. To przerabialiśmy w ostatnim czasie, a pamiętamy przecież, że jego kontrakt z Górnikiem miał się zakończyć w czerwcu przyszłego roku. Akurat do takiej sytuacji chcieliśmy doprowadzić – że za kilka miesięcy odejdzie od nas za darmo. Woleliśmy wybrać – i wybraliśmy – wariant drugi, czyli wytransferowanie zawodnika. 

Odchodzi od was ofensywny zawodnik, który był ważną częścią zespołu w dwóch ostatnich latach. Co dalej? Ktoś pojawi się w jego miejsce?

Reklama

– Nie zdradzę na razie nazwiska. Znają je od trzech tygodni cztery osoby z klubu i cieszę się, że ta informacja nie wypłynęła. Niemniej w czwartek poznamy następcę Nowaka.

To zawodnik zagraniczny?

– Tak. A czy zagra w niedzielę? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, to już leży w gestii szkoleniowca, który pozytywnie zaopiniował tego gracza i jest z nim już po rozmowie. Może tak być, że zagra, ale nie musi.

Waldemar Fornalik o transferze Jorge Feliksa.

– Bardzo cieszymy się z tego transferu i że Jorge do nas dołączył. Oczywiście to nie jest tak, że od razu wejdzie do gry, bo wiemy, że ostatnio był jedynie w treningu indywidualnym. Na pewno brakuje mu treningów czysto piłkarskich. Jego występ w meczu z Legią jest raczej wykluczony, ale liczę, że z treningu na trening i z dnia na dzień będzie się zbliżał do gry. To jest interes zarówno zawodnika, jak i nasz. Piłkarz dostaje zielone światło, kiedy jest odpowiednio przygotowany, a to czy w kolejnych meczach zagra 5, 45 czy 90 minut, to już będzie zależeć od jego dyspozycji – nakreśla sytuację szkoleniowiec gliwiczan. – W naszej grupie został przywitany z dużym entuzjazmem. Na pewno czuje się tutaj jak w domu. Liczę, że to będzie ten Jorge, którego pamiętamy z jego ostatniego pobytu w Gliwicach. Liczymy, że da nam nie tylko bramki, ale przede wszystkim jakość w rozegraniu i akcjach ofensywnych, czyli to, z czego go doskonale znamy. Jorge może grać i na skrzydle, i w środku, jako rozgrywający. Może też występować w różnych systemach czy to na czwórkę czy trójkę obrońców. W każdym z nich bardzo dobrze sobie radził i dawał jakość – dodaje trener Fornalik.

Reklama

Piękny gol Antonio Domingueza pomógł GKS-owi Tychy.

29-letni Hiszpan, który w polskiej ekstraklasie wiosną 2020 roku w barwach ŁKS-u Łódź zaliczył 13 występów i zaznaczył swoją obecność trafieniem z rzutu karnego w spotkaniu z Zagłębiem Lubin, a po spadku łodzian do I ligi nadal na listach strzelców gościł głównie jako egzekutor jedenastek, w poniedziałek popisał się znakomitym uderzeniem z dystansu. Huknął z 25 metra i zaskoczony Paweł Pawliuczenko nie był w stanie sięgnąć piłki zmierzającej w okienko. – A mnie, powiem szczerze, Antonio nie zaskoczył – mówi trener tyszan. – Znamy jego umiejętności i wiedzieliśmy kogo sprowadzamy do zespołu. Ten mecz pokazał, że nasz pomocnik już wkomponował się w drużynę i znalazł wspólny boiskowy język z kolegami, bo ja oprócz tego efektownego gola, którego można oglądać na wideo wiele razy i za każdym razem cmokać z zachwytu, mam też cały czas w pamięci akcję, po której Daniel Rumin skierował piłkę do siatki. Wprawdzie sędzia po analizie VAR dopatrzył się spalonego, ale samo zagranie Mateusza Czyżyckiego po przechwycie na środku boiska oraz wejście Domingueza w pole karne i idealne dogranie w pole bramkowe do zamykającego kontrę napastnika, również są godne pochwały. Ten mecz pokazał też, że umiemy już ten wysoki poziom utrzymać i to mnie także cieszy.

Maciej Makuszewski w Odrze Opole.

Pochodzącego z mazursko-podlaskiego pogranicza zawodnika charakteryzuje dynamika i chęć wchodzenia w pojedynki. Jego problemem były jednak liczby, bo zawsze brakowało mu goli i asyst. Pod tym względem jego najlepsze sezony to 2014/15 i 2016/17, gdzie wg punktacji kanadyjskiej zdobył po 14 punktów – w Lechii (35 meczów, 6 goli, 8 asyst) i potem w Lechu (41 meczów, 4 gole, 10 asyst). Poza tym jeszcze tylko raz przekroczył dwucyfrową liczbę udziałów przy bramkach – w Lechu, w kampanii 2017/18 (28 meczów, 5 goli, 7 asyst). Na zapleczu najwyższej ligi Makuszewski nigdy nie grał, ale jako że w polskiej elicie wystąpił 235 razy, jest dla Odry dużym wzmocnieniem. Nie bez znaczenia jest też to, że na Islandii grał regularnie, a jego ostatni mecz miał miejsce 24 lipca i wejście z ławki rezerwowych po przerwie. Pod względem przygotowania fizycznego nie powinno być więc u niego problemów.

Super Express

Jan Faberski marzył o Ajaksie.

– O tym, że chcę trafić do Ajaksu, powiedziałem jako 12-latek, kiedy pojawiłem się tam po raz pierwszy – tłumaczy młody piłkarz. – Niedawny transfer to spełnienie moich marzeń, ale nie chcę na tym poprzestać. Skupiam się na awansie do drużyny U-18, a później wykonaniu kolejnych kroków. Chcę się rozwijać – deklaruje. […] Ostatnich kilkanaście miesięcy młody reprezentant Polski spędził w Jagiellonii, ale nie zadebiutował w ekstraklasie. – Myślę, że sportowo byłem na to gotowy – mówi. – Brak debiutu był jednak konsekwencją mojego wyboru. Postanowiłem cofnąć się do młodszego rocznika. Po prostu zawalałem szkołę przez treningi z pierwszą drużyną i wspólnie z rodzicami zadecydowaliśmy, że powinienem zdać do kolejnej klasy – wyjaśnia.

Fakt

Michal Gasparik ze Spartaka Trnawa jest pod wrażeniem Rakowa Częstochowa.

Raków postraszył pana, aplikując w poprzedniej rundzie eliminacji sześć goli kazachskiej Astanie i nie tracąc żadnego?

Zaimponowali mi szczególnie w pierwszym spotkaniu, które wygrali 5:0. To była totalna dominacja. Nawet kiedy grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Sorescu, dyktowali warunki. Nie ukrywam – jestem pod wrażeniem gry drużyny Marka Papszuna.

Twierdzi pan, że Raków to najlepsza polska drużyna. Doszedł pan do takich wniosków po dwumeczu z Kazachami?

Znacznie wcześniej. Analizuję Raków od ponad trzech mies i ę c y. Oglądam wszystkie ich spotkania. Bardzo imponuje mi pomysł na grę wcielony w życie przez trenera Papszuna.

Skoro Raków jest tak dobry, to jak ich pokonać?

Są niesamowicie ruchliwi i wybiegani. Jeśli chcemy im pokrzyżować plany, musimy biegać więcej i szybciej. Być blisko rywali, atakować pressingiem już na ich połowie.

Przegląd Sportowy

Lech szykuje się do meczu na Islandii, a Islandia do wybuchu wulkanu.

O 5.32 nad ranem piłkarzy i członków sztabu szkoleniowego Lecha, którzy mieli lżejszy sen, obudziło trwające 4 sekundy trzęsienie ziemi o sile 4,6 stopni w skali Richtera. Hotel, choć ekskluzywny, jest zbudowany z kontenerów, więc wstrząs był odczuwalny bardziej niż w pozostałych budynkach. Od kilku dni mieszkańcy Islandii spodziewają się erupcji wulkanu. Z okien samolotów lądujących na lotnisku międzynarodowym w Kelfavik było widać dym kłębiący się nad wulkaniczną wyspą, zaś mieszkańcy idący w środę rano do pracy musieli wyczyścić swoje samochody z pyłu wulkanicznego. Do tego na półwyspie Reykjanes ogłoszono żółty alarm. To oznacza, że wulkan może wybuchnąć w każdej chwili. Miejscowi wiedzą, że mają na siebie uważać, pościągać luźne rzeczy z półek, przymocować szafy do ścian. W odległości około 12 km od znajdującego się w miejscowości Kelfavik hotelu, w którym zatrzymali się zawodnicy Lecha, znajduje się wulkan Fargradalsfjall, zaś w pobliżu odnotowano powstanie szczeliny. Poza tym znacznie podniósł się poziom lawy. Jeszcze kilka dni temu znajdowała się na poziomie 10 km pod powierzchnią ziemi, a w środę po godzinie 15 miejscowego czasu (2 godziny różnicy) lawa pojawiła się na powierzchni. Najpoważniejsza erupcja wulkanu w ostatnich latach miała miejsce 12 lat temu, gdy eksplozja Eyjafjallajökulla sparaliżowała ruch lotniczy nad Europą. Teraz takiego zagrożenia nie ma, aczkolwiek według miejscowej prasy, jeśli wulkan wybuchnie, istnieje nawet ryzyko, że odetnie część półwyspu Reykjanes od stolicy i nie będzie dojazdu z lotniska do Reykjaviku. A więc czysto teoretycznie, gdyby wulkan eksplodował przed meczem, zawodnicy nie mieliby jak dojechać na stadion. Gdyby eksplodował w trakcie meczu, nie mieliby jak wrócić na lotnisko. Oczywiście to czarny scenariusz, możliwy, o ile wulkan w ogóle eksploduje, a do tego magma musiałaby spłynąć w stronę oceanu. Od momentu, gdy zawodnicy Lecha wylądowali na wyspie, odnotowano aż 13 wstrząsów o sile powyżej 3 stopni w skali Richtera, a więc odczuwalnych dla ludzi. Poza tym są setki o sile na tyle małej, że wiedzą o nich głównie sejsmolodzy i ci, którzy śledzą specjalistyczne strony.

Rafał Ulatowski w przeszłości mieszkał na Islandii.

Ja wtedy pracowałem w zespole w III lidze i prowadziłem szkółkę dla dzieci. Jeśli chodzi o moich zawodników, to większość pracowała w przetwórni rybnej. Poza tym do obowiązków klubu należało porządkowanie lokalnego cmentarza. Raz w roku wyznaczałem zawodników do koszenia trawnika, czyszczenia grobów. Oni nie kręcili na to nosami, ponieważ praca na rzecz społeczeństwa jest pewną normą. To jest coś, co zawsze bardzo mi imponowało. Przyjechałem na sezon, zostałem prawie pięć lat. Dostałem oferty z wyższych lig, z Reykjaviku (klub Throttur), gdzie toczy się całe życie Islandii. Gdy przylatujesz na Isladię i jest islandzka załoga, zawsze po wylądowaniu mówią „Velkomin Heim”, a więc „Witamy w domu”. I tak tu się właśnie czuję. Na Islandię wracam dwa, trzy razy do roku. Byłem dwa tygodnie temu. Tu mam trójkę dzieci, 16- i 13-letnie córki oraz 9-letniego syna. Wszyscy oczywiście grają w piłkę, mamy bardzo dobry kontakt, choć mieszkamy ponad 2,5 tysiąca kilometrów od siebie. Islandię znam właściwie wzdłuż i wszerz. Niedawno spełniłem swoje wielkie marzenie i objechałem całą wyspę samochodem, jako kierowca, razem z dziećmi. Zajęło nam to trzy dni, łącznie 1500 kilometrów. Pusto, rzadko uczęszczane szlaki, podziwiasz, rozmyślasz. Uwielbiam część tych miejsc, lodowiec Vatnajokull, wyspy Vestmannaeyjar, miasta jak Reykjavik czy Akureyri. Jeśli lubisz zwiedzać zabytki, kościoły, to co stworzone przez człowieka, to Islandia nie będzie miejscem dla ciebie. Ale jeśli lubisz, zobaczyć to, co stworzyła natura, znajdziesz się w raju. 

Nikolaj Hansen o meczu z Lechem Poznań.

Przed wami dwumecz z Lechem Poznań. To już druga w tym sezonie rywalizacja polskich klubów z drużyną z Reykjaviku. Kilka tygodni temu przeciwnikiem Pogoni Szczecin był KR. O ile w pierwszym meczu wasi lokalni rywale przegrali 1:4, o tyle w stolicy Islandii to gospodarze byli górą, po wygranej 1:0. Liczycie na podobny efekt w pierwszym meczu u siebie?

Dla nas liczy się tylko to, by wyjść na boisko, dobrze zagrać i przywieźć do Polski korzystny rezultat przed rewanżowym starciem. Nie chcę deprecjonować KR i ich osiągnięć, ale nasza drużyna jest po prostu zdecydowanie lepsza na przestrzeni ostatniego roku. W dwumeczu ze szwedzkim Malmö w I rundzie eliminacji Ligi Mis t r z ó w rywalizacja była bardzo zacięta. Na wyjeździe przegraliśmy 2:3, a w rewanżu zremisowaliśmy 3:3. Myślę, że Lech może być trochę lepszym zespołem od Szwedów, ale wiem, że ma problemy. Jesteśmy w stanie podołać wyzwaniu i awansować do kolejnej rundy.

W czym upatruje pan szansy na pomyślny rezultat?

Lech może nie być przyzwyczajony do gry na sztucznej murawie. My mamy okazję grać zarówno na takiej nawierzchni, jak i naturalnej. Rywalom może takiego doświadczenia zabraknąć. Dodatkowo jest jeszcze jeden ważny aspekt. Teoretycznie w tej rywalizacji nie jesteśmy faworytem. Presja jest na klubie z Poznania. My możemy tylko sprawić niespodziankę i dać z siebie wszystko. Zresztą w przeszłości już to się zdarzyło. Chcemy powtórzyć to, co zrobił kilka lat temu islandzki Stjarnan, eliminując Lecha z europejskich pucharów.

fot. Newspix

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

5 komentarzy

Loading...