Dla Jakuba Kamińskiego wyjątkowo pechowe okazało się zgrupowanie reprezentacji Polski. Już w pierwszej części meczu z Bośnia i Hercegowiną doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry także w kolejnych spotkaniach. Teraz opowiada o przyczynach urazu oraz trudnej rywalizacji w klubie. Stwierdził, że z tak dobrymi zawodnikami jeszcze nie miał okazji grać.
Jakub Kamiński wyszedł w podstawowym składzie na mecz z Bośnią i Hercegowiną, jednak po nieco ponad 20 minutach gry z powodu kontuzji musiał zostać zastąpiony przez Nicolę Zalewskiego. Mimo że uraz nie okazał się specjalnie poważny, to wykluczył go z kolejnych spotkań i skrzydłowy Benfiki już opuścił zgrupowanie. Teraz w rozmowie z WP Sportowymi Faktami przyznał, że wpływ na to mógł mieć brak regularnej gry w klubie.
– Jeżeli gram regularnie, to moja forma fizyczna jest lepsza. Poza boiskiem robię wszystko, by utrzymywać odpowiednią dyspozycję, ale treningi nie zastąpią mi meczów. W piątek z Bośnią doznałem urazu przy zagraniu z lewej strony boiska. Chciałem dograć piłkę, poczułem ból i uznałem, że nie ma co ryzykować i pogłębiać kontuzji. Coś w tym jest, że brak regularnych występów w klubie mógł doprowadzić do takiej sytuacji – tłumaczy wychowanek Lecha Poznań w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty.
„To najlepsza szatnia, w której byłem”. Kamiński docenia poziom w Benfice
Jakub Kamiński zdecydowanie nie notuje najbardziej udanego wejścia do nowego klubu. Do tej pory zagrał w zaledwie jednym meczu ligowym i swoich szans musi szukać w europejskich pucharach. Choćby w meczu Ligi Europy z Milanem, w którym strzelił gola oraz zaliczył asystę. Można to uznać za swego rodzaju promyk nadziei, jednak generalnie szału nie ma.
Teraz zauważa, że to najlepszy zespół, w jakim miał okazję występować i rywalizacja jest duża, więc ważne jest, by wykorzystywać natrafiające się szanse.
– Rywalizacja jest ogromna, na żyletki, detale decydują, kto gra. To najlepsza szatnia, w której miałem okazję być i trenować, jeżeli chodzi o piłkę klubową, dlatego ważne, żeby nawet wchodząc z ławki, od razu zaznaczyć swoją obecność, pokazać trenerowi, że jestem gotowy. Jakość na skrzydłach jest ogromna. Z treningu na trening jest lepiej. Na pewno będę miał swoje momenty, jak ten mecz z Milanem i takie szanse trzeba wykorzystywać.
Reprezentant Polski nie ma zamiaru się poddawać, tylko będzie walczył o swoje minuty.
– Jeżeli zgłasza się Benfica, człowiek nie zastanawia się dwa razy. Chcę spróbować swoich sił w takim klubie. Nie każdy ma taką możliwość, ten zaszczyt. Cieszę się z tego. Moim zadaniem jest dawać argumenty trenerowi, żeby minut na boisku było coraz więcej. Nie jest to łatwe, bo każdy ma takie nastawienie. Zawsze walczyłem o swoje i na pewno tak będzie i w tym przypadku.
Łącznie w siedmiu występach w barwach portugalskiego klubu raz trafił do siatki oraz dorzucił dwa ostatnie podania. Przypomnijmy, że na transfer zapracował bardzo udanymi występami w FC Koeln (siedem goli i pięć asyst w 34 meczach).
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix