Gdy magia znika. Liverpool czeka na ostatni błysk Salaha

Wojciech Piela

08 kwietnia 2026, 12:45 • 9 min czytania 2

Reklama
Gdy magia znika. Liverpool czeka na ostatni błysk Salaha

Luis Enrique przed środowym spotkaniem ćwierćfinału Ligi Mistrzów przestrzega, aby pod żadnym pozorem nie lekceważyć Liverpoolu. – Rok temu to przecież oni byli uznawani za faworyta, a to my awansowaliśmy – wskazuje Hiszpan. Wtedy jednak Liverpool był na najlepszej drodze do wywalczenia mistrzostwa Anglii, a w Premier League najjaśniejszym blaskiem świeciła gwiazda Mohameda Salaha. Zneutralizowanie Egipcjanina pomogło PSG w wyeliminowaniu The Reds i stanowiło zapowiedź trudniejszych czasów dla ekipy Arne Slota.

Reklama

33-latkowi coraz trudniej wskrzesić wymagany na najwyższym poziomie ogień. Jego pożegnanie zaczyna trochę przypominać choćby to, co działo się z Kamilem Stochem w ostatnim sezonie Pucharu Świata w skokach narciarskich. Wielki fan Liverpoolu zapewne z niesmakiem i bólem obserwował sobotnią potyczkę na Etihad Stadium w ćwierćfinale Pucharu Anglii. Potyczkę Liverpoolu ze znacznie mocniejszym rywalem zakończoną porażką, ale też potyczkę Salaha z własnymi słabościami. Zmarnowany rzut karny przy stanie 0:4 był smutnym podsumowaniem fatalnego popołudnia.

Liverpool czeka na ostatni błysk Salah. Gdy magia znika

Nikt nie odbierze Egipcjaninowi wielkich zasług i nawet nie zamierza zapewne tego robić. Jest legendą Premier League oraz najlepszym zawodnikiem Liverpoolu od kilku dekad. Dość powiedzieć, że przed jego przyjściem The Reds w ciągu dekady sięgnęli zaledwie po jedno trofeum, i to zdecydowanie to najmniej prestiżowe z możliwych, a więc Puchar Ligi w 2012 roku. Ostatnie 9 lat z nim na pokładzie to wypełniona gablota, w której połyskują puchary za mistrzostwa Anglii, Ligę Mistrzów czy Klubowe Mistrzostwo Świata.

Salah odmienił postrzeganie Liverpoolu w światowej piłce i udowodnił, że przewidywania ekspertów nie zawsze muszą być słuszne. Trafiał przecież na Anfield jako zawodnik, do którego po nieudanym pobycie w Chelsea przylgnęła łatka gracza, dla którego Premier League jest zbyt szybka i fizyczna. W 2017 roku krążyła nawet legenda, że Jurgen Klopp za lepszą opcję na pozycję prawoskrzydłowego uważał Juliana Brandta, który wyróżniał się w Bundeslidze. Już w pierwszym sezonie Egipcjanin zaszokował jednak piłkarską Anglię strzelając aż 32 gole w lidze i deklasując konkurencję w wyścigu o tytuł króla strzelców.

Przez cały okres pobytu w Liverpoolu utrzymywał wysoki poziom, ale do tego wyniku najmocniej zbliżył się dopiero w ostatnim roku. Jego 29 goli oraz 18 asyst w Premier League było spektakularnym wynikiem, który poprowadził The Reds do niespodziewanego mistrzostwa Anglii. Arne Slot przychodząc do Liverpoolu po Kloppie mógł mieć wątpliwości, czy egipska maszyna ponownie odpali. Jego końcówka współpracy z legendarnym Niemcem nie należała bowiem do najłatwiejszych. Znamienna była ich sprzeczka przy linii bocznej w meczu przeciwko West Hamowi oraz późniejsza wypowiedź Salaha o tym, że jeśli zabierze teraz głos, to w mediach wybuchnie ogień.

Reklama

Slot potrafił jednak okiełznać trudny charakter skrzydłowego i odrestaurował jego najlepsze cechy. Salah znów imponował zwinnością ruchów, dynamiką, nieszablonowym prowadzeniem piłki oraz precyzyjnymi strzałami, także tymi z rzutów karnych. W sezonie 2024/25 na dwanaście jedenastek zmarnował przecież tylko jedną. Fani nie wyobrażali sobie, aby w tej sytuacji po zakończeniu sezonu ich ulubieniec miał opuścić klub w obliczu wygasającego kontraktu.

Negocjacje były długie, a niepewność narastała. Coraz głośniej było o jego przenosinach do Arabii Saudyjskiej, gdzie dalej mógłby być wielkim ambasadorem arabskiej kultury, ale już grając zdecydowanie bliżej kraju, z którego się wywodzi. Ostatecznie złotem został obsypany w Anglii, bo w kwietniu ogłoszono dwuletnie przedłużenie umowy. Nowy kontrakt zagwarantował mu podwyżkę i zarobki na poziomie 400 tysięcy funtów tygodniowo. To kwota najwyższa w Liverpoolu i niemal najwyższa w całej lidze, bo większymi apanażami może pochwalić się jedynie Erling Haaland z Manchesteru City.

Reklama

Zaawansowany wiek Salaha budził wątpliwości, ale jednak ginęły one w morzu pochwał oraz zachwytów nad formą 32-letniego wówczas skrzydłowego. W drugiej części poprzedniego sezonu coraz częściej błyskotliwy Egipcjanin wyglądał jednak na boisku tak, jakby ktoś wyłączył mu wtyczkę z gniazdka i pozbawił żywotności. Tak było właśnie w dwumeczu z PSG, kiedy znakomitą partię na jego tle rozegrał Nuno Mendes. Przez to Liverpool stracił szansę na cenne trofeum odpadając z Ligi Mistrzów już w 1/8 finału. Podobnie rzecz miała się w finale Pucharu Ligi z Newcastle, kiedy Sroki okazały się lepsze, a w obronie dobrze radzili sobie z nim Dan Burn oraz Tino Livramento.

Liverpool wyglądał na coraz bardziej uzależnionego od Salaha, więc latem, aby go odciążyć, sprowadzono Hugo Ekitike, Floriana Wirtza oraz Alexandra Isaka. Z klubu odeszli jednak Luis Diaz i Darwin Nunez, a śmierć w wypadku poniósł Diogo Jota i nie udało się Slotowi wprowadzić zespołu na wyższy poziom. Szans na obronę mistrzostwa Anglii nie ma już żadnych, a Liga Mistrzów pozostaje ostatnią deską ratunku, jeśli chodzi o zdobycie trofeum. Do tego potrzebny będzie jednak Salah w formie, co w tym sezonie ma miejsce zdecydowanie zbyt rzadko. Jak dotąd, strzelił on we wszystkich rozgrywkach tylko 10 goli, a więc liczbę, którą zazwyczaj wykręcał w okolicach września czy października.

Na Puchar Anglii Liverpool nie ma już szans, bo w Wielką Sobotę został zdeklasowany przez Manchester City. Mecze z tym rywalem okazały się wyjątkowo bolesne dla fanów Liverpoolu w tym sezonie. W poprzednim, gdy zdobywali mistrzostwo, The Reds wygrali z nimi dwukrotnie nie tracąc choćby jednego gola. Teraz ekipa Guardioli aż trzykrotnie pokazała im miejsce w szeregu wygrywając z bilansem bramek: 9-1. W każdym z tych spotkań Salah był cieniem samego siebie, ale apogeum mogliśmy obserwować właśnie w ostatnim spotkaniu.

15. minuta gry. Dokładne i dalekie wybicie piłki przez Giorgiego Mamardaszwiliego. Salah dobrze opanowuje piłkę i radzi sobie z pilnującym go Abdukodirem Khusanovem. Staje oko w oko z Jamesem Traffordem i do tego momentu wszystko wygląda jeszcze jak za dawnych lat. Wydaje się, że lada moment piłka wpadnie do siatki i Liverpool wyjdzie na prowadzenie. Nic z tych rzeczy. Egipcjanin poprawia sobie jeszcze piłkę przed strzałem i odstawiony na boczny tor reprezentant Uzbekistanu jednak daje radę i doskakuje do swojego rywala wybijając piłkę poza pole gry. Ta sytuacja była chyba najlepszym symbolem mijającego czasu dla 33-latka.

Reklama

Poza tym, w pierwszej połowie miał jeszcze na koncie stratę przy innej niezłej kontrze, gdy po jego nieudanym zagraniu Liverpool musiał zadowolić się tylko rzutem rożnym. Przegrywał pojedynki, a z biegiem czasu miał coraz mniej okazji na pokazanie możliwości, bo cały Liverpool był tylko tłem dla rywali. Trudno przecież oczekiwać, aby Salah sam mocniej popracował na własnej połowie, bo nigdy tytanem walki w defensywie nie był. Pierwszy mecz po ogłoszeniu decyzji o odejściu po zakończeniu sezonu układał się dla niego koszmarnie.

Wydawało się, że chociaż w 64. minucie dostanie okazję na skosztowanie łyżeczki miodu w tej beczce dziegciu. Mimo niepowodzenia w niedawnym spotkaniu z Galatasaray, podszedł do rzutu karnego, ale uderzył słabo i w sygnalizowany sposób. James Trafford nie miał problemu z obroną, a w 77. minucie Arne Slot ściągnął go z boiska wprowadzając Federico Chiesę.

Reklama

Na pewno wpływ na trudny sezon Salaha miała tragedia związana ze śmiercią latem Diogo Joty. Odbiło się to na nim, jak i na całym zespole. Egipcjanin był z Portugalczykiem mocno zżyty, razem często nękali w ostatnich latach defensywy rywali. Przykładem choćby pierwszy mecz Slota w roli trenera Liverpoolu w Premier League. Obaj strzelili po golu, a The Reds pokonali Ipswich 2:0. Salah nie krył emocji i rozpłakał się po ostatnim gwizdku sędziego, gdy mistrzowie Anglii inaugurowali obecny sezon meczem na Anfield z Bournemouth. Wtedy jego gol zakończył strzeleckie popisy The Reds, którzy wygrali 4:2. Mimo nerwowej końcówki, nic nie zapowiadało tego, że w pierwszej połowie kwietnia będzie już wiadomo, że Egipcjanin rozgrywa ostatni sezon w czerwonej koszulce Liverpoolu.

Ogłoszenia o odejściach tak ważnych postaci zawsze budzą pewien rodzaj szoku i niedowierzania, ale patrząc na to, jak układają się obecne rozgrywki, trudno nie rozumieć całej sytuacji. Zjazd formy Salaha jest jednym z największych w ostatnich latach, a zejście z jego wysokiej pensji na pewno pomoże klubowym finansom. Tym bardziej, że przecież nadal nie wiadomo, czy Liverpool zakwalifikuje się do przyszłorocznych rozgrywek Ligi Mistrzów. Dodatkowo, cieniem na całą sytuację kładzie się jesienny konflikt z Arne Slotem. Po posadzeniu na ławce w kilku meczach Egipcjanin wypalił w wywiadzie po starciu z Leeds United, że czuje się wrzucony pod autobus i ma poczucie, że ktoś go w klubie już nie chce.

Reklama

Holendrowi udało się ugasić rozpalone ognisko i po Pucharze Narodów Afryki skrzydłowy w spokojnej atmosferze wrócił do wyjściowej jedenastki, ale wyników drużyny to nie poprawiło. – Myślę, że to leży w interesie wszystkich. Moim zdaniem to odpowiedni moment na odejście. Zwłaszcza po tym, jak – ewidentnie miał nieporozumienie z trenerem. Nie wiem, na jakim poziomie, ale udzielił wywiadu, którego, moim zdaniem, będzie żałował w przyszłości – powiedział niedawno w programie The Overlap Steven Gerrard.

– Rozmawiałem z nim wtedy, w okolicach tego wywiadu i powiedziałem mu: 'Nie rób tego i nie odchodź w złej atmosferze’. Czasem do mnie pisze, albo ja do niego, głównie jeśli gdzieś idę z Leo. Chodzi o to, żeby Leo (syn Gerrarda) mógł go zobaczyć. Nie jestem z nim blisko, ale powiedziałem mu też: 'Jesteś tu od ośmiu czy dziewięciu lat, zbudowałeś tu swoją legendę. Odejdziesz na własnych warunkach, ale zrób to właściwie – dodał legendarny pomocnik Liverpoolu.

Wydaje się, że faktycznie wszystko rozegra się w przemyślany i cywilizowany sposób po tym, jak klub pozwoli Salahowi odejść z wolnego transferu, a Egipcjanin nie będzie kurczowo trzymał się wysokiego kontraktu. Pod kątem piłkarskim 33-latek musi jednak odnaleźć w sobie mocno skrywane pokłady energii, aby zaprezentować fanom jeszcze kilka momentów magii. Jak dotąd, niebezpiecznie dla Liverpoolu zaczyna to bowiem przypominać właśnie pożegnanie Gerrarda.

Cały klub w schyłkowym okresie Brendana Rodgersa pogrążał się wtedy w chaosie, a kapitan dokładał do tego cegiełkę choćby czerwoną kartką po 38 sekundach od wejścia z ławki w meczu przeciwko Manchesterowi United. Porażki w ostatnim meczu na Anfield 1:3 z Crystal Palace oraz w pożegnalnym spotkaniu w lidze 1:6 na Britannia Stadium w Stoke również pozostawiły na koniec nutkę rozgoryczenia.

Reklama

Pytanie też, jak w tym wszystkim zachowa się Arne Slot. Holender walczy przecież o posadę na przyszły sezon, która będzie uzależniona od dobrego wyniku przeciwko PSG, ale przede wszystkim od załapania się do pierwszej piątki w lidze. Szkoleniowiec Liverpoolu wcale nie musi przecież patrzeć na interes Salaha, a po takich występach jak przeciwko Manchesterowi City jego wystawianie od pierwszej minuty na pewno nie przysłuży się drużynie. Aura niepewności i mgła nostalgii spowiła Anfield niczym mitologiczna Hydra.

PSG nie wydaje się być idealnym rywalem na poprawienie nastrojów, ale z drugiej strony w Lidze Mistrzów w tym sezonie Liverpool potrafił zakładać odświętny garnitur. Przekonały się o tym takie ekipy jak Real Madryt, Atletico czy Inter. Jedna z ostatnich wyjątkowych kreacji Salaha będzie również potrzebna w środowy wieczór.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

2 komentarze
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Wzruszony Diego Simeone. Piękne słowa o Griezmannie

Braian Wilma
0
Wzruszony Diego Simeone. Piękne słowa o Griezmannie
La Liga

Konflikt w Realu Madryt. Trener pokłócił się z obrońcą

Maciej Piętak
1
Konflikt w Realu Madryt. Trener pokłócił się z obrońcą
La Liga

Media: Lewandowski powinien zagrać z Atletico od początku

Braian Wilma
0
Media: Lewandowski powinien zagrać z Atletico od początku

Liga Mistrzów

Reklama
La Liga

Wzruszony Diego Simeone. Piękne słowa o Griezmannie

Braian Wilma
0
Wzruszony Diego Simeone. Piękne słowa o Griezmannie
La Liga

Media: Lewandowski powinien zagrać z Atletico od początku

Braian Wilma
0
Media: Lewandowski powinien zagrać z Atletico od początku