Last dance Lucescu bez happy endu. Turcja ograła Rumunię

Jan Broda

Autor:Jan Broda

26 marca 2026, 20:50 • 3 min czytania 4

Reklama
Last dance Lucescu bez happy endu. Turcja ograła Rumunię

Nie będzie powtórki american dream w wykonaniu Rumunów na tegorocznych mistrzostwach świata. W 1994 roku na mundialu w USA Trójkolorowi z Gheorghe Hagim na czele doszli aż do ćwierćfinału, jednak ponad trzy dekady później nie doczekali się równie utalentowanego pokolenia. Nie pomógł nawet legendarny Mircea Lucescu na ławce. Porażka w półfinale baraży z Turcją oznacza dla Rumunii nie tylko koniec marzeń o występie na turnieju, ale również koniec kariery trenerskiej 80-letniego Lucescu. 

Już od samego początku Turcja zgotowała Rumunii w Stambule prawdziwe piekło. I na trybunach, i na boisku. Na podstawie tego meczu można byłoby zobrazować dzieje obydwu krajów i zrozumieć, dlaczego i w jaki sposób potężne Imperium Osmańskie na długie wieki podporządkowało sobie słabiutkie państewka rumuńskie – Wołoszczyznę oraz Mołdawię.

Turcja – Rumunia. Last dance Lucescu bez happy endu

Turcy szybko zdominowali przebieg boiskowych wydarzeń, podczas gdy Rumuni jedynie ograniczali się do głębokiej defensywy na własnej połowie. I choć optyczno-statystyczna przewaga była wręcz przytłaczająca, to w pierwszej połowie po stronie gospodarzy szwankowały celowniki, bo żadna z sześciu prób nie zmierzała w światło bramki.

Podobnie zresztą wyglądało to po stronie gości, którzy wprawdzie rzadko zapuszczali się pod pole karne rywali, ale gdy już to robili, to robiło się groźnie. Najbliżej zdobycia bramki był Vlad Dragomir, lecz piłka po jego uderzeniu w 24. minucie uderzyła tylko w poprzeczkę.

Reklama

Sytuacja nie zmieniła się po przerwie. Turcy nadal prowadzili grę i wyprowadzali kolejne ataki, a okopani przed swoją bramką Rumuni liczyli na utrzymanie bezbramkowego remisu do końca i wyprowadzenia jednej, skutecznej kontry.

W końcu, w 53. minucie, doczekaliśmy się pierwszego celnego strzału w tym meczu, i to od razu gola. Arda Guler dośrodkował z głębi pola w w pole karne, gdzie do piłki dopadł Ferdi Kadioglu, który wykończył akcję.

Reklama

Podopieczni Vincenzo Montelli poczuli krew i chcieli drugą bramką ostatecznie rozstrzygnąć sprawę awansu. Niedługo potem bliski szczęścia był Kenan Yildiz, ale ostemplował poprzeczkę, a Guler do asyst mógł dorzucić gola, lecz zatrzymał go dobrze interweniujący Radu.

W drugiej połowie na boisku pojawił się Nicolae Stanciu i to właśnie on mógł wyrównać stan rywalizacji. Tak się jednak nie stało, bo piłka po jego uderzeniu trafiła, podobnie jak wcześniej przy strzale Dragomira, w obramowanie bramki, tym razem słupek.

Można powiedzieć, że Rumuni nie mieli szczęścia, jednak bardziej sprawiedliwie i uczciwie będzie powiedzieć, że Turcy na ten awans i zwycięstwo po prostu zasłużyli. W finale baraży zmierzą się ze zwycięzcą pary Słowacja – Kosowo, z którym powalczą o pierwszy od 2002 roku udział w fazie grupowej mistrzostw świata.

Rumunia z kolei na mundial czeka jeszcze dłużej, bo od 1998 roku i poczeka kolejne co najmniej cztery lata. Trójkolorowych czeka teraz wybór nowego selekcjonera, bo z posadą żegna się Mircea Lucescu. 80-letni szkoleniowiec już wcześniej zapowiadał, że praca w reprezentacji jest ostatnim etapem w jego karierze, a w przypadku braku awansu – odejdzie ze stanowiska. Na podjęcie tej decyzji wpływ miał nie tylko zaawansowany wiek, ale również zdrowie, które nie doskwierało mu w ostatnim czasie. W swoim ostatnim meczu w życiu na ławce legendarny „Il Luce” poprowadzi Rumunię za kilka dni w towarzyskim spotkaniu z przegranym pary Słowacja – Kosowo.

Reklama

Turcja – Rumunia 1:0 (0:0)

  • 53′ Kadioglu – 1:0

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

4 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026