Szok w Niemczech. Klub ukarany 27 ujemnymi punktami

Jan Broda

Autor:Jan Broda

20 marca 2026, 18:16 • 4 min czytania 11

Reklama
Szok w Niemczech. Klub ukarany 27 ujemnymi punktami

Przyznacie, że kara czternastu walkowerów już sama w sobie robi spore wrażenie. Jeszcze większe, gdy chodzi o walczącą o pierwsze miejsce drużynę, która nagle w środku sezonu z faworyta do zwycięstwa ligi staje się kandydatem do spadku. Bardziej natomiast zszokuje was powód. Naruszenia na tle licencyjnym? Nie tym razem. W Niemczech poszli o krok dalej. W barwach SpVgg 1906 Haidhausen występował pod fałszywymi personaliami diler narkotykowy. 

Haidhausen kojarzyło się dotąd pozytywnie. To właśnie w barwach tego klubiku na obrzeżach Monachium pierwsze piłkarskie korki stawiał Franz Beckenbauer, legenda światowego futbolu. No dobra, nie do końca, bo słynny Kaiser tak naprawdę grał w drużynach młodzieżowych SC München 1906, które dopiero po latach przepoczwarzyło się w twór znany dzisiaj jako SpVgg 1906 Haidhausen.

Tak czy siak, klub występujący na co dzień w ligach okręgowych mógł powoływać się na dziedzictwo wielkiego Beckenbauera, co niewątpliwie pomagało wizerunkowo prowincjonalnemu zespołowi. Dobry PR, jakim cieszyło się Haidhausen, został jednak zszargany przez aferę, która wybuchła ostatnio w Niemczech. Trzymajcie się, bo jest naprawdę grubo.

Wszystko przez niejakiego Mateo Vidmara. 34-latek był znanym nazwiskiem w bawarskim futbolu amatorskim. Występujący na pozycji skrzydłowego mężczyzna był jednym z najskuteczniejszych piłkarzy Haidhausen. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Mateo Vidmar… po prostu nie istnieje.

Reklama

Escobar z Monachium. Bezprecedensowa afera w Niemczech

Zawodnik, o którym bowiem mowa, od 2018 roku jak gdyby nigdy nic posługiwał się fałszywą tożsamością. Po co? A no po to, żeby w spokoju kopać sobie w piłkę, bo poza boiskiem prowadził przestępcze życie i ubijał nielegalne interesy. Przez długie lata pozostawał nieuchwytny dla organów ścigania. Policja wpadła na jego trop w grudniu 2025 roku. Ten jednak nie zamierzał iść za kraty i zdecydował się na brawurową ucieczkę samochodem. Goniący za nim funkcjonariusze musieli otworzyć ogień. Mężczyzna poddał się, gdy został postrzelony w ramię.

34-latek miał przed czym uciekać. Śledczy znaleźli w jego mieszkaniu pięć kilogramów metamfetaminy i heroiny. Oprócz narkotyków zabezpieczono broń palną, fałszywe paszporty oraz 50 tysięcy euro w gotówce. Prokuratura w Monachium potwierdziła, że mężczyzna jest podejrzany o usiłowanie zabójstwa i handel narkotykami z użyciem broni.

Wtedy też na jaw wyszła prawdziwa tożsamość Mateo Vidmara. Krótko po aresztowaniu policja skontaktowała się z SpVgg Haidhausen i Bawarskim Związkiem Piłki Nożnej informując, że nazwisko piłkarza nie jest tym, które widnieje w jego karcie zawodniczej.

Byliśmy kompletnie oszołomieni – powiedział prezes klubu Giuseppe Scialdone cytowany przez dziennik Suddeutsche Zeintung. – Twierdził, że prowadzi studio fitness. Wypełnił formularz rejestracyjny, nie mogliśmy sprawdzić, że to nieprawda – dodał.

Reklama

Haidhausen popadło w spore tarapaty nie tylko dlatego, że zdobywca dziewięciu goli w czternastu meczach trafił za kraty do aresztu. Również dlatego, że zgodnie z przepisami nieuprawniony do gry zawodnik nie może wziąć udziału w spotkaniu. Przerabialiśmy to chociażby przy okazji pamiętnego dwumeczu Legia – Celtic w eliminacjach Ligi Mistrzów, kiedy to niezgłoszony w protokole meczowym Bartosz Bereszyński pojawił się na boisku, co kosztowało potem Wojskowych walkower ze strony UEFA.

Nie inaczej postąpił Bawarski Związek Piłki Nożnej, który wszystkie 14 meczów Haidhausen, w których wystąpił Vidmar, zweryfikował jako walkower. W efekcie klub stracił 27 punktów, a dorobek uszczuplił się z 43 oczek do ledwie 16. Jakby tego było mało, Haidhausen z lidera monachijskiej Kreisligi 3 (trzeciej ligi okręgowej) spadło w tabeli na trzecie miejsce od końca. Zamiast więc o mistrzostwo i awans na kolejny szczebel rozgrywkowy, musi walczyć o utrzymanie.

Zapłaciliśmy nawet za niego opłatę transferową. Nie jesteśmy winni, wręcz przeciwnie, to my jesteśmy ofiarami. Wszyscy padliśmy ofiarą oszusta – bronił się Scialdone. To jednak nic nie dało. Władze bawarskie piłki, opierając się na przepisach, wydały werdykt. – Śledztwo sądu sportowego opiera się wyłącznie na fakcie, że zawodnik nie był uprawniony do gry z powodu fałszywych danych osobowych – czytamy w oficjalnym oświadczeniu Bawarskiego Związku Piłki Nożnej.

Morał z tej historii? Jeśli zawodnik twierdzi, że prowadzi studio fitness, lepiej sprawdź, czy te hantle nie służą mu głównie do okładania dłużników, a suplementy nie wyjeżdżają z zaplecza w pięciokilogramowych paczkach. W Haidhausen marzyli o nawiązaniu do dziedzictwa Franza Beckenbauera, a skończyli z bawarską wersją Pablo Escobara, który zamiast do siatki, częściej trafiał w paragrafy.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

11 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne ligi zagraniczne