Manchester City postraszył, ale z taką skutecznością, to se mogą…

Maciej Piętak

17 marca 2026, 23:11 • 6 min czytania 2

Reklama
Manchester City postraszył, ale z taką skutecznością, to se mogą…

Przed spotkaniem Pep Guardiola mówił, że do awansu potrzebny będzie perfekcyjny mecz jego podopiecznych. Cóż, zawodnicy Manchesteru City o perfekcję się co najwyżej otarli, ale nie da się wyeliminować Realu Madryt, gdy jest się tak nieskutecznym. Szczególnie grając w osłabieniu od 20. minuty.

Manchester City 1:2 Real Madryt. Dramat Anglików na początku

Na Estadio Santiago Bernabeu Królewscy wygrali 3:0 po hat-tricku Federico Valverde i byli zdecydowanym faworytem do awansu przed rewanżem. Kibice Manchesteru City wierzyli z kolei, że ich ulubieńcy nawiążą do wydarzeń z maja 2023 roku, kiedy to zmiażdżyli Real, wygrywając w rewanżu 4:0 i dostając się do upragnionego finału Ligi Mistrzów.

Rzeczywistość mogła okazać się dla nich brutalna już w 53. sekundzie rywalizacji. Tak jak urugwajskiemu pomocnikowi Realu w Madrycie wychodziło dosłownie wszystko, tak na początku meczu w Manchesterze stanął w sytuacji sam na sam z Gianluigim Donnarummą. Vinicius zagrał za linię obrony, machnął się Khusanov i Valverde miał masę czasu, żeby huknąć jak z armaty. Mógł lobować, mógł mijać, wybrał… leciutkie podanie z pierwszej piłki, które Włoch bezproblemowo wyłapał.

To podziałało na miejscowych jak kubeł zimnej wody. Podopieczni Pepa Guardioli od razu wrzucili wyższy bieg i zdominowali rywala w pierwszym kwadransie. Strzelali Cherki, Rodri, Reijnders, ale ponownie rewelacyjnie w bramce spisywał się Thibaut Courtois, wspierany przez defensorów Realu, którzy także zanotowali sporo udanych bloków.

Reklama

Wystarczyło jednak jedno zagranie na wolne pole. Jeden moment, kiedy defensywa City zaspała. I Guardiola musiał kompletnie zmienić plan.

Choć początkowo kibice Manchesteru mogli odetchnąć z ulgą. Vinicius trafił w słupek, odbita od Donnarummy piłka nie wpadła do siatki, a kolejną próbę Brazylijczyka zablokował na linii bramkowej Bernardo Silva. Ponadto sędziowie odgwizdali spalonego.

Tyle że ofsajdu jednak nie było, a kapitan miejscowych wybijał futbolówkę łokciem. Na domiar złego, zrobił wyraźny ruch do piłki, co mogło oznaczać tylko jedną decyzję sędziego – rzut karny i czerwona kartka dla Portugalczyka.

Reklama

Wszystkiego gospodarze mogli uniknąć, gdyby do odbitej od Donnarummy piłki ruszył wcześniej Ruben Dias. Ten został jednak uprzedzony przez Brahima Diaza, a wszystkich sześciu piłkarzy Manchesteru ruszyło do Marokańczyka, zostawiając bez krycia Viniciusa, który po chwili dostał od Diaza podanie. Stąd całe nieszczęście.

Vinicius jedenastkę (tym razem, bo w pierwszym meczu nie wyszło) wykorzystał i Real miał spory komfort.

4:0 w dwumeczu. W perspektywie 70 minut gry w przewadze.

Reklama

Zrobiło nam się meczycho

W wielu przypadkach taki stan rzeczy ustawiłby dwumecz, a obie drużyny byłyby pogodzone z losem. Nie w tym przypadku. Długimi fragmentami nie było zupełnie widać, że Królewscy grają w jednego więcej.

A gracze Manchesteru City dalej cisnęli. Dalej szukali goli.

Ale odezwały się demony z meczu ligowego przeciwko West Hamowi. Sporo szans, mnóstwo strzałów, ale skończyło się to wszystko tylko jednym golem i brakiem wygranej.

Courtois znowu wyczyniał cuda w bramce, a cuda robił na skrzydle także Jeremy Doku. Belg był we wtorek połączeniem Edena Hazarda i Kevina de Bruyne. Kreował i dryblował, a ostatecznie zakończył mecz z jedną asystą. W końcówce pierwszej połowy po, a jakże, oszukaniu jednego z przeciwników (tym razem Pitarcha) zagrał wzdłuż bramki i przy odrobinie szczęścia Haaland wbił piłkę do siatki. Do przerwy mieliśmy remis.

Reklama

Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że City miało też sporo szczęścia, bo Vinicius pierwszą połowę przy lepszej celności mógł kończyć z hat-trickiem, niezłe strzały z dystansu oddali Tchouameni czy Alexander-Arnold, a Ruben Dias do teraz nie może się odkręcić po akcji Brahima Diaza.

Druga połowa nieuznanych goli

Na drugą połowę nie wyszedł w zespole Królewskich Thibaut Courtois, co mogło zaskoczyć. Zdaniem hiszpańskich mediów była to jedynie zmiana prewencyjna.

Reklama

Andrij Łunin wszedł i jakość bronienia nie spadła, bo już po pięciu minutach ukraiński golkiper bardzo udanie interweniował przy n-tej próbie Haalanda. Norweg w najwyższej formie spokojnie mógłby zakończyć mecz z co najmniej hat-trickiem.

Początek drugiej połowy w wykonaniu Królewskich był wyjątkowo ospały. Dość powiedzieć, że po pierwszym kwadransie drugiej części City miało osiem strzałów, a Real zaledwie jeden. Wiadomo, wynik determinuje wszystko, ale jednak Hiszpanie grali w przewadze…

Reklama

W 63. minucie goście dostali poważne ostrzeżenie, bowiem Rayan Cherki świetnie zagrał do Doku, a ten wykorzystał sytuację sam na sam, tyle że był na minimalnym ofsajdzie. Kto wie, jak potoczyłby się dalej ten mecz, gdyby chorągiewka nie powędrowała do góry.

Alvaro Arbeloa nie był zadowolony z postawy swoich podopiecznych, dlatego wpuścił na boisko Kyliana Mbappe. Francuskie media sugerowały, że Hiszpan wpuści napastnika wyłącznie, gdyby działo się coś złego. Faktycznie – gra Królewskich nie była perfekcyjna, ale wciąż wszystko było pod kontrolą.

Reklama

Chwilę po wejściu Francuza Real mógł zdobyć dwie bramki. Najpierw z bliska główkował Tchouameni, chwilę później sam Mbappe oddał strzał z woleja. Pierwszą próbę wybronił Donnarumma, przy drugiej zabrakło celności.

Mijały kolejne minuty, które przybliżały Real do awansu. City wciąż próbowało, także po strzałach z dystansu, ale nie wchodziło zupełnie nic.

A jeśli już weszło, jak w 81. minucie, kiedy gola głową strzelił Ait-Nouri, to okazywało się, że znowu był spalony.

Reklama

Ze spalonego bramki zdobywali także Królewscy. I to dwie. Najpierw Valverde na raty pokonał Donnarummę, później Vinicius mógł wpisać się na listę strzelców. Taki to był wesoły, otwarty mecz, a gdybyśmy pisali o każdej akcji z osobna, to nie wyrobilibyśmy się z newsem do środowych meczów Ligi Mistrzów.

Reklama

Ostatecznie mecz zamknął Brazylijczyk, który wykończył perfekcyjne podanie Tchouameniego.

Wnioski po meczu

Fani The Citizens mogą się teraz zastanawiać: „Co by było, gdyby Bernardo nie zagrywał ręką…”. Kibice Królewskich w sumie też, bo Real nie wyglądał wybitnie, ale ostatecznie awansował do ćwierćfinału dzięki rewelacyjnym Courtois oraz Łuninie, a także masterclassie Valverde w pierwszym meczu. W zespole gości chwalić należy również Brahima Diaza czy Ardę Gulera, którzy również wyglądali bardzo dobrze na tle ekipy Pepa Guardioli.

Reklama

Manchester City? Tak jak napisaliśmy w tytule. Ostatnie trzy mecze to wybitny pokaz nieskuteczności – 54 strzały, 18 celnych i zaledwie dwa gole. Sam Haaland we wtorkowy wieczór miał siedem strzałów, a skończył spotkanie z jednym golem. Cherki i Doku kreowali, dużo udanych interwencji w obronie miał Khusanov, no, ogólnie, to nie był zły mecz City.

Jednak tak jak w wędkarstwie – liczy się to, co w sieci.

Manchester City – Real Madryt 1:2 (1:1). Dwumecz: 1:5.

  • 0:1 – Vinicius Junior 22′ (karny)
  • 1:1 – Erling Haaland 41′
  • 1:2 – Vinicius Junior 90’+3′

Fot. Newspix

2 komentarze
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Mistrzów