Koszmar Realu Madryt w La Liga trwa. Tydzień temu Królewscy przegrali z Osasuną, co kosztowało ich utratę pierwszego miejsca w tabeli na rzecz Barcelony. Tydzień później Arbeloa i spółka znowu się skompromitowali, tym razem z Getafe, a strata do fotela lidera powiększyła się już do czterech punktów. Mistrzostwo Hiszpanii oddala się, a jakby tego było mało, ekipę z Santiago Bernabeu lada moment czeka dwumecz z Manchesterem City w Lidze Mistrzów.
Real przystępował do meczu z Getafe w mocno okrojonym składzie. W kadrze Królewskich zabrakło kontuzjowanych Militao, Asencio, Ceballosa, Bellinghama, Camavingi i Mbappe. W efekcie do wyjściowej jedenastki wskoczył m.in. 18-letni Thiago Pitarch. Choć lista nieobecnych po stronie gospodarzy była długa, nie mogło to stanowić usprawiedliwienia w kontekście rywalizacji z ekipą drwali Bordalasa.
Przebieg boiskowych wydarzeń na Bernabeu można było przewidzieć na długo przed pierwszym gwizdkiem. Getafe, znane z siermiężnego stylu, ustawiło się w niskiej obronie na własnej połowie i skupiło się na tym, co potrafi robić najlepiej. Mordować futbol na swoją korzyść.
Real – Getafe, czyli w to mi graj
Głęboka defensywa, wybijanie piłki, częste przerywanie gry, mnóstwo fauli – to wszystko znak firmowy Bordalasa i spółki. No i, oczywiście, gra z kontry. I to właśnie jeden z tych nielicznych kontrataków Martin Satriano uświetnił strzałem życia. Urugwajczyk po prostu nie mógł lepiej uderzyć, uciszając przy tym skonsternowaną publiczność na Bernabeu, które wprawdzie przywykła do pięknych goli, ale raczej ze strony swoich ulubieńców. Zresztą, zobaczcie sami.
𝐖𝐎𝐎𝐎𝐖, 𝐆𝐄𝐓𝐀𝐅𝐄 𝐏𝐑𝐎𝐖𝐀𝐃𝐙𝐈 𝐍𝐀 𝐁𝐄𝐑𝐍𝐀𝐁𝐄𝐔! 💥
I to po jakiej bramce! 🤯 Przepiękny wolej Martina Satriano! 🎯 #lazabawa 🇪🇦 pic.twitter.com/4j3BJJ41rK
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) March 2, 2026
Real z kolei walił głową w mur. Królewscy nie mieli problemu ze stworzeniem sobie sytuacji podbramkowych, lecz szwankowało wykończenie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że przede wszystkim czyste konto to zasługa Davida Sorii, bohatera Getafe i MVP spotkania. Hiszpan wyczyniał w bramce cuda, zatrzymując Viniciusa w sytuacji sam na sam czy Rodrygo po uderzeniu głową z bliskiej odległości.
Doskonałą sytuację po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zmarnował też Rudiger. Inna sprawa, że Niemiec powinien wylecieć z boiska jeszcze w pierwszej połowie za brutalne potraktowanie Diego Rico. Hiszpańscy sędziowie, tym razem pod przewodnictwem Alejandro Muniza Ruiza, ponownie stanęli na wysokości zadania, nie wlepiając nawet żółtej kartki. Bo, w sumie, to dlaczego nie?
Antonio Rüdiger bez kartki w tej sytuacji. 👇 Opinia? 🤔 #lazabawa 🇪🇦 pic.twitter.com/kZfk5ajeMg
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) March 2, 2026
Kartki posypały się dopiero pod koniec spotkania, gdy w doliczonym czasie gry z boiska z czerwoną kartką zostali wyrzuceni kolejno Franco Mastantuono (za niesportowe zachowanie) i Adrian Liso (za drugą żółtą). Łącznie arbiter aż jedenaście razy w całym meczu sięgał po kartonik. Frustracja po stronie Realu rosła z każdą minutą. Królewscy, zamiast skupiać się na aspektach czysto piłkarskich, dali się wciągnąć w brudną grę Getafe, na co tylko czekali bojowo nastawieni goście.
Efekt? Los Azulones utrzymali jednobramkowe prowadzenie i wywieźli z Bernabeu komplet punktów. To pierwszy taki przypadek od… 18 lat.
Real Madryt – Getafe 0:1 (0:1)
- 0:1 Satriano 39′
CZYTAJ WIĘCEJ O LA LIGA NA WESZŁO:
- Real bez Mbappe na dwumecz z City? Francuz walczy z czasem
- Laporta uniknął procesu. Madrycki sąd odrzucił pozew
- Skok w dal na Mestalla. Kuriozalne zachowanie piłkarza [WIDEO]
Fot. Newspix