W niedzielnym meczu 1. ligi Wisła Kraków zremisowała przed własną publicznością 1:1 ze Zniczem Pruszków. Oto co powiedzieli Mariusz Jop oraz Peter Struhar na konferencji po spotkaniu.
Struhar: Jesteśmy zadowoleni z tego punktu
Trener Znicza Pruszków na początku odniósł się do swoich odczuć po meczu.
– Musimy powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie oprzeć się wielkiej Wiśle. Chcieliśmy wywalczyć jakieś punkty i się udało. Muszę powiedzieć, że nie było mi łatwo przygotować zawodników mentalnie na ten mecz, ale oni pokazują na treningach, że chcą pracować. Wiedzą, jaka jest sytuacja, że dla nas każdy punkt jest bardzo ważny. Wiedzieliśmy, że ciężko jest się przygotować na Wisłę, która ma indywidualności, ma wielu kibiców, ma stałe fragmenty gry i ma najlepszego napastnika w lidze. Cieszę się, że dzisiaj nie strzelił gola – zaczął.
– Podeszliśmy do meczu bardzo dobrze. Chcieliśmy grać aktywnie z dwoma napastnikami. Sporo piłek odbieraliśmy Wiśle. Mogliśmy więcej wycisnąć z tej dobrej gry w pierwszych 20 minutach. Wiedzieliśmy, że każdy nasz błąd może oznaczać bramkę dla rywala i tak to się skończyło. Podeszliśmy do tego spotkania w taki sposób, że koncentrowaliśmy się na każdym kolejnym kwadransie. W pierwszej połowie dobrze reagowaliśmy i Wisła miała swoje sytuacje, szczególnie po stałych fragmentach. Zmieniliśmy styl bronienia stałych fragmentów i myślę, że dobrze na to zareagowaliśmy – kontynuował.
– To, co mnie nie cieszy, to sposób, w jaki weszliśmy w drugą połowę. Straciliśmy bramkę po bardzo dobrym wykorzystaniu przestrzeni przez rywala. Jak mają trochę przestrzeni, to potrafią to wykorzystać. Potem trzymaliśmy się planu, chcieliśmy znowu koncentrować się na każdym kolejnym kwadransie. Bardzo dobrą reakcję dali zmiennicy. W ostatnich 15 minutach bardzo dobrze kontrolowaliśmy ten mecz i Wiśle też nie było łatwo. Stworzyliśmy sytuacje i mieliśmy stałe fragmenty gry. Może i były szanse, żebyśmy cieszyli się z trzech punktów, ale ogólnie jesteśmy zadowoleni z tego punktu i to ważne oczko i dalej będziemy działać z pokorą – powiedział.
Struhar: Myślę, że i pan chciałby pójść do Dubaju
Następnie słowacki szkoleniowiec dostał pytanie o porównanie dwóch meczów Znicza z Wisłą – tego z sierpnia i niedzielnego. W czym zauważa największy postęp?
– Powiedziałem po przegranym meczu u siebie, że jeszcze nie znałem zawodników. Teraz relacje są troszkę inne, musieliśmy się przygotować. Zrobiliśmy bardzo duży krok naprzód. Ustaliliśmy dla nich system. Ja bym chciał grać prawie tym modelem jak Wisła. U siebie graliśmy z czwórką z tyłu i nie byliśmy na to aż tak przygotowani. Ogólnie myślę, że obecna gra wynika z tego, jak chłopcy są przygotowani i nastawieni do meczów. Poza tym lepiej się znamy. Jest chemia i dlatego widać, że poszliśmy do przodu – stwierdził.
Na koniec odniósł się do wpisu na Facebooku, w którym napisał, że latem opuści Znicz. Dopytaliśmy, czy to jest jakaś sugestia odejścia z pruszkowskiego klubu.
– Tak. Powiem wprost. Jestem trenerem, który wymaga od zawodników, sztabu i od siebie ambicji. Jak nie ma ambicji, to myślę, że nie da się kontynuować pracy w piłce i iść wyżej. To było jakieś zdjęcie, pod którym napisałem, że może w lecie bym tam poszedł, ale potraktowałem to jako żart. Myślę, że i pan chciałby pójść do Dubaju, gdzie jest dobra pogoda. Wiemy, jakie są tam finanse. To normalna rzecz. Umowa jest do lata i co będzie, czy zostanę w Zniczu, czy jakieś rzeczy się zmienią albo będę mógł w innym klubie kontynuować pracę. Takie jest życie w piłce, ogólnie trenera – zakończył.
Bývalý tréner Ružomberka či Michaloviec Peter Struhár vyjadril záujem na Facebooku o prácu trénera v Dubaji. pic.twitter.com/v3LjdSTK6J
— Futbalové Zákulisie (@FutZakulisie) February 27, 2026
Jop o budowaniu akcji od tyłu: Myślę, że ta filozofia jest właściwa
Następnie wypowiadał się Mariusz Jop. Szkoleniowiec Białej Gwiazdy rozpoczął klasycznie – od opisu spotkania.
– Na pewno jest duże rozczarowanie i dużo złości. Przede wszystkim za tę sytuację, w której straciliśmy bramkę, bo jak spojrzymy na statystyki, jak spojrzymy na obraz całego meczu, to w zasadzie rywal, powiedziałbym, że nie stworzył sytuacji, tylko my im podarowaliśmy bramkę. Z drugiej strony my tych sytuacji mieliśmy sporo. Można było wcześniej zamknąć spotkanie. Po stałych fragmentach gry byliśmy groźni. Też mieliśmy kilka fajnych akcji na jeden, dwa kontakty, wielopodaniowych. Myślę, że pod tym względem płynność gry była lepsza. Natomiast, tak jak mówię, traktuję to jako stratę dwóch punktów i jest duże rozgoryczenie po meczu – rozpoczął.
Odniósł się również do bramki straconej przez Wisłę pod koniec meczu.
– To jest prosty błąd indywidualny. Co do samej strategii, sposobu gry, budowania akcji od tyłu, to myślę, że ta filozofia, którą mamy od samego początku, jest właściwa. Natomiast później są decyzje boiskowe i ocena sytuacji przez piłkarzy. Trudno, żebyśmy grali cały czas długim podaniem z piątego metra. Uważam, że to nie jest nasz styl, to nie jest nasz sposób grania. Oczywiście, o ile w meczach towarzyskich jest pole do tego, żeby pewne rzeczy ćwiczyć i podejmować większe ryzyko, bo po to są te gry towarzyskie i sparingi, natomiast w meczach o punkty musi być większa odpowiedzialność za piłkę – stwierdził.
#WISZNI
W bramce bieda, na ławce rezerwowej mamy biedę, brak jakości głównie na rezerwie boli. pic.twitter.com/koj9mwHmQ5— Powtórki, kontrowersje i analizy🟨🟧🟥. (@KiQus_) March 1, 2026
– Oczywiście, teraz możemy mówić, że trzeba było zagrać dłuższym podaniem. Natomiast kilka razy budując od tyłu, wykreowaliśmy sytuację z przodu właśnie, już prowadząc w drugiej połowie, bo kilka takich momentów też było dobrych, więc po fakcie jest to łatwo powiedzieć, że trzeba było od którejś minuty grać długim podaniem, wychodzić tak, jak to robiliśmy już po straconej bramce – ocenił.
Jop: Jedziemy do Wrocławia po to, by wygrać
Następnie szkoleniowiec krakowskiego klubu odpowiedział na pytanie o wolne tempo Wisły w pierwszej części spotkania.
– Myślę, że brakowało nam trochę cierpliwości w pierwszej połowie, bo rywal był raczej bierny i trochę za szybko chcieliśmy przechodzić już z tej fazy budowania do fazy finalizacji. Brakowało nam trochę większej cierpliwości, zmiany strony, bo zachowania rywala były już trochę inne. To też chcieliśmy wykorzystać. To był taki element, na który przede wszystkim zwracałem uwagę w przerwie, żeby być po prostu cierpliwym i zmuszać rywala do biegania bez piłki – powiedział.
Poruszył również wątek zmian.
– Różne przypadki. W przypadku Marca Carbo żółta kartka była decydująca. Nie chcieliśmy ryzykować w meczu, w którym właśnie taki niuans może rzutować na wynik. W przypadku Krzyżanowskiego, on tam miał pewną niedyspozycję. No i taką decyzję podjęliśmy, żeby wprowadzić Lelievelda, który dobrze się prezentował na treningach, który też czekał na swoją szansę. Dzisiaj też 45 minut może zaliczyć do udanych. Ładna sytuacja, po której zdobyliśmy bramkę. On był jej autorem, więc dobre wejście – rzekł.
Dobre wejście w drugą połowę 😎 @WislaKrakowSA obejmuje prowadzenie 👌🏻 #WISZNI 1:0
👉 Oglądaj mecze na TVP Sport, w aplikacji mobilnej lub Smart TV 📺 pic.twitter.com/4DASJioEfI
— Betclic 1 Liga (@_1liga_) March 1, 2026
Odniósł się także do przygotowań do spotkania ze Śląskiem Wrocław.
– Przede wszystkim chcemy odpocząć po tym meczu. Fizycznie i mentalnie. Zrobimy wszystko, żeby dobrze przygotować się do soboty. Wiemy, jakie są podteksty. Dużo się mówi o tym spotkaniu w różnym kontekście. Faktycznie Śląsk złapał dobry moment, zaczął być skuteczny, zaczął zdobywać komplet punktów. Natomiast my jedziemy tam po to, by wygrać – stwierdził.
Jop: Będzie czas na to, by porozmawiać z Letkiewiczem i pomóc mu
Trener Wisły wypowiedział się również o Patryku Letkiewiczu, a także o szybkiej żółtej kartce dla Marca Carbo.
– Myślę, że naturalne jest, że po meczu, po indywidualnym błędzie piłkarz potrzebuje chwili na to, żeby z tym sam powalczyć, że tak powiem. Przyjdzie czas na rozmowę. Na razie trzeba dać zawodnikowi trochę czasu, żeby sam się zastanowił z czego to wynikało. Będzie czas na to, żeby później rozmawiać i pomóc mu, bo jesteśmy zespołem. Wygrywamy jako zespół i przegrywamy jako zespół i tak będzie zawsze. Każdy kto popełni błąd będzie miał wsparcie od reszty grupy i od sztabu i tak samo będzie w tym przypadku – ocenił.
– Carbo dotrwał do przerwy. Zawsze jest to trudne dla piłkarza, który gra na pozycji numer sześć. Jest odpowiedzialny też za trudny moment, jakim jest faza przejściowa. On tam musi być agresywny, musi przerywać ataki. Jest to zawsze pewne ryzyko. Natomiast Carbo też jest doświadczonym piłkarzem i wiedział, że bardzo musi uważać. Tak jak mówię, dotrwał do przerwy i zmiana, którą planowaliśmy, została zrealizowana – zakończył.
CZYTAJ WIĘCEJ O I LIDZE NA WESZŁO:
- „Dzięki za nic”. Niewypał transferowy wrócił do Górnika Zabrze
- Jarosław Królewski o Śląsku: Ordynarne łamanie prawa
- Kibice Śląska o Wiśle Kraków: Denuncjacja to symbol ich natury
Fot. Newspix