Moskal: Kwiecień idzie w kierunku zawodników, którzy robią różnicę

Wojciech Piela

07 lutego 2026, 11:26 • 12 min czytania 6

Moskal: Kwiecień idzie w kierunku zawodników, którzy robią różnicę

Od początku sezonu 1. ligi wiadomo było, że Wieczysta Kraków nie będzie zwykłym beniaminkiem. Spore nakłady finansowe właściciela Wojciecha Kwietnia od lat budzą ciekawość, jak daleko może zajść projekt z ulicy Chałupnika. Jej celem na zapleczu Ekstraklasy od razu było co najmniej włączenie się do walki o awans, a nie obrona ligowego bytu. Burzliwa jesień niekoniecznie zachwiała ambicjami Wieczystej, bo do drugiej Polonii Bytom tracą tylko cztery punkty.

Reklama

Sezon rozpoczynał jeszcze autor ostatniego awansu, a więc Przemysław Cecherz. Po porażce z Odrą Opole w październiku stracił jednak pracę i zastąpił go Gino Lettieri, który poprowadził ekipę tylko w trzech spotkaniach. Zadanie ustabilizowania sytuacji powierzono ostatecznie Kazimierzowi Moskalowi – dobrze znającemu realia ligi. W przeszłości potrafił on dwukrotnie wywalczyć awans z ŁKS-em, a teraz ma powtórzyć to samo w klubie z Krakowa.

Do pracy wrócił po czternastu miesiącach i pożegnaniu z Wisłą Kraków, z którą chwilę wcześniej napisał przecież wspominaną do dzisiaj historię z wyeliminowaniem Spartaka Trnawa w eliminacjach Ligi Konferencji.

Reklama

Z trenerem Wieczystej Kraków rozmawiamy o ostatniej głośnej wypowiedzi na temat liczby osób w sztabie i spotkaniu z Jarosławem Królewskim, emocjach jakie ma budzić Wieczysta, plotkach na temat sprowadzenia Mario Balotellego czy szokującym transferze Mikkela Maigaarda z Cracovii. Zapraszamy! 

Kazimierz Moskal: Mamy dobre relacje z prezesem Królewskim

Topór wojenny z Jarosławem Królewskim zakopany?

Nie przesadzałbym z tym toporem.

Spodziewał się pan, że te słowa o mniejszej liczbie ludzi w sztabie mogą się tak ponieść?

Nie patrzę na to w ten sposób. Nie miałem na myśli Wisły Kraków, a ogólnie mówiłem o tym, że czasem może być ich zbyt dużo. Ja chciałbym, aby wszyscy członkowie sztabu czuli się ważni. Jeżeli ktoś ma taką potrzebę i chce w ten sposób pracować, to w porządku.

Ja po prostu nie chcę być trenerem, który rozdysponuje pracę wszystkim asystentom, a potem tylko chodzi z boku i przygląda się. Też chcę być aktywny w czasie zajęć.

To was poróżniło w Wiśle Kraków w czasie pracy z Królewskim?

Nie, to wszystko zostało źle odebrane. Powtórzę, nie było tu kontekstu Wisły. Wtedy zresztą miałem podobny sztab, może była jedna osoba więcej niż teraz w Wieczystej. Spotkaliśmy się w tym tygodniu, bo rzeczywiście wydaje mi się, że bez sensu pojawiła się taka narracja. Po co roztrząsać kwestie, które w zasadzie nie miały miejsca?

Do spotkania doszło z inicjatywy prezesa Królewskiego?

Wymieniliśmy SMS-y i uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Mamy dobre relacje, więc nie było z tym najmniejszego kłopotu.

A jak wygląda teraz pana sztab w Wieczystej?

Jest trzech asystentów. Są to Marcin Broniszewski, Rafał Jędrszczyk i Adrian Frańczak. Do tego jest trener bramkarzy Michał Miśkiewicz, mamy też dwóch trenerów przygotowania motorycznego i trzech fizjoterapeutów. Można jeszcze dorzucić kierownika drużyny, który musi spełnić swoje zadania i to jest nasz sztab.

Jest pan z niego zadowolony czy potrzebne są ulepszenia?

Na pewno będziemy starali się dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości. Technologie się zmieniają i cały czas to idzie do przodu. Chcemy korzystać z rzeczy, które są przydatne. Nie wszystkie dane muszą spływać od razu do mnie i nie do wszystkiego musimy przykładać tę samą miarę, ale piłka idzie w stronę przepływu informacji. Kiedyś nie było takich narzędzi, więc musisz się zmieniać.

Kazimierz Moskal: Jakości w Wieczystej Kraków jest mnóstwo

Poziom 1. ligi w ostatnich latach poszedł do góry?

Wszędzie poszedł – widzimy to w Ekstraklasie, ale też nawet w II lidze. Dużo czasu trenerzy poświęcają na taktykę swojej drużyny, analizę rywala czy przygotowanie motoryczne. Dzięki temu liga stała się dużo bardziej atrakcyjna niż jeszcze kilka lat temu.

Jakie dane macie więc na finiszu przygotowań? Jesteście z nich zadowoleni?

To, co sobie założyliśmy to mogę powiedzieć, że w większości udało się zrealizować. Baliśmy się trochę, bo był taki moment w Turcji, że pogoda nas trochę wystraszyła, ale akurat ten najgorszy moment przetrwaliśmy. Tylko jeden sparing w całości i połowę drugiego rozegraliśmy przy dużym deszczu. Najważniejsze, że w ogóle udało się je rozegrać. Żadnego treningu nie odwoływaliśmy. Wtedy, kiedy padało, to mieliśmy wcześniej ustalone wolne, więc wszystko szło zgodnie z planem.

Niczego nie brakowało?

Jedynie czasu. Zawsze mogłoby go być więcej. Poświęciliśmy dużo treningów na taktykę, na to jak chcemy grać. Niczego jednak się nie osiągnie bez odpowiedniej intensywności, więc nie zapomnieliśmy o motoryce. Jakości w drużynie jest mnóstwo, więc nie było większych kłopotów, jeśli chodzi o piłkarskie tematy.

Jakby pan porównał Wieczystą do poprzednich klubów, w których pan funkcjonował, jak Wisła Kraków, ŁKS Łódź czy Pogoń Szczecin?

Wiadomo, że Wieczysta dopiero buduje swoją markę i tak naprawdę cały czas jest w fazie startu. Przypomina mi się jednak nieco Wisła Bogusława Cupiała, kiedy też było mnóstwo ruchu i sprowadzano niezłych zawodników. Wieczysta także na pewno ma spore ambicje, nie jest to tajemnica.

Trudno jest czasami utrzymać mentalność na wysokim poziomie? Ze względu na wysokie pensje, być może ktoś mógłby się poczuć, że jest tutaj za wygodnie.

To, że zawodnicy się umawiają i pieniądze są wypłacane na czas, to wydaje mi się normalne. Nazwiska jednak same nie grają i trzeba na wszystko zapracować. Myślę, że wszyscy to rozumieją, bo rywalizacja w klubie jest dosyć spora. Mamy równorzędnych zawodników na pozycje i to, że ktoś nie zagra w jednym czy drugim meczu, to nie znaczy, że nie będzie potrzebny później.

Mówi się, że zawodnik wygląda najlepiej, kiedy trener ma do niego zaufanie, ale szkoleniowiec musi je mieć do całej drużyny. Jeśli dla kogoś rywalizacja jest kłopotem lub stresem, to znaczy, że nie nadaje się do sportu. Każdego dnia nie tylko w meczu, ale również na treningu musisz rywalizować. Liczę, że to podtrzyma w zawodnikach odpowiedni sposób motywacji.

Kazimierz Moskal w Wieczystej

Kazimierz Moskal w listopadzie podpisał kontrakt z Wieczystą

Długo pan się zastanawiał jesienią nad propozycją z Wieczystej?

Trochę tak. Byłem już jednak dosyć długo bez pracy i trudno usiedzieć wtedy w domu jedynie oglądając mecze. Nie ukrywam, że ciągnęło mnie do ławki trenerskiej. Mieliśmy kilka spotkań i zapadła decyzja na tak.

Czym pana Wieczysta skusiła, poza pieniędzmi?

Czy ja wiem? (śmiech). Mówiąc poważnie, chciałem się podjąć tego wyzwania. Oczywiście, że widziałem jakie nazwiska przewijały się w kontekście pracy w Wieczystej. Moje również padało w spekulacjach, ale przy innych mogło wyglądać mniej ciekawie. Cieszę się jednak, że postawiono na mnie i mam okazję sprawdzić się na takim polu.

Nie obawia się pan o porywczość właściciela? Wiemy, że przy Przemysławie Cecherzu nie było specjalnych sentymentów, Gino Lettieri też szybko stracił pracę.

Jestem już dosyć długo trenerem i byłem kilka razy zwalniany. Taki nasz los. Nie oszukujmy się – w Polsce te zmiany trenerów były, są i będą. Nie ma co liczyć na to, że gdzieś będziesz pracował przez wiele lat, ale na pewno nie przychodziłem z myślą, że każdy mecz gram o posadę. To byłoby bez sensu.

Gdy rozpoczyna pan pracę, to nie ma jednak myśli, że warto byłoby w jakimś miejscu pobyć dłużej i nieco spokojniej wdrożyć swoją wizję?

Oczywiście, że każdy by tak chciał, ale nie rozważałem tego. Nie chcę zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami. Myślę, że to działałoby na moją niekorzyść. Takie informacje też nie działają dobrze na szatnię, więc skupiam się po prostu na swojej pracy.

Początek nie był łatwy z tego względu, że kilkanaście miesięcy nie było mnie w zawodzie, więc na nowo musiałem się wdrożyć w pewną higienę pracy. Na pewno nie zastanawiałem się jednak pod tym kątem, czy przyjąć ofertę Wieczystej, bo tutaj jest gorący fotel.

Kazimierz Moskal: Wojciechowi Kwietniowi bliżej do ofensywnego podejścia

Jaki macie kontakt z Wojciechem Kwietniem?

Właściciel bardzo mocno interesuje się klubem. Często rozmawiamy, a zwłaszcza teraz, kiedy trwa okres transferowy i szukaliśmy wzmocnień, to w zasadzie codziennie był w klubie. Spotykamy się, dyskutujemy i wspólnie oglądamy potencjalnych zawodników. Nie wiem, jak to będzie dalej, ale myślę, że to jest taki typ człowieka, który chce być na bieżąco z tym, co się dzieje.

Zna się na piłce?

W Polsce każdy się zna (śmiech). A mówiąc poważnie, ma pojęcie. To nie jest człowiek oderwany od środowiska piłkarskiego. Bardziej idzie w kierunku zawodników, którzy robią różnicę. Bliżej mu do ofensywnego podejścia. Podoba mi się to.

Królem zimowego polowania w Ekstraklasie, jeśli chodzi o wydatki na transfery został Widzew. Pan chyba jednak mógłby powiedzieć, że niekoniecznie robi to na panu wielkie wrażenie, bo w skali 1. ligi kimś takim okazała się Wieczysta, prawda?

No nie do końca, bo to wszystko jednak skupia dużą uwagę. Moim zdaniem to jednak nie ma bezpośredniego przełożenia na wynik. To jest sport i różnie wychodzi, czasem musisz potem wyłożyć kolejne pieniądze i dalej pracować. Oczywiście, im więcej płacisz za zawodnika, tym oczekujesz większej jakości, ale trzeba też brać pod uwagę czynnik ludzki. Nie wiadomo, jak dana osoba wpasuje się w miasto, w szatnię i klimat danego miejsca. Trzeba mieć szerokie spektrum informacji o piłkarzu.

W przypływie transferów, przydają się jednak zawodnicy, którzy grają w klubie nieco dłużej. Pomagają reszcie się zaadaptować. Kimś takim jest Michał Pazdan?

Myslę, że tak. Liczę jednak na wszystkich zawodników. Musi być kilku graczy, którzy potrafią być liderami. Dla mnie to ktoś, kto potrafi poderwać zespół w trudnych momentach. Nie musi być przesadnie głośną osobą, bo nie chodzi tutaj o gadanie, krzyk czy machanie rękami. On swoją postawą na boisku ma zainspirować i podrywać innych do walki.

Żałuje pan odejścia Rafy Lopesa? Jesienią strzelił 6 goli i był dosyć istotną postacią.

Wydaje mi się, że to była przede wszystkim jego decyzja. Porozmawialiśmy szczerze i jako klub nie chcieliśmy mu robić specjalnych przeszkód. Na tę chwilę mamy trzech napastników plus opcje awaryjne, więc nie jest źle.

Na miejscu pozostał z kolei choćby Lucas Piazon, który był w wielkich klubach, jak Chelsea, Fulham czy Eintracht Frankfurt… Widać u niego czasem gwiazdorskie maniery czy wręcz przeciwnie?

Nie mam powodów do niepokoju. Wydaje się być skromnym chłopakiem i kontakty są na razie bardzo dobre. Pewnie on będąc w takich miejsach, o jakich pan wspomniał, też ma swoje spojrzenie na to, co zastał tutaj.

W piłce nie liczy się jednak to, gdzie byłeś, co osiągnąłeś i w jakich klubach grałeś, tylko to, co możesz dać teraz, kim jesteś w danym momencie, w jakim klubie jesteś i na ile cię jeszcze stać.

Kazimierz Moskal: Nie wydaje mi się, żeby Balotelli i James Rodriguez byli rozważani poważnie

Zastanawiał się pan zatem, ile klubowi mogliby jeszcze dać James Rodriguez czy Mario Balotelli?

Niekoniecznie. O Balotellim coś tam słyszałem, ale to chyba nawet nie z kręgu klubu. Nie wydaje mi się, aby takie opcje były na poważnie rozważane. Chyba w tych przypadkach trudno było oczekiwać, żeby pracowali na takiej intensywności, jak parę lat wcześniej.

Zupełnie inaczej chyba pan podchodzi do dwóch młodszych Serbów. Stoper Aleksandar Djermanović ma 23 lata, a środkowy pomocnik Nikola Kneżević 22. Z miejsca podniosą jakość zespołu?

Oby tak było. Przychodzą zawodnicy, którzy mają przed sobą jeszcze sporo lat grania i to bardzo istotne z punktu widzenia klubu. Trochę zmienia się optyka w samej Wieczystej i na zewnątrz. Takie transfery na pewno mają za zadanie wniesienie młodzieńczej fantazji. Podniosą także rywalizację.

Poradziliby sobie w Ekstraklasie?

Trudno mi teraz wskazać, czy wszyscy by sobie poradzili, czy ktoś by sobie nie poradził w Ekstraklasie, ale na pewno takich zawodników szukamy, którzy tym wymogom sprostają.

Mikkel Maigaard podczas meczu Cracovii

Jeszcze w grudniu Mikkel Maigaard wyróżniał się w barwach Cracovii w Ekstraklasie

Wiemy, że potrafiłby im sprostać Mikkel Maigaard. Udowadniał to już nie raz w Cracovii. Co pan pomyślał, gdy po raz pierwszy usłyszał, że jest możliwość wyciągnięcia go z lokalnego rywala?

Nie wierzyłem w to. Już kiedyś mieliśmy taką sytuację, że chcieliśmy sprowadzić kogoś bardzo znanego z Ekstraklasy i to nie doszło do skutku. Myślałem, że tutaj będzie podobnie, a jednak okazało się inaczej. To ogromne wzmocnienie środka pola i świetny zawodnik.

Czuć, że I liga ma być dla niego tylko przystankiem w karierze?

Od pierwszego dnia pokazuje wielkie zaangażowanie oraz jakość. Jestem przekonany, że jego ambicje są takie, żeby za chwilę wrócić do Ekstraklasy.

Jakie emocje ma wzbudzać Wieczysta w tej rundzie?

Lubię piłkę ofensywną, polegającą na tym, że kiedy prowadzisz 1:0 czy 2:0, to chcesz iść po następne bramki. Chodzi o to, żeby sprawiać radość zarówno nam, którzy tworzą widowiska, jak i kibicom. Ich na trybuny może przyciągnąć tylko odważna gra. Niezależnie od tego, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe.

Na razie jesteście jednak w ciągłych rozjazdach, bo przyjmujecie rywali w Sosnowcu. Może poruszył pan podczas spotkania z Królewskim wątek ewentualnej gry na Wiśle?

Na pewno gra w Sosnowcu jest jakimś utrudnieniem, ale nie rozmawialiśmy o tym. To chyba nie moja rola. Wierzę jednak, że w przyszłości nasze mecze będą rozgrywane w Krakowie, a gdyby było to już na naszym stadionie, to dopełnia całość budowania marki.

Wieczystej trudno jest się przebić przez Wisłę czy Cracovię?

Na pewno, ale to wszystko zależy od tego, jak dalej klub będzie się rozwijał, w której lidze będzie grał i jakie wyniki będzie osiągał. Jeśli pojawią się sukcesy i atrakcyjny sposób grania, to myślę, że przyciągniemy ludzi na mecze. Chcemy, żeby kibice wychodzili ze stadionu właśnie jeszcze będąc w pełnych emocjach, bo to się później wspomina.

Pamiętam nawet przy grobie Franciszka Smudy na pogrzebie, ktoś przemawiał i dziękował właśnie za emocje. Nie za mistrzostwo, nie za sukcesy w pucharach czy pracę w reprezentacji, a właśnie za te niezapomniane chwile, które trener Smuda dał.

Taka jest później ocena naszej pracy. Czasem niezależnie od wyniku, kibic przez długie lata wspomina i pamięta duże emocje.

Na końcu wynik też jest jednak istotny, więc zapytam wprost. Biorąc pod uwagę nakłady finansowe i jakość w składzie Wieczystej, brak awansu do Ekstraklasy będzie dla pana porażką?

Wiemy, gdzie Wieczysta chce być, ale nigdy nie można w 100% wskazać faworyta przed meczem. Czy będzie to dla mnie porażka? Ja patrzę nie tylko na sam wynik, ale na to jak zespół gra, jak funkcjonuje i jak się rozwija. Jestem tak skonstruowany, że wolę mniej mówić, a więcej działać i nieco ciszej iść do przodu.

Nie chcę rzucać buńczucznymi hasłami, a potem rozkładać rąk. Staram się nie mówić zawodnikom o awansie. Chcemy skupiać się na każdym kolejnym meczu. Tylko w taki sposób można coś zbudować. A jeśli już od samego początku patrzy się na koniec drogi, to można się w tym zagubić i nadzieje mogą się rozmydlić.

ROZMAWIAŁ WOJCIECH PIELA

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix/Wieczysta Kraków

6 komentarzy

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Romero wyrzucony z boiska! Po chwili gol dla United [WIDEO]

Braian Wilma
0
Romero wyrzucony z boiska! Po chwili gol dla United [WIDEO]
La Liga

FC Barcelona wycofała się z Superligi! Pozostał tylko Real

Braian Wilma
1
FC Barcelona wycofała się z Superligi! Pozostał tylko Real
Reklama

Betclic 1 liga

Reklama
Reklama