Real sprał Monaco. Wielki popis Królewskich

Antoni Figlewicz

20 stycznia 2026, 22:55 • 4 min czytania 8

Real sprał Monaco. Wielki popis Królewskich

Grunt to się dobrze ustawić. Z takiego założenia wyszli dziś chyba Królewscy, którzy bardzo szybko zapewnili sobie w starciu z Monaco przewagę i potem już tylko skupiali się na jej powiększaniu. Alvaro Arbeloa i spółka po falstarcie w Pucharze Króla zdają się wkraczać na właściwe tory. Ich dzisiejsza wygrana była naprawdę, ale to naprawdę przekonująca, także za sprawą kolejnego błysku Kyliana Mbappe i Viniciusa.

Reklama

Ale nie tylko ten duet rozgrywał dobre zawody, bo na pochwały zasłużył też sobie Franco Mastantuono – Argentyńczyk już od pierwszych minut wykazywał się własną inicjatywą i to dzięki jego świetnej akcji mieliśmy otwarcie wyniku. Okej, przyłożyli się do tego całkiem bierni obrońcy Monaco, ale to nie jego wina, że nie mieli zamiaru zbytnio przeszkadzać. 18-latek podał w pole karne do Valverde, ten przytomnie odegrał do Mbappe, a on w takich sytuacjach się nie myli.

A już na pewno nie w tej edycji Ligi Mistrzów – na koncie Francuza już jedenaście trafień w tych rozgrywkach, w ledwie sześciu występach. A jak już strzela, to w pakietach. Dwupak z Marsylią, hat trick z Kajratem, cztery gole wbite Olympiakosowi i dziś znów dwa trafienia. Dużo tych goli, cholera jasna.

Reklama

Real Madryt – AS Monaco. Królewscy górą, kolejne gole Mbappe

Żeby nie było – goście też dziś parokrotnie zaistnieli na murawie Santiago Bernabeu. Już w pierwszej połowie, kilkoma akcjami, które można było odnotować. Po podaniu Fatiego z kontrą ruszał Balogun, ostatecznie dobrze wypchnięty przez obrońców. Świetną okazję miał wspomniany Fati, kiedy Caio Henrique odnalazł go w polu karnym. W poprzeczkę z dystansu trafił Jordan Teze, to też było bardzo groźne. I Akliouche ze swoimi efektownymi nożycami – trafił nieczysto w piłkę, lecz zmusił bramkarza do interwencji. Co jednak z tego, skoro niewykorzystane okazje przy tak wyraźnym zwycięstwie rywali nie mają najmniejszego znaczenia i szybko odejdą w zapomnienie.

Słusznie zresztą, bo dziś błyszczał Real, nawet jeśli momentami nie miał problemu z tym, by dopuścić Monaco do strzału. Sam jednak potrafił znaleźć wyrwy w obronie gości i punktować ich wszelkie błędy w sposób bezwzględny.

Na pozór nie tak jednostronny mecz nagle, znienacka, zamienił się w lanie. Do przerwy drugi raz trafił Mbappe po genialnej zespołowej akcji zapoczątkowanej przez fenomenalną sztuczkę techniczną Camavingi. Francuz dograł do Valverde, ten doskonałym podaniem uruchomił Viniciusa, a Brazylijczyk wyłożył piłkę na tacy czekającemu na kolejne trafienie koledze. Proste, ale jakie ładne.

Prawdziwy popis Realu. Takim meczem można się napędzić

Zaryzykujemy taką tezę – Realowi przyda się tak wysoko i pewnie wygrane spotkanie. Trener Arbeloa już ma na koncie pierwsze zwycięstwo, teraz ma też pierwszy naprawdę doskonały mecz. Po odpadnięciu z Pucharu Króla i wcześniejszej porażce z Barceloną – jeszcze pod wodzą Xabiego Alonso – w Superpucharze Hiszpanii, taki wieczór może być oczyszczający. W drugiej części spotkania gole padały jak na zawołanie. Swojego dostał Mastantuono, wstrzelił się też Vinicius, autor w sumie trzech asyst, bowiem to on dogrywał do Argentyńczyka na 3:0 i to po jego podaniu piłkę do własnej siatki wpakował Kehrer.

Los Blancos dali więc występ kompletny, taki co w nim było wszystko. Bezsilni rywale mogli tylko zerkać z nadzieją na bramkę Królewskich, lecz stojący w niej Courtois raz za razem przekonywał ich, że muszą zrobić coś naprawdę ekstra, by go dziś pokonać. Nie zrobili, lecz… pomógł im Real. Zbyt rozluźniony, chyba zbyt nonszalancki. Po błędzie Daniego Ceballosa goście uratowali honor, a Belga pokonał Teze, który z takiej pozycji nie mógł się pomylić.

Ostatnie słowo i tak jednak należało do gospodarzy, chcieli na swoich warunkach podsumować ten kapitalny występ. Do siatki trafili więc po raz szósty i szybciutko zapomnieli o wcześniejszym babolu we własnym polu karnym. To zresztą tak nieistotny drobiazg, że i my przed końcem spotkania zdążyliśmy zapomnieć, że Monaco faktycznie coś tam ustrzeliło. W świat idzie prosty przekaz – Real rozniósł w pył ekipę z księstwa Grimaldich.

Real Madryt – AS Monaco 6:1 (2:0)

  • 1:0 – Mbappe 5′
  • 2:0 – Mbappe 26′
  • 3:0 – Mastantuono 51′
  • 4:0 – Kehrer 55′ (gol samobójczy)
  • 5:0 – Vinicius 63′
  • 5:1 – Teze 72′
  • 6:1 – Bellingham 81′

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW NA WESZŁO:

Fot. Newspix

8 komentarzy

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama