Krew gości, łzy Atletico. Po cierpieniach, ale Barcelona w finale Pucharu Króla!

Kamil Warzocha

02 kwietnia 2025, 23:58 • 4 min czytania 32

Krew gości, łzy Atletico. Po cierpieniach, ale Barcelona w finale Pucharu Króla!

Gdyby piłkarze Atletico od samego początku podchodzili do wypadów na bramkę Barcelony z taką żarliwością, jaką wykazywali się w atakach między innymi na nogi Raphinhi, może nie kończyliby swojej przygody w Pucharze Króla. A i tak mieli szczęście, że po szóstej minucie, po jednym z tych ataków, sędzia Montero podtrzymał interpretację swojego kolegi z wczorajszego meczu Realu Madryt na temat brutalnego faulu na Viniciusie. To znaczy: dopóki jakoś zipiesz i nie odnosisz ciężkiej kontuzji, rywal nie musi bać się o czerwoną kartkę. Nawet po sygnale z wozu VAR i zawołaniu do monitora.

Reklama

Jose Luis Munuera Montero ewidentnie nie chciał skrzywdzić Atletico, a znając hiszpańskich dziennikarzy, nie przejdzie mu to płazem zwłaszcza po aferze z początku 2025 roku, przez którą groziło mu pięcioletnie zawieszenie. Wszystko przez jedną z jego firm, Talentus Sports Speakers, która nawiązywała rożne współprace z klubami piłkarskimi. Między innymi z PSG, Manchesterem City czy… Atletico Madryt.

Montero tłumaczył, że na jego konto nigdy nie wpłynęły pieniądze z żadnego klubu, jednak to taka sprawa, która musiała odbić się echem w Hiszpanii ze względu na potencjalny „konflikt interesów”. Władze hiszpańskiej piłki zawiesiły arbitra i wszczęły dochodzenie, ale nie znaleziono wystarczających dowodów na złamanie prawa i przywrócono sędziego do pracy.

Reklama

Ach, no i to ten sam arbiter, który nie tak dawno wyrzucił z boiska Jude’a Bellinghama za wulgarną pyskówkę. A zatem dzisiejszego meczu Barcelony z Atletico nie sędziował – delikatnie mówiąc – człowiek anonimowy. To postać, która ma problem ze znikaniem z głównych stron gazet, a przypominamy o tym dlatego, że nazwisko Montero znowu będzie wałkowane.

Barcelona wygrała, mimo poważnego błędu arbitra

W rewanżowym starciu w ramach półfinału Pucharu Króla sędzia nie tylko wypaczył bieg rywalizacji, wlepiając Azpilicuecie ledwie żółtą kartkę za atak na łydkę Raphinhi z 6. minuty. On wysłał piłkarzom Diego Simeone klarowny sygnał, że granica tego, co można, akurat w tym meczu została przesunięta bardzo daleko. Idealnie pod potrzeby Atletico Madryt.

Szkopuł w tym, że gdy hiszpańscy sędziowie próbują prowadzić spotkania „po brytyjsku”, biorą się za coś, czego kompletnie nie czują. Fajnie, gdy arbiter daje więcej pograć w zwarciu i nie sięga po gwizdek za każdym razem, gdy piłkarz od byle dotknięcia pada na murawę. To dzisiaj widzieliśmy, brawo. Ale niefajnie, gdy męska walka tuż pod nosem sędziów przeradza się w polowanie na kostki. Właśnie to mogło robić Atletico, skutecznie wytrącając Barcelonę z rytmu.

Skarpeta Yamala przesiąknięta krwią stała się symbolem niepożądanej metamorfozy „Dumy Katalonii”. Najpierw młodziutki Hiszpan robił na boisku, co chciał. Ośmieszał Reinildo, lobował swoich rywali i raz wystawił piłkę Ferranowi na srebrnej tacy jak kelner z najlepszej restauracji. Akcje Yamala były kwintesencją stylu Barcy w pierwszej połowie – trochę fantazji, pewność z piłką, pełna kontrola. Po 45 minutach piłkarze Atletico co prawda zaistnieli, ale przede wszystkim w notesie arbitra.

Druga połowa była dla Barcelony drogą przez ciernie

Ale w drugiej połowie, gdy Katalończycy byli mocno pokiereszowani, a Atletico postanowiło wzbogacić swój repertuar o coś więcej niż ostre faule, nie oglądaliśmy już tak jednostronnego widowiska. Barca, która chętnie broniła 1:0 posiadaniem piłki jak najdalej od własnej bramki, zaczęła mieć coraz większe problemy. Z przodu nie wychodziło nic, niezależnie od wprowadzanych zmian, natomiast z tyłu koncert pomyłek napędzających gospodarzy o mało nie skończył się dla Barcelony tragicznie.

Dość powiedzieć, że Szczęsny musiał być ciągle podłączony do prądu. Może nie tak, jak w słynnym meczu z Benficą, ale Atletico po trzech korektach w składzie w 46. minucie nie wyglądało już jak Girona, ostatnia ofiara Barcelony, która siadała fizycznie z biegiem meczu. Nie, przez dobre kilkadziesiąt minut podopieczni „Cholo” wywierali taką presję, że w ekipie Hansiego Flicka zobaczyliśmy niespotykaną jak na jej standardy niechlujność. I to zarówno pod bramką Musso, jak i na własnej połowie. Raz Szczęsny nawet stracił gola, ale po spalonym. Miał szczęście tak jak cały zespół, że gospodarze nie za bardzo mieli pomysł, jak skrzywdzić cofniętą linię obrony.

Barca ponownie w tym sezonie przetrwała trudny moment, na wzór wyjazdowego starcia z Benficą w Lidze Mistrzów, dlatego należą jej się słowa uznania. Atletico zmusiło „Dumę Katalonii” do takiego cierpienia, że nawet Lewandowski wprowadzony w 74. minucie musiał wracać we własną szesnastkę, żeby odbierać piłkę po szybkim ataku Los Cholchoneros. Taki to był właśnie mecz, mecz walki bardziej na zasadach Diego Simeone, ale co z tego, skoro Barcelona dała radę się postawić i wciąż jest w grze o tryplet. Podczas gdy dla piłkarzy Atletico czas na otarcie łez, bo oni właściwie nie liczą się już nawet w walce o mistrzostwo Hiszpanii.

Atletico Madryt – FC Barcelona 0:1 (0:1), 4:5 w dwumeczu

  • 0:1 – Torres 27′

CZYTAJ WIĘCEJ O BARCELONIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

32 komentarzy

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Ter Stegen zabrał głos po kontuzji. „To dla mnie wyjątkowo trudne”

Mikołaj Duda
0
Ter Stegen zabrał głos po kontuzji. „To dla mnie wyjątkowo trudne”
La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
59
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama
Reklama