Reklama

Od ściany do ściany. Czy Milik przyda się kadrze na baraże?

Dominik Piechota

Autor:Dominik Piechota

14 marca 2024, 12:24 • 7 min czytania 6 komentarzy

Na początku kadencji Michał Probierz postawił na Arkadiusza Milika i bronił go uparcie, mimo że był najbardziej krytykowanym zawodnikiem kadry. Później wyszła informacja, że selekcjoner nie zaprosi go na baraże, więc Probierz dzwonił do dziennikarza, aby sprostować, że sam jeszcze nie wie, co zrobi z rezerwowym Juventusu. 30-latek ostatnio przełamał serię 20 meczów bez gola w Serie A, ale czy da dzisiaj więcej kadrze niż Adam Buksa albo Krzysztof Piątek?

Od ściany do ściany. Czy Milik przyda się kadrze na baraże?

W zeszły weekend Arkadiusz Milik przełamał się i zdobył pierwszą bramkę w lidze włoskiej od 7 października. Zmiennik Dusana Vlahovicia musi akceptować rolę rezerwowego, chociaż z ławki nie daje tylu impulsów, ile życzyłby sobie Massimiliano Allegri. Seria dwudziestu kolejek bez gola we Włoszech dawała mu się we znaki, ale przełamał się tuż przed powołaniami w spotkaniu z Atalantą (2:2).

Ten strzał z Atalantą również nie był perfekcyjny, bo Milik strzelił sytuacyjnie, lecz prosto w Marco Carnesecchiego. Włoski bramkarz nie zdołał jednak zainterweniować, więc 30-letni napastnik odetchnął z ulgą. Kiedy dostał trochę miejsca i piłkę na lewej nodze w polu karnym, zrobił z tego użytek.

Reklama

SAGA Z POWOŁANIEM

Milik zabrał kilka argumentów swoim krytykom, bo w „Onecie” parę tygodni wcześniej pojawiły się informacje, że nie dostanie powołania na marcowe baraże i znów będzie największym nieobecnym na liście Michała Probierza. W jego obronie błyskawicznie stanął sam selekcjoner podczas swojego kilkudniowego tournee po mediach. Do sprawy odnosił się również podczas wizyty w „Kanale Zero”.

– Widziałem sugestie, że nie powołujemy Arkadiusza Milika na baraże i już podjęliśmy taką decyzję, a to w ogóle nieprawda. Nie ma takiej decyzji, nic nie zdecydowaliśmy. Jest szeroka lista powołanych, którą ciągle obserwujemy i wszyscy ci zawodnicy będą nam potrzebni. Dopiero będziemy decydować, kto będzie powołany. Zadzwoniłem nawet do dziennikarzy z informacją, że niepotrzebne są takie teksty o braku powołania dla Arkadiusza Milika, bo to nieprawda – prostował Michał Probierz.

Historia ich relacji jest skomplikowana. Pod nieobecność Roberta Lewandowskiego w październiku Milik wyszedł w pierwszym składzie z Wyspami Owczymi (2:0), ale po godzinie gry został zmieniony przez Adama Buksę. Probierz bronił go po swoim debiucie, mimo że snajper Juventusu był wskazywany jako najsłabsze ogniwo. Walczył o niego, chciał iść pod prąd i również wystawił go od początku z Mołdawią (1:1), lecz nie dostał od napastnika tego, czego oczekiwał. Zdjął go po 71 minutach. W listopadzie Milika zabrakło już na zgrupowaniu.

Brak na liście powołanych Arkadiusza Milika jest niespodzianką z jednego punktu widzenia: Michał Probierz na ostatnim zgrupowaniu szalenie bronił Arka. Milik po powrocie do klubu cały czas gra i jest w formie. Lubię i szanuję Michała Probierza, ale również mam swoje prywatne opinie. I szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego nie został powołany – dziwił się wtedy Zbigniew Boniek w „Polsacie Sport”.

Michał Probierz najpewniej obdarzył go zaufaniem, ryzykował swoje nazwisko, szedł w zaparte przeciwko wszystkim, lecz skoro pierwsze zgrupowanie Milika było rozczarowaniem, jego akcje mocno spadły w oczach aktualnego selekcjonera. Może zasłaniać się tym, że strzela znacznie mniej niż jego konkurenci Krzysztof Piątek oraz Adam Buksa w Turcji, ale dopiero wieczorne powołania powiedzą nam, co dzisiaj Probierz sądzi o graczu Juventusu.

Reklama

CO DAJE JAKO REZERWOWY?

Probierz zwykle stawia na dwójkę napastników i z pełnym przekonaniem możemy powiedzieć, że nie będzie chciał odtwarzać duetu Lewandowski – Milik, do którego mylnie i z takim sentymentem wzdychamy z powodów Euro 2016 oraz ich współpracy przed tym pamiętnym turniejem. Znacznie bardziej w roli pomocnika Lewego widzi swojego „synka” Karola Świderskiego, ale nie ma w tym cienia przesady – po prostu u różnych selekcjonerów „Świder” udowadniał, że jest komplementarnym napastnikiem dla najlepszego polskiego piłkarza.

Tak Michał Probierz zestawiał atak w swoich pierwszych meczach:

– Wyspy Owcze (2:0): Milik w ataku (za nim Szymański-Zieliński);

– Mołdawia (1:1): Świderski (gol) – Milik.

– Czechy (1:1): Lewandowski – Świderski.

– Łotwa (2:0): Lewandowski – Buksa.

I pewnie między dwójką Świderski – Buksa rozegra się obecność w duecie z kapitanem reprezentacji. Robert Lewandowski jest nie do ruszenia. Ale czy w ataku mamy aż taki dobrobyt, aby luźną ręką rezygnować z obecności napastnika Juventusu występującego w Starej Damie praktycznie co kolejkę? Trzecia drużyna Serie A to jednak standardy, za jakimi możemy za parę lat zatęsknić. Brakuje nam reprezentantów w topowych europejskich klubach i można odnieść wrażenie, że często o tym zapominamy, kiedy z taką łatwością krytykujemy najlepszych polskich piłkarzy.

Baraże to jak mecz pucharowy i mają wielką specyfikę. Trzeba być przygotowanym na każdy scenariusz – od obrony Częstochowy po rozpaczliwe ataki wszystkim, co mamy. Trzeba przeanalizować, co byłoby najlepsze dla reprezentacji, gdyby w samej końcówce trzeba było odrabiać straty z Estonią/Walią/Finlandią. Potrzebujemy napastnika, który z ławki potrafi odmienić oblicze meczu i wesprzeć nas w ataku, gdy rywale bronią się bardzo nisko.

Milik jest akurat etatowym rezerwowym, który przyzwyczaił się do grania z ławki rezerwowych. 31 minut, 8 minut, 16 minut, 90, 9, 3, 1, 76 minut – mógł przywyknąć do tego, że Allegri wpuszcza go na ścisłe ogony. Rzecz w tym, że „Arkadiuszo” jako zmiennik prawie nie zdobywa bramek. W tym sezonie ma jedynie 6 goli, ale rzadko kiedy jego złoty dotyk ratował Juve właśnie z ławki rezerwowych.

– Hat-trick z Frosinone (4:0) w Pucharze Włoch: grał od początku i Juve zdominowało rywala;

– Lecce (1:0) we wrześniu: zdobył decydującą bramkę, lecz grał od początku;

– Torino (2:0) w październiku: podwyższył prowadzenie głową, ale grał całą drugą połowę;

– Atalanta (2:2) w marcu: gol na 2:1, ale znowu grał od początku.

Problem w tym, że 30-letni napastnik aż 20 razy wchodził z ławki w tym sezonie Serie A, a jednak nie stał się jokerem czy zbawieniem Juve. Dopiero co przerwał wielomiesięczną suszę strzelecką w lidze. Do tego kiedy trafiał, we większości przypadków musiał występować od samego początku albo dostać szansę w większym wymiarze czasowym. Mieliśmy tylko jedną sytuację, gdy trafił z ławki z Torino.

Jeśli będziemy potrzebowali dominacji w powietrzu i centymetrów, ciekawszą opcją na dziś wydaje się Adam Buksa.

Jeśli będziemy potrzebowali więcej kreatywności w rozegraniu i kombinacji na małej przestrzeni, lepszą opcją wydaje się Karol Świderski.

Pytanie w głowie Michała Probierza pewnie dotyczy tego, czy więcej jakości z ławki da mu Krzysztof Piątek (13 goli w Basaksehirze), czy jednak Milik (6 goli w Juventusie). To trochę wróżenie z fusów, bo obaj potrzebują dobrej, dogodnej sytuacji, raczej nie są samodzielni jako napastnicy, ale kwestia, kto potencjalnie mógłby dać więcej w ciągu kilku ostatnich minut.

PORÓWNANIE NAPASTNIKÓW

Selekcjoner musi zakładać, że w końcowych minutach będzie potrzebował rozpaczliwych, nerwowych ataków. Najpewniej rozszerzania gry, masowych dośrodkowań i oczekiwania na moc napastników w powietrzu. Ktoś złośliwie powie: dośrodkovia. Michał Probierz będzie bronił, że to jego styl gry, skoro przynosi efekty. Skrzydłowi albo boczni obrońcy z precyzyjnym dośrodkowaniem to jedno, ale kolejna sprawa to gracze mogący uderzyć z powietrza lub sytuacyjnie strzelić na bramkę.

Akurat sam Max Allegri zwykle bardzo chwalił umiejętności gry w powietrzu polskiego napastnika. Gdy tłumaczył się ze zmiany Josepha Nonge, mówił tak: – To naprawdę nie jest żadna fizyka kwantowa. Potrzebowałem dwóch zawodników dobrze grających głową, więc postawiłem na Danilo oraz Milika – tłumaczył.

Na pewno nie ma skuteczności Piątka w 2024 roku (7 goli), ale też nie gra tyle co on i jednak występuje w znacznie bardziej skomplikowanych rozgrywkach. Nie ukrywajmy, że skala wyzwania między Serie A a turecką Superlig jest zdecydowanie inna. Tak wyglądają polscy napastnicy w rozgrywkach ligowych w ostatnim czasie:

– Krzysztof Piątek: 13 goli, xG bez karnych: 10,76, gol co 163 minuty, 1,67 spodziewanej asysty;

– Adam Buksa: 12 goli, xG bez karnych: 10,68, gol co 191 minut, 2,45 spodziewanej asysty;

– Arkadiusz Milik: 3 gole, xG bez karnych: 3,59, gol co 243 minuty, 1,48 spodziewanej asysty;

– Karol Świderski (za poprzedni sezon w MLS dla porównania, aktualnie zaczyna grę w Hellasie): 12 goli, xG bez karnych 6,19, gol co 210 minut, 5,11 spodziewanej asysty;

– Robert Lewandowski: 12 goli, xG bez karnych 9,03, gol co 172 minuty, 4,80 spodziewanej asysty;

Wydaje się, że to dylematy bez większej wagi i problemy trzeciego świata, ale akurat selekcjoner powinien rozpatrywać nadchodzące baraże o Euro 2024 w takich właśnie kategoriach. Kto potencjalnie może mu wepchnąć decydującą bramkę siłą woli, gdy nerwy będą brały górę, a taktyka czy opanowanie zejdą na dalszy plan. Milik absolutnie nie jest skuteczny, dopiero co się przełamał, ale wydaje się, że zbyt bardzo demonizujemy jego grę.

W kadrze w ostatnich latach bardziej siedziało Piątkowi, w Turcji też odkuł się i bardziej przyzwyczaił do uczucia, że piłka po jego strzale wpada do bramki. Pod względem gry więcej przemawia za nim, tak samo jak pod względem złotych wejść, bo takich Milik nie miał ani za Fernando Santosa, ani za Paulo Sousy.

Wieczorem przekonamy się, czy media zbyt szybko skreśliły napastnika Juventusu, czy rzeczywiście Michał Probierz postawił na nim kreskę już po pierwszym zgrupowaniu. Wydaje się, że wkrótce naprawdę zatęsknimy za posiadaniem napastników o takim statusie w klubach pokroju Juventusu. Ale bronienie Milika w ostatnich latach rzeczywiście głównie było oparte na wspomnieniach, niż realnej formie zmiennika Vlahovicia.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix

Kiedy tylko może, ucieka do Ameryki Południowej, żeby złapać trochę fantazji i przypomnieć sobie, w jak cywilizowanym, ułożonym świecie żyjemy. Zaczarowany futbolem z krajów Messiego i Neymara, ale ciągnie go wszędzie, gdzie mówią po hiszpańsku albo portugalsku. Mimo że w każdym tygodniu wysłuchuje na przemian o faworyzowaniu Barcelony albo Realu, od dziecka i niezmiennie jest sympatykiem wielkiej Valencii. Wierzy, że piłka to jedynie pretekst, aby porozmawiać o ważniejszych sprawach dla świata, wsiąknąć w nową kulturę i po prostu ruszyć na miejsce, aby namacalnie dotknąć tego klimatu. Przed ołtarzem liga hiszpańska, hobbystycznie romansuje z polskim futbolem.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

6 komentarzy

Loading...