Reklama

Buksa w kadrze. Odrodzenie w dwa miesiące

Mateusz Janiak

Autor:Mateusz Janiak

10 października 2023, 13:37 • 6 min czytania 19 komentarzy

Niecałe dwa miesiące. Tyle obecnego sezonu potrzebował Adam Buksa, by zasłużyć na powrót do reprezentacji Polski. Napastnik błyskawicznie stanął na nogi po najgorszym roku w karierze, w trakcie którego stracił szansę na występ w mistrzostwach świata i zaufanie trenera RC Lens.

Buksa w kadrze. Odrodzenie w dwa miesiące

13 czerwca 2022.

Pojawił się duży szum medialny wokół urazu Adama Buksy. Aby wyprostować sprzeczne informacje sytuacja jest następująca. Adam opuścił zgrupowanie z powodu dolegliwości bólowych stopy i stwierdzonych w badaniach obrazowych zmian przeciążeniowych jednej z kości. Potencjalnie mogły one doprowadzić do poważniejszego urazu. Dzięki szybkiej reakcji udało się te zmiany wykryć na wczesnym etapie, dzięki czemu po leczeniu zachowawczym Adam powinien być gotów do gry przed startem nowego sezonu – poinformował po meczach z Walią i Belgią rzecznik prasowy kadry narodowej Jakub Kwiatkowski.

Buksa wydawał się być w kapitalnym, a może wręcz w najlepszym momencie kariery. Po strzeleniu 35 goli w 73 występach w New England Revolution został kupiony za sześć milionów euro przez RC Lens. Osiągnął cel – w USA się rozwinął, wypromował i zasłużył na transfer do poważnego zespołu z czołowej europejskiej ligi. Od dziewięciu miesięcy regularnie występował w reprezentacji, właśnie dołożył dwa kolejne spotkania do swojego dorobku.

Ale coś za coś.

Reklama

W tym wypadku Buksa za spełnianie marzeń zapłacił zdrowiem.

Adam Buksa w reprezentacji

Bo ostatecznie nie udało się uniknąć poważniejszego urazu.

Z powodu urazu stopy w zasadzie dwa i pół miesiąca nie ćwiczyłem z zespołem, tylko indywidualnie, część rehabilitacji przeszedłem w Polsce, więc to wszystko nie przebiegało optymalnie – tłumaczył na przełomie października i listopada 2022, kiedy odwiedziliśmy go w Arras, mieście położonym w okolicach Lens.

Miałem złamanie zmęczeniowe kości skokowej. Ona – powiedzmy – „cierpiała” od końca marca, a jej najgorsze stadium przypadło na czerwcowe zgrupowanie kadry narodowej. Wiele rzeczy się na to złożyło, m.in. sztuczne nawierzchnie czy problem z dostępnością specjalistów – przyznał.

W USA mają bardzo dobrą diagnostykę, świetne sprzęty, w klubie mieli wszystkie możliwe potrzebne do rehabilitacji, ale brakowało specjalistów, którzy potrafią ci manualnie pomóc. Mieli fizjoterapeutę, który miał do dyspozycji np. falę uderzeniową, co w Polsce kojarzy się często z luksusem, bo to droga sprawa. Aczkolwiek kiedy potrzebujesz coś nastawić, nie zrobisz tego maszyną. Człowiek musi to wyczuć, popatrzeć globalnie na ciało, dostrzec, w którym miejscu jest dysbalans. Tam takich ludzi brakowało, dlatego szukałem ich na własną rękę. Tyle że służba zdrowia jest w Stanach wyjątkowo droga, a większość terapii, którym się poddałem, nie podlegała zwrotowi. Kupę pieniędzy wydałem, żeby o siebie dbać, grałem przez dwa i pół roku co trzy dni od dechy do dechy i finalnie skończyło się urazem – kontynuował.

Po takich kontuzjach wraca się trzy miesiące. Od spotkania z Belgią do meczu z Troyes, w którym debiutowałem, minęło właśnie mniej więcej 90 dni. Ale ze względu na te kłopoty po prostu było mi trudniej niż komuś, kto przyjeżdża i z miejsca zaczyna trenować. To wydłużyło proces adaptacji – dodał.

Reklama

Kiedy wracasz? – pytaliśmy.

Na dziś nie jestem w optymalnej dyspozycji. Ominąłem cały okres przygotowawczy, zdążyłem zagrać kilkadziesiąt minut w czterech meczach Ligue 1 i niestety problem ze stopą powrócił. Przede mną dużo pracy, żeby wyleczyć kontuzję i dojść możliwie jak najszybciej do formy sprzed transferu do Lens – usłyszeliśmy w odpowiedzi.

Chwilę po naszym wyjeździe okazało się, że konieczna była operacja i co za tym idzie kolejne tygodnie rehabilitacji. Nic innego nie pomagało, nie było wyjścia. Z tego powodu Buksa wypadł ze składu na mistrzostwa świata w Katarze, bo choć w Lens grał bardzo niewiele – cztery mecze, w sumie 59 minut, wszystko jako rezerwowy, bez gola i asysty – ówczesny selekcjoner Czesław Michniewicz chciał go w zespole. O ile zdrowie pozwoliłoby mu na udział w turnieju…

Tyle że nie pozwoliło. Buksa poinformował szkoleniowca o swojej sytuacji, Michniewicz skreślił go z listy powołanych. Zamiast mundialu, operacja i żmudne dochodzenie do siebie.

A miało być tak pięknie…

Transfer do Turcji

Buksa zdecydował się poświęcić przerwę na mistrzostwa świata na odzyskanie zdrowia. Na pozbycie się bólu. Na dojście do siebie po miesiącach kursowania między boiskami a gabinetami lekarskimi. By od początku 2023 roku był sprawny, zwarty i gotowy pomóc ekipie z północy w walce o mistrzostwo Francji.

Ale ostatecznie do kadry meczowej Lens wrócił bardzo późno – pod koniec kwietnia. Od razu wszedł w końcówce rywalizacji z AS Monaco, a później dodał do tego jeszcze trzy krótkie występy. Razem przez całe rozgrywki – osiem spotkań, 93 minuty.

Znacznie poniżej oczekiwań wszystkich. Buksy, trenera Francka Haise’a i władz klubu. Wiązano z nim duże nadzieje, w końcu to właśnie szefowie Lens jako jedyni byli w stanie dogadać się z przedstawicielami NE Revolution.

Pierwszy kontakt ze strony Lens miałem w maju, odezwał się do mnie „Franek” (Przemysław Frankowski – przyp. red.) z pytaniem, czy może dyrektorowi sportowemu przekazać numer mój i mojego agenta. Następnie odezwał się do mnie dyrektor wykonawczy NE Revolution z informacją, że na dwóch meczach i całym tygodniu treningów będzie skaut z Francji. Żebym był tego świadomy. (…) Nie zaprzątałem sobie jednak tym głowy, bo zdawało mi się, że skoro zespoły o większej marce w tamtym czasie niż Lens nie były w stanie się dogadać, to im też się nie uda – nie ukrywał Polak.

Akurat zagrałem dwa dobre mecze, zdobyłem dwie bramki i gdzieś ze trzy dni po wyjeździe skauta zatelefonował do mnie na zoomie dyrektor sportowy Lens z trenerem i asystentem. Powiedzieli, że bardzo chcą mnie pozyskać, przedstawili plan na mnie i liczą, że szybko uda się domknąć temat. (…) I faktycznie dogadali się prędko. W tydzień, co było dla mnie szokiem. Kolejny tydzień zajęły nam rozmowy dotyczące warunków indywidualnych i tyle. Transfer dopięty – uzupełnił.

W związku z tym wszystkim wydawało się, że Buksa dostanie drugą szansę w Lens, tym bardziej że przecież Les Artesiens zakwalifikowali się do fazy grupowej Ligi Mistrzów i szeroki skład był jak najbardziej potrzebny.

Tyle że drugiej szansy nie było. Polak po sezonie dostał informację, że nie został przewidziany w planach szkoleniowca, a że nie chciał być tam, gdzie go nie chcą, rozpoczęły się poszukiwania. Padło na Antalyaspor, do którego został wypożyczony.

Błyskawiczne odrodzenie

Ten rok, który jest za mną, na pewno wiele mnie nauczył, przede wszystkim cierpliwości. Teraz stawiam sobie nowe cele. Dwucyfrowa liczba goli będzie mnie satysfakcjonować – powiedział niedawno na antenie „Kanału Sportowego”.

Trener Antalyasporu – Nuri Sahin – wymaga od Buksy elastyczności i ruchliwości, jak kiedyś Kosta Runjaic w Pogoni Szczecin. Polak nie ma biernie czekać na podania w polu karnym, tylko aktywnie uczestniczyć w rozegraniu i bez oporów ruszać do drugiej linii czy w boczne sektory. Ten pomysł działa – w ostatnich pięciu występach napastnik zdobył cztery bramki i zanotował asystę, a zespół z Antalyi w tym czasie zdobył siedem punktów, przegrywając tylko z potęgami ze Stambułu – Fenerbahce i Galatasaray.

Sahin to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Podejście z czasów funkcjonowania na topowym poziomie w BVB, Realu Madryt i Liverpoolu chce przenieść tutaj. Myślę, że wychodzi mu to dobrze, mimo że nie mieliśmy wymarzonego początku sezonu – twierdził Buksa.

Mówił też o marzeniach o powrocie do kadry narodowej i pewnie sam nie spodziewał się, że tak szybko się spełnią. Oczywiście pomogły okoliczności – uraz Roberta Lewandowskiego i fatalna forma choćby Krzysztofa Piątka, ale bez strzelonych goli nie byłoby mowy o żadnym powołaniu. Buksa błyskawicznie stanął na nogi po najgorszym roku w karierze i zrobił to w dogodnym momencie – akurat na otwarcie reprezentacyjnej kariery nowego selekcjonera Michała Probierza. Biorąc pod uwagę sytuację biało-czerwonych w grupie i nieobecność „Lewego”, skuteczność 27-latka będzie potrzebna jak nigdy wcześniej.

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

foto. Newspix

Rocznik 1990. Stargardzianin mieszkający w Warszawie. W latach 2014-22 w Przeglądzie Sportowym. Przede wszystkim Ekstraklasa i Serie A. Lubi kawę, włoskie jedzenie i Gwiezdne Wojny.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
1
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Piłka nożna

Komentarze

19 komentarzy

Loading...