Reklama

Dajcie nam choć trochę emocji

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

10 listopada 2022, 17:58 • 9 min czytania 44 komentarzy

Czego chcielibyśmy od naszej reprezentacji na tym mundialu? Grama emocji. Balon nie jest w żaden sposób napompowany, bo wszyscy widzą, jakie mamy braki, ale, cholera, chcielibyśmy coś przeżyć. Cokolwiek, nawet występ a’la zeszłoroczne Euro byłby krokiem naprzód, bo jednak byliśmy w grze do ostatniego meczu grupowego, a na mundialach w XXI wieku nigdy nam się to nie zdarzyło. Dwa spotkania w łeb i do widzenia. Co więcej – mecze kompletnie bez nadziei, bo tylko za sprawą z Boruca w starciu z Niemcami jakkolwiek się łudziliśmy (choć w gruncie rzeczy bez sensu). Poza tym zawsze przepaść, zawsze bez historii. No i teraz nie wymagamy wielkiej historii, kapitalnej księgi polskiego futbolu. Ale jeden, dwa rozdziały… Czy to da się zrobić?

Dajcie nam choć trochę emocji

Patrząc samym rozumem – ciężko. No, ale mimo wszystko gdy reprezentacja gra na wielkim turnieju, trudno patrzeć na to wszystko bez użycia serca i tej iskierki nadziei, że może, może…

Mistrzostwa świata 2022. Polska

Ocena rozdania – 2,5

Jesteśmy trochę jak nieudana randka z Tindera. Na zdjęciach, kurde, klasa. Robert Lewandowski, gwiazda Barcelony, Piotr Zieliński, gwiazda Napoli, Wojciech Szczęsny, czyli podstawowy bramkarz Juventusu, Nikola Zalewski, a więc Golden Boy Web, Matty Cash z Premier League, Szymański rozwijający się w Eredivisie. Nic, tylko się spotkać i szybko brać ślub, bo zaraz ktoś może podwędzić tę partię!

No i dochodzi do tego spotkania.

Reklama

A tam Krychowiak w środku pola, który musi sto razy przyjąć piłkę i dwieście razy obrócić się dupą, zanim poda do tyłu (względnie w aut). Bednarek bez gry na środku obrony, a nawet jak wcześniej grał, to i tak regularnie zawalał. Glik już na zasadach „dawno i nieprawda”. Skrzydłowi bez liczb…

Masakra. Jak można kłamać na zdjęciach! I już nie chce się żadnego ślubu, tylko pójść do toalety i poszukać po drodze tylnego wyjścia, by ewakuować się z tego przykrego spotkania.

Cóż, nasza reprezentacja okroiła klasę średnią do minimum. Albo mamy kozaków i graczy na wysokim poziomie, albo kompletnych przeciętniaków, którzy w – załóżmy – Danii czy Serbii nie łapaliby się na noszenie bidonów. U góry garnitur, na dole slipki z Cottonworlda. Można tak wygrać jakiś mecz, pewnie, ale żeby w ten sposób zaznaczyć swoją obecność na turnieju? Ciężka sprawa, bo tutaj trochę jak w lidze – trzeba mieć mocną i wyrównaną kadrę, żeby wytrzymać trudy całej kampanii.

A my i tak jedziemy pospinani na trytytki, jak się komuś ważniejszemu, odpukać, coś stanie, to cała konstrukcja leci na łeb na szyję.

Zresztą przecież już się stało, kiedy Moder zerwał więzadła. W środku pola potrafił powalczyć w odbiorze, a jednocześnie – najzwyczajniej w świecie – grać w piłkę. Przyjąć, podać, obrócić się z przeciwnikiem na plecach (gol z Hiszpanią na Euro). I wszystko robił w tempie. Dla porównania Krychowiak też potrafi przyjąć, nawet podać – czasem – umie, ale jednocześnie robi to pięć razy wolniej niż Moder.

A tak to można grać w lidze Arabii Saudyjskiej (i przekonywać, że to jakkolwiek wysoki poziom). Nie na mundialu.

Reklama

As w talii – Robert Lewandowski

Sensacja, naprawdę, debatowaliśmy nad tym trzy tygodnie, Jędrzejczyk odpadł na ostatniej prostej.

Trudno powiedzieć, czy to ostatni mundial Lewandowskiego, on powie, że nie, ale można spokojnie założyć, że to ostatnie mistrzostwa świata, kiedy Robert ma taką pozycję w europejskim futbolu. Jest maszyną, jest stuprocentowym profesjonalistą, ale biologii się nie oszuka i za cztery lata napastnik nie będzie już w TOP5 najlepszych piłkarzy świata. Ronaldo też jej nie oszukał, nie zrobi tego i Robert.

Dzisiaj przyjeżdża jako wielka gwiazda, która ciągnie – nie zawsze udanie – Barcelonę za uszy. W La Liga strzela jak najęty, pewnie zmierza po koronę króla strzelców, w Lidze Mistrzów, gdyby nie on, Blaugrana zaliczyłaby jeszcze większą kompromitację, bo to przecież Lewandowski niósł ją na plecach w starciu z Interem. Wiadomo, trudno zapomnieć o meczu z Bayernem w Monachium czy wizycie w kieszeni Skriniara w Mediolanie, ale wciąż w europejskiej bryndzy Barcelony napastnik zbierał najlepsze noty.

Sami jesteśmy ciekawi, jaki zagra turniej. Dotychczas bywało z nim krucho, bo nawet na naszym najlepszym Euro 2016 nie błyszczał i dopiero objazdowe mistrzostwa Europy okazały się przełomowe, choć bez sukcesu drużynowego. Zastanawiamy się, może naiwnie, czy jesienny termin nie będzie dla niego korzystniejszy? Nie przyjedzie wreszcie wyczerpany długim sezonem, tylko mniej więcej w jego połowie, kiedy kojarzymy go z najlepszej strony.

No, ale zacząć należy od małego kroku, czyli po prostu – strzelenia bramki. Cztery lata temu zagrał bardzo słabo, zmarnował okazję z Kolumbią, zaprzepaścił patelnię z Japonią. Trochę nie wypada, żeby napastnik tego formatu nie miał żadnej sztuki na mistrzostwach świata, więc, panie Robercie, do dzieła!

Blotka – obrona

Można byłoby również postawić na środek pola, ale że jednak mamy tam Zielińskiego, w różnych konfiguracjach można wybrać też Szymańskiego, a czai się również Bielik, to zdecydowanie wygrywa defensywa.

Defensywa, czyli rzepa totalna.

Jak inaczej to nazywać, kiedy nasz galowy duet Bednarek-Glik notuje bardzo słaby sezon? Ten pierwszy zamienił Southampton na Aston Villę, żeby grać więcej, a nie gra w ogóle. Dobra, złapał 90 minut w dwóch spotkaniach, ale jak mamy fetować coś takiego u gościa, który w poprzednich latach regularnie kręcił ponad 30 meczów na sezon… Można się złapać za głowę. Glik? Najpierw głównie wyłapywanie w trąbę razem ze swoim Benevento w Serie B, potem kontuzja, ostatnio jeden mecz na ławce przy okazji wracania do pełni dyspozycji. A magiczne zaklęcie, że Glik i tak zawsze daje radę w kadrze, przestaje działać, bo przecież w reprezentacji Kamil dojeżdża coraz rzadziej.

  • Nota za Walię (1:0) – 5
  • Za Holandię (0:2) – 2
  • Za Belgię (0:1)– 3
  • Za Belgię (1:6) – 2
  • Za Walię (2:1)- 5

Środkowy obrońca ani razu nie wyszedł więc poza ocenę wyjściową, a i tej trzymał się tylko wtedy, gdy graliśmy z Walią (raz z jej rezerwowym garniturem). Naprawdę nie wygląda to dobrze i przy całej sympatii do Kamila, a także jego historii w kadrze, trudno przymknąć na to oko.

Jeśli więc Michniewicz będzie chciał utrzymać pomysł na granie trójką obrońców, to wyjdzie nam z prostej matematyki, że pewni możemy być 1/3 obsady. Nie za dużo. No i ponadto pamiętajmy, że ta 1/3, czyli Kiwior, to wciąż 22-latek, chłopak z czterema meczami w kadrze na koncie, gość ze słabej Spezii, chłopak, który niedawno grał na Słowacji. Do czego zmierzamy – duży talent, może nawet wielki, prawda. Niemniej on ma prawo popełniać błędy i zapewne będzie to robił. A dziś widzimy w nim lidera bloku defensywnego.

Brawura, ot co. Ale brawura wynikająca z biedy. O ile lepiej byłoby, gdyby Kiwior swój talent rozwijał w kadrze pod okiem kogoś bardziej doświadczonego, a jednocześnie grającego w tyłach wciąż na wysokim poziomie. Tyle że takiej postaci w tej reprezentacji po prostu nie ma.

Rozdający – Czesław Michniewicz

Być może idealne odzwierciedlenie tego, co mamy w kadrze. Tak jak ona jest do połowy dobra, a od połowy mierna, tak Michniewicza pewnie połowa kibiców ceni, a połowa uważa, że nie powinien być selekcjonerem reprezentacji ani teraz, ani wcześniej, ani nigdy za żadne skarby świata.

Ci drudzy powiedzą, że Michniewicz – jako przedstawiciel polskiej myśli szkoleniowej – nie ma na tę drużynę pomysłu. Chce murować, grać z kontry, od czasu do czasu puścić lagę na Robercika. Utwierdzają ich w tym przekonaniu takie spotkania jak z Belgią czy – zwłaszcza – z Holandią u siebie, kiedy byliśmy tłem dla rywala i patrzyliśmy tylko, jak sobie pyka piłeczką. Wówczas tęskno było nawet do Siwego Bajeranta, który choć miał wiele za uszami, to jednak wielkich się nie bał i z Anglią albo Hiszpanią prezentował więcej niż ciekawy futbol.

Zarzucać Michniewiczowi można też niechęć do gry na dwóch napastników, kiedy tych mamy w satysfakcjonującej liczbie, by przerzucać siły na linię pomocy, która z wyjątkami nie przestraszy nawet małego Karolka z 5B. Wątpliwości może budzić też trzymanie się (do tej pory) ustawienia na trzech z tyłu, mimo że Szwedów ograliśmy w czterech obrońców, a jak już wspomnieliśmy, stoperów to trzech nie mamy na pewno.

No i są też zarzuty natury moralnej, 711 to tak popularna liczba w polskim futbolu, że aż trudno szukać konkurencji – czym jest bowiem skromne 30, a więc lata bez zwycięstwa na wiosnę w europejskich pucharach.

Zwolennicy powiedzą zaś, że Michniewicz to zadaniowiec, który w swoich misjach jest skuteczny. Miał awansować na mundial w trudnym momencie, kiedy wziął zespół na ostatnią chwilę? No to awansował. Miał awansować na młodzieżowe Euro? No to za pierwszym podejście to zrobił i co więcej, raz, że po barażach z Portugalią, to dwa, kadra absolutnie tam nie zawiodła, zdobyła sześć punktów na Belgii i Włoszech (daj Boże zdrowie na tyle oczek w obecnym turnieju). Do tego mistrzostwo z Legią i awans do Ligi Europy, albo utrzymanie Podbeskidzia w cholernie trudnej sytuacji, jeśli patrzymy też na dalszą historię.

Selekcjoner przychodził z opinią trenera, który umie grać z lepszymi – wspomniane młodzieżowe Euro, ale przecież ogrywanie Slavii, Spartaka, Leicester, Szwecji czy nawet Bodo też piechotą nie chodzi.

A my na mundialu musimy punktować z lepszymi, jeśli chcemy jakichkolwiek emocji.

I tak naprawdę jeszcze w tym miesiącu dowiemy się, która strona zatriumfuje, która narracja będzie zwycięska. Jeśli wyjdziemy z grupy, zwycięży trener-zadaniowiec, lista dobrych zespołów zostawionych w polu się powiększy, polska myśl taktyczna zyska parę punktów. Jeśli nie – znów będzie gadka o ladze na Roberta, o 711 i tak dalej.

Nie ma zmiłuj na tym selekcjonerskim fotelu. Albo, albo.

Świeżak – Jakub Kiwior

Robert Lewandowski chętnie współpracuje z piłkarzami, po których widzi, że mają w sobie talent i umiejętności. Tak się sprawy mają w Barcelonie, gdzie jest mentorem, tak jest w reprezentacji Polski. Jeśli kapitan nie dostrzeże w kimś potencjału, pewnie nawet nie chce mu się strzępić języka, że lepiej zagrać tak, a nie tak, bo rozumie, iż taki jegomość nawet jakby chciał, to wiele z tego nie wyciągnie. No i dużo mówi to, że Lewy zachwalał Kiwiora w rozmowie z Dudkiem i Piszczkiem, co w swoim czasie wychwyciły kamery.

Bo rzeczywiście – Kiwior jest na nasze warunki piłkarzem wyjątkowym. Lewonożny stoper, który potrafi wyprowadzić piłkę? Haha, dajcie spokój, może jeszcze Yeti był widziany w Zakopanem? A jednak – Kiwior naprawdę istnieje.

Jego rozwój jest błyskawiczny. Jeszcze na początku sezonu 21/22 był przecież w Żylinie, a dziś gra w Serie A. Co prawda w Spezii, czyli nie na Himalajach futbolu, ale jednak występuje tam regularnie, zbiera dobre noty i już wiadomo, że kolejny krok też postawi szybko. Gdyby się uparł, mógłby to zrobić nawet latem, natomiast wolał spokojnie ugruntować swoją pozycję, by też gdzieś na większej wodzie nie utopić swoich mundialowych szans.

Mówi się o Milanie, mówi się o Juventusie. No, robi to wrażenie, tym bardziej że nie będzie to transfer na zasadach Bartka Salamona. Pozostaje życzyć Kiwiorowi, by po tym turnieju mówiło się o takich firmach jeszcze głośniej. Albo, a co, o jeszcze lepszych.

Przewidywany skład reprezentacji Polski na Mistrzostwa Świata 2022

Okiem ankietowanych

Loading…

Gdyby rozdanie było GIF-em

Polska na Mistrzostwach świata 2022 – typ Weszło

Najpewniej gramy o drugie miejsce z Meksykiem. Mówimy: „najpewniej”, bo już parę razy na tej szeroko rozumianej ignorancji się wykładaliśmy – choćby cztery lata temu, kiedy głównym rywalem o drugie miejsce miał być Senegal, a wyszła Japonia, na Euro 2012 nie docenialiśmy Grecji, 2002 to olanie Koreańczyków i tak dalej.

Nie skreślajmy więc Arabii Saudyjskiej – jak nas wyprzedzi, żadna to w sumie sensacja. Ale dla dobrego humoru powiedzmy, że gramy z Meksykiem o drugie miejsce, bo to może ostatnia szansa na dobry humor w tym miesiącu.

Ale przede wszystkim, powtórzmy, chcemy jakichkolwiek emocji. Żeby ten mecz z Argentyną był ewentualnie o coś, nawet jeśli mielibyśmy tam szukać zwycięstwa (jakimś cudem), to niech ten cud będzie o coś. Dość rozkładu jazdy mecz otwarcia, o wszystko, o honor.

Zaznaczmy się na tym mundialu jakkolwiek. Nie bądźmy najgorsi. Tyle.

Polska na mistrzostwach świata 2022 – typy, kursy, zakłady bukmacherskie Fuksiarz.pl

Obecnie faworytem jesteśmy tylko raz, w meczu z Arabią Saudyjską, gdzie kurs na naszego przeciwnika to aż 5,60. Z Meksykiem jest na styku, jednak to zespół z Ameryki Południowej ma kurs 2,65, zaś my 2,70. Argentyna… Nie ma co gadać – 4,50 na nas, a to chyba i tak z patriotycznej sympatii i poprzez rozważania, że Albicelestes będą mieli trzeci mecz w pompie.

Fuksiarz zdaje się widzieć to, co chyba naturalne. Z Meksykiem zagramy o wyjście z grupy.

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

44 komentarzy

Loading...