Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kosowski: Nie ma sensu naruszać hierarchii bramkarzy w kadrze

redakcja

Autor:redakcja

20 września 2022, 09:22 • 9 min czytania 18 komentarzy

Wtorkowa prasówka.

Kosowski: Nie ma sensu naruszać hierarchii bramkarzy w kadrze

PRZEGLĄD SPORTOWY

Dla kilkunastu reprezentantów właśnie we wrześniu w Lidze Narodów toczy się kluczowa walka o wyjazd do Kataru.

(…) My skupimy się jednak na tych, którzy do ugrania podczas tego tygodnia mają najwięcej. Jednym z nich jest Bartłomiej Drągowski. Selekcjoner zabierze do Kataru trzech bramkarzy. Wiadomo, że Wojciech Szczęsny będzie w tej grupie, pominięcia raczej nie musi się obawiać Łukasz Skorupski, który jest w kadrze od wielu lat. Trwa walka o trzeci bilet, a zaangażowani w nią są Kamil Grabara i właśnie Drągowski. Na zgrupowaniu jest jeszcze Radosław Majecki, jednak on przyjechał awaryjnie w miejsce kontuzjowanego bramkarza FC Köbenhavn. Nieobecność wychowanka Ruchu Chorzów może wykorzystać golkiper, który latem trafił do Spezii i z marszu stał się jej podstawowym zawodnikiem. Na zgrupowanie przyjechał jako bohater swojego nowego klubu. „Uratował trzy punkty” – tak podsumowano jego występ z Sampdorią (2:1). Teraz kluczowym dla niego jest, by wysoką formę pokazać również w kadrze.

Podobnie jak Grabary, na obecnej zbiórce brakuje Adama Buksy, który dopiero wraca do formy po kontuzji, jaką leczył od czerwca. Z tego powodu dopiero we wrześniu zadebiutował w Lens. Jednak jego sytuacja wydaje się o wiele lepsza. – Mam nadzieję, że Adam dojedzie na listopadowe zgrupowanie – rzucił w poniedziałek Michniewicz. A skoro sam zapowiedział, że wtedy zaprosi tylko tych, którzy polecą do Kataru, to wniosek jest jasny: 26-letni napastnik jest na jego 18-osobowej liście pewniaków. To komplikuje sytuację Krzysztofa Piątka i Karola Świderskiego – jeśli selekcjoner zdecyduje się zabrać czterech napastników, któryś z nich może zostać w domu, szczególnie, że w grę wciąż wchodzi kandydatura Dawida Kownackiego. W najtrudniejszej sytuacji jest dziś Szymon Żurkowski, który do niedawna nie tylko miał na mundial polecieć, ale i być podstawowym zawodnikiem kadry. Sprawę skomplikowała jednak sytuacja klubowa 24-latka. Żurkowski wrócił do Fiorentiny, z której był wypożyczony do Empoli i utknął na ławce rezerwowych. W tym sezonie wyszedł na boisko tylko dwa razy, przebywał na nim łącznie 30 minut.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jan Bednarek nie gra w swoim klubie, od ponad miesiąca nie wybiegł na boisko w meczu Premier League. Mateusz Klich gra, ale jest tylko rezerwowym i uciułał zaledwie 130 minut.

Gerrard pozyskał 26-latka dlatego, że poważnej kontuzji doznał Diego Carlos. Parę środkowych obrońców tworzą w tym momencie Ezri Konsa i Tyrone Mings. I dwa ostatnie mecze mogą zapisać sobie na plus. Najpierw powstrzymali Manchester City (1:1), następnie zachowali czyste konto ze Świętymi (1:0). Trzeba zatem zakładać, że Bednarek na szansę będzie musiał poczekać.

– Zdaję sobie sprawy, że potrzebuję cierpliwości. Ale będę ciężko pracował na treningach, by wywalczyć miejsce w podstawowym składzie – powiedział piłkarz w rozmowie z Canal+ Sport. Wytłumaczył przy okazji, dlaczego zdecydował się przenieść z południa na północ Anglii: – Potrzebowałem nowego bodźca i wyzwania. W Southampton miałem moment, w którym stanąłem w miejscu. Nie rozwijałem się tak, jak bym tego chciał. Mam jedną karierę i chciałbym ją wykorzystać w stu procentach.

Ostatnio w Southampton na pewno nie wykorzystywał. Przede wszystkim Bednarek stracił miejsce w składzie. Dwa pierwsze spotkania tego sezonu rozegrał, ale po sześciu w sumie straconych golach menedżer Ralph Hasenhüttl zaczął szukać nowych rozwiązań i Polak nagle wypadł z jego planów. Nagle, ponieważ środkowy obrońca zawsze był jednym z najbardziej zaufanych ludzi austriackiego szkoleniowca. Najwidoczniej to zaufanie się jednak wyczerpało, a w zespole Świętych w obronie bryluje teraz zaledwie 20-letni Armel Bella-Kotchap, którym zachwyca się cała Anglia.

Memphis Depay w Barcelonie ma słabszą pozycję od Roberta Lewandowskiego, ale w kadrze nieoczekiwanie strzela ostatnio jeszcze więcej od niego.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Jest najważniejszym piłkarzem w formacji ofensywnej drużynie Van Gaala, z którym się świetnie zna, choć ich relacje nie zawsze były dobre. Debiutował w kadrze w 2013 r. podczas poprzedniej kadencji obecnego selekcjonera, ten postawił na niego podczas mundialu, a w 2015 r. sprowadził do Manchesteru United, który objął po mistrzostwach świata.

Tam nie szło dobrze. W pewnym momencie Van Gaal wysłał go nawet do drugiej drużyny. Depay poprosił o możliwość dodatkowych treningów z ówczesnym asystentem Ryanem Giggsem, aby popracować nad grą lewą nogą, na co Van Gaal się nie zgodził. “Powiedział mi, że z moją lewą nogą wszystko jest w porządku, a problem leży w głowie. Coraz bardziej czułem, że nic dobrego ze współpracy z Van Gaalem nie będzie” – opisywał w swojej autobiografii.

Van Gaal polecił mu pracę z trenerem mentalnym. – Gdy po raz trzeci odmówiłem pracy ze wskazanym przez niego specjalistą, długo się do mnie nie odzywał. Do końca sezonu siedziałem na ławce, aż wziął mnie na rozmowę, aby mi powiedzieć, że kolejny sezon będzie jeszcze trudniejszy, bo kupią nowych napastników. Przed ostatnim meczem, finałem Pucharu Anglii z Crystal Palace, wysłał mnie na trybuny. Jak nauczyciel, który stawia w kącie niegrzecznego ucznia – opisywał swoje uczucia.

W ostatnich trzech meczach Piast Gliwice strzelił sześć goli. W każdym udział miał Damian Kądzior.

Ostatnie podania Kądziora wyróżnia powtarzalność. Widać, że jest to element ćwiczony i nie ma mowy o przypadku. Mecz ze Śląskiem i gol Constantina Reinera? Padł po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z lewej strony boiska. Kądzior identycznie podawał przy dwóch z trzech trafień w starciu z Górnikiem. Najpierw zakręcił piłkę do Ariela Mosóra, ale ostatecznie pechowo do własnej siatki wbił ją Richard Jensen. Potem takie samo zagranie na bramkę zamienił Kamil Wilczek. W końcu mecz z Miedzią i zwycięski gol Jakuba Czerwińskiego, który strzelony został po podaniu Kądziora z wolnego, tym razem z prawej strony boiska. W starciu z Miedzią pierwszą asystę miał po centrze z rzutu rożnego. Jego jedyna asysta z gry w tym sezonie to podanie do Felixa w Krakowie. I na to po ostatnim, piątkowym spotkaniu ze Śląskiem zwrócił uwagę trener Waldemar Fornalik. – Damian daje nam asysty ze stałych fragmentów. Z gry? Nie do końca – mówił szkoleniowiec, który w poniedziałek obchodził pięciolecie pracy w Gliwicach.

 – Ostatnie podania Damiana cieszą, ale jednak taka gra powoduje, że Piast może być łatwy do rozpracowania dla przeciwnika. Jeśli rywal będzie grał mądrze, realizował założenia trenera i podpowiedzi jego sztabu, w tym te dotyczące stałych fragmentów, może pojawić się problem – analizuje Kaszowski.

Kamil Kosowski uważa, że nie ma sensu naruszać hierarchii bramkarzy w reprezentacji Polski.

W internecie znów trwa dyskusja na temat braku powołania dla Rafała Gikiewicza. Nie wiem, który raz jest to przerabiane, ale moim zdaniem trwa to już za długo. Gdyby Rafał tak często o tym nie mówił, to dawno dostałby powołanie i zagrał w reprezentacji. On sam po raz kolejny zabrał głos i stwierdził, że na kartkach wiszących na jego lodówce nie ma już kadry. Trzeba to uszanować i nie robić z tego tragedii. W reprezentacji mamy jasną hierarchię bramkarzy. Wojciech Szczęsny jest numerem jeden i to nie podlega żadnej dyskusji. Drugim bramkarzem jest Łukasz Skorupski, który żadnego trenera nigdy nie zawiódł. Łukasz Fabiański pożegnał się z występami w kadrze i to trzeba uszanować. A pozycje trzeciego i czwartego bramkarza powinny być zarezerwowane dla młodych zawodników, którzy w przyszłości zastąpią Szczęsnego i Skorupskiego. Mamy Radka Majeckiego, Karola Niemczyckiego, Bartłomieja Drągowskiego, Kamila Grabarę – naprawdę jest z kogo wybierać i wokół tych zawodników powinien operować Michniewicz. A Rafał Gikiewicz? Niech robi swoje w Bundeslidze. Jest jednym z najlepszych bramkarzy w tej lidze, kilkukrotnie został już wybrany na najlepszego gracza kolejki i na tym powinien się skupić. Nic na siłę.

SPORT

W kadrze „Oranje” znalazło się trzech debiutantów, w tym 38-letni bramkarz.

(…) Namiastkę rywalizacji miał za to w lidze holenderskiej Sebastian Szymański, który w meczu Feyenoordu z PSV Eindhoven zmierzył się z Codym Gakpo. Napastnik „Oranje” zagrał znakomicie, zdobył bramkę, miał 3 asysty i PSV wygrywając 4:3 został nowym liderem. To jedyny piłkarz z Eindhoven w holenderskiej kadrze. PSV został nowym liderem wyprzedzając Ajax, który po 6 wygranych stracił pierwsze punkty. Przegrał z AZ Alkmaar 1:2, przy jedynej bramce „Joden” asystował powołany do reprezentacji 20-letni Kenneth Taylor. Z 8 piłkarzy Ajaksu powołanych do kadry zagrali wszyscy, poza pierwszym składem był tylko Davy Klaassen. Bramkarz Remko Pasveer jest drugim debiutantem z Ajaksu obok Taylora, od którego jest… prawie dwa razy starszy. Ma już 38 lat. Trzecim nowicjuszem w kadrze Holandii jest 28-letni bramkarz Heerenveen Andries Noppert, po części zawdzięczający powołanie Pawłowi Bochniewiczowi. Polak jest mocnym punktem defensywy Heerenveen, a do tego w ostatnim meczu Eredivisie z Twente strzelił gola na wagę zwycięstwa 2:1. Noppert w czterech meczach ligowych zachował czyste konto, w dwóch puścił po jednej bramce, z Ajaksem… pięć.

Trybuny na meczach Piasta Gliwice świecą pustkami.

Efekt pandemii, niezbyt porywający styl i gra w kratkę. To wydają się być główne przyczyny tego, że w tym sezonie średnia frekwencja przy Okrzei nieznacznie przekracza trzy tysiące widzów. Gdy jakiś kibic innej ekstraklasowej drużyny chce dopiec fanom Piasta, zawsze schodzi na temat frekwencji. Tak było niedawno przy okazji derbów Górnego Śląska, gdy gliwiczanie gościli w Zabrzu, a mecz oglądało ponad 18 tysięcy widzów. To nic odkrywczego, bo Piast po prostu ma mniejszą kibicowską bazę od kilku śląskich klubów, choć od lat walczy, by ją powiększyć. Niestety, liczby pokazują, że jest coraz trudniej zachęcić, by te osoby meldowały się na trybunach. Co może być tego przyczyną?

W tym sezonie gliwiczanie mają już za sobą cztery domowe mecze. Średnia widzów na nich wynosi 3326 i w zestawieniu ekstraklasowych klubów Piasta trzeba szukać pod koniec ligowej stawki. Zespołowi trenera Waldemara Fornalika przełożono co prawda mecz z najatrakcyjniejszym przeciwnikiem, czyli Rakowem Częstochowa, ale jak na letnie kolejki, liczby nie robią wrażenia. Tym bardziej, że za oknami robi się coraz chłodniej i część kibiców wybierze komfortowe warunki oglądania meczów, czyli ciepłe kapcie i fotel w domu. To z pewnością nie pomoże dźwigać ligowej frekwencji.

FAKT

Rafael Lopes jako zawodnik AEK-u Larnaka wrócił na stadion Cracovii przy okazji meczu z Dynamem Kijów w Lidze Europy.

– Dla mnie to był bardzo szczególny mecz. Granie na tym stadionie wywołało we mnie sporo emocji. Bardzo się cieszę, że obiekt Cracovii przyniósł nam szczęście – mówi w rozmowie z Faktem piłkarz. Jego drużyna niespodziewanie pokonała wicemistrzów Ukrainy (1:0), a decydującego gola zdobył z rzutu wolnego były gracz Pogoni Szczecin Adam Gyurcso (31 l.).

– To było trudne wyzwanie. Dynamo jest bardzo doświadczoną drużyną, która ma na koncie zdecydowanie więcej występów w europejskich pucharach – relacjonuje Portugalczyk. Po strzelonym golu Cypryjczycy zostali zepchnięci do defensywy. – Musieliśmy cierpieć. Tak czasem się zdarza w futbolu. Przeżywaliśmy trudne momenty zarówno jako piłkarze, jak i jako rodzina. Ale dzięki temu po meczu mieliśmy co celebrować. Według mnie zasłużyliśmy na to zwycięstwo – dodaje gracz, który trafił do cypryjskiego klubu latem z Legii Warszawa.

SUPER EXPRESS

Leszek Ojrzyński o sytuacji Korony Kielce.

„Super Express”: – Jaki jest cel Korony w tym sezonie?

Leszek Ojrzyński: – Od początku mówiłem, że będzie czekał nas ciężki bój o utrzymanie. To dla nas najważniejszy cel, a co ugramy powyżej, to będzie sukces. Nie szaleliśmy na rynku transferowym. Brakuje nam doświadczenia. To nie jest tak, że płynnie przechodzisz po awansie do ekstraklasy i rozdajesz w niej karty. To ciężka praca i walka. Liczymy na tych najbardziej doświadczonych. To musi potrwać. Walka będzie do końca. Jestem do tego przyzwyczajony. Znam ekstraklasę, bo to moje siódme podejście.

– Wyróżniają się Śpiączka, Łukowski i Błanik. Nie martwi pana to, że tylko oni strzelają?

– Mamy braki, bo po stałych fragmentach nasi obrońcy powinni być bardziej aktywni. Mamy tutaj tylko trafienie Petrowa. Ale popatrzmy na inne zespoły, które mają mniej goli od nas, a mają piłkarzy, którzy grali kiedyś w reprezentacji, zachodnich ligach. Nie mamy takich asów. Będziemy pracować, aby inni zawodnicy dołączyli do grona strzelców.

Fot. Newspix

Najnowsze

Hiszpania

Gündogan: Żałuję, że nie mogłem zrobić więcej dla Xaviego

wstellmach
1
Gündogan: Żałuję, że nie mogłem zrobić więcej dla Xaviego

Komentarze

18 komentarzy

Loading...