Reklama

Zdumiewające oblicza Pucharu Narodów Afryki

redakcja

Autor:redakcja

13 stycznia 2022, 14:13 • 7 min czytania 11 komentarzy

Z piłkarskimi emocjami podczas Pucharu Narodów Afryki bywa różnie, tegoroczna edycja jak na razie nie rozpieszcza pod tym względem. Ale otoczka turnieju – jak zawsze – jest nie do podrobienia. Za nami zaledwie kilka dni mistrzostw Czarnego Lądu, a już uzbierało się co najmniej kilka scen i wydarzeń budzących zupełnie skrajne reakcje – od rozbawienia po głębokie oburzenie. ’Cause this is Africa.

Zdumiewające oblicza Pucharu Narodów Afryki

Wojna? Kto by się przejmował

Na wstępne wyróżnienie zasługuje sam dobór gospodarza turnieju.

Został nim Kamerun, gdzie od dłuższego czasu toczy się krwawa wojna domowa. I jasne, można trzymać się argumentu, że organizatorzy przy wykorzystaniu wojska oraz innych sił mundurowych na pewno zdołają zapewnić bezpieczeństwo na stadionach i w ich najbliższej okolicy. Ale to nie zmienia faktu, że organizowanie najważniejszej imprezy piłkarskiej na kontynencie akurat w takim miejscu nie jest najlepszym pomysłem.

Pisaliśmy na Weszło: – Nie dość, że kraj nęka wojna domowa, to jeszcze według indeksu globalnego terroryzmu (GTI), który został opublikowany w listopadzie 2020 roku, działania grup terrorystycznych związanych z islamem przechodzą w rejony Afryki Subsaharyjskiej z biegiem lat. Tworzą ją Burkina Faso, Mozambik, DRK, Mali, Niger, Etiopia i… Kamerun. To kraje o największym nasileniu terroryzmu, kraje, w których całkowita liczba zgonów spowodowanych przez Państwo Islamskie nieustannie rośnie.

Za komentarz niech posłuży turniejowa maskota w kamizelce kuloodpornej.

Reklama

Pierwszy groźny incydent już za nami. Mali odwołało jeden z treningów, gdy w okolicy ich bazy doszło do starcia sił rządowych z rebelianckimi. Według doniesień kameruńskich mediów w wymianie ognia zginęły dwie osoby.

Wzruszające pożegnanie

Jednym z turniejowych autsajderów jest reprezentacja Sierra Leone, która jak dotąd zakwalifikowała się na Puchar Narodów Afryki zaledwie dwukrotnie (w 1994 i 1996 roku). Wyjazd kadry na mistrzostwa do Kamerunu został potraktowany jako wydarzenie rangi państwowej. Żona jednego ze sposobiących się do wyjazdu zawodników upadła nawet do jego stóp i wycałowała je w ramach modlitwy o jego powodzenie. Drużyna wyruszyła z Freetown (stolica i największe miasto Sierra Leone) łodzią – to najwygodniejszy sposób, by przedostać się do międzynarodowego lotniska w miejscowości Lungi.

Reklama

Do drużyny przed turniejem dołączył Steven Caulker, były obrońca między innymi Tottenhamu Hotspur i Queens Park Rangers. Jednokrotny reprezentant Anglii dostał specjalną zgodę FIFA na zmianę drużyny narodowej. – Na turnieju przekonamy się, czym naprawdę jest rywalizacja z najlepszymi zespołami kontynentu. Drużyna jest w przebudowie, a to jej kolejny etap. Na pewno będziemy mogli napsuć krwi każdemu oponentowi – stwierdził trener John Keister. – Sam udział w mistrzostwach nas nie zadowala. Chcemy dokonać czegoś pozytywnego. Chcemy wygrywać mecze. To nie arogancja z mojej strony, to wola walki.

Początek turnieju potwierdził odważne zapowiedzi szkoleniowca. Piłkarze Sierra Leone sprawili gigantyczną niespodziankę i zremisowali bezbramkowo z broniącą tytułu Algierią. Piłkarzem meczu został wybrany golkiper Mohamed Nbalie Kamara, na co dzień występujący w East End Lions z Freetown.

Dodatkową nagrodą były podziękowania od prezydenta. W pełni zasłużone.

Stylówka musi być

Puchar Narodów Afryki – jak zawsze zresztą – jest też kopalnią nietuzinkowych kibicowskich stylówek.

Tutaj starcie Burkina Faso z Kamerunem. Mają panowie rozmach i fantazję.

Sędzia pozwolił grać

Pierwsza żółta kartka turnieju…

Powiedzielibyśmy, że to taka pomarańczowa kartka. Pomarańczowa i popadająca w czerwień. A w sumie to chyba bordowa.

Koszulkowy chaos

Koszulki reprezentacji Sudanu to swego rodzaju ewenement. W trakcie jednego spotkania piłkarze zakładali dwa odmienne komplety. Mecz przeciwko Gwinei Bissau rozpoczęli w strojach zaprojektowanych dziewięć lat temu, a na drugą połowę wyszli już w najnowszym modelu od Adidasa.

Zagadka czcionki nadruków pozostaje natomiast do rozwiązania.

Do hymnu!

Przykra niespodzianka spotkała zawodników Mauretanii jeszcze przed startem spotkania z Gambią. Okazało się, że organizatorom nie udało się skombinować właściwego nagrania mauretańskiego hymnu. Z głośników popłynęła inna melodia, co zostało natychmiast oprotestowane przez zawodników.

Jeden z oficjeli zaproponował kapitanowi Mauretanii, by zespół zaśpiewał a cappella. Aboubakar Kamara z rysującym się na twarzy niesmakiem odmówił.

Rzut karny to jeszcze nie gol

W tegorocznym Pucharze Narodów Afryki padło już całkiem sporo goli z rzutów karnych. Dwukrotnie z jedenastu metrów trafił do siatki Vincent Aboubakar, gwarantując Kamerunowi zwycięstwo 2:1 z Burkina Faso. Sadio Mane strzelił gola z karnego w siódmej minucie doliczonego czasu gry w starciu z Zimbabwe i również była to bramka na wagę trzech punktów. Karnego wykorzystał także Ibrahima Kone, a jego Mali pokonało 1:0 Tunezję.

Mniej szczęścia miał reprezentant Gwinei Bissau – Judilson Mamadu Tuncará Gomes. Znany powszechnie jako Pele, ale chyba po tej jedenastce chłop zostanie zmuszony do zmienienia ksywki. Bardziej pasowałoby „Zaza”, biorąc pod uwagę podejście do rzutu karnego.

Kompromitacja. A przecież nie mówimy o graczu wyciągniętym z kapelusza – były młodzieżowy reprezentant Portugalii zahaczył się swego czasu w Milanie i Benfice, a obecnie jest piłkarzem Monaco, choć od dawna przebywa na kolejnych wypożyczeniach.

Ile można grać?

Samego siebie przeszedł arbiter spotkania Tunezja – Mali. W 86. minucie meczu pan Janny Sikazwe postanowił zagwizdać po raz ostatni i zaprosić obie drużyny pod prysznic. Jego zdumiewające postanowienie wywołało konsternację w obu ekipach, zwłaszcza wśród usiłujących odrobić straty Tunezyjczyków. Pan Sikazwe dał się zatem uprosić i na chwilkę wznowił grę, ale koniec końców jednak postawił na swoim i w 89. minucie ponownie ogłosił koniec meczu. Mimo że starcie było wielokrotnie przerywane choćby z uwagi na liczne zmiany, przerwę nawadniającą czy analizy VAR i należało doliczyć co najmniej sześć-siedem minut.

Sędzia ewidentnie dostał od dziewczyny SMS-a, żeby wpadał, bo rodziców nie ma w domu.

Mówiąc jednak poważnie, jego postawa jest dalece zastanawiająca, ponieważ mówimy o arbitrze niezwykle doświadczonym. Zambijczyk jest (choć mamy nadzieję, że teraz to już „był”) jednym z kandydatów do wyjazdu na mundial do Kataru, zdarzyło mu się gwizdać podczas Klubowych Mistrzostw Świata. Polscy kibice o wyjątkowo dobrej pamięci również mogą kojarzyć jego nazwisko, ponieważ w 2018 roku prowadził spotkanie Polska – Japonia na mistrzostwach w Rosji. Facet ma więc naprawdę spory dorobek, a tutaj kompletnie się wygłupił i wypaczył przebieg spotkania. Pokazał z czapy czerwoną kartkę dla jednego z reprezentantów Mali. Podjął kilka kontrowersyjnych decyzji odnośnie podyktowania (bądź nie) rzutów karnych dla obu zespołów. Koszmar.

Sytuację próbowali rozpaczliwie ratować szefowie turnieju, którzy zarządzili wznowienie gry 20 minut po tym, jak zawodnicy zeszli do szatni. Malijczycy wrócili na murawę, Tunezyjczycy odmówili. – To niewytłumaczalne. Piłkarze brali lodowe kąpiele, gdy kazano im wrócić do gry – wściekał się trener Mondher Kebaier. Luźna ciekawostka – jesienią 2018 roku afrykańska federacja zawiesiła Sikazwego z podejrzeniem o ustawienie meczu tamtejszej Ligi Mistrzów.

CZYTAJ WIĘCEJ O…

fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

11 komentarzy

Loading...