Reklama

Żan Medved w Wiśle Kraków? To akurat nie musi być zły pomysł

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

26 stycznia 2021, 18:45 • 6 min czytania 9 komentarzy

Historia Wisły Kraków i Tima Halla to jedno wielkie nieporozumienie. W międzyczasie na Reymonta zawitał napastnik Żan Medved, wypożyczony ze Slovana Bratysława. Szczerze? Gdy pobieżnie na niego zerknęliśmy, trochę się skrzywiliśmy, ale dokładniejsza analiza tego zawodnika trochę zmieniła nasz punkt widzenia. Na ten moment względem niego można być umiarkowanym optymistą, czego zdecydowanie już na wejściu nie czuliśmy w przypadku Halla. 

Żan Medved w Wiśle Kraków? To akurat nie musi być zły pomysł

Nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że „Biała Gwiazda” potrzebowała wzmocnień w ataku. Fatos Beqiraj okazał się pół-oldbojem, szkoda gadać. Aleksander Buksa znacznie spuścił z tonu, w sporej mierze przez powtarzające się drobne urazy i zawirowania kontraktowe. Późno sprowadzony Felicio Brown Forbes strzelił trzy gole w ośmiu meczach, a powinien znacznie więcej, że wspomnimy tylko grudniowe spotkanie z Legią Warszawa, gdy spokojnie mógł podwoić swój dorobek. Teraz na dodatek niewykluczone jest jego odejście z klubu. Przed przyjściem Kostarykanina trener Artur Skowronek chwilami musiał się ratować wystawianiem na „dziewiątce” Jeana Carlosa. Brazylijczyk w tej roli jedną bramkę nawet zdobył, ale generalnie nie była ona napisana dla niego.

Wreszcie trzy dni temu Wisła wypożyczała Żana Medveda.

Bez prawa pierwokupu, ale sam zainteresowany w pierwszych wywiadach nie wykluczył, że w razie czego może zostać w Krakowie na dłużej. Motywacji mu nie zabraknie, bo nie ukrywa, że jednym z jego głównych celów jest załapanie się do reprezentacji Słowenii na zaplanowane pod koniec marca mistrzostwa Europy U-21, które odbędą się w jego ojczyźnie. Przenosiny do Polski mają zwiększyć jego notowania u selekcjonera. W młodzieżówce zadebiutował we wrześniu ubiegłego roku z Włochami. W swoim drugim występie pokonał bramkarza Niemców z rzutu karnego, zapewniając prestiżowy remis.

„Rezerwowy Slovana” – to nie brzmi zachęcająco. Trzeba jednak pamiętać, że Wisła już raz wzięła gościa, który w klubie z Bratysławy nie grał pierwszych skrzypiec i chyba nie żałowała. Mamy oczywiście na myśli Vukana Savicevicia. Czarnogórzec miał bardzo obiecujące wejście, potem było gorzej, ale i tak pół roku temu dało się go sprzedać tureckiemu Samsunsporowi za 350 tys. euro.

Nie znaczy to, że historia Savicevicia jest jedynym argumentem.

Medved jedno zdążył już w karierze pokazać: „ma gola”. W Olimpiji Ljubljana się nie przebił, ale na wypożyczeniach w drugoligowym NK Fuzinar w ciągu dwóch rund zdobył 24 bramki w 36 meczach. Wiadomo, to niski poziom, w ostatnich latach nawet wyróżnianie się w słoweńskiej ekstraklasie niczego nie gwarantowało w kontekście naszej ligi, ale widać tu pewną powtarzalność. Pomiędzy tymi rundami zaliczył wypożyczenie do włoskiego trzecioligowca Vis Pesaro. Wcześniej spędził kilka lat w Primaverze Atalanty Bergamo, więc wyjazd do Włoch nie jawił się już jako podróż w nieznane. Miał tam jednak dużego pecha. Drugiego dnia doznał kontuzji i pauzował przez kilka tygodni. Jak już wreszcie zadebiutował, wchodząc w końcówce, to wyleciał za czerwoną kartkę. Został zawieszony na dwa mecze i później jeszcze tylko raz pojawił się na boisku. Szybko zakończył ten rozdział i wrócił do NK Fuzinar, w którym znów ładował bramkę za bramką.

Reklama

Jego powtarzalność nie uszła uwadze szefom Slovana. Zimą 2020 sprowadzili chłopaka, który nawet w Słowenii był raczej anonimowy. Podkreślano jego duży talent, jednak dyrektor Ivan Kmotrik nie ukrywał, że na początku może to być wzmocnienie drużyny rezerw. Medved miał inny plan i wszystko przyspieszył. Pojechał z seniorami na obóz do Turcji i zadebiutował już w drugiej wiosennej kolejce Fortuna Ligi.

Niedługo potem wszystko zamarło przez koronawirusa. „Niedźwiedź” sumiennie pracował przez ten czas i od chwili wznowienia rywalizacji po lockdownie stał się stałym członkiem pierwszego zespołu. I błyskawicznie się pokazał.

Premierowy mecz po powrocie do grania – wejście w końcówce i zwycięski gol z Rużomberokiem, dzień przed swoimi 21. urodzinami. – To napastnik, który jest niezwykle niebezpieczny w obrębie pola karnego rywali – chwalił go trener Jan Kozak.

Następny mecz, już od początku z Dunajską Stredą, i kolejna bramka. Swoją cegiełkę do mistrzostwa Słowacji Medved dołożył, a do zdobycia Pucharu Słowacji wsadził wręcz pustaka. Trafiał do siatki w obu półfinałowych spotkaniach ze Zlatymi Moravacami, a w finale zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce z Rużomberokiem.

W tym sezonie zagrał we wszystkich osiemnastu ligowych kolejkach, co jest godne podkreślenia. Ligę zaczął od dwóch trafień z Nitrą (na 1:0 i 5:0).

Reklama

Miejsce na środku ataku słowackiego potentata przeważnie było tylko jedno, za to konkurencja panowała naprawdę spora. Do wyboru byli jeszcze znacznie bardziej doświadczony rodak Medveda Alen Ożbolt, Nigeryjczyk Ezekiel Henty, mający silną pozycję 19-letni David Strelec i wracający z wypożyczenia Boris Cmiljanić. Mimo to Słoweniec dziewięć razy wystąpił od początku (trzy pełne mecze), w pozostałych przypadkach wchodził jako zmiennik. Strzelił cztery gole i zaliczył dwie asysty. Zdobył też bramkę w eliminacjach Ligi Europy z fińskim Kuopion Palloseura, lecz nie uchroniło to Slovana od kompromitującego odpadnięcia po rzutach karnych. Być może był to jeszcze efekt frustracji po koronawirusowym cyrku w eliminacjach Ligi Mistrzów, zakończonym walkowerem dla Klaksviku z Wysp Owczych.

Do pewnego momentu Jan Kozak dość mocno stawiał na Medveda, ale ostatnich sześć kolejek to już zawsze wejścia z ławki. – To był intensywny czas. Grałem w prawie każdy meczu – Puchar Słowacji, kwalifikacje do Ligi Europy, młodzieżowa kadra Słowenii. W pewnym momencie zacząłem to odczuwać. Byłem mocno wyeksploatowany i dlatego potem zacząłem grać nieco mniej. Ale to nie jest powód mojego odejścia. Wybrałem Wisłę, bo chcę grać w lepszej lidze, wśród lepszych graczy. By na Euro U-21 pojechać w jak najlepszej formie. Zrobię wszystko, by odpłacić Wiśle za jej zaufanie – tłumaczył w TVP Sport.

Tak czy siak, pokazał się na tyle, że wreszcie zaczęły o nim pisać słoweńskie media.

Olimpiję Ljubljana skrytykowano za niedostrzeganie młodych talentów, które często ma pod nosem. „Jest w tym trochę ironii, że przy obecnym kryzysie zespołu i zapaści formy Ante Vukusicia, nie ma zawodnika mogącego odciążyć Chorwata w strzelaniu goli. Wysoki budżet klubu w ostatnich latach przyciągał do niego wielu różnych napastników, ale także wielu z niego wypchnął. Żan Medved również poniósł konsekwencje tego braku zaufania. Dziś mógłby grać za Vukcevicia, tyle że już go nie ma, bo takie a nie inne okoliczności zmusiły go do odejścia” – pisał portal nogomania.com.

Dodajmy, że Vukusić to niewypał transferowy Olimpii Grudziądz z wiosny 2018 roku. W przeszłości otarł się nawet o Serie A, ale po licznych problemach zdrowotnych był kompletnie bez formy i szybko go pożegnano. W Słowenii też nie od razu się odbudował, aż wreszcie eksplodował formą w ubiegłym sezonie. Trafił do siatki 26 razy i został królem strzelców, ale jesienią zupełnie zeszło z niego powietrze. Nie strzelił żadnego gola w Prva Lidze i dziś jest bez klubu.

Co do Medveda, nie ukrywał swojego rozgoryczenia ciągłym pomijaniem przez Olimpiję. – Próbowałem wszystkiego. Szedłem tam, gdzie mnie wysyłali, cały czas zdobywałem bramki. W końcu jednak odszedłem, bo już nie wiedziałem, co jeszcze mogę zrobić i co musiałoby się wydarzyć, żeby mnie zauważyli. Do nikogo nie żywię urazy, ale tak to wyglądało. Nie mówimy o klubie, który otoczyłby opieką młodego piłkarza, rozpoznał jego potencjał i pomógł mu go rozwinąć. Mimo to występami w drugiej lidze zwróciłem na siebie uwagę w innych krajach. Jak widać, nie trzeba grać w ekstraklasie, żeby ktoś cię zauważył – komentował.

W Slovanie nie stał się kluczową postacią, ale też absolutnie nie przepadł, co przy jego punkcie startowym już sporo znaczy. Teraz będąc w Wiśle może sprawić, że będzie o nim jeszcze głośniej. Nie poczujemy się zaskoczeni, jeżeli to on zacznie wiosnę jako numer jeden w ataku. Do końca ubiegłego roku pozostawał w rytmie meczowym i nie miał żadnych problemów zdrowotnych, więc z miejsca powinien być gotowy do gry. Na nim „Biała Gwiazda” wcale nie musi się przejechać, nawet jeśli chodzi o krótkoterminową współpracę.

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

9 komentarzy

Loading...