Największe problemy za Legią. Teraz trzeba przezimować jako lider

redakcja

Autor:redakcja

22 listopada 2020, 11:34 • 6 min czytania

Największe problemy za Legią. Teraz trzeba przezimować jako lider

Legia wczesną jesienią – zwolnienie trenera, odpadnięcie z europejskich pucharów, przegrany Superpuchar Polski, lanie od Górnika Zabrze, fala kontuzji.

Reklama

Legia chwilę później – wicelider Ekstraklasy, trzynaście na piętnaście możliwych punktów do zdobycia, zawodnicy wracający po kontuzjach i relatywnie łatwy terminarz do końca roku.

Tak, mamy nadal z tyłu głowy, że to tylko powrót do ligowej młócki. I gdy trzeba było zaprezentować się na tle rywali w eliminacjach do Ligi Mistrzów czy Ligi Europy, to legioniści zachowali się jak pewien bokser, który nie zna zasad boksu i kopie oraz obala. Natomiast chyba już zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że dobre występy polskich ekip w Europie może występują, ale w jakimś innym uniwersum. Potwierdza to nawet Lech, który w LE wygląda jak inny zespół niż ten Kolejorz z Ekstraklasy.

Reklama

Natomiast gdybyśmy mieli każdą zwyżkę formy oceniać z perspektywy tego, że Karabach wyjaśnił ją bez poważniejszego wysiłku, to właściwie moglibyśmy wyciszyć tag „Legia Warszawa” na portalu i dać sobie spokój z zajmowaniem się Ekstraklasą. Choć perspektywa wydaje się kusząca, to jednak nie odpuścimy.

A z Legią jest tak, że przecież jeszcze chwilę temu trudno było na niej nie wieszać psów. No bo kumulacja złych sygnałów z Warszawy była wręcz przytłaczająca. Na przestrzeni nieco ponad miesiąca mistrzostwie Polski odpadli z jednych rozgrywek, odpadli z drugich rozgrywek, dostali w łeb od Górnika Zabrze, zmienili trenera, przegrali Superpuchar z Cracovią. Właściwie w tej układance złych symptomów brakowało tylko jakiegoś kuriozalnego wywiadu udzielonego przez Dariusza Mioduskiego…

…a, nie, jednak nie brakowało.

Niemniej jak tak sobie spojrzymy na Legię na przestrzeni sierpnia, września i października, to dostajemy obraz zespołu z problemem na problemie.

A gdy dziś spojrzymy sobie na Legię, to widzimy drużynę, która jest problemy ma za sobą i ma potencjał ku temu, by zimować na fotelu lidera. Powody?

Powód numer jeden – Legia jest w gazie

9 października po stadionie Legii rozchodzą się śpiewy o tym, że kibice chcą trenera, a nie „poznańskiego frajera”. Czesław Michniewicz przegrywa dwa mecze w ciągu jednego dnia. Nastroje są – delikatnie mówiąc – dalekie od sielankowej atmosfery i spijania sobie z dziubków. Przed legionistami była wówczas przerwa na kadrę, a później pięciomeczowy blok do następnego zgrupowania.

I Legia z tego bloku wyszła niemal z kompletem punktów:

  • 2:1 z Zagłębiem Lubin
  • 2:1 ze Śląskiem Wrocław
  • 0:0 z Pogonią Szczecin
  • 3:0 z Wartą Poznań
  • 2:1 z Lechem Poznań

Trzynaście oczek na piętnaście możliwych. A i w tym Szczecinie, gdzie Legia pogubiła punkty, to ona była stroną lepszą i była bliżej zwycięstwa. Ale tak patrzymy sobie na ten rozkład – ogranie Zagłębia, które było wówczas na podium. Strzelenie trzech goli Warcie, której nikt jeszcze nie zdołał strzelić choćby dwóch goli w meczu. Śląska na wyjazdach leje każdy, to akurat żadne osiągnięcie. Ale na koniec mamy taką wisienkę w postaci klasycznego gola w końcówce meczu z Lechem.

Legia – co by nie mówić – grała z klubami solidnymi. Na ten moment każdy z jej rywali z tego okresu jest w górnej ósemce (poza Lechem). A jednak zdobyła niemal komplet punktów.

Powód numer dwa – terminarz będzie jej sprzyjał

A terminarz teraz będzie łatwiejszy. Do końca roku warszawian czeka pięć meczów z lidze, ale patrząc na jej rywali – to na pewno wygląda na poprzeczkę ustawioną na niższym pułapie, niż w ostatnim bloku pięciomeczowym.

  • Cracovia (wyjazd)
  • Piast (dom)
  • Lechia (dom)
  • Wisła Kraków (wyjazd)
  • Stal (dom)

Porównując ten zestaw z tym, na którym legioniści wykręcili trzynaście z piętnastu możliwych do zdobycia punktów… Cóż, rywale są słabsi. Oczywiście futbol to nie arkusz w Excelu, a zwłaszcza Ekstraklasa – tutaj paradoksalnie może zadziałać stara, dobra logika naszej ligi. Natomiast rozkład do końca roku Legia ma całkiem przyjemny. Dwie najsłabsze na ten moment ekipy w lidze (Piast i Stal), Lechia u siebie, wyjazd na Wisłę (bilans wiślaków u siebie 1-0-3). Najtrudniej będzie pewnie dziś z „Pasami”.

Nie napiszemy, że wygląda to na autostradę ku temu, by zimować na pozycji lidera Ekstraklasy. Natomiast trudno nie oprzeć się wrażeniu, że najtrudniejsze przeszkody w tej rundzie Legia już odhaczyła. Raków, Górnik, Lech – to już za nimi.

Ponadto po Legii po prostu widać, że ich gra się poprawiła. Jak to mawia były selekcjoner – zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Jeśli podzielimy sobie dotychczasowy sezon Ekstraklasy na dwie części, to widzimy dokładnie moment graniczny i była nim właśnie ta wcześniejsza przerwa na kadrę.

W pierwszych czterech meczach Legia miała średnio 1,24 xG (expected goals) na mecz, a rywale z kolei 1,24 xG średnio na spotkanie.

Kolejne pięć meczów? Legia – 1,54 xG, rywale średnio 0,83 xG.

Powód numer trzy – największe problemy kadrowe już raczej za Legią

Kluby w Ekstraklasie możemy podzielić w tym sezonie na dwie kategorię pod względem przechodzenia koronawirusa. W jednych zespołach ulewa się po całości – nagle następuje wysyp sześciu-siedmiu zarażeń, ponad połowa zawodników w zespole jest na kwarantannie, tydzień lub dwa tygodnie kurowania się i powrót do świata żywych. Natomiast druga grupa, to ta, w której zarażenia ciekną regularnym ciurkiem. Kap, jedno zarażenia. Tydzień później – kap, drugi piłkarz w izolacji. Następny tydzień – kap, kolejny wypada. Wygląda to jak covidowa sztafeta.

Trudno nam ocenić który model jest łatwiejszy w przetrawieniu dla klubu piłkarskiego. Natomiast bez wątpienia Legia jest w tej drugiej grupie – właściwie od samego początku sezonu co chwilę ktoś jej wypada przez pozytywny wynik na covid, ale nie obserwowaliśmy u niej takiej fali, jak np. w Pogoni, Wiśle Płock czy Stali.

Tylko przez różne problemy ze zdrowiem – covidowe i te stricte piłkarskiej – w ostatnim czasie wypadło z gry nawet kilkunastu piłkarzy. Nawet przy tak szerokiej kadrze zespół musiał to odczuć. Wynotowaliśmy sobie tak na szybko – sztab Legii w ostatnim czasie nie mógł skorzystać m.in. z Antolicia, Kapustki, Karbownika, Pekharta, Wieteski, Vesovicia, Remy’ego, Sanogo, Kante, Hołowni, Astiza, Cierzniaka, Stolarskiego, Slisza, Luquinhasa i Lopesa.

A dziś powoli z tych największych problemów kadrowych Legia powoli już wychodzi. Kto miał przejść koronawirusa, ten już go przeszedł. Urazy piłkarskie powoli też wygasają – choć wiadomo, że taki Vesović to by przydał się prędzej niż później. Ale nie jest już tak, jak w tym meczu z Lechem, gdy Czesław Michniewicz musiał wziąć na ławkę chłopaczka, który nawet w rezerwach nie odgrywał kluczowej roli.

Plan na następne półtora miesiąca – mistrzostwo jesieni

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że Legia może dostać w trąbę już dzisiaj z Cracovią i cała ta narracja pójdzie się chrzanić. Natomiast wszystkie znaki organizacyjno-sportowe pozwalają kibicom mistrzów Polski popatrzeć na końcówkę listopada i cały grudzień w dość optymistycznych humorach. Przesłanki pozwalają wierzyć w to, że Legia stanęła na nogi. Plan dla warszawian – ustabilizować pozycję wyprostowaną i kroczyć w kierunku pozycji lidera po rundzie jesiennej.

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Kowal wydał wyrok na trenera Widzewa. „Właściciel nie będzie się patyczkował”

Braian Wilma
18
Kowal wydał wyrok na trenera Widzewa. „Właściciel nie będzie się patyczkował”
Reklama
Reklama