post Avatar

Opublikowane 20.09.2019 08:35 przez

redakcja

Ile znaczy talent, skoro Jakub Łabojko nie był nawet najlepszy w swoim bloku, a doszedł do PKO Bank Polski Ekstraklasy? Niewiele. Droga ta nie była usłana różami. Wiodła przez Piast, który nie dał pomocnikowi żadnej szansy, codzienne dodatkowe treningi o 6 rano, półtoraroczną kontuzję w pierwszej klasie liceum, rehabilitację trwającą osiem godzin dziennie i kubły wody wylewane na głowę przez Marka Papszuna. 

Dlaczego lepiej tonować nastroje wokół Śląska? Jak spamiętać 140 stałych fragmentów? Czemu na treningi Rakowa najlepiej przychodzić z zeszytem? Czy rocznik 1997 cierpi na przepisie o młodzieżowcu? Po co ligowy piłkarz jeździ na warsztaty skautingowe? Jak Patryk Dziczek zapewnił sobie wyjazd do Włoch? Dlaczego warto wstawać codziennie o 4:20, nawet jeśli przez Weszło jest się nazwanym członkiem składu węgla i papy? Zapraszamy na wywiad z Jakubem Łabojko ze Śląska Wrocław.

***

– Pierwsze boisko znajdowało się przed blokiem. Dwa kamienie, dwa plecaki, ja jako młody na bramce. Jak podrosłem, zaczęli mnie puszczać w pole. Klasyka. Gdy miałem siedem lat, chłopaki zapisali się do dzielnicowego klubu ŁTS Łabędy, więc poszedłem za nimi. Pierwszy trening: 1 września 2004. Pamiętam doskonale. Z dwoma kolegami z Łabęd trafiliśmy później do Piasta, spędziliśmy razem szkołę podstawową, gimnazjum i liceum.

Kibicowaliście za dzieciaka Piastowi czy Górnikowi?

Piastowi. Miałem problemy, bo Łabędy były związane z Górnikiem. Zdarzało się, że trzeba było uciekać. Gdy wracało się z meczu, chowało się koszulki albo zakładało kurtkę.

Bywało, że dogonili?

Nie, ale miałem dwie takie kryzysowe sytuacje. Raz kibice Górnika rozpoznali nas kąpielisku. Uciekaliśmy na boso przez las. Na boso, bo poszliśmy tam w samych klapkach. Powbijały się w stopy kamienie, jeżyny, jakieś kolce. Nie było nam do śmiechu, ale z perspektywy czasu miło to wspomnieć.

Pojawiałeś się na trybunach?

Zdarzało się. Pierwszy mecz to Puchar Ekstraklasy w 2008 roku. Pamiętam, że bramkę strzelił Piotr Prędota. Podawałem też piłki. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że podawałem je swoim kolegom, jak na przykład Marcinowi Robakowi. 

Czujesz się wyrzutem sumienia Piasta? Patrząc na to, gdzie jesteś teraz i ile szans dostałeś w Piaście – czytaj: zero – można uznać, że się na tobie nie poznali.

Nie, nie mam żadnego żalu. Taka miała być moja droga, widocznie miałem posmakować tego, że nie dostałem szansy i mam powalczyć o nią gdzieś indziej. W Gliwicach jest ciężko wychowankom. Teraz przez przepis o młodzieżowcu będzie może łatwiej, ale wystarczy spojrzeć, ilu piłkarzy się przebija. Radek Murawski – rocznik 1994. Patryk Dziczek – 1998. Wcześniej jeszcze tylko Tomek Podgórski. Rozbieżności rocznikowe są duże. Jeden wychowanek na kilka lat to maksimum.

Po wieku juniora dostałem propozycję zostania w rezerwach, ale wolałem iść do czwartej ligi do Ruchu Radzionków. W rezerwach dalej trenujesz z chłopakami, z którymi trenowałeś w juniorach, z piłką seniorską stykasz się raz w tygodniu, na meczu. Trenując z rówieśnikami nie czujesz różnicy. W szatni seniorskiej poczułem klimat. Był Piotrek Rocki, Marcin Dziewulski, Marcin Trzcionka, którzy mieli już obycie w pierwszej lidze i Ekstraklasie. Ale do Piasta nie mam żalu. Nie stawiano na wychowanków i trzeba było się z tym pogodzić.

I tak odejście do Radzionkowa było dość nieoczywistym ruchem. Mogłeś przepaść.

Nie miałem innej opcji. Byłem na testach w III lidze w Turzy Śląskiej, ale trener nawet nie wiedział, kim jestem, więc uznałem, że bez sensu iść tam, gdzie mnie nie chcą. Trenerem Ruchu był Damian Galeja, teraz jest koordynatorem w Śląskim ZPN-ie. Widział mnie na meczach juniorów, więc podpisałem umowę. Zostałem tam pół roku. Z perspektywy czasu – bardzo dobry ruch. Tylko dwóch moich kolegów, którzy zostali w Piaście, doszło do drugiej ligi.

O miejsce rywalizowałeś z Patrykiem Dziczkiem?

Często graliśmy w jednej drużynie. Wtedy ustawiano mnie na lewej i prawej obronie, byłem rzucany. Śmieję się, że gdyby nie Patryk, teraz to ja grałbym we Włoszech! Pojechaliśmy razem z moim bratem i jego tatą na boisko. Patryk dośrodkował z rogu boiska, ja wystawiłem nogę, piłka spadła mi na koniec palców i… skręciła mi kolano. Poczułem ból, ale nie wiedziałem, co on oznacza. Wyszło tak, że 1,5 roku się rehabilitowałem. Miałem naderwane bądź zerwane więzadła, żaden z lekarzy nie potrafił ocenić. Między pierwszą i drugą liceum w ogóle nie trenowałem. Wyszły jeszcze inne kontuzje: kostka, kolano. Śmieszna historia, bo Patryk zasługuje na miejsce, w którym się znalazł, ale zawsze powtarzam, że wszystko przez to dośrodkowanie. Wyautował mnie i teraz jest we Włoszech!

Co ma w głowie 16-letni chłopak, któremu kontuzja, której lekarze nie potrafią do końca zdiagnozować, przerywa grę w piłkę na 1,5 roku? Zakładałeś w ogóle, że kariera piłkarska może się powieść?

Różne myśli przechodziły przez głowę: żeby to zostawić, żeby zająć się czymś innym, może spróbować, ale już nie z wielką wiarą. Spotkałem na swojej drodze trenera Paruyra Tovmasyana, który zaszczepił we mnie myślenie, że ciężka praca odda wszystko. Prowadził dla nas codziennie o szóstej rano dodatkowe treningi na orliku. Pobudka o 4:30, autobus 5:20. Był analitykiem przy roczniku 1995 w Piaście, liczył statystyki na meczach juniorów. Pochodzi z Armenii, jego rodzice emigrowali do Polski podczas wojny o Karabach. Szacunek, że mu się chciało, bo nie miał z tego nic. Dziś pracuje w Piaście przy niższych rocznikach.

Jechało się z bratem czy kolegami. Z Piotrem Kwaśniewskim, który grał w Wigrach, dzieliła nas ściana, z innym kolegą dwa piętra. Wydaje mi się, że ja z bratem byliśmy najbardziej wytrwali. Odsypiało się w szkole, bo organizm nie wytrzymywał, a jeszcze po szkole był trening w klubie. Po szkole zacząłem studia na AWF-ie w Katowicach, kierunek – wychowanie fizyczne. Zrezygnowałem, gdy mój menedżer Łukasz Krupa zorganizował mi testy u Marka Papszuna w Rakowie, który był wtedy jeszcze w drugiej lidze. Udało się przejść je pomyślnie. Wtedy postawiłem wszystko na jedną kartę, bo ciężko byłoby dojeżdżać z Częstochowy do Katowic. Studia można zawsze zrobić, kariery piłkarskiej się już nie cofnie. Chciałbym rozpocząć je teraz we Wrocławiu. 

WROCLAW 06.10.2018 MECZ 11. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19: SLASK WROCLAW - LEGIA WARSZAWA --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: SLASK WROCLAW - LEGIA WARSAW DOMINIK NAGY JAKUB LABOJKO FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Widziałbyś siebie jako nauczyciel WF?

Myślałem bardziej pod kątem trenerki. Całe życie interesowała mnie tylko piłka, nic innego. Ktoś pyta: hobby? Piłka. A coś innego? Tylko piłka. Zeszła na bok tylko w czasie kontuzji. Wcześniej notorycznie oglądałem mecze, po urazie nagle mi obrzydła. Nie mogłem na nią patrzeć. Uciekałem w siłownię, ciężary. To też dało mi do myślenia, że nie widzę siebie w niczym innym.

Był w takcie gry w Gliwicach taki moment, w którym poczułeś, że możesz przebić się w pierwszej drużynie?

Swój dorobek w Piaście zakończyłem na wyjeździe na mecz pucharu do Stalowej Woli. Zwolnili trenera Garcię, przyszedł trener Latal, Piast przegrał 2:3, ale kilka treningów z pierwszą drużyną zaliczyłem. Wtedy też ukazał się o mnie pierwszy artykuł na Weszło. Pisaliście, że Piast przegrał, bo w składzie znaleźli się rezerwowi, a na ławce to już w ogóle tylko skład węgla i papy. Mam gdzieś jeszcze nawet screen tego artykułu. Zacząłem mocno, ale poziom chyba trzymam, bo ostatnio też sobie śmieszkujecie!

Co ci utkwiło w głowie?

Paweł Paczul powiedział w Lidze Minus, że odpuściłem Buksę i Śląskowi nie przystoi takie zagranie. Nie zgodzę się z tym, z perspektywy boiska wyglądało to zupełnie inaczej. W tej sytuacji zabrakło komunikacji.

Czytasz noty po meczach?

Oczywiście, tego się nie uniknie. Traktuję je z przymrużeniem oka, bo nie tak, że najważniejsza ocena to ta na Weszło. Trener decyduje, czy mecz był dobry czy słaby.

Ale mam wrażenie, że się nie przejmujesz szyderką.

No jasne, przecież trzeba podchodzić do życia na luzie. W tamtym sezonie „sfaulowałem” swojego kolegę z zespołu, Augusto, musiał zejść z boiska. Po meczu rozdawaliście prezenty i wręczyliście mi kwiaty dla Augusto. Szkoda, że byliśmy w strefie spadkowej, bo w innym momencie chętnie bym mu je przekazał. Chłopak potem długo męczył się z tą kostką.

Jesteś pracusiem? Uparty na treningach?

Tak. Chcę się jak najlepiej przygotować do zawodu, bo wiem, że trwa tylko kilkanaście lat. Zdarzają się wyjątki, które grają do czterdziestki, ale to naprawdę wyjątki. Chciałbym jak najlepiej spożytkować czas, który mi został i zarobić na dalsze życie, nie musieć martwić się o przyszłość.

Gdzie wykuł się charakter?

Kontuzje, słabsze momenty. Gdy wracałem po kontuzji, treningi i praca podczas rehabilitacji były katorżnicze – dwa razy dziennie po trzy-cztery godziny, łącznie osiem godzin harówki. Zdarzyło się czasami zwymiotować.

Szkoła ciężkiej pracy od najmłodszych lat.

Zakorzeniła się we mnie. Do wszystkiego dochodziłem pracą, talentu miałem niewiele. Wielu kolegów potrafiło więcej z piłką, strzelało bramki, trafiało do jedynki, a dziś ich już nie ma w piłce. Zachłysnęli się tym, dużo jest takich sytuacji, że chłopak jest dobry piłkarsko, ale głowa nie dojeżdża.

Byłeś najlepszy na własnym podwórku?

Nie.

A chociaż w bloku?

Też nie, kolega zza ściany był zdecydowanie lepszy. Dostawał powołania do reprezentacji, zaczął na U-15, skończył na U-20. Często mu zazdrościłem, bo do mnie wtedy z żadnej kadry nie dzwonili. Gdy po awansie z Rakowem dostałem powołanie do U-20, spełniły się marzenia. Z zazdrością się czekało na to powołanie przez pięć lat.

Skoro nie byłeś najlepszy nawet we własnym bloku, to najlepszy dowód na to, że talent w porównaniu do pracy nie ma większego znaczenia.

Też mi się tak wydaje. Ciężka praca przepycha talent na wyższy poziom.

Masz jak Kamil Glik, który wychodząc na mecz musi się zameldować?

Aż tak to nie. Nie chciałbym robić nikomu krzywdy. Rzadko się teraz ktoś komuś melduje, panuje większa kultura gry, ale w niższych ligach meldunek był na porządku dzielnym, obrońca od razu ładował się w napastnika by pokazać, że to on będzie królem. Zawodnicy grający z brzuszkiem raczej nie byli demonami szybkości, ciągnęli za koszulki, kopali po nogach. Ja może tego aż tak nie przeżyłem, bo jako defensywny pomocnik sam musiałem robić to samo. Taki styl mieliśmy, musiałem gasić akcje w zarodku.

Jesteś fanem wślizgu?

Dobry wślizg nie jest zły, zwłaszcza poprawnie wykonany. Wiadomo, że chciałoby się odbierać wszystko bez wślizgu, ale czasami sytuacja zmusza. Podpatruję wślizgi od Mariusza Pawelca, jest w nich mistrzem, mam się od kogo uczyć!

ZABRZE 15.09.2019 MECZ 8. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN ZABRZE: GORNIK ZABRZE - SLASK WROCLAW JAKUB LABOJKO FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

W jaki sposób trener Papszun zmienił twoje myślenie?

Uświadomił mi, że kariera piłkarza nie trwa trzydzieści lat, więc trzeba wykorzystać każdy moment, zawsze być gotowym. Często powtarzał, że pociąg ucieka i my musimy do niego wskoczyć. Wydaje mi się, że do tego prowadzonego przez trenera Papszuna wskoczyłem na czas. Dostałem swoją szansę i dzięki temu poszedłem do Ekstraklasy. Trenerowi się to zwróciło, byłem pewny, że z taką pracą i zaangażowaniem wszystkich w Częstochowie Raków awansuje. To po prostu musiało nastąpić.

Marek Papszun, zwłaszcza w poprzednich latach, znany był z bezkompromisowego podejścia do młodych piłkarzy. Zdarzało się, że na głowę wylał się kubeł zimnej wody?

Trener miał mnie wtedy za inteligentnego zawodnika, ale nie do końca obytego w piłce nożnej. Wiele rzeczy musiał mi wyjaśnić. Regeneracja, odnowa, trening dodatkowy, mentalny, dieta. Poświęcił mi na to dużo rozmów. Pamiętam pierwszą sytuację podczas obozu w Kleszczowie. Biegaliśmy dokoła boiska. Trening regeneracyjny, tętno spoczynkowe, trener powiedział, że mamy się skupić tylko na tym. Podczas biegu słuchałem, jak starsi koledzy rozmawiają i dołożyłem dwa-trzy słowa. Trener zatrzymał bieg i zjechał od góry do dołu za to, że nie wykonujemy jego poleceń.

Potem zawołał do mnie: – Ty z czwartej ligi, gdzie jesteś? Chodź tu.

Wytłumaczył mi, że w trakcie biegu regeneracyjnego nie można rozmawiać, bo wpływa to na podniesienie tętna. Od tego momentu starałem się pilnować. Później zdarzyło się, że wróciliśmy z kadry z Mateuszem Lisem spóźnieni i dostaliśmy sporą karę.

Odpięliście wrotki?

Nie, nie balowaliśmy. Chcieliśmy tylko ominąć jeden trening i usprawiedliwić się pociągami. Z Wronek do Częstochowy jechało się 11 godzin. Trener sprawdził połączenia i okazało się, że był też poranny pociąg, którym zdążylibyśmy na 14. Dojechaliśmy na 18, więc już jadąc do Częstochowy oblały nas poty, gdy dowiedzieliśmy się, że będzie zjebka. I była. Trener wytłumaczył nam, w jakim miejscu jesteśmy i że jak tak dalej będzie, daleko nie zajedziemy. Gdy patrzę na to teraz, wydaje mi się, że byłem nieobyty w profesjonalnej piłce. Wśród młodych panowała duża rotacja. Przychodziło dziesięciu, odchodziło dziesięciu. Na porządku dziennym rywalizacja o to, by dalej być w Rakowie.

Co masz na myśli mówiąc, że byłeś nieobyty?

Nie podchodziłem do piłki profesjonalnie pod kątem diety, podejścia do treningu, snu. Trener zwracał uwagę na wszystko. Przykład – jadłem smażone rzeczy. Raz się zatrułem i przed meczem wymiotowałem w nocy.

Trener od razu wziął na rozmowę: – Od czego to? Jak to, jadłeś smażone? A dlaczego nie grillowane albo gotowane?

I od razu mieliśmy pogadankę o diecie. Innym razem dzień przed meczem z Chrobrym pojechałem do domu. W dniu meczowym jechałem autem z Gliwic do Częstochowy. W 37. minucie trener zdjął mnie z boiska. Wiedziałem, gdzie popełniłem błąd, trener też mi nakreślił, z czego wziął się ten słabszy występ. Trzeba dbać o regenerację, w dzień skupić tylko na meczu. Po jednym z treningów regeneracyjnych chciałem szybko się zawinąć i nie zrobiłem pełnej odnowy biologicznej, nie wszedłem do zimnej i ciepłej wody. Trener się o tym dowiedział i na następnym treningu znów miałem rozmowę indywidualną pod kątem regeneracji. Odczułem też po własnej kieszeni. Na samym początku w Rakowie  koledzy śmiali się, że na treningi powinienem przychodzić z zeszytem, bo tyle trener ma do mnie uwag. Podczas jednej gierki potrafił przerwać zajęcia cztery razy, żeby mnie na coś uczulić. Na boisku jest ci głupio, ale jak to analizujesz dochodzisz do wniosku, że trener ma rację.

Dużo było historii. Jeśli jakiś piłkarz ma problem z profesjonalnym prowadzeniem się, Częstochowa jest dla niego idealnym miejscem. Od czasu mojego odejścia sztab rozrósł się podwójnie. Teraz mają już nawet własnego kucharza. Od trenera Papszuna profesjonalizm bił w każdym momencie. Przyjeżdżałem do klubu o ósmej – trener był. Przejeżdżałem obok o dwudziestej – widziałem, że u trenera jeszcze się świeci. Wiedziałem, że chce osiągnąć duży sukces. I osiągnął, jest w Ekstraklasie, zrobił dwa awanse w trzy lata.

Dobry obraz trenera Papszuna kreuje się z twoich słów: ostry, wymagający, ale to nie jechanie z młodym dla samego jechania, a wytłumaczenie mu, jak powinien się zachowywać.

Jak zrobiłeś raz coś źle, drugi raz musiałeś być na baczności, bo trener nie wybaczał. Jeśli ktoś podchodził profesjonalnie, tak też go traktował. A jeśli nie, nie zamierzał się użerać i robić sobie problemów. Cała drużyna potrzebuje uwagi, jednej osobie nie można poświęcać większości czasu. Albo ktoś zrozumie, albo wyjazd. Jak przychodziłem do Rakowa, na siłowni rozgrzewało się przed treningiem trzech-czterech zawodników. Jak odchodziłem, w szatni zostawała tylko jedna osoba. Pozostali byli na siłowni, bo wiedzieli, że trener zwraca na to uwagę.

Jak spamiętać 140 stałych fragmentów?

To prawda, sztab ma ich tak wiele zapisanych, ale to wszystko po to, aby później było łatwiej zaskoczyć przeciwnika. Przed meczem dostawałem do ręki książkę A4 i miałem za zadanie rozwieszać stałe fragmenty na ścianie. Czasami brakowało miejsca, by to wszystko pomieścić. Auty, wolne z 20, 30, z połowy, stałe fragmenty z boku – tak dużo, że czasami nie szło spamiętać. Ja miałem za zadanie stać przed polem karnym, więc za wiele nie musiałem pamiętać, ale zawodnicy wbiegający w pole karne musieli, bo wszystkie ruchy były analizowane. Jeśli ktoś o czymś zapomniał,  zwracano mu na to uwagę.

Jak wyglądało przygotowanie się? Kucie na pamięć?

Dwa dni przed meczem już zaczynaliśmy stałe fragmenty, trwało to około pół godziny pod koniec treningu. To nie jest tak, że na każdy mecz obowiązywało 140 wariantów. Ta gama jest tak szeroka, że trener mógł sobie wybierać. Trener zawsze szukał słabego punktu u rywala, by wykorzystać błąd który zawsze popełnia. Nie jest niczym dziwnym, że Raków zdobywa tyle bramek po stałych fragmentach.

Teraz będziesz służył trenerowi Laviczce za bank informacji.

Nie ma mnie już w Rakowie 1,5 roku, ale wydaje mi się, że schematy się aż tak bardzo nie zmieniły. Wiele z nich pamiętam, bo po meczach zbierałem te kartki ze stałymi fragmentami. Mam ich kilka w domu, więc przed meczem z Rakowem zajrzę do notesu i coś podpowiem trenerowi Laviczce.

TYCHY 14.05.2018 SPORT PILKA NOZNA NICE I LIGA GKS TYCHY - RAKOW CZESTOCHOWA NZ. JAKUB LABOJKO (RAKOW) FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Co sądzisz o przepisie o młodzieżowcu?

Jestem jednym z tych, którym pomógł. Trener Papszun szukał młodzieżowców na środek pola, był grany temat Sebastiana Milewskiego, ale ten wybrał Zagłębie Sosnowiec. Spodobałem się, zobaczył we mnie potencjał i tak się potoczyło, że zagrałem większość meczów od początku. W pierwszej lidze również byłem młodzieżowcem wraz z Mateuszem Lisem, wtedy pojawiło się powołanie do reprezentacji. Mieliśmy trzecie miejsce po rundzie jesiennej, mówiło się już o awansie, a to na pewno przyciągnęło Śląsk, choć oferty z innych klubów też były.

Z drugiej strony twój rocznik, 1997, cierpi na efekt uboczny tego przepisu – tylko sześciu piłkarzy grywa w miarę regularnie w Ekstraklasie, tych z rocznika 1998 jest cztery razy więcej. Kluby w ogóle nie myślą o pozyskaniu chłopaka z rocznika 1997, skoro mogą mieć młodzieżowca na zbliżonym poziomie.

Wydaje mi się, że ci najzdolniejsi – Kownacki, Żurkowski, Jagiełło – już po prostu wyjechali. Rocznik 1997 niby jest jeszcze dość młody, ale praktycznie to już seniorzy. Nie mają ochrony przepisu, więc trzeba od nich wymagać więcej. Ci z rocznika 1998 popełnią jeden błąd, drugi, a i tak będą grali. Jest większa odpowiedzialność. Zawodnicy z mojego rocznika nie byli potrzebni, odbili się, nie są na takim samym poziomie jak doświadczeni zawodnicy. Zostały niedobitki. Cieszę się, że jestem jednym z tych nielicznych. Nas też zaraz już może nie być, albo się odbijemy, albo powyjeżdżamy. Lisek i Wietes mieli już opcje. Taka piłka, raz na wozie, raz pod wozem.

A ty? Narzucasz sobie presję wyjazdu?

Nie. Jakbym za pół roku zerwał więzadła, z planów byłyby nici. Długofalowy cel wyjazdu jest, ale to na razie pisane palcem po wodzie. Wiadomo, że nasza liga nie jest już na takim poziomie jak wtedy, gdy walczyliśmy w pucharach jak równy z równym. Większość zawodników jak najszybciej ucieka, nawet do Kazachstanu czy krajów, które kuszą pieniędzmi. Widzą, że tutaj ciężko jest zaistnieć, szukają innej drogi rozwoju.

Ty byś poleciał do Kazachstanu?

Chyba narzeczona by się nie zgodziła, żeby tam zamieszkać, więc raczej nie. Chcielibyśmy patrzeć raczej w kierunku zachodnim, ale tak jak mówiłem, jest na to jeszcze za wcześnie.

Po co piłkarz Ekstraklasy jedzie na warsztaty skautingowe?

Może nie grałem w Football Managera, ale zawsze ciekawiła mnie obserwacja. Nie wiem, czy właśnie to chciałbym robić po karierze, ale nie widzę się w niczym innym niż piłka. Swoje pomysły mam. Jak jeżdżę na mecze brata, podpatruję też innych zawodników. Potem mówię do menedżera, by pojechał go zobaczyć i tak już kilku chłopaków zostało podpisanych, więc mogę czuć się współautorem tych kontraktów! Ostatnio też wypatrzyłem ciekawego chłopaka, zobaczymy, jak potoczą się jego losy. Jeśli się jest w piłce, wiele się już wie. Chciałem dowiedzieć się na kursie, jak skaut patrzy na piłkarza.

Może się przydać pod kątem przyszłych ofert.

Oczywiście, że tak. Organizujący kurs Emil Kot był skautem West Hamu, więc wie, czego skauci w Anglii chcą od piłkarzy. Zaskoczyło mnie, jak ważne dla skautów jest to, jak zawodnik reaguje po stracie – czy goni przeciwnika, czy zwiesza głowę i truchta. Tym można zmierzyć charakter. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jest to istotne dla skautów. Ostatnio czytałem wywiad z Rafałem Gikiewiczem, w którym opowiadał, że skauci obserwując go oceniali to, jak rzucał butelką. Podawał ją z szacunkiem. Ja bidonem rzucam, więc ocena byłaby negatywna.

Zamierzasz to zmienić?

Czasami nie ma czasu podać go masażyście, sędzia już gwiżdże i musisz rzucić, biec szybko na pozycję. Staram się nabrać szerszego spojrzenia na to, jak funkcjonuje piłka. Wiele nauczyłem się od Rafała Figiela, z którym spotkałem się w Rakowie. Wpoił mi, że podczas kariery można się też uczyć, a nie tylko skupiać na piłce. Gra w Podbeskidziu i sam szkoli się w kierunku trenera  przygotowania motorycznego. Prowadzi też własnego bloga, a że jestem zawodnikiem, który lubi więcej pracować, to mogę liczyć na jego pomoc. Jestem bardzo zadowolony z naszej współpracy. Podoba mi się to podejście, bo działamy holistycznie. Badamy krew pod kątem różnych parametrów, witamin, zmęczenia. Dochodzą do tego wspólne treningi, rozmowy…

“Spotykam się z kolegą, by zbadać krew”, brzmi trochę śmiesznie, a jednak świetnie pokazuje, jak dzisiejsze pokolenie piłkarzy różni się od tych z lat 90.

Mając takiego człowieka wiem, że jestem w stu procentach przygotowany do meczu. A reszta to moja głowa i nogi. Staram się od każdego coś wynieść, a nawet jak od kogoś nie jestem w stanie, to przynajmniej wiem, czego nie robić. Zacząłem też kurs UEFA B i chciałbym przy okazji zrozumieć drugą stronę, z czego wynikają niektóre decyzje trenera, jak ciężka jest to praca.

GLIWICE 01.03.2019 SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA PIAST GLIWICE - SLASK WROCLAW NZ. TOM HATELEY (PIAST) JAKUB LABOJKO (SLASK) FOT. MICHAL CHWIEDUK / 400mm.pl

Czego nauczył cię poprzedni sezon w Śląsku?

Tego, że nigdy więcej nie chciałbym grać o utrzymanie. W tym sezonie wiemy, że musimy w każdy mecz wejść na sto procent, by do takiej sytuacji już nie doprowadzić. Pamiętamy, jak było ciężko i nerwowo. Rzucamy się pod nogi rywalom, jak pod koniec tamtego sezonu. Determinacja by się utrzymać była bardzo wysoka. Może nie wiązało się to z dobrą grą w piłkę, ale utrzymaliśmy się przede wszystkim zaangażowaniem.

Co takiego traumatycznego jest w walce o utrzymanie? Już zanim zacząłem nagrywać, wspominałeś końcówkę sezonu jako coś, do czego już nigdy nie będziesz chciał doprowadzić.

Mieszkam we Wrocławiu jeszcze sam, narzeczona studiowała w Bytomiu dietetykę, nie widzieliśmy się tak często. Przychodziłem do pustego mieszkania ze świadomością, że jesteśmy w strefie spadkowej i zaraz przygoda z Ekstraklasą może się skończyć. Dopiero co dostałem szansę, a zaraz mogę wrócić na poziom pierwszej ligi. Kluby nie sięgają tak chętnie po piłkarzy, którzy mają spadek w CV, nie odkopują się. Wiem, jaka jest różnica pod kątem otoczki i samej gry. Do tego widziałem idący do Ekstraklasy Raków i myślałem sobie, że mogę wyjść na tym jak Zabłocki na mydle. Cztery puste ściany, siedzisz i myślisz, nie było fajne. Do tego nie zawsze grałem, więc nie mogłem pomóc na boisku. Bezsilność, że nie możesz nic zrobić, była najgorsza.

No i jak radziłeś sobie z tymi czterema ścianami? W co uciekałeś?

Uciekałem  w internet, żeby odseparować się od piłki, na chwilę rozluźnić. Jeszcze bardziej polubiłem wtedy stand-up. Teraz we Wrocławiu będzie Abelard Giza i już kupiliśmy z fizjoterapeutą bilety.

Kto jest twoim ulubionym stand-uperem?

Rafał Pacześ. Dość chamski, ale jego żarty mnie bawią.

Narzeczona przeprowadza się do ciebie?

Będzie składać papiery na studia we Wrocławiu. Jeśli się dostanie, będzie ze mną mieszkać. Ja nic jej nie narzucam, chcę by robiła to, co lubi. Czy będziemy mieszkać razem, zobaczymy. Mamy zaplanowany ślub za dwa lata, więc wtedy na pewno zamieszkamy już razem.

Skoro studiuje dietetykę, zakładam, że zaraziła cię sprawami żywieniowymi.

Nie do końca, studiowała dietetykę kliniczną, bardziej pod kątem chorób. Cieszy mnie to, że bardzo dobrze gotuje. Robi ciekawe desery bez cukru, czasami dobrze przyjść do domu i mieć gotowy zdrowy obiad. Tylko cieszyć się, że mam taką narzeczoną. Inni mogą zazdrościć!

Czujesz że rozpaliliście oczekiwania? Jadąc tutaj kolega z Wrocławia napisał mi: przekaż, że gramy o mistrza!

Wiemy, że kibice są spragnieni wyniku. Śląsk od pięciu lat dołował, a teraz nagle jest liderem. Wiemy, jaki mamy potencjał, co możemy osiągnąć, natomiast, taki banał, skupiamy się na każdym meczu. Nie wybiegamy do przodu. Cel określiliśmy, ale po rundzie jesiennej się okaże, czy jest możliwy do zrealizowania. Na razie jesteśmy zadowoleni ze swojej pozycji, a co przyniesie życie – zobaczymy.

Wnioskuję, że lepiej tonować nastroje.

Zdecydowanie. Wrocław to duże miasto, pamięta sukcesy: wicemistrzostwo, mistrzostwo, puchary, piłkarzy powołanych do reprezentacji. Klub był na topie. Powoli i spokojnie bym jednak do tego podchodził, tonował zachwyty, bo tabela jest tak spłaszczona. Nie popadajmy w hurraoptymizm.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. 400mm.pl / FotoPyK

Opublikowane 20.09.2019 08:35 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
06.06.2020

Kamil Drygas wraca na teren jak po swoje

Pogoń po kilku tygodniach beznadziei doczekała się pozytywnych informacji. Pierwsza, ta najważniejsza – „Portowcy” wygrali po sześciu meczach bez zwycięstwa. Druga – do formy wraca Kamil Drygas. To jego bramka (i ciasteczko od Listkowskiego) była ozdobą meczu, a wręcz… No nie darujemy sobie wbicia szpilki – ta akcja była jedyną rzeczą, na którą w meczu […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Hertha się broniła, ale jednak nie dała rady dowieźć 0:0. Borussia skromnie wygrywa

Ostrzyliśmy sobie zęby na starcie Dortmundu z Herthą, bo i BVB wygląda dobrze w lidze – tylko Bayern po restarcie okazał się mocniejszy – i klub ze stolicy zaskakuje. To już chyba nie jest ta ekipa co wcześniej. Bruno Labbadia zebrał tych piłkarzy do kupy, Hertha punktuje i nie męczy buły, potrafiła przecież ograć Union […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Czy znajdzie się ktoś, kto wreszcie odstawi go od składu?

Macie czasami tak, że podczas oglądania horrorów nie możecie nadziwić się temu, jak durne decyzje podejmują główni bohaterowie? Właściwie sami proszą się o problemy i wychodzą prosto w ramiona potwora czy seryjnego mordercy. Mamy tak samo, gdy widzimy, że Dariusz Żuraw po raz kolejny wystawia w pierwszym składzie Karlo Muhara. To już nie jest upartość, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Radosna twórczość Zagłębia i Lecha w tyłach? Radość dla naszych oczu

Takie popołudnia z Ekstraklasą to czysta przyjemność. Jasne, w dużej mierze mecz Zagłębia Lubin z Lechem Poznań oglądało się tak fajnie dlatego, że obie ekipy miały duże braki w defensywie i nie imponowały dyscypliną taktyczną. „Kolejorz” w pierwszej połowie stworzył ze swojego środka strefę całkowicie zdemilitaryzowaną, robiąc przeciwnikowi mnóstwo miejsca w każdej akcji. Ale z […]
06.06.2020
Włochy
06.06.2020

Dlaczego zawsze on? Brescia rozwiązuje kontrakt z Balotellim

„Dlaczego zawsze ja?” – pytał Mario Balotelli poprzez legendarny już niemalże napis na koszulce. Było to dziewięć lat temu. Włoch, wówczas napastnik Manchesteru City, zdobył otwierającą bramkę w derbach miasta, ostatecznie wygranych przez „Obywateli” 6:1. Można powiedzieć, że to pytanie stało się niejako podsumowaniem kariery Balotellego. Bo jeżeli w świecie futbolu odgrywa się jakiś skandal, […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Robert Janicki Napoleonem Warty. Poznaniacy uciekają Stali

Odkąd pierwszoligowcy wrócili na boiska, obserwujemy dziwną zasadę. Otóż na zapleczu Ekstraklasy bardzo poważnie podchodzą do dawkowania emocji. Zwykle jeden dobry mecz na dzień to maksimum, na jakie możemy liczyć. Znakomite potwierdzenie tej tezy miało miejsce w sobotę. Pierwszy mecz? Walka cios za cios, wysoka intensywność, kochana przez niektórych „jazda na dupie”. Drugi? Macanka, tempo […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Trzy punkty? Wisła Płock: a komu to potrzebne?

Nie powiemy, że Wisła Płock straciła zwycięstwo w Białymstoku w najbardziej frajerski sposób w tym sezonie, bo pamiętamy choćby to, co w Gdyni odwalił Raków Częstochowa, ale na miejscu Radosław Sobolewskiego rozwalilibyśmy dziś ze dwie szafki. Albo zamknęlibyśmy drzwi do autokaru przed nosem kilku delikwentów. Już mieliśmy pisać, że w Ekstraklasie wszystko po staremu, czyli […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Lewandowski pobił kolejny rekord. Tym razem swój osobisty

Fantastyczny dla Roberta Lewandowskiego był sezon 2016/17. Strzelił 43 gole, na rozkładzie miał m.in. Arsenal, Atletico, Real i rzecz jasna BVB. Wydawało się, że do tak wysoko zawieszonej poprzeczki już nie doskoczy. Tymczasem Polak w bieżącym sezonie już przebił tamten wynik. A do rozegrania ma jeszcze cztery kolejki w lidze, być może dwa kolejne w […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Szymon Sićko – następca Karola Bieleckiego w kadrze na lata?

W dniu, w którym reprezentacyjną karierę zakończył Karol Bielecki, powstało pytanie: kiedy w kadrze pojawi się jego następca? Ktoś, kto będzie dysponował piekielnie mocnym rzutem, a co za tym idzie zdobywał z lewego rozegrania dużo bramek. Przez długie miesiące wydawało się, że o takim gościu w najbliższej przyszłości możemy tylko pomarzyć. I wtedy światu objawił […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Słonikom przestało sprzyjać szczęście. Podbeskidzie wygrywa czwarty raz z rzędu

Oko za oko, ząb za ząb. Taką zasadę przyjęli dziś piłkarze Podbeskidzia i Bruk-Bet Termaliki, którzy wysmażyli nam western w samo południe. Western, bo strzelania nie brakowało, mimo że ostatecznie w Bielsku padła tylko jedna bramka. Strzelili ją gospodarze, którym chyba tylko katastrofa mogłaby odebrać awans do Ekstraklasy. W czterech wiosennych meczach „Górale” zdobyli 12 […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

LIVE: Miała być walka o mistrzostwo, jest sześć porażek z rzędu

Jeszcze parę kolejek temu Wisła Płock żyła niedalekimi wspomnieniami o fotelu lidera oraz kapitalnej jesieni, która przyniosła nadspodziewanie wysokie loty w lidze. Jagiellonia mniej więcej w tym samym czasie zerkała nerwowo za plecy, bo coraz mocniej zbliżała się do niej cała strefa spadkowa. Dziś obie ekipy zaliczają klasyczną mijankę – Jaga po trzech zwycięstwach z […]
06.06.2020
Niemcy
06.06.2020

Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak Bruno Labbadia naprawił Herthę

Na przełomie 2019 i 2020 roku berlińska Hertha bez wątpienia aspirowała do miana jednej z najbardziej rozczarowujących drużyn Europy. Szczytem wszystkiego było starcie z FC Koeln. Goście z Kolonii przyjechali na Stadion Olimpijski w Berlinie jak po swoje i zmiażdżyli gospodarzy 5:0. Powiedzieć, że ten rezultat – z przeciętnym w sumie oponentem – dość mocno […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Łukasz Zwoliński – ile znaczy zmiana otoczenia

Stadion Pogoni Szczecin. Do bramki trafia wychowanek. Piłkarz, który – jak trafnie stwierdził kiedyś „Przegląd Sportowy” – ma wszystko, by stać się wymarzonym idolem trybun. – Gola strzelił Łukasz!!! – krzyczy spiker. (cisza) – Łukasz!!! – ponawia okrzyk, mimo że nie doczekał się odpowiedzi. (cisza) – Łukasz!!! Po trzecim razie już przyszła reakcja trybun. Nie […]
06.06.2020
WeszłoTV
06.06.2020

STAN FUTBOLU. Kusiński, Janiak, Kowalczyk, Rokuszewski, Stanowski

Jest sobota, jest godzina 11:30, a zatem zapraszamy na kolejny odcinek Stanu Futbolu. Tym razem w programie pojawi się jego tytułowy gospodarz, czyli Krzysztof Stanowski. Jego gośćmi będą: Wojciech Kowalczyk, Mateusz Rokuszewski, Michał Kusiński (były skaut Rakowa Częstochowa, dziś manager) i Mateusz Janiak (Przegląd Sportowy). Sporo ekstraklasowych i pierwszoligowych tematów do omówienia, więc będzie ciekawie! […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Dlaczego Pogoń Szczecin tak mocno spuściła z tonu?

Pogoń Szczecin od kilku lat ugruntowuje swoją pozycję w Ekstraklasie jako klub z górnej połowy tabeli. Nadal jednak nie potrafi wykonać kolejnego kroku do przodu, który oznaczałby awans do europejskich pucharów. Wydawało się, że w tym sezonie musi się wreszcie udać. Drużyna znalazła się jednak w tak głębokim dołku, że na tę chwilę zagrożona staje […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Piszczek czy Piątek? Kto będzie lepszy w polskim starciu w Bundeslidze?

Łukasz Piszczek kontra Krzysztof Piątek. To starcie dnia za naszą zachodnią granicą. Doświadczony defensor niedawno z powodzeniem zatrzymał Roberta Lewandowskiego. Czy ta sztuka uda mu się z Piątkiem, który przechodzi strzeleckie odrodzenie? Sprawdźcie nasze typy na mecz Borussii z Herthą Berlin u legalnego bukmachera BETFAN! Borussia Dortmund – Hertha Berlin Ostatnie mecze bezpośrednie: WWRRW Poprzednie […]
06.06.2020
Bukmacherka
06.06.2020

Czy Zagłębie znów ogra Lecha? „Miedziowi” walczą o grupę mistrzowska

W sobotnie popołudnie w Ekstraklasie czeka nas mecz, na myśl o którym Alan Czerwiński ma spory ból głowy. Jego przyszła drużyna – Lech Poznań, przyjeżdża do obecnej – Zagłębia Lubin. Ale nie tylko o Czerwińskim warto dziś wspomnieć. „Miedziowi” muszą dziś wygrać, żeby zachować szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Lech, żeby nie stracić dystansu […]
06.06.2020
Weszło
06.06.2020

Pogoń w kryzysie. Ile winy ponosi Kosta Runjaić?

Pogoń Szczecin długo szukała swojego wymarzonego trenera, ale jakoś nie potrafiła być stała w uczuciach. Do pojawienia się Kosty Runjaicia tylko Dariusz Wdowczyk umiał przebić barierę 500 dni na stołku, w innych przypadkach zawsze było coś nie tak. W Michniewiczu nie pasował styl, Skorża rozczarował totalnie, Moskal odszedł z powodów osobistych. Niby wszyscy wiedzieli, że […]
06.06.2020