Reklama

Chorwacja służy Zwolińskiemu. Tym razem na gola nie czekał aż rok!

red6

Autor:red6

04 sierpnia 2018, 20:43 • 2 min czytania 7 komentarzy

Z cotygodniowym podsumowaniem występów naszych piłkarzy w zagranicznych rozgrywkach wrócimy już niebawem, gdy grać zaczną najpoważniejsze ligi, bo na razie za bardzo nie byłoby o czym pisać. Od czasu do czasu coś się wydarzy (a to gola strzeli Wilczek czy Mierzejewski, a to karnego obroni Kamiński, a to po Superpuchar sięgnie Kędziora), ale tak generalnie wieje nudą. Choć można powiedzieć, że do dziś! Właśnie wypalił ten, o którym myśleliśmy, że już na dobre zepsuł sobie celownik. Dobra, do rzeczy – przełamał się Łukasz Zwoliński! 

Chorwacja służy Zwolińskiemu. Tym razem na gola nie czekał aż rok!

Napastnik, który latem zamienił Pogoń Szczecin na beniaminka chorwackiej ekstraklasy HNK Gorica, na gola czekał prawie rok. Ostatnie trafienie – 23.09.2017, mecz z Górnikiem Zabrze. A – jak być może pamiętacie – przed tą serią pustych przelotów była jeszcze jedna, tym razem trwająca już ponad 12 miesięcy. A dziś Zwoliński przełamał się z takim przytupem, że od razu sieknął dwie brameczki Slavenowi Belupo.

W ostatnich sezonach po takim podaniu zewniakiem piłkę wywaliłby gdzieś w maliny, narażając swój klub na stratę sprzętu. Samodzielna próba wykończenia akcji w stylu Quaresmy? Zapewne zrobiłby sobie krzywdę. A tu, jak widzimy, już w swoim drugim występie w lidze chorwackiej został bohaterem meczu. Byłby większym, gdyby Slaven w końcówce nie odrobił dwóch goli (mecz skończył się remisem 3-3), ale od czegoś trzeba zacząć.

No bo gdybyście kilka tygodni temu powiedzieli nam, że Zwoliński w Chorwacji zacznie strzelać szybciej niż Kądzior, to chyba wysłalibyśmy was do lekarza specjalisty. Tymczasem były skrzydłowy Górnika Zabrze, a dziś gracz Dinama Zagrzeb na razie furory w ekipie Nenada Bjelicy nie robi. W ten weekend po raz pierwszy znalazł się w kadrze meczowej, a później na murawie. Dokładnie na 26 minut spotkania z NK Istra, które było już dawno rozstrzygnięte.

Reklama

No i cóż, mamy nadzieję, że to dopiero początek strzelania Zwolińskiego w lidze, która jest chyba jednak trochę mocniejsza niż ekstraklasa. Już po samym transferze pisaliśmy, że to może być idealne otoczenie, by wyczyścić głowę i – jakkolwiek brutalnie to zabrzmi – przestać być pośmiewiskiem. To za dobry piłkarz, by kaleczyć tak bardzo jak w ostatnich sezonach.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

7 komentarzy

Loading...