Reklama

Jak Gilewicz rozstrzelał wielką Fiorentinę

redakcja

Autor:redakcja

17 maja 2016, 10:17 • 1 min czytania 0 komentarzy

Mijatović. Chiesa. Nuno Gomes. Rui Costa.Di Livio. Torricelli. Vanoli. Toldo. Repka. Amaral. Fiorentina na przełomie wieku miała bandę, z którą musiał liczyć się każdy na kontynencie. Ale tę znakomitą ekipę wciągnął nosem Radosław Gilewicz – zagrał tak dobrze, że ponoć włodarze klubu z Florencji chcieli go brać do siebie prosto z autobusu.

Jak Gilewicz rozstrzelał wielką Fiorentinę

Pierwszy mecz w Innsbrucku i od razu łomot. Tirol prowadził już 3:0, dopiero w drugiej połowie bramka Mijatovicia dała nadzieję Włochom. Gilewicz strzelił na 1:0 i 3:0. Rewanż przy Artemio Francji był bardziej emocjonujący – okej, Tirol znowu zaczął strzelanie, Mair na 1:0 w osiemnastej minucie. Ale potem Mijatović i Amaral, robi się 2:1, niebezpieczny rezultat, jeden błąd i dogrywka. Na takie nerwy nie mógł zgodzić się Gilewicz, który dobił Fiorentinę w 88 minucie.

Sam opowiadał nam w „Ale to już było” tak:

Zagrałem fantastyczne spotkania przeciwko Fiorentinie – wtedy topowej włoskiej drużynie – którą wyeliminowaliśmy z Pucharu UEFA. Strzeliłem trzy gole w dwumeczu i właśnie tego zespołu byłem blisko. Pojawiło się zainteresowanie, szanse były 50/50, ale również ze względów rodzinnych postanowiłem, że zostanę w Austrii.

Pierwszy gol od 5:32:

Reklama

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...