Reklama

Lewandowski strzelił już wszystkim, ale dziś gwiazdą jest Mueller

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

20 lutego 2016, 18:13 • 3 min czytania 0 komentarzy

Bayern przegrywający do przerwy na własnym stadionie, i to z beniaminkiem? No, tego nie grali od dawna. Ostatnio, kiedy Bawarczycy schodzili w połowie meczu ze spuszczonymi głowami, Lewandowski wszedł z ławki i w dziewięć minut strzelił Wolfsburgowi pięć goli. Dzisiejszy przeciwnik był jednak ze znacznie niższej półki, bez pięciu zawodników, którzy specjalnie na to spotkanie się wykartkowali. Jakim więc cudem po 45 minutach było 0:1?

Lewandowski strzelił już wszystkim, ale dziś gwiazdą jest Mueller

Podopieczni Pepa Guardioli od początku rzucili się na Darmstadt. Nie było oszczędzania sił przed Juventusem, najlepsi zawodnicy grali z dużym zaangażowaniem. Dlatego gospodarze co chwila dochodzili do kolejnych sytuacji: po strzałach Arturo Vidala i Douglasa Costy, z drobnymi rykoszetami w obu przypadkach, piłka trafiała w poprzeczkę. Sprytnego uderzenia spróbował Robben, kiedy bramkarz prawie wrzucił futbolówkę do własnej sieci, z dystansu nieźle przymierzył Kimmich, Lewandowski raz dostawił stopę i jakimś cudem zdołał to odbić golkiper, aż wreszcie zatrzymał tez Robbena. Lewy jednym dotknięciem futbolówki zmylił obrońców Darmstadt i stworzył sytuację Holendrowi – ten miał dużo czasu, mógł spytać bramkarza, gdzie uderzać, mógł też podać do świetnie ustawionych partnerów. Nie podał. Znów akcję chciał wykończyć sam, znów wolał wariant bardziej egoistyczny. Muellerowi, który na podanie czekał, puściły nerwy: wymachiwał rękoma, wykrzykiwał różne hasła do Robbena. Generalnie, w szatni – do której Holender czmychnął równo z gwizdkiem – równie dobrze mógłby dostać w mazak.

To była 25. minuta, na ten atak od razu odpowiedzieli goście. Sandro Wagner najpierw nie sięgnął dobrze dośrodkowanej piłki, potem podanie na głowę wykończył. W obu tych sytuacjach mocno zawinił debiutujący w Bayernie Serdar Tasci, który kompletnie stracił orientację, gdzie znajduje się przeciwnik, i zaraz potem łatwo dał się przepchnąć w polu karnym. Tydzień temu gola z Augsburgiem zawalił Joshua Kimmich, dziś zrobił to jego partner ze środka obrony.

Tak, wiedzieliśmy, że to może się skończyć tylko w jeden sposób – Bayern prędzej czy później otworzy worek z golami i wygra. Zaczął od razu po przerwie, kiedy typowy Mueller w zamieszaniu podbramkowym średnio przyjął piłkę (miał problem, by ją sięgnąć), kopnął ją wślizgiem, a ta jakoś wpadła do siatki. Niedługo potem poszedł za ciosem i trafił kapitalną przewrotką. Ale aspiracje zgłaszał również Lewandowski: próbował przewrotką, na siedząco, w sytuacji sam na sam, dostawiając nogę, raz chyba niesłusznie nie uznano jego bramki, aż w końcu wykorzystał dogranie Francka Ribery’ego (przywitany masą oklasków). I – uwaga, uwaga – jest jedynym piłkarzem, który trafił do siatki z każdym zespołem obecnej Bundesligi.

Reklama

Mimo że wynik i dość długie męczarnie (gol na 2:1 w 71 min.) niezbyt przekonują, ale Bayern miał moc. Oddał 36 strzałów na bramkę, co jest rekordem Bundesligi, odkąd prowadzone są tak wnikliwe dane. Sam Arturo Vidal zaliczył z Darmstadt 130 podań, podczas gdy całe Darmstadt – 114. Zawodziła tylko skuteczność, bo spokojnie mogłoby się skończyć jakimś 8:1.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...