Co by było gdyby nie ta czerwona kartka… Sevilla kontra Śląsk.

redakcja

Autor:redakcja

22 sierpnia 2015, 09:22 • 2 min czytania

Co by było gdyby nie ta czerwona kartka… Sevilla kontra Śląsk.

Losowanie średnio przyjazne, ale rywalizacja zaczęła się idealnie, bo golem po kwadransie. Niestety, potem było już tylko gorzej, i gorzej… Aż ostatecznie doszło do masakry. Stanislav Levy po meczu powiedział, że ciężko będzie odrobić straty, a Waldemar Sobota dodał: szkoda, że straciliśmy tyle bramek. Dwa lata temu Śląsk Wrocław przegrał pierwszy mecz o fazę grupową Ligi Europy z Sevillą. Było 1:4.

Reklama

– Sevilla pokazała, jakim silnym jest zespołem. Walczyliśmy o dobry wynik i toczyliśmy wyrównaną walkę do momentu otrzymaniu czerwonej kartki, która odmieniła ten mecz. Ta sytuacja miała decydujący wpływ, bo było widać, że w dziesięciu bardzo trudno grać przeciwko takiemu zespołowi – mówił Levy.

Tym razem nie był wyjątkowo spragniony, bo mówił do rzeczy. Rzeczywiście – na początku meczu Śląsk grał Sevillą jak równy z równym. Oczywiście nie była to jeszcze ta super-silna drużyna, którą oglądamy dzisiaj. Carlos Bacca ledwie wchodził z ławki rezerwowych, a w ataku klubu z Sanchez Pizjuan grali Kevin Gameiro i Marco Marin. 

Reklama

Niestety, mecz, jak i właściwie cały dwumecz, czerwoną kartka załatwił Dudu Paraiba, bo złapał ją na początku drugiej połowy. Śląsk grał dobrze, prowadził, a mógł prowadzić jeszcze wyżej. Nikt nie mógłby mieć pretensji, jeśli padłby remis, albo gdyby Andaluzyjczycy wygrali nieznacznie, ale masakra, bo tak należy określić porażkę 1:4, nie była  do końca adekwatna do tego, co działo się na boisku.

Rakitić, Marin, Gameiro, Marin… I pozamiatane. Zegar Śląska stanął na jednej bramce Marco Paixao. Było ambitnie, ale niewystarczająco. No i ta czerwona kartka… W rewanżu, w którym mieli spróbować w jakiś sposób odwrócić losy, skończyło się brutalnym laniem – 0:5.

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama
Reklama