Reklama

Pokonał go sam Bóg. 18 lat od ostatniego meczu legendy

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

21 stycznia 2015, 12:11 • 2 min czytania 0 komentarzy

„Lato. W środku mamy dwóch zawodników, Proszę Państwa, Grzegorz Lato. Ucieka teraz Gadocha… Domarski… Gol! Gol! Proszę Państwa, sensacja na Wembley.” Tymi słowami Jan Ciszewski relacjonował prawdopodobnie najsłynniejszego gola w historii reprezentacji Polski. Ba! Według angielskiego The Times była to jedna z pięćdziesięciu najważniejszych bramek w historii futbolu. A wspominamy o tym, ponieważ… dziś mija osiemnaście lat od ostatniego meczu jednego z bohaterów tamtej akcji.

Pokonał go sam Bóg. 18 lat od ostatniego meczu legendy

Peter Shilton, na pewno kojarzycie. Zapewne dziś na Orlikach dzieciaki nie mówią już, że bramkarz puścił „shiltonówkę”, ale starsze pokolenia doskonale wiedzą, o jaki typ babola chodzi. Jednak kojarzenie tego angielskiego bramkarza tylko i wyłącznie z kiksem (lub kiksami, bo tych w czasie całej jego kariery nie brakowało) to spora niesprawiedliwość, bowiem – jakkolwiek patrzeć – Peter Shilton wielkim bramkarzem był…

…a już na pewno długowiecznym. No dobra, argumenty. Przez dwie dekady (oczywiście z przerwami) bronił dostępu do angielskiej bramki. Do dziś jest rekordzistą pod względem występów w narodowej reprezentacji. 125 spotkań. Był na trzech mundialach. Nie przywiózł z nich co prawda żadnego miejsca na podium, ale był uczestnikiem wiekopomnych zdarzeń. Przecież to właśnie jego pokonał Diego Maradona, używając do tego celu słynnej „Ręki Boga”. Miejsce w historii ma zagwarantowane.

W 1990 roku występował na mundialu (czwarte miejsce), mając już ponad cztery dychy na karku. Koniec z piłką? Nic z tych rzeczy. Owszem, mecz o brąz z Włochami był jego ostatnim w narodowej reprezentacji, ale jego kariera klubowa dalej trwała. Zakończył ją dopiero – uwaga! – w wieku 47 lat. Mógłby ojcem większości kolegów z drużyny. Mężczyźni w tym wieku narzekają już na łupanie w krzyżu i inne dolegliwości związane z dość zaawansowanym już wiekiem, a on bronił w Leyton Orient. Ostatni raz 21. stycznia 1997. We wszystkich rozgrywkach w piłce klubowej 1249 razy stawał między słupkami. Biorąc pod uwagę tylko mecze ligowe, złamał magiczną barierę tysiąca występów.

Reklama

Jedno słowo: kozak.

Co się z nim działo przez ostatnie 18 lat? Kariery w trenerce nie zrobił. Udziela się w mediach w roli eksperta. Stawki ma niemałe, o czym doskonale przekonało się kilku polskich dziennikarzy. Wystąpił też w Tańcu z Gwiazdami. Kasa z tego tytułu była mu potrzeba, bo ciągnęły się za nim hazardowe długi. Kilkanaście miesięcy temu został zatrzymany za jazdę po pijaku. Prócz tego, rozwód i kilka mniejszych nieszczęść. Niewesoło.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...