Reklama

Dziś gramy bez wślizgów, ale za to z golami. Taką mamy nadzieję

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

04 sierpnia 2014, 11:06 • 4 min czytania 0 komentarzy

Trzecią kolejkę Ekstraklasy kończymy mocnym uderzeniem, a więc starciem beniaminków. Nie doszukujcie się w tym zdaniu ironii, bo fakty są takie, że zarówno piłkarze Górnika Łęczna, jak i GKS-u Bełchatów sezon zaczęli więcej niż przyzwoicie. Powiedzielibyśmy nawet, że „młodzi” panoszą się na „salonach” bez żadnego respektu dla starszyzny. Jak głosi popularny suchar – po meczach „Brunatnych” u przeciwników panuje cisza jak Makiem zasiał, a i podopieczni Szatałowa mają swoje argumenty.

Dziś gramy bez wślizgów, ale za to z golami. Taką mamy nadzieję

Jest w tym spotkaniu kilka smaczków, tak więc kończymy wstępy i startujemy z naszymi pytaniami.

Czy piłkarze Górnika wykonają choć jeden wślizg?
Przeczytaliśmy w weekend w Przeglądzie Sportowym całkiem ciekawy wywiad z Jurijem Szatałowem. Tak, mamy świadomość, że to co mówi z reguły trzeba dzielić przez trzy lub cztery, ale naszą uwagę przykuła opinia trenera o wślizgach:

To przeżytek. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Nieudany wślizg to co najmniej żółta kartka. Dodatkowo, jak nie uda się go skutecznie przeprowadzić, to zawodnik, leżąc na murawie, jest poza grą. I podstawowa sprawa. Jak ktoś wykonuje wślizg, to znaczy, że jest spóźniony. Trzeba gonić do końca, a nie jeździć tyłkiem po trawie. Moim zdaniem wślizgi powinny zostać wyeliminowane z gry w piłkę.

Dalej jest o tym, jak to piłkarze Polonii Bytom, którzy za często jeździli na dupach, musieli za karę przynosić na treningi ciasto. Cóż, podejście ciekawe, by nie powiedzieć: dziwaczne. Trochę nam to zalatuje fanaberiami Stefana Majewskiego. Wślizg jak wślizg – normalny element gry, a jak pokazały Mistrzostwa Świata, można uczynić z niego prawdziwą sztukę. Ron Vlaar i Javier Mascherano mogliby się z Szatałowem nie zgodzić. Ciekawi jesteśmy, czy Maciej Szmatiuk po każdej udanej interwencji wślizgiem myśli sobie: kurwa, znowu będzie bura od trenera.

Reklama

Dlaczego nikt nie docenia Mraza?
Ostatnio powrócił nasz stały cykl „Weszło z butami”, a z nim pytanie o najbardziej niedocenianego ligowca. Tomasz Nowak i Łukasz Zwoliński, ku naszemu zdziwieniu, rzucili: Patrik Mraz! Gdyby tak się zastanowić… no dobra jednak dalej nie. Obserwujemy tu raczej pomieszanie dwóch wątków: piłkarskiego i – nazwijmy to – patologicznego. Mraz nie miał dobrej prasy nie dlatego, że jest tak słabym piłkarzem, a z powodu swoich ekscesów z procentami i tej afery z Gikiewiczem. Do jego umiejętności nic mamy – Barry Douglas to to nie jest, ale tragedii również nie ma. Poziomu nie zaniża, doceniamy to.

Co to za gość ten Hasani?
To przede wszystkim facet, który na dzień dobry stanie przed niezbyt ciężkim zadaniem. Będzie musiał wygryźć ze składu Pawła Buzałę, co w miarę przyzwoitemu napastnikowi powinno zająć nie więcej niż jeden trening strzelecki. Sorry, ale atak Górnika Łęczna w dwóch pierwszych meczach istniał tylko teoretycznie. Zaglądamy do CV Hasaniego i trzeba przyznać nie wygląda ono najgorzej. Reprezentacja Kosowa to oczywiście żadna poważna rekomendacja, ale 74 bramki na szwedzkich boiskach już tak. Fakt, nie wszystkie zostały zdobyte na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej, ale mówimy o rywalizacji z Buzałą, a więc jednym z głównych bohaterów jajcarskich kompilacji, które pokazują najbardziej nieudolne zagrania piłkarzy Ekstraklasy.

Czy Ślusarz wybrał dobrze?
O Bartosza Ślusarskiego w Ekstraklasie upominał się nie tylko Bełchatów, ale również Górnik. W sumie niewiele brakowało, a dziś stałby po drugiej stronie barykady. Ciężko nie odnieść wrażenia, że miałby trudniej. Zaryzykujemy nawet tezę, że na tym etapie kariery Ślusarskiemu nie mogło się przydarzyć nic lepszego od braci Mak na skrzydłach. To napastnik, który żyje z podań – potrafi się zastawić, dołożyć nogę albo głowę. W dwóch pierwszych meczach widzieliśmy bardzo dużo dośrodkowań z bocznych sektorów boiska w wykonaniu piłkarzy z Bełchatowa. W to Ślusarskiemu graj.

Czy będzie powtórka z pierwszej ligi?
Tak się składa, że piłkarze z Bełchatowa i Łęcznej spotykali się z zeszłym sezonie, by walczyć o mistrzostwo pierwszej ligi. Występowali nawet w całkiem podobnych do tych dzisiejszych składach, tak więc można się w tych wynikach doszukiwać jakiejś formy prognozy. We wrześniu w Bełchatowie był remis 1-1, w rewanżu GKS wygrał 2-0 na wyjeździe. Gole strzelali: Turkovs i Michał Mak. Tego pierwszego raczej w poniedziałek nie zobaczymy, ale Mak na boisku zamelduje się na pewno. To co, powtórka z rozrywki?

Fot.FotoPyk

Reklama

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

0 komentarzy

Loading...