Dzisiaj chyba 50. odcinek: Paweł Zarzeczny. Wiem, że mam dziesiątki tysięcy fanów i dziesięć razy więcej szambiarki. Ze względu na to szambo – pracuję z coraz większym obrzydzeniem. No, pociecha jakaś, możecie mi najwyżej napluć do zupy.
Tyle że ja nie jadam zupy. Naplujcie mi do piwa.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

*

Futbol. Beckham odchodzi. Od razu powiem – to kłamca.

Tak niedawno opowiadał, że nie ruszy się z Kalifornii, bo dzieciaczki mają w szkole przyjaciół.

I zaraz się urwał tam, gdzie jeszcze nożyków do golenia nie było (czy to nie współczesna wersja synagogi Nożyków, jak na Placu Grzybowskim?). Do Paryża.

I kłamstwo kolejne – że będzie kopał (bo nie grał przecież), za darmoszkę) .Oczywiście w kraju rządzonym przez socjalistę (prezydent Hollande) – nie z żabojadami takie arabskie numery. I że opodatkujemy nawet zerowe dochody! I do tego wstecznie!

No to gość musiał spierdalać! Bo potrzebujemy na bagietki!

To jest ta różnica. U nas martwią się partie o lud pracy, a tam we Francji o lud bez pracy.

Beckham, ten kłamca notoryczny wróci, w Stanach (przejadł się), ale prędzej w Katarze.

Jak te nasze zespoły muzyczne. Perfect sto razy dawał ostatni koncert, i Skaldowie, i Czerwone Gitary, i Kombi.

Wróci, no bo co innego on potrafi robić, jak wyglądać?

Dobrze rozpoznał go Ferguson i dał butem w ładniutki ryjek.

A ten Becks chyba wreszcie usłyszał o Depardieu.

*

Miałem zacząć od Kosy, młodego. Ojciec się śmiał, że Jakub nie ma na czym wieszać portek, i dlatego pokazuje pośladki. Jak z Ukrainą.

Ale po tym sprincie z Lechem (ojciec Roman miał w tym momencie zazwyczaj trzecie zakwasy i czwarte skurcze), zaimponował mi. Lekki, szybki, odważny. Skuteczny.

Akcja sezonu.

Więc napisałem Romanowi, że Jakub chyba ma już na czym wieszać spodnie.

Inna rzecz, że Możdżeń nie musiał ciąć. Młody by nie trafił.

*

A w ogóle, czemu ten Zarzeczny tak późno pisze? Zdarzenia nieprzewidziane. W sobotę po Legii pojechałem z wnuczką (ma pół roczku, a z Lechem bilans – dwie wygrane, 4:1 w golach) do ogródka jordanowskiego przy Odyńca. No i jakiś chuj przebił mi dwie opony w Range Roverze, takim za cztery stówki. Bo zdawało mu się chyba, że jest kierownikiem ulicy Czeczota, pewnie jakiś emerytowany ubek, tam koło Kiszczaka sporo takich siwych bandziorów.

Do dziś nie znaleźli opon w magazynie, tylko w Bondzie akcja RR jest szybka.

A nad ranem jakiś cymbał zadzwonił, że odłączy mi prąd, bo wiszę 335 zeta.

I jak nie wpłacę za godzinę, to odetnie mnie od słupa.

Obiecałem mu dać w ryja, ale byłem pod Warszawą. Miałem zasięg jak Wawrzyk z Powietkinem mniej więcej.

No więc tak się żyje w naszym raju.

I dlatego się spóźniam, ale że społecznie robię, wolno mi w zasadzie wszystko.

*

No, ale dobra wiadomość. Zajrzał do mnie Marek Wawrzynowski z książką, którą pisał ponad trzy lata: „Wielki Widzew”. Właśnie wyszła z drukarni.

Zajebista, każdemu polecam. Tak jakby się siedziało w szatni ludzi, którzy ograli Juventus, Man United i City, i Liverpool, działając w warunkach w zasadzie chałupniczych (czyli włókienniczych). I zaciekawił mnie już pierwszy wers:

„Rzucił torbę na pierwszym wolnym miejscu i zaczął się przebierać. Któryś z kolegów się oburzył: „To jest miejsce Heńka Dawida”.

Młody odparł: „Pierdolę, nie interesuje mnie to, przyszedłem tu grać”.

Czytało mi się zajebiście, mimo że znałem finał – ten młody światową gwiazdą, ten Heniek pensjonariuszem zakładów zamkniętych. A startowali z odwrotnych pozycji, zupełnie, coś jak Widzew ze wszystkimi rywalami…

Jest tam mnóstwo soczystych anegdot. Jak to o Romkem chyba. Miał za mecz dostać tysiąc pięćset złotych. Tyle co miesięczna pensja włókniarki.

I otwiera kopertę… I biegnie do trenera: – Panie trenerze, jest tylko 50 złotych! To chyba jakaś pomyłka!!!

A trener Machciński (33 lata): – Bo za tyle się chuju nagrałeś!

*

Dobra, Torres. Wiecie, że jestem jego fanem. Jak on gdzieś tam idzie, to jak wódz z Paragrafu 22 – tam tryska ropa.

Ten zawodnik, którego wszyscy uważacie za nędznego, ma taki bilans ostatnich 12 miesięcy:

Mistrzostwo Europy.
Liga Mistrzów.
Król strzelców Euro.
Liga Europy.

To jest miara postrzegania przez was futbolowej rzeczywistości.

To nie jest tak samo łatwe, powiedzmy, jak w szachach, zbicie konia.

*

Aha, a propos bicia koni. Kiedyś zapytano wybitnego rosyjskiego mistrza świata Aljechina, czy to prawda, że woli damę szachową od damy prawdziwej?

Odpowiedział:
– To zależy od pozycji.