Kiedy to wszystko się spieprzyło?

Był kiedyś taki suchar. Facet od dziecka marzył żeby zostać bezdomnym. Minęły lata. Dorobił się wieżowca w centrum wielkiego miasta. Któregoś dnia wyszedł z kieliszkiem prawdziwego szampana na dach, spojrzał na migoczące w dole światła metropolii, zamyślił się głęboko i westchnął: kiedy to wszystko się spieprzyło?

Futbol klubowy zawsze mniej mnie kręcił niż ten reprezentacyjny. Choć też bardzo lubię ligi, lubię śledzić tabele, analizować kto idzie na spadek, kto na mistrza. Oglądam na live scorze tego bardzo dużo. Jak już kiedyś pisałem – nie miałem przez wiele lat dostępu do piłki klubowej. W telewizji prl-owskiej zdarzały się mecze pucharowe naszych klubów. Nie pamiętam, by wtedy Ekstraklasa była transmitowana. Chyba nie. W ogóle oglądało się mało piłki, więc zupełnie inaczej podchodziło się do transmisji. Już godzinę wcześniej cała rodzina siedziała przed telewizorem. Potem przez wiele lat nie miałem Canal+. Oglądało się więc naszych pucharowiczów. Nie mam swojego klubu w Ekstraklasie, więc siłą rzeczy jakoś mnie do niej nie ciągnęło.

Pamiętam te mecze z końca lat 90-tych i początku dwutysięcznych. Te nasze niszczejące kurniki zwane stadionami. I to golenie egzotycznych rywali. Wiadomo było, że w pierwszych rundach lało się tych wszystkich gości, ile się dało. Potem nagle wskakiwały mocniejsze drużyny i wtedy odpadaliśmy. Czasami podejmowaliśmy jakąś tam walkę, ale zwykle było w łeb. Jednak nigdy – no prawie – nie były to eurowpierdole w stylu jaki znamy dziś. Pamiętam mecz Barcelony z Wisłą, jeszcze za Rivaldo. Wisła przegrała, ale po walce. Wtedy ogarniała mnie nostalgia. Myślałem sobie, że my zawsze będziemy takimi klubowymi średniakami, grającymi na kiepskich stadionach. Rzeczywistość jak zwykle zaskoczyła. Zaczęły nieśmiało przydarzać się pierwsze jaskółki eurowpierdolu. To był chyba GKS Katowice. Cementarnica? Dobrze pamiętam? Byłem w szoku, że Gieksa z nimi przegrała, myślałem że to jakiś wypadek przy pracy. No ale potem poszło dalej. Była też chyba Pogoń z jakimiś Islandczykami. Dalej sypnęło jak z rogu obfitości, aż w końcu nędza polskiego futbolu stanęła przed nami w całej swej okazałości.

Potem nadeszło Euro 2012, całe na biało. Miały być stadiony, bajery i rowery. Miał być „skok cywilizacyjny dla polskiego futbolu”. No i fakt. Skok był. Tymczasem im więcej było tych nowych obiektów, tak gra się psuła. Mądrzy ludzie wtedy mówili, żeby raczej kasę wrzucić na dół, w boiska, szkolenie, trenerów. No cóż. Chyba to wtedy się wszystko spieprzyło.

Kłopot z naszą ligą jest już tak wielopłaszczyznowy, że naprawdę trudno tu cokolwiek doradzać i kminić.

Zmyliły nas ładne landszafty, którymi liga nas od czasu do czasu uraczyła. A to Lech, a to Wisła, a to i Legia. Był też i Groclin, pamiętne mecze z Manczesterem. Ba, był przecież nie tak dawno sezon, że mieliśmy dwie drużyny w fazie grupowej Ligi Europy. Dziś to brzmi jak niesmaczny żart.

Ktoś w licznych komentarzach pod tekstami dotyczącymi porażek naszych drużyn słusznie napisał, że należałoby po prostu zbojkotować ligę, i w ten sposób, nogami i pilotami do telewizorów, zmusić „włodarzy” do pójścia po rozum. Naprawdę, to brzmi może nieco populistycznie, ale chyba nie ma innego wyjścia.

No ale co, ktoś zapyta – Jagiellonię też mamy karać? Przecież zachowała się przyzwoicie. Biorąc pod uwagę faworytów ligi, i ogólną nędzę ESY, to ich wyczyn jest niczym zdobycie Ligi Mistrzów, i to potrójne. No tak. Ale przecież były i tam eurowpierdole.

A więc karać. Najlepiej nie oglądać i uważać, żeby nie wejść w przypadkowy kontakt. No dobra. W ramach dyspensy od czasu do czasu można zerknąć na Jagiellonię, której życzę w tym roku mistrzostwa.

A tymczasem ustawiłem sobie pierwszy raz Fantasy Premier League. Idę na odwyk.

3
0
Zdjęcie profilowe Odzidzia_Pajszao Odzidzia_Pajszao

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dyneck

Ja od tego sezonu oglądam ekstrakupę tylko na 90 minut :)

Penguin

I tak powinno się zrobić. Przede wszystkim należy pogonić wszystkie tłuste koty i managero-działaczy o nieokreślonej roli pasożytujących na piłce. Wszyscy jedni i ci sami nieudacznicy.
Jedyne co może zmienić ten stan rzeczy to ogólnonarodowy bojkot tych miernot i ich sponsorów. Bank X się wtrynia w sponsoring? Świetnie, przeniesienie konta do banku Y powinno być najdalej następnego dnia. Firma oponiarska albo wędliniarska X chce spalić pieniądze, ładując je w miernoty? Świetnie, ale to nie będą moje pieniądze, bo od jutra wybieramy już firmę Y, która rozsądniej je wyda. Miasto A chce pożyczyć beznadziejnie zarzadzanemu klubowi podatniczy hajs? Popierający ten pomysł radni mają w następnych wyborach przepaść z wilczym biletem. Dopiero gdy bida w gary zajrzy jednemu z drugim, to coś się może zmienić. Na razie żyją jak pączki w maśle i nawet nie mają już ambicji ruszać się. Jak kuźwa jakiś eksperyment Calhouna.
——–
Co tym samym czynię, od dziś Weszło przeglądam już tylko dla lig zagranicznych. W te o polskiej piłce nie klikam – szkoda wspierać gównopiłkarzy swoim cennym czasem.

wpDiscuz