Zaczęli spokojnie, skończyli szaleńczo. Sprawiedliwy remis w Madrycie
Weszło

Zaczęli spokojnie, skończyli szaleńczo. Sprawiedliwy remis w Madrycie

Pomalutku rozkręcało nam się to widowisko, ale jak już ruszyło z kopyta, to pozostało zbierać szczękę z podłogi. Ostatecznie starcie Atletico Madryt i Juventusu kończy się remisem, który – jak każdy sprawiedliwy kompromis – nie zadowala zapewne żadnej ze stron. Gospodarze mają prawo czuć niedosyt, bo już w pierwszej kolejce zmagań w Lidze Mistrzów gubią punkty u siebie. Goście natomiast mogą być rozczarowani pomimo cennej zdobyczy wyjazdowej, bo w pewnym momencie prowadzili już dwiema bramkami i wydawało się wtedy, że nic złego stać im się dzisiaj na Wanda Metropolitano nie może. Jednak Los Colchoneros to ekipa, której nigdy nie należy lekceważyć i przekreślać.

Jako się rzekło – pierwsza połowa nie zachwyciła. Nie był to oczywiście jakiś smętny paździerz, nie można mówić o nudzie. Jednak zawodnicy obu ekip poskąpili nam fajerwerków, które zaczęli odpalać dopiero w drugiej połowie spotkania. W trakcie pierwszych czterdziestu pięciu minut mecz był bardzo taktyczny, wyważony. Obie strony niby miały ochotę, żeby mocniej przycisnąć, od czasu do czasu próbowały aktywniej zaszarżować, ale zaraz gdzieś z tyłu głowy budził się alarm i pojawiała się myśl w stylu: „Spokojnie, to dopiero pierwszy mecz. Nie ma co przesadzać”.

Jedną czy dwie efektowne szarże miał Joao Felix, niezbyt groźnymi strzałami niepokoił Oblaka Cristiano Ronaldo. Obaj Portugalczycy byli jednak raczej w cieniu swoich kolegów z formacji defensywnych oraz środkowej strefy boiska. Krótko mówiąc – niby mieliśmy dobre tempo i sporo zwarć, ale takich naprawdę widowiskowych, cuchnących na kilometr golem akcji – jak na lekarstwo.

Tym bardziej zaskakujący był przebieg drugich czterdziestu pięciu minut. Już kilka chwil po wznowieniu gry Juventus napoczął gospodarzy. Kapitalną, długą piłkę zagrał niezawody w tym elemencie Bonucci, a do futbolówki z mozołem dopędził niewidoczny wcześniej Higuain. Wydawało się, że argentyński napastnik spieprzył całą akcję – strasznie długo zabierał się do podania piłki i przegapił moment, gdy można było poszukać dośrodkowaniem nabiegającego w centrum pola karnego CR7. Ale Higuain wiedział co robi. Dał obrońcom Atletico ułamek sekundy, by ci chaotycznie i zdecydowanie za głęboko ustawili się w obrębie szesnastego metra, po czym wyłożył patelnie do Juana Cuadrado, który zdobył przepięknego gola na 1:0 dla turyńczyków.

Nie popisała się defensywa Atletico w tej sytuacji. Widać, że zmiany kadrowe rozregulowały maszynę Simeone, bo – zwłaszcza w bocznych sektorach boiska – Los Colchoneros narobili tyle prostych błędów w jednej akcji, ile przed laty popełniali na przestrzeni pięciu spotkań.

Mało tego – goście poszli za ciosem i podwyższyli prowadzenie. Znów za dużo miejsca ns skrzydle mieli zawodnicy Juventusu, konkretnie Alex Sandro. Lewy obrońca świetnie to wykorzystał i perfekcyjnym dośrodkowaniem obsłużył Matuidiego, a niepozorny Francuz głową wpakował futbolówkę do siatki. Wyglądał na zaskoczonego tym faktem jeszcze bardziej niż obrońcy Atletico.

Jednak podopieczni Cholo nie poddają się nawet w najtrudniejszych okolicznościach. Momentalnie odpowiedzieli golem kontaktowym, a potem przetrwali wiele bardzo groźnych ataków Juventusu, żeby w samej końcówce spotkania zagrać przyjezdnym na nosie i wyrównać stan meczu na 2:2. Nie może dziwić frustracja Wojciecha Szczęsnego – jego partnerzy zdecydowanie zbyt łatwo dali się zaskoczyć po stałych fragmentach gry. Polski bramkarz zresztą sam też mógł się odrobinę lepiej zachować przy golu na 1:2, bo niepotrzebnie zastosował swój nieznośny manewr wychodzenia kilka kroków do opadającej piłki, by jednak wrócić na linię. Ale trafienie nie obciąża jego konta, a poza tym Polak zanotował kilka kluczowych interwencji, które w końcowym rozrachunku uratowały Juve przed porażką.

Summa summarum – turyńczycy ukarani – nawet nie tyle za zwyczajowe cwaniactwo, ale nieskuteczność i proste błędy w obronie. Atletico nagrodzone za walkę. Choć niewiele brakowało, a ekipa z Madrytu znowu zostałaby wykończona przez Ronaldo, który w ostatniej akcji popisał się fenomenalnym dryblingiem, minął w pojedynkę trzech rywali, ale jego strzał o milimetry minął słupek. Pan Liga Mistrzów zdecydowanie nie miał dzisiaj swojego dnia. Ku uciesze Wanda Metropolitano.

ATLETICO MADRYT 2:2 JUVENTUS FC

(S. Savić 70′, H. Herrera 90′ – J. Cuadrado 48′, B. Matuidi 65′)

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (0)