Dwa celne strzały i Jaga żegna frajera
Weszło

Dwa celne strzały i Jaga żegna frajera

Kolejne zmiany w składzie, kolejne cudowanie z taktyką nic nie dało. Korona Kielce znów rozegrała beznadziejny mecz, doznała czwartej z rzędu porażki i za chwilę będzie pukała w dno od spodu. Jagiellonia nie musiała niczego wielkiego zaprezentować, żeby z przyjaznego dla siebie terenu wywieźć pełną pulę. Wystarczyło być zdyscyplinowanym taktycznie, dużo biegać i kilka razy dołożyć trochę jakości.

Co do zaangażowania, najlepszym przykładem jest Bartosz Bida. Tym razem został wystawiony w ataku i początkowo  był zagubiony, nie radził sobie w fizycznych starciach z obrońcami. Nie zrażał się jednak, cały czas grał nieustępliwie i wreszcie doczekał nagrody. To on efektownie minął Adnana Kovacevicia, dochodząc do sytuacji, po której był rzut rożny dający „Jadze” prowadzenie. Guilherme dośrodkował, a Ivan Runje dzięki wyblokowi Tarasa Romanczuka został bez opieki i precyzyjnie strzelił głową przy słupku. Bida miał też swój niepisany udział przy drugiej bramce. To przez jego pressing Paweł Sokół zgłupiał i nie wiedział, co ma zrobić z piłką otrzymaną od swojego zawodnika. Niepewnie podał na skrzydło, mimo że dopiero co wprowadzony debiutant Andres Lioi wcale się o zagranie nie prosił (inna sprawa, że powinien). Guilherme go wyprzedził, znalazł w polu karnym Jesusa Imaza, a ten przyjęciem od razu zrobił sobie miejsce i podwyższył prowadzenie.

Okazało się, że to jedyne celne strzały białostoczan w tym meczu. Korona w światło bramki nie trafiła ani razu. Ogółem oddała zaledwie sześć uderzeń, Jagiellonia raptem jedno więcej. 13 strzałów przez ponad 90 minut – to najlepiej pokazuje, jak nieatrakcyjne dla oka było to widowisko.

Co do Sokoła, jego kiepska gra nogami rzucała się w oczy już wcześniej, dziś po raz pierwszy zespół mocniej za to zapłacił. W tym elemencie zawstydzał go Damian Węglarz, który co rusz precyzyjnie adresował dalekie wykopy do kolegów, nieraz zaczynając w ten sposób akcje ofensywne.

W Koronie trudno kogokolwiek pochwalić. Jednookim wśród ślepców mógłby ewentualnie zostać debiutujący Mateusz Spychała, choć chłopak musi wiele pracować nad dośrodkowaniami, bo te były więcej niż kiepskie. Na dłuższą metę boczny obrońca nie może tak źle wyglądać w tym elemencie. Jego koledzy spisali się jeszcze gorzej, a już wystawienie od początku Oktawiana Skrzecza, który rok temu nawet na wypożyczeniu w pierwszoligowym wówczas GKS-ie Katowice notorycznie zawodził, to będzie jedna z większych zagadek obecnego sezonu. W Jagiellonii mizernie w ofensywie wyglądali skrzydłowi, szczególnie Juan Camara, ale ogółem podopieczni Ireneusza Mamrota stanowili sprawnie funkcjonujący mechanizm, który rzadko kiedy musiał wchodzić na najwyższe obroty.

W Kielcach zaczyna pachnieć beznadzieją. Rywale z dołu tabeli zaczynają się ogarniać. Wisła Płock ostatnio wygrała w Szczecinie, Arka dziś dwie godziny wcześniej po fajnej grze pokonała Górnika Zabrze. Korona natomiast ciągle dołuje i nie widać żadnych symptomów poprawy. Coraz więcej wskazuje na to, że Gino Lettieri za chwilę będzie się pakował. Na poparcie trybun nie ma co liczyć, przekaz w jego kierunku był jasny.

Korona Kielce - Jagiellonia Bialystok

Lettieri po końcowym gwizdku wyglądał na pogodzonego z losem, więc… uśmiechał się i przybijał piątki z kibicami z niższych sektorów.

W Jagiellonii natomiast na żadne uśmiechy silić się nie muszą, bo powodów do zadowolenia nie brakuje. Trzecie kolejne zwycięstwo i chwilowo pozycja lidera. „Jaga” na pewno ją straci, bo w niedzielę Śląsk i Pogoń zagrają ze sobą, więc każdy rezultat w tym meczu zrzuca ją z pierwszego miejsca.

korona jaga grafa meczowa

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (10)