Nie Liverpool, lecz Betis. Dlaczego Nabil Fekir nie trafił na szczyt?
Francja

Nie Liverpool, lecz Betis. Dlaczego Nabil Fekir nie trafił na szczyt?

26 lat. Status wielkiej gwiazdy w zespole Olympique Lyon i w ogóle w całej francuskiej Ligue 1. Aż osiemnaście bramek ligowych w sezonie 2017/18, z czego kilka trafień najprzedniejszej urody. Już 21 występów w naszpikowanej gwiazdami reprezentacji Francji, w dorobku mistrzostwo świata z 2018 roku. Trzy lata wcześniej selekcjoner Trójkolorowych, Didier Deschamps, mówił na temat rozkwitającego wówczas Nabila Fekira tak: – To piłkarz o niesamowitym potencjale. Zagwarantuje naszej drużynie coś nowego. Całkiem nowe możliwości. Jest ofensywnym pomocnikiem, ale potrafi nie tylko tworzyć szanse partnerom. Samemu też sporo strzela. Przyda się nam.

Nie może dziwić, że taki zawodnik w końcu zmienia Francję na Hiszpanię i przenosi się do Realu. Ale… Zaraz, zaraz. Jak to „Realu Betis”? Jak to „za 19,75 miliona euro”? Mamy rok 2019 czy 1999?

Jasne, poprzedni sezon nie był w wykonaniu Fekira aż tak okazały jak wspominane już rozgrywki 2017/18. 26-letni zawodnik poniżej określonego poziomu jednak nie zszedł – dziewięć trafień i siedem asyst (liczonych wg Transfermarkt) to jak najbardziej przyzwoity rezultat, biorąc pod uwagę, że kapitan Olympique Lyon rozegrał tylko 29 spotkań w Ligue 1. Dorzucił do tego jeszcze sześć gier w fazie grupowej Ligi Mistrzów i tam również dokazywał – zdobył trzy gole, w tym jednego arcy-istotnego. Na wagę zwycięstwa z Manchesterem City. Tymczasem wychodzi na to, że w trakcie jednego sezonu wartość Fekira spadła trzykrotnie. Jeszcze rok temu Liverpool oficjalnie zaoferował za reprezentanta Francji 60 milionów euro. Wtedy transferu nie udało się dopiąć, a dziś właściciel Lyonu, Jean-Michel Aulas przystał na 20 baniek odstępnego.

Czyżby szef Les Gones zagubił kalkulator, oszalał? Może jest w skrytości serca kibicem Betisu, albo Fekir nie odkłonił mu się kiedyś w korytarzu klubowej siedziby? Sprawa jest – niestety – bardziej skomplikowana.

Chłopaku, tam są drzwi

Przygoda Nabila Fekira z Lyonem trwa już od czternastu lat. Chłopak przyszedł zresztą na świat na przedmieściach stolicy dawnej Galii. Jego rodzice pochodzą z Algierii, stąd Nabil – wraz ze swoimi trzema braćmi – większość dzieciństwa spędził w okolicy zamieszkałej przede wszystkim przez społeczność afrykańskiego pochodzenia. Tak się jakoś złożyło, że większość czasu spędzał w okolic Stade de Gerland – słynnego obiektu, na którym miejscowy Olympique do 2015 roku rozgrywał swoje mecze domowe. Nie może dziwić, że w sercu Fekira szybko zagościła futbolowa zajawka. Jego pierwszym wielkim idolem był Hatem Ben Arfa.

– Nigdy nie wypuszczałem piłki z rąk – opowiadał Fekir w rozmowie z l’Equipe. – Razem z braćmi tłukliśmy w domu wszystko. Żyrandole, wazony. Ale cały czas ganialiśmy za piłką.

Jedna z takich gierek zakończyła się zresztą kiepsko: – Poparzyłem sobie twarz gdy byłem jeszcze dzieckiem, podczas wizyty w Algierii. Grałem w piłkę nożna w domu, podczas żonglerki trafiłem piłką w gorący olej. To moja wina. Nigdy o tym wcześniej nie rozmawiałem, ale też nikt nigdy nie pytał o moją bliznę. Takie rzeczy się zdarzają. Nie jestem człowiekiem, który rozpamiętuje przeszłość. Uwielbiałem grać w piłkę, więc grałem w nią wszędzie. Kiedy tak robisz, jest ryzyko, że coś zniszczysz. Tak bywa.

Pierwszym profesjonalnym klubem Nabila było lokalne AC Villeurbanne (wtedy AS Tonkin). Szkoleniowcy tego skromnego klubu uchodzą w Lyonie za specjalistów, jeżeli chodzi o przeczesywanie algierskich osiedli i wyławianie perełek podczas podwórkowych gierek tamtejszej dzieciarni. Fekir momentalnie wpadł komuś w oko, zdradzając potencjał na duże granie już w wieku sześciu lat. Nie zagrzał długo miejsca w dzielnicowej drużynie – szybko wylądował w FC Vaulx-en-Velin. Specyficznym klubie, gdzie każdy zawodnik afrykańskiego pochodzenia może poczuć się jak w domu. Drużyna ma być dla utalentowanych dzieciaków odskocznią do większych wyzwań. A dla tych mniej uzdolnionych – bezpieczną przystanią. Dla Nabila był to naturalny kierunek rozwoju – wiceprezesem klubu był w tamtym czasie jego ojciec, Mohamed, który – pomimo wielu lat spędzonych we Francji – niezmiennie czuje się Algierczykiem.

– Pierwszą piłkę podarowałem Nabilowi na jego drugie urodziny – przyznał Mohamed Fekir. – Wiedziałem, że to będzie dla niego wymarzony prezent. Maluch, gdy tylko miał coś w dłoni, od razu zaczynał kombinować. A to próbował żonglować, a to kopać. Gry w piłkę nauczyłem go tak naprawdę w domu, gdy podawaliśmy sobie futbolówkę w korytarzu. Gdy jest ciasno, musisz wykształcić w sobie umiejętność panowania nad piłką.

Dziś, jak zauważyli reporterzy So Foot, w knajpie obok siedziby FC Vaulx-en-Velin wiszą oprawione w ramkę koszulki. Braci Zouma, braci Ghezzal. Jest też tryktor Christiana Negouai. I koszulka Nabila Fekira, na honorowym miejscu. – Postanowiłem umieścić tutaj koszulkę z numerem 31, bo mam do niej wyjątkowy sentyment – opowiadał prezes klubu, Ali Rechad. – To pierwszy numer Nabila. Ale oczywiście mam zamiar wkrótce dorzucić również koszulkę z osiemnastką na plecach, z którą jest o wiele bardziej kojarzony. Myślę, że ta galeria koszulek pokazuje, jak przyjaznym i rodzinnym jesteśmy klubem. Nie ma u nas hierarchii i żadnych barier. Ja – jako prezes – znam osobiście każdego zawodnika, włącznie z rocznikiem u-9.

W 2005 roku wydawało się, że kariera Fekira naprawdę nabiera już tempa. Spełnił marzenie każdego chłopaka z Lyonu i okolic, który całe dnie spędza na podbijaniu futbolówki. Trafił do akademii Olympique’u. Trafił i… wyleciał z niej po dwóch latach. Nie dostrzeżono w nim wystarczającego potencjału. Trenerom wydawało się, że drobny nastolatek nigdy nie dorobi się wystarczająco twardego ciała, by sprostać wymogom stawianym przed profesjonalnymi piłkarzami.

Nabil FEKIR / Andrea RAGGI - 01.02.2015 - Monaco / Lyon - 23eme journee de Ligue 1 - Photo : Eric Gaillard / Icon Sport LIGA FRANCUSKA SEZON 2014/2015 PILKA NOZNA FOT. ICON SPORT/NEWSPIX.PL POLAND ONLY !!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Gerard Bonneau, wybitny specjalista w dziedzinie szkolenia, który w ramach struktur młodzieżowych Lyonu doprowadził kilku zawodników na piłkarskie szczyty, przyznaje się w tym przypadku do błędu: – Dużo łatwiej jest wypowiadać się na temat potencjału zawodnika, gdy ma na osiemnaście albo dwadzieścia lat. A nie dwanaście czy piętnaście. Nie sprzeciwiałem się decyzji trenerów, aczkolwiek byłem nią zaskoczony. Dostrzegałem potencjał techniczny Fekira. Tacy zawodnicy zawsze są przedmiotem debaty. Nie bez znaczenia był też fakt, że chłopak nabawił się dość poważnej kontuzji [choroba Osgooda-Schlattera, wynikająca prawdopodobnie z przeciążenia stawu kolanowego], która wyłączyła go z gry na siedem miesięcy.

Fekir decyzję o rezygnacji z jego usług przyjął z godnością. Jego koledzy – również odpaleni z akademii – łkali, albo wręcz zawodzili z rozpaczy. On próbował to wszystko zbyć śmiechem i żartem, choć – jak sam przyznał po latach – pękło mu wówczas serce.

– Pierwszy raz spotkałem go, gdy mieliśmy po pięć lat – wspomina Kemil Sebaa, kumpel Nabila z lat dziecięcych. – Zawsze był tak samo zawzięty i to mu zostało do dzisiaj. Był jednym z najlepszych zawodników w całym regionie. Nigdy nie widziałem, by ktoś tak dryblował. Wszyscy się bali przeciwko niemu grać. Był mały, lewonożny, silny. Potrafił okiwać każdego. Przypominam sobie zawody zwane Tournoi des Minguettes. Fekir wygrał nam mecz z Marsylią, ze wszystkimi. Miażdżył przeciwników.

Trudno się zatem dziwić, iż usługami pozostawionego na lodzie chłopaka szybko zainteresowały się akademie z całego kraju. Jednak Fekir uparł się, że udowodni swoim trenerom z Lyonu pomyłkę w ocenie jego możliwości. Postanowił pograć w okolicznym AS Saint-Priest. – Przez cały rok ćwiczyliśmy na kartoflisku. W szatniach nie działały prysznice, a my musieliśmy się spotykać o czwartej nad ranem, żeby dotrzeć na mecz pociągiem, bo klub nie opłacał nam transportu – wspomina trener Fekira, Robert Mouangue. – Jednak nawet w tych spartańskich warunkach było oczywiste, że Fekir to wyjątkowy piłkarz. Z pokolenia 1992-94 na pewno jest w czołowej trójce zawodników regionu. Podstawa jego siły zawsze pochodziła z nóg. Jest dynamiczny, szybki. Od początku uderzało mnie, jak łatwo potrafi uporać się z rywalem. Swoje zamiary maskuje do ostatniej sekundy. Ktokolwiek odpowiada za krycie Fekira, ma problem.

Mouangue szczególnie zapamiętał mecz Saint-Priest z młodzieżówką Montpellier. Jego chłopcy usłyszeli od przeciwników: „Będziecie już dawno robotnikami, gdy my trafimy do Ligue 1”. Fekir nie puścił tych słów płazem. – Pamiętam, że próbował go upilnować sam Bryan Dabo [dziś Fiorentina]. Nabil wziął go na plecy, odwrócił się, uciekł mu i huknął jak z armaty z kilkudziesięciu metrów, prosto w poprzeczkę. Szybko nauczył rywali pokory. Zwłaszcza Dabo, który krzyczał do niego: „Zarabiam więcej kasy niż twoi starzy”. Wygraliśmy tamten mecz 3:0.

Działaczom Lyonu nie pozostało nic innego, jak tylko przyznać się do błędu i ściągnąć Fekira z powrotem do klubu. – To moje miasto, to tutaj chcę odnieść sukces – zapewniał zawodnik.

Słodko-gorzki smak triumfu

W 2011 roku Nabil podpisał z OL umowę i rozpoczął treningi w rezerwach.

– Kiedy zobaczyłem Nabila grającego w barwach innego klubu, powiedziałem do siebie: „Kurwa mać, ależ on ma lekkość techniczną. Jakie nogi, jakie mądre wybory na boisku” – opowiadał cytowany już Gerard Bonneau. – Wiedziałem, że trzeba naprawić nasz błąd i to jak najszybciej. A poza tym… Fekir zawsze miał dla mnie zarezerwowany uśmiech i uprzejmie słowo. Był jak młody Karim Benzema. To mnie ujmuje. (…) Remi Garde [trener Lyonu w latach 2011-2014] zawsze miał zaufanie do moich ocen. Od razu mu powiedziałem, że musimy mieć oko na tego chłopaka. Sam Nabil był bardzo zdeterminowany, żeby nam wszystkim pokazać, jak bardzo się wcześniej myliliśmy. I dziękuję mu za to, bo miał rację.

Fekir w pierwszej drużynie Lyonu zadebiutował na początku sezonu 2013/14, ale to w kolejnych rozgrywkach zrobił prawdziwą furorę. Zdobył aż trzynaście goli w 34 ligowych spotkaniach, dorzucił też do tego dorobku dziewięć asyst. Lyon ambitnie powalczył z Paris Saint-Germain o mistrzostwo Francji, a Nabil został wybrany młodym piłkarzem roku we Francji i znalazło się dla niego również miejsce w jedenastce sezonu Ligue 1.

Ofensywny duet Lacazette-Fekir robił w tamtym czasie naprawdę imponujące wrażenie.

Prywatnie – Nabil uchodzi za nad wyraz spokojnego gościa. Do 2015 roku mieszkał jeszcze z rodzicami, pierwszy telefon komórkowy sprawił sobie dopiero na osiemnaste urodziny. Ale na boisku często zdarzało mu się demonstrować zadziorny charakterek, którego na co dzień nigdy nie okazuje. Kibice Lyonu pokochali go do szaleństwa za upokorzenie rywali z AS Saint-Etienne. Fekir najpierw w bezlitosny sposób usadził na tyłku bramkarza, wturlał piłkę do siatki, a potem – wzorem Leo Messiego i Cristiano Ronaldo – zdjął koszulkę i zaprezentował ją w całej okazałości kibicom drużyny przeciwnej. Co miało podwójną wymowę – gdy Lyon zrezygnował z Fekira, właśnie ekipa Saint-Etienne chciała chłopaka u siebie. Bez skutku.

Zawodnik Olympique trochę przegiął. Do tego stopnia rozjuszył kibiców, że ci wszczęli awanturę na trybunach i chcieli dostać się na murawę. Mecz – choć zostało tylko parę chwil do końcowego gwizdka arbitra – trzeba było przerwać na przeszło pół godziny, w trosce o bezpieczeństwo zawodników. Trener Lyonu ściągnął Fekira z boiska, a po meczu powiedział: „Nabil zepsuł nam wieczór”.

– Nie czuję się tak dobry jak Messi i Ronaldo – zapewniał po końcowym gwizdku Fekir. – Zrobiłem to spontanicznie. To były derby, mecz szczególnie ważny dla naszych kibiców. Nie zastanawiałem się długo nad swoim gestem i nie spodziewałem się, że narośnie wokół niego tak wiele różnych teorii. Messi i Ronaldo są w naprawdę dużych klubach, wygrali wszystko. Nawet jeżeli przyjmiemy, że Lyon też jest wielkim klubem, to ja i tak nie mogę się z nimi równać. Na razie nie wygrałem jeszcze niczego. Może mój gest był zatem niepotrzebny. Ale nie żałuję go.

Wydaje się mimo wszystko, że prawdziwa twarz Fekira to ta, jaką pokazał w tym – nazwijmy to z braku lepszego słowa – wywiadzie:

W marcu 2015 roku Francuzowi o algierskich korzeniach nie było jednak do śmiechu. Stanął mecz koniecznością wyboru reprezentacji. Powołanie i od algierskiego, i od francuskiego selekcjonera, zatem wybór zależał wyłącznie od niego. Ojciec naciskał, by Nabil zaakceptował zaproszenie ze strony afrykańskiej drużyny. Prezydent algierskiej federacji, Mohamed Raouraoua, zdążył nawet poinformować media, że Fekir postawił na kraj swoich przodków.

Kilka dni później zawodnik… zmienił zdanie. – Nie boję się reakcji na moją decyzję. Chcę grać dla Francji i każdy powinien to uszanować. Algieria to wciąż część mojego serca. Mojemu tacie zależało, żebym ją reprezentował. Ale to ja wychodzę na boisko. Ja jestem zawodnikiem. Byłem pod presją i niepotrzebnie zgodziłem się początkowo na grę dla Algierii. To był mój błąd. Teraz już niczego nie będę zmieniał, bo chcę być częścią francuskiej reprezentacji narodowej. Zadzwonił do mnie Didier Deschamps i był bardzo przekonujący w swoich argumentach. Jestem dumny ze swoich korzeni, ale najkorzystniej jest dla mnie grać dla Francji. Koniec tematu.

Wydawało się zatem, że wszystko idzie jak po maśle – status gwiazdy w klubie, potem w całej lidze, do tego powołanie do reprezentacji. Komplementy płynące ze wszystkich stron Francji. Porównania do Messiego i Robbena. Fekir żwawym tempem wspinał się na piłkarski Olimp. Aż w końcu trafił stopą na kruchy kawałek skały.

4 września 2015 roku reprezentacja Francji zmierzyła się w Lizbonie z Portugalią. Didier Deschamps umieścił Fekira w wyjściowej jedenastce. Miał współtworzyć duet napastników z Karimem Benzemą. Jednak już w czternastej minucie spotkania zawodnik Lyonu nabawił się kontuzji, która wyłączyła go z gry na długie miesiące. Nabil zerwał więzadła krzyżowe w prawym kolanie, które wymagały długotrwałej rekonstrukcji. Powrót na boisko zajął Fekirowi w sumie około siedmiu miesięcy, co i tak należy uznać za błyskawiczną regenerację. Jak dowodzą niektórzy eksperci – nieco zbyt szybką, biorąc pod uwagę, z jak poważną kontuzją mamy do czynienia.

Liverpool mówi „pas”

Forma Fekira w sezonie 2016/17 z jednej strony była niezła, biorąc pod uwagę, jaką gehennę przeszedł zawodnik. Z drugiej jednak – budziła wątpliwości. Reprezentant Francji grał przede wszystkim w bocznych sektorach boiska, co ponoć niezbyt mu odpowiadało, choć on sam w wywiadach zarzekał się, że występy na skrzydle jak najbardziej mu pasują. Krytycy zaczęli też dopatrywać się u zawodnika kłopotów z trzymaniem odpowiedniej wagi. Twierdzono, że Fekir jest po prostu zbyt masywny i dlatego ma kłopoty, by na boisku prezentować dawną świeżość, lekkość.

Wszystko zmieniło się w sezonie 2017/18, gdy Fekir grał po prostu genialnie, a przy okazji pozwalał rozkwitać partnerom z ataku. Francuz zagrał zdecydowanie najlepszy sezon w karierze, zwłaszcza pod względem liczb. – Popracowałem nad sobą pod kątem przygotowania fizycznego – przyznał zawodnik. – Opaska kapitańska pozwoliła mi piłkarsko dojrzeć. Czuję się liderem zespołu i podoba mi się ta rola.

Analitycy portalu StatBomb nie mieli wątpliwości – nadeszła dla Fekira pora, by poszukać szczęścia w klubie większym niż Lyon. Ale czy absolutnie topowym?

– Fekir ma właściwie wszystko, co jest potrzebne do statusu gwiazdy światowego futbolu – dowodził redaktor StatBomb. – Kontroluje piłkę jak przystało na klasowego ofensywnego pomocnika, świetnie się odnajduje w zagęszczonym polu gry, potrafi doskonale wykończyć akcję. Jest jednym z niewielu zawodników na świecie, którzy potrafią regularnie oszukiwać współczynnik oczekiwanych bramek, bo strzela gole z nietypowych pozycji.

– Trzeba jednak pamiętać, że ściągnięcie Fekira za wielkie pieniądze to nie jest gwarancja sukcesu. Za każdym razem gdy zawodnik ma problem z podniesieniem się z murawy, wszyscy wstrzymują oddech w trosce o jego zdrowie. A jego styl gry i nisko osadzony punkt ciężkości sprawiają, że będzie obrywał w każdym meczu. Warto również zadać pytanie, czy obecność Fekira w składzie nie stawia zbyt mocnego akcentu na ofensywę, zwłaszcza gdy gra on w środkowej strefie boiska. Można go oczywiście umieścić również na skrzydle, lecz wówczas dyskusyjne są jego parametry szybkościowe. Nie ma jednak wątpliwości – Fekir to sprawdzony super-gwiazdor, zdolny wygrywać swojej drużynie mecze pojedynczymi zagraniami. Jest cholernie utalentowany i wielce prawdopodobne, że okaże się wart swojej ceny, nawet jeżeli ta będzie bardzo wysoka.

Na przestrzeni ostatnich lat Fekira łączyło się z wieloma klubami. Kiedy Zinedine Zidane rzucił na jego temat kilka komplementów w mediach, Nabil natychmiast się ożywił: – Jeżeli Zizou chce mnie w Realu, czekam na telefon. Mogę być w Madrycie już jutro.

Ostatecznie jednak do konkretów przeszedł nie Real, nie Manchester City, nie Arsenal, nie Juventus, a Liverpool.

Jednak do transferu, który latem 2018 roku wydawał się już właściwie przyklepany, ostatecznie nie doszło. Choć działacze The Reds byli już w pewnym momencie przekonani co do tego, ze 52 miliony funtów to odpowiednia kwota, by ściągnąć do siebie Fekira. A Jean-Michel Aulas był przekonany, że to odpowiednia kwota, by Fekira z Lyonu wypuścić. Sam zawodnik pojawił się w ośrodku treningowym w Melwood, gdzie miał przejść oficjalne testy medyczne. Zazwyczaj to po prostu formalność. Lokalne media kipiały z ekscytacji, Gerard Houllier zachwycał się klasą reprezentanta Francji, a Sadio Mane dowodził, że już nie może się doczekać gry u boku nowego kolegi.

Jednak lekarze z Liverpoolu nie podzielali ogólnego entuzjazmu. Nie spodobał im się stan prawego kolana Fekira i postanowili zasięgnąć dodatkowej opinii. Dziennikarze L’Equipe donosili: „Problemem jest zużyta chrząstka w prawym kolanie”.

W sumie Francuz już kilka razy pauzował z powodu kłopotów z nieszczęsnym stawem. Choć w Anglii zdążył już nawet wziąć udział w oficjalnej sesji zdjęciowej w koszulce Liverpoolu ze swoim nazwiskiem, działacze ekipy z Anfield Road doszli do wniosku, że ryzyko jest zbyt duże, by na stole kłaść aż 60 milionów euro. Poprosili właściciela Lyonu o renegocjację warunków transferu. Jean-Michel Aulas nie chciał o tym słyszeń i obie strony rozeszły się w gniewie, a pięcioletnią umowę Fekira z Liverpoolem można było spalić w kominku.

W ubiegłym sezonie Nabil Fekir rozegrał 29 meczów w Ligue 1, notując dobre statystyki. Wciąż zaliczał się do ścisłej czołówki najlepszych zawodników w lidze, choć może nie robił aż takiej furory, jak w poprzednich rozgrywkach. Jesienią, gdy francuski klub uczestniczył jeszcze w Lidze Mistrzów, Fekir potrzebował trochę więcej odpoczynku niż inni. Mówi się, że występy co trzy dni to zbyt duże ryzyko, biorąc pod uwagę kłopoty z prawym kolanem zawodnika. Choć z drugiej strony – nie można też powiedzieć, by 26-latek był w kompletnej rozsypce. Mimo wszystko – grał przecież sporo. Lekarze z portalu InjuryInsight twierdzą: – Historia kontuzji Fekira i liczba zwyrodnień chrząstki prawego kolana to oczywiście duże zagrożenie, ale jeszcze nie wyrok śmierci. Oznacza to po prostu, że zawodnik musi być maksymalnie zdyscyplinowany, dbając o prawe kolano, ogólną sprawność fizyczną oraz psychiczną. Kluczem do zapobiegania kolejnym urazom będzie zbudowanie odpowiedniej siły i wytrzymałości mięśniowej oraz kontrola nerwowo-mięśniowa.

Można zatem powiedzieć, że działacze Realu Betis trochę ryzykują, sięgając po francuskiego pomocnika i oferując mu kontrakt aż do 2023 roku. Nigdy nie wiadomo, kiedy w kolanie Fekira nastąpi kolejna eksplozja.

Blessure de Nabil FEKIR - 10.08.2014 - Lyon / Rennes - 1er journee de Ligue 1 Photo : Jean Paul Thomas / Icon Sport LIGA FRANCUSKA PILKA NOZNA SEZON 2014/2015 FOT.ICON SPORT/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Przypomina to trochę historię wielkiej koszykarskiej gwiazdy zza oceanu. W 2010 roku jeden z najlepszych zawodników ligi NBA, Amar’e Stoudemire, na zasadzie wolnego transferu przeszedł z Phoenix Suns do New York Knicks. Działacze zespołu z Arizony nie odważyli się zaoferować silnemu skrzydłowemu – słynącemu z bardzo fizycznej, spektakularnej gry – tak gigantycznej forsy, na jaką porwali się nowojorczycy. Sto milionów dolarów za pięć lat gry. Z różnych powodów, ale wielu dziennikarzy dowodziło wówczas, że lekarze Suns mają świadomość, jak niewiele paliwa zostało już w baku 28-letniego Stoudemire’a.

W pierwszym sezonie po przeprowadzce do Madison Square Garden, Stoudemire nie zawiódł. Zagrał w 78 meczach sezonu regularnego, rzucając 25 punktów na mecz. W kolejnych rozgrywkach punktował już słabiej (17.5), wystąpił tylko 47 razy. Kolejny sezon? 29 gier, ani jednej w wyjściowej piątce. Dawny Stoudemire przepadł bezpowrotnie, pogrążony przez urazy. Pozostał tylko jego opasły kontrakt.

Czy działacze Betisu także wpakują się jak śliwka w kompot? Wyłożyli za Fekira 20 baniek, kolejnych dziesięć obiecując Lyonowi w bonusach. Ale na razie – patrząc na ich skład – można mimo wszystko ulec chwilowej euforii. Zwłaszcza w drugiej linii aż roi się po zielono-białej stronie Sewilli od zawodników klasy światowej. I Fekir, który do Andaluzji trafił razem z jednym z braci, z całą pewnością jest w tej chwili jednym z nich. Gwarantuje jakość, gwarantuje emocje i boiskową magię. Dla Lyonu we wszystkich rozgrywkach wystąpił 192 razy, zdobywając 69 bramek. Nie zdobył jednak ostatecznie ze swoim ukochanym klubem ani jednego trofeum.

W Betisie też nie będzie o to łatwo. Poprzedni sezon jest trochę mylący, ale – jakkolwiek spojrzeć – mówimy o dziesiątej drużynie Primera Division. Fekir to oczywiście wciąż zawodnik dość młody, hiszpański klub może być dla niego wyłącznie platformą do wymarzonego, wielkiego transferu. Cóż – oby na podbój świata nie było już po prostu w przypadku reprezentanta Francji zbyt późno.

MICHAŁ KOŁKOWSKI

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (6)