Niech pan zapyta bramkarza… Opłakane w skutkach rozterki Placha
Weszło

Niech pan zapyta bramkarza… Opłakane w skutkach rozterki Placha

Po wielu mogliśmy się spodziewać takiej wtopy. Gdyby dwa gole w meczu decydującym o awansie zawalił – dajmy na to – Uros Korun, no to rozłożylibyśmy ręce i stwierdzili „cóż, można było to przewidzieć”, bo to przecież ławkowicz. Gdyby obciął się Marcin Pietrowski, to pewnie bylibyśmy w stanie to przeboleć, bowiem to zawsze był tylko i aż solidny ligowiec. Gdyby bramki zawalił ktoś z nowych zawodników – zawsze można zrzucić to na brak zgrania.

Ale Frantisek Plach?

Gość, który wszedł do ligi jak szeryf do baru w oldschoolowych westernach i zostawił za sobą tylko skrzypiące drzwiczki i westchnienie blondwłosych niewiast w kraciastych koszulach?

Bramkarz, który dołożył solidną cegłę, na której zbudowano ścianę nośną pod mistrzostwo Piasta?

Facet, któremu dalibyśmy do popilnowania rower, psa na weekend, kluczyki do auta, hasło do konta i listę z pewniaczkami na najbliższą kolejkę?

No nie, tego żeśmy się nie spodziewali.

Doskonale widzieliście, jak ten dwumecz wyglądał – że to było przeciąganie liny między dwoma równorzędnymi zespołami, w których zadecydować mógł niuans, lekka doza farta czy, jak to się ostatecznie stało, dwa momenty dekoncentracji. Bo Placha nadal mamy za fachowca co się zowie, który z bronienia mógłby udzielać korepetycji pewnie większości bramkarzy Ekstraklasy. Natomiast nie możemy oprzeć się wrażeniu, że – po pierwsze – błąd przy sprokurowanym karnym wynikał z wyłączenia się psychicznie z meczu, a – po drugie – że wtopa przy golu na 1:2 była konsekwencją blokady psychicznej po zawaleniu pierwszej bramki.

Facet przez 81 minut rewanżu był totalnie bezrobotny. Mógł usiąść w polu karnym z pięćsetką panoramicznych, mógł nadrobić trzeci sezon Stranger Things, sprawdzić listę kandydatów do gliwickich liceów, rozpykać dwunastu amatorów w Oficjalnym Quizie Ekstraklasy (uwaga, wciąga), a i tak Piast bramki by nie stracił, bo Białorusini po prostu nie trafiali w ten prostokąt na końcu boiska. No i przez to zgłupiał. Tak przypuszczamy. A przypuszczenia opieramy na tym, że on na naszych oczach takiego numeru jeszcze nie wyciął.

2
W tej jednej sekundzie najpopularniejszym pytaniem w polskich domach było wykrzyczane „pooo cooo?!”, zaraz przed „gdzie on…?” i „ale na cholerę?”. Zobaczcie na tę stop-klatkę powyżej – tu bramkarz nie ma po co wychodzić na przedpole. Plach mógł spokojnie poczekać na rozwój wydarzeń „w klatce” i dać popracować Czerwińskiemu, który spokojnie odholowałby rywala gdzieś pod linię końcową. Milić zgodnie z prawami fizyki nie byłby w stanie wytracić pędu biegu w miejscu, technicznie pewnie nie stać go na sklejenie piłki plecami – mógł ugrać jedynie ucieczkę do boku i próbę dośrodkowania, którą zaasekurowaliby Pietrowski z Korunem.

A Plach się po prostu zagrzał. Do tej pory nie obronił żadnego strzału, zatem uznał, że sam rozkręci to towarzystwo i sprezentował gościom karnego. Był bohaterem, na którego nikt nie czekał. Batmanowi na niebie wyświetlali nietoperza i ten się zjawiał. Co wyświetlili Plachowi, że ruszył do tej piłki? Hologram Zajaca czy Rybansky’ego?

Drugi gol też idzie na jego konto. Piast przy stałych fragmentach gry w obronie bronił strefą, natomiast przy takich wrzutkach swoją strefę do ogarnięcia ma też bramkarz. W tym przypadku jego pole do popisu mniej więcej wyglądało tak:

1i5llhz

Oczywiście – Czerwiński nie przypilnował strefy, z której uderzał Wołkow. Natomiast Plach robiąc dwa kroki do przodu sprawiłby, że zawodnik BATE nie miałby nawet podjazdu do tej frunącej piłki i poczułby się tak, jak przy większości dośrodkowań w pole karne gości – czyli byłby jedynie biernym obserwatorem. Ale tu właśnie widzimy konsekwencje psychologiczne u Placha po tym sprokurowanym karnym – chłop pewnie instynktownie pomyślał, że jak raz wyszedł z bramki, to odwalił trzodę, więc do końca meczu z linii się nie rusza.

1i5LLhW

No i dupa zbita.

Naprawdę, Frantisku, po wszystkich się spodziewaliśmy. Ale nie po tobie.

KOMENTARZE (19)