Imaz babo placek (i brak pucharów)
Weszło

Imaz babo placek (i brak pucharów)

Mecze z Lechią z tego sezonu Jagiellonia będzie wspominała jak ciężką traumę. Wystarczyło kopnąć trzy razy prosto piłkę, by wyjechać z Narodowego z medalem. Wystarczyło mieć w składzie poważnego wykonawcę rzutów karnych, by dać sobie szansę na uratowanie ligowego sezonu. 

Dwie szanse na ugranie czegokolwiek w sezonie 18/19, dwie spektakularnie zmarnowane. W rundzie finałowej Jaga zaczęła wracać na dobre tory. Mniej lub bardziej efektowne zwycięstwa nad Cracovią, Legią czy Pogonią sprawiły, że do ostatniej kolejki miała o co walczyć. Na finiszu wszystko toczyło się idealnie: pomogła Cracovia, która dała się stłamsić Pogoni (0:3), pomógł sędzia Gil, który przy stanie 1:0 podyktował mocno dyskusyjny rzut karny. Augustyn skakał do główki, miał naturalnie ułożone ręce i brak czasu na reakcję. Arbiter uznał mimo to po konsultacji z VAR-em – rzut karny. 

Wystarczyło tylko wyrównać rezultat i trzymać dobry wynik do końca.

Wystarczyło tylko mieć poważnego wykonawcę rzutów karnych, a nie gościa, który uważa się za Neymara. 

Jesusie Imazie, co ty miałeś w głowie? To zagranie, które byłoby potraktowane zjebką nawet na poziomie juniorskim. Może na hiszpańskich boiskach przechodzą tego typu zagrywki, może przy wyniku 3:0 można sobie na nie pozwolić, ale… Do jasnej anielki, mówimy o jednym z najważniejszych meczów Jagiellonii w sezonie. O meczu, w którym nawet remis oznacza awans do eliminacji europejskich pucharów. O meczu, którego wynik to 0:1. 

Jakim prawem można było pomyśleć, ze to dobry moment na tak szczeniackie zagrania? 

Sprawa jest dla nas niezrozumiała zwłaszcza dlatego, że mowa jest o piłkarzu, który w tym sezonie potrafił zdobyć pięć bramek z jedenastek w czterech meczach z rzędu. Oczywiście nie wiadomo, czy Jagiellonia dotrzymałaby ten wynik do końca. Ale pozbawić siebie szans w tak spektakularny sposób? Jesusie, w następnym sezonie prosimy o powrót na starą, dobrą drogę wykonywania rzutów karnych. 

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (24)