„Mecz Jagiellonii z Legią będzie kluczowy dla losów mistrzostwa Polski”
Weszło

„Mecz Jagiellonii z Legią będzie kluczowy dla losów mistrzostwa Polski”

Jest co czytać w piątkowej prasie. Akcenty z Ligi Mistrzów przesuwają się już na budowanie napięcia przed decydującymi meczami w Ekstraklasie. Zapraszamy na prasówkę. 

PRZEGLĄD SPORTOWY

Dla Mauricio Pochettino nie liczy się liczba pucharów, tylko dziedzictwo, jakie zostawi.

– Ocenianie trenerów przez pryzmat „ten jest dobry, ten jest słaby” uważam za niesprawiedliwe, tym bardziej patrzenie na liczbę trofeów. To nadmierne pragnienie sukcesu, żeby ktoś zaakceptował efekt twojej pracy. „Ten, który wygrywa” jako synonim dobrego trenera. Nie zgadzam się. Dla mnie liczy się to, co zostanie po tobie po latach, twoje dziedzictwo, jak pomogłeś piłkarzom stać się lepszymi zawodnikami i ludźmi. Ale na to brakuje czasu, wszyscy żyją tym, co teraz – uważa.

W książce „Nowy, wspaniały świat”, przy której Pochettino współpracował, została opisana jego rola jako przywódcy. Wskazywał różnicę między byciem „szefem” a „liderem” na przykładzie stada. Kluczem w zostaniu liderem jest bycie częścią grupy, a nie wychodzenie przed szereg, także generowanie entuzjazmu czy pokazywanie rozwiązań. – Bycie trenerem oznacza wiele rzeczy: kierowanie zespołem, posiadanie autorytetu, wiedzy taktycznej. Ale czy wielkim trenerem jest ten, który ustawi zespół w systemie 4-3-3, zrobi dobre zmiany, a potem ma kłopot, by dogadać się ze swoimi piłkarzami? – pytał retorycznie Argentyńczyk.

ps1

W Warszawie w meczu Legii z Pogonią może zagrać aż sześciu Portugalczyków.

Tomas Podstawski z Pogoni może zmierzyć się z pięcioma rodakami z Legii. Trzech z nich – Andre Martinsa, Salvadora Agrę i Iuriego Medeirosa – zna ze wspólnej gry w młodzieżowej lub olimpijskiej reprezentacji Portugalii. Słabszy kontakt miał z pozostałymi dwoma zawodnikami Legii: Luisem Rochą i Cafu. Nie występowali przeciwko sobie nawet w lidze portugalskiej. Obaj legioniści bronili barw Vitorii Guimaraes, a Podstawski grał tylko w rezerwach Porto.

Z kolei z Martinsem i Agrą Podstawski występował podczas ostatnich igrzysk olimpijskich. Wspólnie pokonali na inaugurację zmagań Argentynę 2:0, wygrali grupę i weszli do ćwierćfinału. Tam ulegli Niemcom 0:4. Wszyscy byli podstawowymi piłkarzami, ale Podstawski jako jedyny z tego tercetu wystąpił od początku w każdym ze spotkań. W Rio de Janeiro zabrakło Medeirosa, choć z Podstawskim uczestniczyli w eliminacjach mistrzostw Europy, będących jednocześnie kwalifikacjami europejskimi (Martins i Agra w nich nie grali, do Brazylii pojechali jako jedni z trzech starszych zawodników), ale na igrzyska z tego duetu poleciał tylko późniejszy piłkarz Pogoni. To Medeirosa zna najdłużej, bo występowali razem już w kadrze do lat 16.

ps2

Napastnik Piasta, Piotr Parzyszek znów chce zaśpiewać „We Are The Champions”.

LESZEK BŁAŻYŃSKI: W kwietniu, przed meczem Cracovii z Piastem, trener Pasów Michał Probierz wspomniał o piosence Anny Jantar „Nic nie może przecież wiecznie trwać”, ale wy nie zatrzymujecie się i seria zwycięstw Piasta wynosi już pięć z rzędu.

PIOTR PARZYSZEK: W tamtym momencie trener Cracovii nie miał racji. Wiadomo, że nic nie trwa wiecznie, ale będziemy robić wszystko, aby nasza passa wygranych w tym sezonie nie zakończyła się.

Lubi pan słynną piosenkę Queen „We Are The Champions”?

Bardzo mi się podoba, jednak nie mamy jej na przygotowanej w szatni playliście. Dotychczas po wygranym sezonie śpiewałem ją tylko raz. Było to cztery lata temu, gdy z belgijskim Sint-Truidense awansowaliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej. Radocha była ogromna. Trochę świętowaliśmy, ale czekał nas jeszcze ostatni mecz sezonu. Wygraliśmy go i potem znowu była zabawa. Na koniec dostaliśmy puchar oraz medale. Pierwsze trofeum oczywiście zostało w klubie, a medal mam w domu w Polsce. Fajnie, że obecne rozgrywki zakończymy na podium. Ten krążek będzie miał większą wartość niż zdobyty w Belgii, bo przecież gramy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obecnie najważniejszy jest jednak mecz z Jagiellonią. Rywale przyjadą wkurzeni, bo w dramatycznych okolicznościach przegrali Puchar Polski. W niedzielę będą chcieli się odkuć.

ps3

Mateusz Żukowski to kolejny młody zawodnik, którego wprowadza do drużyny Lechii trener Piotr Stokowiec.

Doskonale zdaje sobie sprawę, że jego największym problemem jest psychika. Pokazał to już jego pierwszy poważny występ, bo grudniowego epizodu za trenera Owena nie ma sensu brać pod uwagę, wówczas pojawił się na boisku w 90. minucie. Dopiero Stokowiec dał mu prawdziwą szansę. W 37. kolejce poprzedniego sezonu wystawił go w pierwszym składzie na mecz z Sandecją (1:1). – Stres był naprawdę duży. Pierwszy raz w życiu grałem przy takiej publiczności. Nie byłem zadowolony z tego występu. Miałem dużo strat, czułem, jak wiele brakuje mi do tych starszych chłopaków, nie miałem tyle boiskowego cwaniactwa co oni – wspomina. Został wówczas zmieniony w 51. minucie, ale mimo słabej gry nie dostał bury w szatni. Usłyszał, że Stokowiec w niego wierzy. Na kolejny występ w lidze musiał jednak czekać aż dziewięć miesięcy. Przez ten czas zbudował pewność siebie.

W Lubinie dmuchają na zimne, ale cel na finisz rozgrywek jest oczywisty: przepustka do Europy.

(…) Ale dla władz KGHM awans do pucharów to wielki prestiż. Gdyby się udało, podobno możliwa byłaby nawet wypłata dodatkowej premii dla klubu. Takie są wstępne ustalenia. Zimą utrzymano finansowanie na podobnym poziomie co do tej pory – w ramach umowy sponsorskiej do Zagłębia w tym roku popłynie około 20 milionów złotych. Nie była to automatyczna decyzja: prezes klubu musiał przekonywać przedstawicieli KGHM, że będą to dobrze wydane pieniądze. Może być ich nawet więcej, lecz do tego potrzebny jest znaczący wynik sportowy. Gdyby Jagiellonia zdobyła Puchar Polski, sprawa byłaby prosta, bo droga do Europy w tym roku zostałaby już zamknięta. A tak, wciąż toczy się twarda gra. „To nie koniec. To dopiero początek!” – hasło KGHM Zagłębia zachęcające kibiców do przyjścia na ostatni domowy mecz, z Cracovią, ma swój głęboki sens. Bo może się zdarzyć, że bezpośrednie starcie z Pasami będzie mieć kluczowy wpływ na to, czy lubinianie zagrają w kwalifikacjach do Ligi Europy. Dlatego w marketingowym haśle zawarte jest dokładnie to, o czym ani działacze, ani nikt z drużyny otwarcie nie chce mówić.

ps4

Milan Dimun z Cracovii w wolnych chwilach prowadzi badania nad oprogramowaniem i samouczeniem się maszyn.

Niezbyt często zdarza się piłkarzom mieć wyższe wykształcenie. Zwykle tłumaczą się brakiem czasu albo nie widzą sensu, by iść na studia. Ci nieliczni, którzy jednak decydują się po szkole średniej kontynuować naukę, zazwyczaj skupiają się na kierunkach związanych ze sportem, przygotowujących ich do przyszłej pracy trenerskiej. Nierzadko zaczynają się tym zajmować, gdy zauważają, że ich kariera nieuchronnie zmierza do końca. Milan Dimun nie pasuje do żadnego z tych stereotypowych przypadków. Ma 22 lata, więc prawdopodobnie jeszcze ponad dekadę gry przed sobą, a po zakończeniu sezonu, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zostanie magistrem informatyki na Uniwersytecie Technicznym w Koszycach. Licencjat obronił już dwa lata temu. Skąd tak nietypowy dla piłkarza wybór kierunku? – Gdy zdałem maturę, dwóch dobrych kolegów wybrało się na informatykę. Mnie też to interesowało, a matematyka nigdy nie była dla mnie problemem, zresztą zdawałem ją na maturze. Wiedziałem, że jeśli nie będę w stanie być na zajęciach, koledzy wspomogą mnie materiałami, więc postanowiłem spróbować – tłumaczy.

ps5

Igor Angulo chce zostać w Górniku dłużej niż tylko do czerwca 2020 roku.

W styczniu obchodził 35. urodziny. W tym wieku wielu piłkarzy kończy kariery lub rekreacyjnie kopie piłkę w niższych ligach. – A ja jestem w najlepszej formie w życiu. Statystyki nie kłamią – zaznacza. Angulo ma ważny kontrakt ze śląskim klubem do czerwca przyszłego roku. – Chciałbym grać w Górniku także w kolejnych sezonach, ale kwestia przedłużenia umowy nie zależy tylko ode mnie, ale od prezesa, trenera – przyznaje. W czerwcu wygasa kontrakt Marcina Brosza, którego snajper określa najlepszym szkoleniowcem, z jakim pracował (w Athletic Bilbao jego trenerem był Jupp Heynckes, a później Ernesto Valverde). W tym miesiącu Brosz ma rozmawiać z działaczami w sprawie przedłużenia umowy. – Z pewnością trener ma sporo opcji do wyboru, ale mam nadzieję, że dla dobra Górnika zostanie w klubie – dodaje Angulo.

ps6

Wojciech Stawowy w cyklu wywiadów Izy Koprowiak nie ukrywa, że choć ma pracę w Escoli Varsovia, to czeka na powrót do seniorskiej piłki. Jest to jednak znacznie szersza rozmowa.

Zawsze wychodził pan z ram?

W mojej młodości, w szkole najważniejsze było wyklepać z pamięci treści zapisane w podręcznikach i po kilku dniach o tym zapomnieć. Nie bardzo mi to pasowało, wolę poznać temat i go zrozumieć. Ważne, by moje dzieci też miały takie podejście. Klaudia i Sebastian są dorośli, Oskarek ma 11 lat, więc przede wszystkim to jego wychowujemy. By myślał, nie bał się wyrażać swojej opinii i zawsze mówił prawdę, nawet tę, która bywa dla drugiej osoby bolesna. Każdy ma prawo mieć własne zdanie. Nikt nie powinien tego wyśmiewać, choć wiem, że czasem ludzie to robią z czystej złośliwości. Mądry wytłumaczy albo odpowie.

Pan się o tym przekonał – walcząc z I-ligowym Widzewem o utrzymanie, stwierdził, że za kilka lat chce z nim wystąpić w Lidze Mistrzów

To był plan pięcioletni. Powiedziałem, że w ostatnim roku pracy w Widzewie chciałbym zdobyć tytuł i grać w eliminacjach LM. Co w tym dziwnego? A zrobiono ze mnie oszołoma, który spada z ligi i mówi o europejskich pucharach. Wiem, że kiedy podejmę pracę w nowym klubu, ludzie znów będą kpić w internecie: „I co, gracie o Ligę Mistrzów?” Nic na to nie poradzę. Dziś myślę, że wtedy porwałem się z motyką na słońce. Wyszła ze mnie pycha, czułem się zbyt mocny.

Wróćmy do zasad.

Wychowywałem i wychowuję dzieci konserwatywnie. Uważam, że człowiek powinien kierować się wartościami i dewizą Bóg, honor, ojczyzna. Wychowywałem się w religijnej rodzinie, całe życie oddaję Bogu.

Co to oznacza?

Powierzam Bogu to, co będzie się ze mną działo. Od dłuższego czasu nie ma mnie w piłce seniorskiej. Chciałbym wrócić, ale nie jeżdżę na mecze, by w skyboksach krytykować obecnych trenerów i mówić, że zrobiłbym to lepiej. Jeśli Bóg zechce, bym wrócił, tak się stanie. Innych metod nie stosuję. W życiu chcę być przede wszystkim uczciwy.

Zasady są nienegocjowalne?

Można je modyfikować. Jeśli umawiamy się, że ktoś wróci do domu o 22, a zjawia się o 22.15, to nie ma problemu. Jeżeli spóźnia się o dwie godziny, łamie reguły. W moim domu było bardziej rygorystycznie. Nie mógłbym spóźnić się nawet kwadrans, bo czekałaby twarda ręka taty.

ps7

SPORT

Mariusz Śrutwa sądzi, że Legia najprędzej może się potknąć w Białymstoku i to będzie okazja dla Piasta.

W takim razie gdzie Piast Gliwice może upatrywać swojej szansy na mistrzostwo?

– W potknięciu Legii, które jeśli nastąpi, to w meczu z Jagiellonią Białystok. Do pojedynku tych drużyn dojdzie w następnej kolejce. Moim zdaniem to będzie kluczowy mecz dla losów mistrzostwa Polski. Tak ułożył się kalendarz, że Jaga zagra ze wszystkimi trzema drużynami, ale tylko z Legią u siebie. Podświadomie czuję, że to właśnie w tej kolejce dojdzie do ostatecznych rozstrzygnięć. Osobiście uważam, że sprawa tytułu rozstrzygnie się pomiędzy Piastem a Legią. Lechia, przegrywając u siebie z Legią, a potem wyjazdowy mecz z Cracovią, pozbawiła się w moim odczuciu szans na tytuł. Inna sprawa, że w międzyczasie walczyli, z powodzeniem zresztą, w finale Pucharu Polski. Gdzieś mogło wedrzeć się rozluźnienie, bo jedno trofeum już mamy. Lechia na pewno do końca będzie walczyła, ale myślę, że mistrzem będzie ktoś z duetu Piast – Legia. Oczywiście zespół z Warszawy jest bardziej doświadczony, ma punkt w zapasie, ale ekipa z Gliwic pokazała, m.in.: pokonując stołeczny klub na Łazienkowskiej, że ma potencjał.

sport1

Były piłkarz Zagłębia Sosnowiec, Dżenan Hosić jest gotowy poprowadzić zespół w I lidze.

– Każdy piłkarz musi znaleźć jakiś pomysł na siebie po zakończeniu gry. Od razu postawiłem na pracę szkoleniową. Zacząłem od dzieciaków, stworzyliśmy naprawdę fajny ośrodek. Docelowo interesuje mnie jednak praca w seniorskiej piłce. Prowadziłem w odpowiedniku polskiej II ligi Famos Hrasnice, którego jestem wychowankiem. Potem w I-ligowym NK Bosna Visoko byłem asystentem, a teraz jestem w sztabie szkoleniowym Olimpiku Sarajewo, to także I liga. Na początku czerwca zdaję ostatni egzamin, po nim będę posiadaczem licencji UEFA Pro. Czas rozpocząć pracę na własny rachunek. Bardzo chciałbym wrócić do Polski i tutaj pracować. Znam wasz język, realia. Nie wiem, jaki pomysł na przyszłość mają w Zagłębiu, ale swój na pewno przedstawię. Nie chcę zdradzać szczegółów, najpierw chciałbym aby poznał je prezes Jaroszewski – podkreśla Hosić.

sport2

Tomasz Jodłowiec chce zostać w Gliwicach, Piast też chce go zatrzymać, ale czy tak samo będzie chciała Legia?

Po sezonie kończy się wypożyczenie z Legii i przyszłość doświadczonego zawodnika znów stanie pod znakiem zapytania. Ze strony klubu jest wola dalszej współpracy, piłkarz także świetnie czuje się na Górnym Śląsku i będzie chciał zostać. Pytanie, co na to władze Legii i trener, który poprowadzi ekipę ze stolicy w nowym sezonie. – Gdyby to ode mnie zależało, to Jodłowiec i Czerwiński nadal graliby w Legii – przyznał przed niedawnym meczem z Piastem tymczasowy szkoleniowiec warszawskiej drużyny, Aleksandar Vuković. Zobaczymy jak potoczą się rozmowy, choć dziś wszystkie strony myślami są gdzie indziej, a raczej przy tym samym. Przy zdobyciu mistrzostwa Polski!

sport3

Rozmówka z Waldemarem Fornalikiem przed decydującymi meczami na finiszu sezonu.

Wybiega trener w przyszłość? Wiadomo, że zagracie w pucharach. Ten skład uda się utrzymać?

– Pracujemy nad tym. To nie tak, że jesteśmy skupieni tylko na tych trzech ostatnich meczach, bo pracujemy i zastanawiamy się nad wszystkim. Przygotowujemy też pewne tematy. Dla nas te urlopy nie będą od pierwszego do ostatniego dnia, ale to będzie praca, która umożliwi nam skuteczną grę w pucharach.

A co z pańską przyszłością? Gdyby pojawiła się superoferta dla Waldemara Fornalika…

– Jestem bardzo zadowolony z pracy w Piaście. Muszę powiedzieć, że pytaniami o wielkie kluby jestem już zmęczony. A co, Piast nie jest wielkim klubem? Piast na dziś rywalizuje z każdym jak równy z równym.

sport4

Kibice „Niebieskich” w środę złożyli członkom rady nadzorczej Ruchu Chorzów wizytę. Będzie miała ciąg dalszy.

Fani oczekują m.in. fotela prezesa, wiceprezesa oraz miejsca w radzie nadzorczej. Siłą rzeczy nasuwa się pytanie, czy mają już gotową listę kandydatów do obsadzenia tych stanowisk. – Póki nie przedyskutujemy tego z radą nadzorczą, to nie chcemy się wypowiadać. Najpierw spotkajmy się, porozmawiajmy, ustalmy pewne kwestie – mówi Szymon Michałek, gospodarz sektora rodzinnego oraz autor strony „Stadion dla Ruchu”.

I dodaje: – Kibice są zdenerwowani i zażenowani tym, co się w klubie dzieje, dlatego postanowili zaprotestować, przedstawiając swoje żądania. Skoro od grudnia nie potrafiliśmy doprowadzić do trójstronnego spotkania między nami, prezydentem Andrzejem Kotalą i szefem RN Zdzisławem Bikiem, to uznaliśmy, że potrzebny jest głośny manifest. To chyba osiągnęło skutek, bo zrobił się szum. Co prawda wiele osób zamiast na treści skupiło się na… ubiorze kibiców, ale jeśli ktoś stwierdza, że w porządku jest to, co stało się z Ruchem przez trzy ostatnie lata i nie ma powodów do paniki, to chyba ma nie po kolei w głowie. Trzeba radykalnych zmian, bo klub został rozpieprzony i na 100-lecie – zamiast obiecanej niegdyś przez Janusza Patermana walki o 15. gwiazdkę – będziemy mieli pierwszy w historii sezon na poziomie regionalnym. Dla mnie to skandal – grzmi Michałek.

sport5

SUPER EXPRESS

Jerzy Dudek wygrany rewanż Liverpoolu z Barceloną świętował jeszcze bardziej niż swój finał Ligi Mistrzów z Milanem.

– Co było większym cudem: wasza wygrana z Milanem czy obecnego Liverpoolu z Barceloną?

– Nasz cud dał nam zwycięstwo, ten ostatni otworzył do niego drogę. Choć nie lubię tego słowa „cud”. To nie cud, to wiara w siebie, w zespół, w kibiców. Moim zdaniem to największe zwycięstwo, jakie kiedykolwiek Liverpool odniósł na Anfield Road. Generalnie ten finał ułożył się dla mnie znakomicie. Po pierwsze, Liverpool, po drugie, jestem przecież za Realem, więc pokonanie przez The Reds Barcelony ma swoją wartość. No i jako były gracz Feyenoordu siłą rzeczy, przy całym szacunku, nie kibicowałem Ajaksowi. Dlatego dla mnie bitwa o Anglię w finale to bardzo dobra informacja.

– Który triumf Liverpoolu świętowałeś mocniej, ten ze Stambułu czy pokonanie Barcelony?

– Teraz cieszyłem się chyba nawet bardziej. Wtedy, po meczu, byłem już zupełnie wypruty, całą energię zostawiłem na boisku. A tu byłem winnej roli, bardziej wyluzowany.

se1

GAZETA WYBORCZA

Wściekły Liverpool kontra wycieńczony Tottenham. 1 czerwca w Madrycie obejrzymy finał Ligi Mistrzów, jaki nie miał prawa się zdarzyć.

A szefów UEFA wprawia w ekstazę, ponieważ Liga Mistrzów – w pewnym momencie dryfowała w kierunku nużącej nieprzewidywalności – staje się coraz bardziej ekscytująca. I właśnie dokonuje się w niej przełom. W finale nie zobaczymy ani Cristiano Ronaldo i Leo Messiego (przez dekadę wyrywali sobie Złotą Piłkę), ani Realu Madryt i Barcelony (triumfowały w ostatnich pięciu edycjach), ujrzymy za to aż dwóch przedstawicieli angielskiej Premier League, którzy obalają wszechpanującą ostatnio hiszpańską Primera División. W czwartkowy wieczór o finał obsadzony wyłącznie przez wyspiarzy walczyli także piłkarze Chelsea i Arsenalu, którzy w Lidze Europy rozgrywali rewanże z Eintrachtem Frankfurt i Valencią. Przewagę nad kontynentem osiągnęły angielskie kluby przygniatającą, więc zgodnie z sensem ostatnich wydarzeń rywale powinni nie tracić wiary – im wyżej wyspiarze odlecieli, tym szybciej powinni przepaść.

gw1

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (2)