post Avatar

Opublikowane 02.04.2019 09:15 przez

Michał Kołkowski

Był sobie kiedyś taki genialny węgierski szkoleniowiec, Bela Guttmann, który na początku lat 60-tych poprowadził Benfikę do dwóch triumfów w Pucharze Europy. Wybitna, nietuzinkowa postać. Mówi się jednak, że gdy przyszło mu opuścić portugalską drużynę – w niezbyt sympatycznych okolicznościach – to targnięty wściekłością rzucił na nią klątwę. I Benfica od czasów Guttmanna przegrała wszystkie europejskie finały, do których udało się jej zawędrować, a było takich sytuacji aż osiem. Zaczynamy się pomału zastanawiać, czy i na Legii nie ciąży jakieś okrutne przekleństwo. Bo od czasu Henninga Berga ani jeden szkoleniowiec Wojskowych nie utrzymał stołka przez pełen rok.

Czyżby norweski szaman na odchodnym cisnął na Łazienkowską jakieś perfidne zaklęcie?

Oczywiście stołek trenera w Legii z natury rzeczy jest gorący. Wielki klub (no, w skali polskiego podwórka), wielkie ambicje, nieustanna presja, a ostatnio jeszcze właściciel, która stara się nam wszystkim udowodnić, że z Józefa Wojciechowskiego to był w sumie całkiem spokojny i rozsądny gość, który dobrze kumał piłkarski biznes. Tak czy owak, szkoleniowiec pracujący na Łazienkowskiej nigdy nie może być pewny dnia ani godziny. Zwłaszcza gdy jego podopieczni permanentnie grają marną piłkę i notują niezadowalające rezultaty. Jednak jeszcze tych parę lat temu wyglądało to w miarę normalnie. Jan Urban objął klub w 2007 roku i prowadził drużynę aż przez 1015 dni, co z dzisiejszej perspektywy brzmi po prostu jak szaleństwo, absolutne wyżyny zaufania. Sir Alex Ferguson w skali warszawskiej. Urban kierował zespołem w 90 meczach, co jest naprawdę świetnym rezultatem.

Nieco mniej, bo 85 razy piłkarze Legii wybiegli na boisko pod czujnym okiem Macieja Skorży. Ten charyzmatyczny słynący z błyskotliwych spostrzeżeń pochodzący z Radomia trener spędził na swoim stanowisku 729 dni. Solidnie. Po drodze między tymi szkoleniowcami zakręcił się tam jeszcze Stefan Białas, notując 11 meczów i 78 dni w klubie. Ale to była opcja aż nadto tymczasowa.

Potem do Warszawy powrócił niestrudzony Jan Urban. Tym razem jego kadencja potrwała znacznie krócej – 80 meczów, 568 dni. Mimo wszystko, wciąż bardzo przyzwoicie. Ze stanowiska zluzował go wspomniany już Berg, którego w swoim czasie uznaliśmy nawet za najlepszego zagranicznego trenera, jaki przewinął się przez Ekstraklasę w przeciągu ostatnich dwudziestu lat (cały RANKING). Z Norwegiem trochę jak z dzieciństwem – im człowiek starszy, tym mniej pamięta o jego wadach, a z coraz większym rozrzewnieniem wspomina zalety. Trochę ich u Berga było. I wad, i zalet znaczy się.

W swojej schyłkowej fazie Henning – zwany niekiedy pieszczotliwie „Heniutkiem”, między innymi przez Pawła Zarzecznego – pierniczył już na konferencjach prasowych takie smuty i kocopoły, że zdołałby nimi zanudzić nawet swojego fryzjera podczas trwającego trzynaście sekund zabiegu pielęgnacji skóry. Ale miał też wielkie chwile, a w europejskich pucharach potrafił kręcić wyniki, za które dziś w Warszawie daliby się pokroić. Frajerów golił, średniaków umiejętnie punktował. Wirtuoz trenerki to z niego nie był, ale 654 dni na stanowisku i 97 meczów w roli trenera Wojskowych nie wzięło się znikąd. Często można natrafić na opinie sympatyków Legii, że należało dać Bergowi więcej czasu i zaufania. Z jednej strony – brzmi to nawet ciekawie i jest to kwestia warta analizy po latach, choć  końcówka Norwega była już mocno przeciętna.

Tak czy siak, wraz z końcem jego kadencji zaczęło się w stolicy robić naprawdę nieciekawie, jeżeli chodzi o obsadę pozycji trenera pierwszej drużyny. Choć miłe były złego początki.

Zespół po Bergu objął niezapomniany Stanisław Czerczesow. Wziął towarzystwo za twarz i ze stanowczością właściwą człowiekowi, który podczas wieczornych przechadzek bezdrożami Syberii zwykł gołymi rękami obijać pyski niedźwiedziom, zaciągnął Legię do tytułu mistrzowskiego. Jego odejście to dość specyficzna kwestia. Gdyby Rosjanin popracował w Polsce dłużej, to zapewne w cuglach wygrałby każdy możliwy ranking trenerski, dystansując wszelkich Bergów, Okuków i Radolskich o kilka długości. Momentalnie nadał zespołowi określony styl, a to rzecz w Ekstraklasie nieczęsto spotykana. Jego Legia to może nie był futbolowy Kazuyoshi Funaki, ale cóż – Małyszowi też jedna narta często koślawo dyndała, tylko co z tego, skoro przeskakiwał rywali o -naście metrów.

Czerczesow stawiał na moc w nogach, na pressing, na żelazną defensywę. To co sobie zaplanował, wypracował. Po czym prysnął. – I co? Zrobiłem wszystko, czego ode mnie wymagaliście. To chyba dowód, że was szanuję. Mówi się, że skromność zdobi człowieka. Ale mężczyźni nie potrzebują ozdób – powiedział, żegnając się w swoim stylu. 239 dni, 35 meczów. Szkoda, że tak krótko.

Następny był Besnik Hasi. O ile postawienie na Czerczesowa możemy określić jako strzał w potrójną dwudziestkę, tak wybór Albańczyka był jak rzut lotką prosto w oko barmanki, przechodzącej akurat obok tarczy do darta. Oczywiście polska piłka jest kompletnie pozbawiona sensu, więc nie uda się już nigdy wygumować z jej historii faktu, iż to właśnie ten nieznośny Hasi przełamał niemoc klubów znad Wisły i zakwalifikował się z Legią do fazy grupowej Champions League. Wtedy pewnie byśmy powiedzieli, że po takiej drabince to wspiąłby się nawet kulawy ślepiec z przetrąconym błędnikiem, ale dzisiaj już nie jesteśmy tacy pewni. Łatwo sobie możemy wyobrazić, że skoro Legia Klafuricia ośmieszyła się w dwumeczu z Dudelange, to i od Dundalk zebrałaby w cymbał. Zresztą Irlandczykom w 2016 roku do sukcesu tak znowu wiele nie brakowało.

Hasi w Warszawie się – delikatnie rzecz ujmując – nie zasiedział. 18 meczów w roli trenera Legii, 108 dni na stanowisku i już wszyscy mieli go serdecznie dość. Nie bez kozery jest dziś rozważany wśród potencjalnej obsady albańskiego remake’u filmu „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”.

Screenshot_2019-04-02 Legia Warszawa - Historia kadry trenerskiej

fot. Transfermarkt

Po Hasim zapachniało normalnością, bo w klubie dość – no, w takim kontekście chyba można to w ten sposób ująć – długo popracował Jacek Magiera. 354 dni i 50 meczów w roli szkoleniowca, parę sporych sukcesów po drodze. Do bariery 365 dni nie zabrakło wiele. Ale nie od dziś wiadomo, że najważniejsze jest, aby plusy nie przysłaniały minusów. Magiera, obserwując regularny odpływ najlepszych zawodników ze składu, zaczął niesfornie dokazywać. Wymarzył sobie wzmocnienia składu przed kolejną ułańską szarżą Legii w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Tymczasem Dariusz Mioduski zamiast dokonać wzmocnień, dokonał transferów. A to istotna różnica.

– Prezes Mioduski w jednym z wywiadów przyznał, że zwolnił mnie, bo nie podobał mu się sposób konstruowania drużyny. Przecież za to był odpowiedzialny on! – pieklił się Magiera w Stanie Futbolu. – Żaden ze sprowadzonych piłkarzy zagranicznych nie figurował na mojej liście życzeń. Ja chciałem Polaków. Moim pierwszym wyborem na pozycję napastnika był Mariusz Stępiński. Chciałem, żeby do nas trafił. Drugim moim pomysłem był Artur Sobiech, któremu kończył się kontrakt w Niemczech. Chciałem też Rafała Wolskiego. Żaden z tych zawodników nie trafił do Legii, więc wydaje mi się, że słowa prezesa były zrzucaniem odpowiedzialności.

13 września 2017 roku rozpoczął się w Legii kolejny etap długofalowego rozwoju klubu. Etap chorwacki, zwany również etapem degrengolady. Drużynę objął Romeo Jozak, znany między innymi z tego, że nigdy wcześniej nie był trenerem żadnej drużyny, za to spełniał się na dyrektorskich stanowiskach. Przypomnijmy jego powitalną konferencję prasową: – Pewnego dnia wszyscy będziecie wdzięczni prezesowi Mioduskiemu, że zdecydował się na taki ruch. Kiedy prezes sprowadza tu pięć osób z zagranicy, to pokazuje ogromną odwagę. Uwierzyłem prezesowi i jego ruch oznacza, że bardzo zależy mu na Legii.

Ha, bajerant. Nic dziwnego, że Dariusz Mioduski poleciał na tę gadkę, niczym szekspirowska Julia Kapulet na farmazony innego z Romeów.

Znajdzie się z pewnością parę osób rzeczywiście wdzięcznych prezesowi Mioduskiemu, że ten zdecydował się zatrudnić wygadanego czarusia, który ostatecznie na stołku wytrwał przez 213 dni, rozgrywając z Legią w tym czasie 27 meczów. Na przykład Domagoj Antolić i Marko Vesović mają za co prezesowi dziękować. No i Dean Klafurić. Bo przecież gdyby nie to, że Klafurić – znany i ceniony trener drużyn kobiecych – zakręcił się przypadkowo w Warszawie jako asystent Jozaka, to mógłby co najwyżej zrobić sobie w stolicy Polski zdjęcie pod Kolumną Zygmunta. A tak, proszę bardzo – odrobina szczęścia, odnalezienie się we właściwym czasie i we właściwym miejscu. I został trenerem Legii, zdobył mistrzostwo Polski, po czym powierzono mu misję awansu do Ligi Mistrzów.

Skończyło się to wszystko sromotnym eurowpierdolem i spektakularnym finiszem opcji chorwackiej. 108 dni i 15 meczów wytrzymał w roli pierwszego trenera Legii taktyczny rewolucjonista, miłośnik formacji 3-5-2 z Michałem Kucharczykiem na prawym wahadle. A wtedy w bramie stadionu przy ulicy Łazienkowskiej pojawił się on, cały na portugalsko.

Bilans Ricardo Sa Pinto stanął ostatecznie na 231 dniach w roli trenera Legii i 28 meczach, w których Wojskowi zostali przez niego poprowadzeni. Zaskoczenia nie ma – krnąbrny Portugalczyk ze wszystkich klubów był przeganiany mniej więcej po takim czasie, bo po prostu dłużej z tak antypatycznym gościem wytrzymać się nie da, niezależnie od szerokości geograficznej. Pytanie tylko, czy w Warszawie znajdzie się jeszcze kiedykolwiek trener, który zdoła choćby przez rok wytrwać na stanowisku szkoleniowca Legii. Nie zanosi się na to, choć wciąż napływają ze strony władz Wojskowych brednie o długofalowych projektach i dalekosiężnych wizjach budowy zespołu.

Sa Pinto – 231 dni. Klafurić – 108 dni. Jozak – 213 dni. Magiera – 354 dni. Hasi – 108 dni. Czerczesow – 239 dni. Razem: 1253 dni, co daje średnio 208 dni pracy na głowę. Tak wygląda karuzela trenerska w Legii od października 2015 roku. Jeżeli ktoś w stołecznym klubie myśli długofalowo, to chyba tylko ten, kto opracowując tekst powitalny po zatrudnieniu nowego trenera „na lata” pisze też dla niego za jednym posiedzeniem mowę pożegnalną.

fot. FotoPyk

*

Opublikowane 02.04.2019 09:15 przez

Michał Kołkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
15.07.2020

Pięć zmian dozwolone także w sezonie 20/21. Jak będzie w Ekstraklasie?

IFAB po raz kolejny wypacza rozgrywki i wymyśla niepotrzebne przepisy, nie zważając na to, że w 1982 były dwie zmiany i było dobrze. Pewnie takie myśli kłębią się właśnie w głowie Zbigniewa Bońka po przeczytaniu komunikatu, jaki wydała Międzynarodowa Rada Piłkarska. Otóż tak – możliwość pięciu zmian będzie kontynuowana przez CAŁY sezon 2020/2021. Zasady są […]
15.07.2020
Blogi i felietony
15.07.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Silna wobec słabych, słaba wobec silnych. Niemalże definicyjny opis najgorszej możliwej władzy idealnie pasuje do organizacji UEFA, która po raz kolejny została skompromitowana – tym razem poprzez wyrok Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w sprawie Manchesteru City. Samo zmniejszenie wyroku nie bulwersuje, w końcu to niezależna organizacja. Ale już uzasadnienie, w którym czytamy m.in. o przedawnieniu […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Mikael Ishak. „Mógł zostać i strzelać w 2. Bundeslidze”, „rozważano go na mundialu”

O tym kogo ściąga Lech w zastępstwie za Christiana Gytkjaera – mogliście poczytać u nas już wczoraj. Mikael Ishak na papierze wydaje się rzetelnym transferem. Natomiast postanowiliśmy też podpytać o Szweda tych, którzy mogą wiedzieć o nim nieco więcej. Co usłyszeliśmy? „Dwa lata temu był poważnie rozpatrywany w kontekście powołania na mundial”. „Mógł zostać na […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Ile zabrały Parzyszkowi zmiany w końcówkach?

W polskiej piłce są rzeczy pewne – zaległości w Lechii, żółta kartka za dyskusje dla Mladenovicia, dobra piłka z wolnego od Furmana, pot na czole Jana Tomaszewskiego i zmiana Piotra Parzyszka w drugiej połowie. Napastnik Piasta Gliwice rozegrał w Ekstraklasie już 68 meczów. Ile razy spędził na boisku pełne 90 minut? Raz. W meczu z […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Kto wypełni w Śląsku młodzieżową lukę po Płachecie?

Śląsk Wrocław ma jeszcze teoretyczne szanse na europejskie puchary, ale w praktyce sezon prawdopodobnie już się dla niego skończył. W klubie muszą intensywnie myśleć o nowych rozgrywkach i widać, że już to robią. Największym wyzwaniem będzie dostosowanie się do przepisu o młodzieżowcu po spodziewanym odejściu Przemysława Płachety, do czego zresztą działacze byliby zmuszeni nawet w […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Lech Poznań 2020/21 – przede wszystkim nie zepsuć

Jakoś tak się układały te poprzednie sezony, że Lech Poznań znajdował się w permanentnej przebudowie. Pomysłów było bez liku, co gorsza – często realizowano kilka planów jednocześnie. Trener-gwiazda. Trener-wychowanek. Opcja zagraniczna. Teraz gramy młodymi. Teraz perspektywicznymi. Tym razem ściągamy gwiazdy. Efekt był taki, że Kolejorz buksował w miejscu, punktując poniżej oczekiwań, grając w sposób niespecjalnie […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

„Baraże o Ekstraklasę to świetny pomysł. Jeśli będzie szansa, chcemy skorzystać”

Za miesiąc minie pięć lat od zatrudnienia przez Puszczę Niepołomice Tomasza Tułacza. Żaden trener w Polsce nie pracuje dziś dłużej na szczeblu centralnym. Tułacz latem 2017 wywalczył awans do I ligi, a jego drużyna z roku na rok robi postępy. W tym sezonie może jeszcze nawet myśleć o barażach o Ekstraklasę, mimo że niepołomicki zespół […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Jak oceniać pracę Piotra Stokowca w tym sezonie?

Ekstraklasa podała ostatnio nazwiska szkoleniowców nominowanych do miana trenera sezonu i w tej sześcioosobowej grupie zabrakło miejsca dla Piotra Stokowca. Jest Marek Papszun, który skończy ligę niżej niż Stokowiec, jest Michał Probierz, który wraz z Cracovią punktuje na podobnym poziomie. I nie to, że domagamy się jakoś specjalnie sternika Lechii w tym gronie, bo zwycięzca […]
15.07.2020
Weszło Extra
15.07.2020

„O zwolnieniu z Arki dowiedziałem się z internetu”

– Zatrudniono mnie w kwietniu, Arka była w ciężkiej sytuacji. Szykowano ten klub do pierwszej ligi. Nie było załatwionego obozu, sparingpartnerów, bo wszyscy się bali, że będzie pierwsza liga. Jednak się utrzymaliśmy. Więc skoro wchodzi trener i utrzymuje zespół, to wypada mu dać trochę cierpliwości. Nawet jak początek sezonu był mało udany, ale trzeba było […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Karbownik, Jóźwiak czy Płacheta? Najlepsi młodzieżowcy sezonu 19/20

Najlepszy młodzieżowiec Ekstraklasy w sezonie 19/20. To właśnie jego wybieramy w tym rankingu. Michał Karbownik? Kamil Jóźwiak? Przemysław Płacheta? A może Jakub Moder? Zanim przejdziemy do rozstrzygnięć, musimy uderzyć się w pierś. Dostrzegaliśmy przed sezonem wiele wątpliwości i zagrożeń w związku z wprowadzeniem przepisu o młodzieżowcu. Ile z nich znalazło potwierdzenie w rzeczywistości? No… niewiele. […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Okręgówko, byłaś nam… naprawdę bliska. Kulisy meczu z Orłem Baniocha

Mimo odbycia w tygodniu aż trzech treningów, co w przypadku naszego klubu zdecydowanie nie jest normą, KTS Weszło nie zagra w przyszłym sezonie w lidze okręgowej. Finał wielotygodniowego zamieszania z układem spadków i awansów ostatecznie znalazł swoje miejsce na boisku, ale dla naszej drużyny, okazała się to niedźwiedzia przysługa. Stałe fragmenty gry, brak pomysłu w […]
15.07.2020
Weszło
15.07.2020

Budżet Legii? „Bez sprzedaży Karbownika będzie on niewielki”

– Hitem transferowym mogłoby okazać się sprowadzenie Bartosza Kapustki z Leicester City. 23-letni Kapustka to jedna z gwiazd Euro 2016. Po turnieju ówczesny piłkarz Cracovii podpisał umowę z mistrzem Anglii, ale kompletnie zgubił formę. Od lat próbuje się odbudować. – Bartek już co najmniej rok temu powinien trafić do Legii. Gdyby chciał się u nas […]
15.07.2020
Weszło
14.07.2020

Stal Mielec wjechała na autostradę do Ekstraklasy

Stal Mielec jedną nogą jest już w Ekstraklasie. Męczyła się z Chrobrym Głogów, ale tego złotego gola wcisnęła, co oznacza, że na dwie kolejki przed końcem zajmuje miejsce dające bezpośredni awans i ma cztery punkty przewagi nad Wartą Poznań. Zmarnowanie takiej zaliczki to już byłaby wpadka z gatunku „przejechanie po pijanemu zakonnicy w ciąży”. Podopieczni […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Smutne pożegnanie Gdyni z Ekstraklasą

Jeśli drużyna spada na kilka kolejek przed końcem, wypadałoby pokazać, że owszem, spadek jest, ale też zespół ma jaja i powalczy do ostatniego gwizdka ostatniej kolejki, by kibice mieli choć trochę radości. I by mogli wierzyć, że dany zespół nie jest kompletnie z przypadku, a w przyszłym sezonie powalczy o szybki powrót do elity. Czy […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Wisła lepsza w sparingu z Koroną

Nie ma sensu udawać, że dziś w Płocku odbywał się mecz ligowy. Wprawdzie przyznawano za niego jakieś punkty, była transmisja w Canal+, Wisła Płock założyła nawet wyjściowy garnitur, ale Korona urządziła sobie typowy przegląd wojsk. Z jej strony był to… kolejny sparing przed pierwszą ligą. Taki najbardziej typowy z typowych. Czy to szydera z naszej […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Nieprawdopodobne, a jednak – ŁKS strzela pięć goli i wygrywa mecz!

Gdyby ŁKS w Ekstraklasie mógł grać tylko z Cracovią i Rakowem, to mistrzem zostałby gdzieś w okolicach pojawienia się na niebie pierwszej gwiazdki w Wigilię. Niestety dla łodzian – w lidze jest też trzynaście innych drużyn. Dziś spadkowicz zagrał swój jeden z najlepszych meczów w całym sezonie i – uwaga – wygrał pierwszy mecz za […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

Wisła do Lubina nie dojechała, Zagłębie pograło jak na treningu

Ach te mecze o pietruszkę. Teoretycznie liczymy na walkę i słynne „dawanie z wątroby”, ale w praktyce bywa z tym różnie. Przekonaliśmy się o tym w Lubinie, bo dziś chęci do gry miała tylko jedna strona. Wisła ewidentnie na Dolny Śląsk nie dojechała i nawet przypadkowy gol na początku meczu nie okazał się dla niej […]
14.07.2020
Weszło
14.07.2020

West Bromwich bez wygranej, Grosicki szybko zszedł. Hit Championship zawiódł

Zanim do boju ruszyli zawodnicy w Ekstraklasie, postanowiliśmy rzucić okiem na hit Championship. Wicelider West Bromwich mógł wykonać milowy krok ku bezpośredniemu awansowi do Premier League. Wystarczyło pokonać u siebie czwarte Fulham, żeby odskoczyć na sześć punktów naciskającemu Brentford, któremu pozostałyby jeszcze trzy mecze. Do tego ponownie w pierwszym składzie gospodarzy wybiegł Kamil Grosicki. Zapowiadały […]
14.07.2020