Mamy trudny moment, ale wierzę w nasze metody
Weszło

Mamy trudny moment, ale wierzę w nasze metody

Kibu Vicuna to bardzo ciekawa postać, kumpel Julena Lopeteguiego i wychowawca takich gwiazd jak Cesar Azpilicueta, Javi Martinez czy Nacho Monreal. O wielkiej piłce mógłby więc gadać godzinami, ale uznaliśmy, że w tej chwili są istotniejsze tematy. Prowadzona przez niego Wisła Płock do bieżącej kolejki ekstraklasy przystępuje ze strefy spadkowej, dlatego z sympatycznym hiszpańskim szkoleniowcem porozmawialiśmy o wszystkim, co dotyczy pierwszych miesięcy jego pracy. Momentami było nie do końca sympatycznie, ale – delikatnie rzecz ujmując – właśnie taka jest też dziś sytuacja Wisły.

Jest pan zadowolony z tego, jak wyglądała pańska drużyna w meczu z Legią? 

Zawsze możesz grać lepiej, ale moje zdanie jest takie, że w tym meczu robiliśmy dobre rzeczy. Trafiliśmy na mocną Legię. Rywale wyglądali dobrze nie tylko wtedy, kiedy mieli piłkę, ale również w tych momentach, w których to my byliśmy w posiadaniu futbolówki – byli agresywni, nie dawali nam miejsca i czasu. Dlatego było to dla nas trudne spotkanie. W fazie defensywnej wyglądaliśmy dobrze, ale brakowało nam trochę odwagi, gdy mieliśmy piłkę. Do tego dochodzą stałe fragmenty gry, z których nie jestem zadowolony. Po jednym z nich straciliśmy bramkę, a w ofensywie tym razem nie mieliśmy korzyści z tego, że mamy w kadrze bardzo dobrych wykonawców: Dominika Furmana, Nico Varelę, Kubę Łukowskiego czy Semira Stilicia. Niestety złożyło się to na porażkę. Legia na boisku była lepsza, miała więcej sytuacji, ale różnica między drużynami nie była wielka. Taki wniosek można wyciągnąć, gdy popatrzymy w statystyki. 

Gdy mówi pan, że czasami woli przegrać po dobrej grze, niż wygrać czy zremisować po przeciętnej, to ma pan na myśli takie spotkania jak to z Legią? 

Nie wypowiadałem się w ten sposób. 

To wypowiedź z Przeglądu Sportowego – dziennikarz zapytał, czy zgadza się pan z takim podejściem, a pan potwierdził [wywiad opublikowany 2.11.2018 – red.]. 

Wolę grać dobrze i wygrać – to oczywiste. Grać dobrze i przegrać? Tego nie lubię. My nie chcemy jedynie grać ładnie w piłkę. Chcemy mieć swój styl, ale – tak jak każdy trener – przede wszystkim chcę trzech punktów po każdym meczu. W profesjonalnej piłce liczą się właśnie one. Zawsze lepiej pracuje się, gdy wygrasz po słabszej grze niż wtedy, gdy przegrasz, choć grałeś dobrze. 

Po porażce z Legią zadowolony nie jestem. Naszą pracą jest analiza po każdym meczu i tak jak zawsze widzę zarówno pozytywy, jak i rzeczy do poprawy. Jeśli chodzi o te drugie, to już wspomniałem – powinniśmy być bardziej odważni, gdy mieliśmy piłkę. Z pozytywów podobało mi się na przykład to, jak skończyliśmy mecz. W ostatnich 15-20 minutach byliśmy na połowie przeciwnika. Nie mieliśmy takiej bardzo klarownej sytuacji, w ostatniej znalazł się chyba Grzegorz Kuświk. Dał dobrą zmianę, tak samo jak Oskar Zawada i Nico Varela. Skończyło się 0-1, ale mecz był otwarty do końca. 

Jednak gdy kibic Wisły patrzy na zmianę trenera w swoim klubie, to na razie ma pełne prawo zastanawiać się, po co do niej doszło. Jeśli chodzi o wyniki, ma pan dokładnie taki sam bilans jak Dariusz Dźwigała. Jeśli chodzi o styl, ja nie do końca widzę to, by się poprawił. Według pana ta drużyna zrobiła postęp? 

Jeśli chodzi o wyniki, ma pan rację, ale jedna rzecz – Dariusz Dźwigała rozegrał jedenaście meczów ligowych, a ja dziesięć. 

Ale jeśli doliczymy do tego Puchar Polski, obydwaj prowadziliście Wisłę w  dwunastu spotkaniach, z których po trzy wygraliście, po cztery zremisowaliście i po pięć przegraliście. 

Ma pan rację. Jeśli mówimy o stylu, jest to subiektywne. Sam nie chcę za bardzo oceniać tego, jaki grała drużyna za kadencji Dariusza Dźwigały. Chcemy robić dobry wynik, ale na razie mamy naprawdę trudny moment, dlatego jesteśmy w strefie spadkowej. Z drugiej strony wiemy, że mamy dobrych zawodników i że drużyna w każdym meczu walczy o trzy punkty. Czasami tak w piłce jest, że nie do końca przekłada się to na wyniki. 

Oczywiście, ale wcześniej myślał pan, że będzie trochę łatwiej? Że po tym czasie, który spędził pan z drużyną, po przepracowanym okresie przygotowawczym, Wisła będzie w trochę lepszym położeniu, niż to, w którym aktualnie się znajduje? 

Nie możemy po jednym meczu mówić, że wszystko jest źle! Kurwa, tutaj w Polsce niestety zdarzają się takie sytuacje. Przegraliśmy pierwsze spotkanie 0-1, okej, ale okres przygotowawczy był bardzo dobry.

Źle się zrozumieliśmy. Nie chodziło mi o ten jeden mecz, a o cały okres, w którym pracuje pan w Wiśle. Myślał pan, że postępy będą przychodzić szybciej? 

To tak. Zaczęliśmy bardzo dobrze. Później była przerwa na reprezentację i wyniki się zmieniły. Przeciwko Lechowi Poznań nie graliśmy źle – był to taki wyrównany mecz na remis. Potem przyszło spotkanie z Górnikiem, które przegraliśmy 0-4. Pierwsza połowa była dobra, choć straciliśmy w niej bramkę i później zaliczyliśmy wysoką porażkę. Po tych meczach zaliczyliśmy już serię złych wyników – przegranych i remisów. Teraz mocno pracujemy jednak na to, by je poprawić. Mieliśmy bardzo dobry okres przygotowawczy. Chcieliśmy poprawić grę defensywną i moim zdaniem to się udało, ale czas pokaże, czy mam rację. Nie mamy też wpływu na to, jak wygląda terminarz. Każda drużyna w tej lidze jest ciężkim przeciwnikiem, ale kalendarz mamy trudny. 

PLOCK 27.10.2018 MECZ 13. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - PIAST GLIWICE 1:1 TOMASZ TCHORZ JOSE ANTONIO VICUNA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Ma pan przekonanie, że ci piłkarze, którzy są w kadrze, pasują do preferowanego przez pana stylu gry? 

Tak, Wisła Płock jest drużyną, która może dobrze grać piłką. Do tego dążymy i w ten sposób trenujemy. 

Czyli widzi pan duże rezerwy? 

Co to znaczy? 

Potencjał, którego piłkarze na razie z reguły nie pokazywali. 

Pokazywali. Ricardinho ma dziewięć bramek, to jest dobry wynik. 

Akurat co do niego nie mamy wątpliwości. 

Dalej jest Dominik Furman czy Ariel Borysiuk, który też potrafi grać kombinacyjnie i jest agresywny. Dobrze wygląda Giorgi Merebaszwili, strzela bramki i ma asysty. Do tego dochodzą piłkarze, którzy są coraz lepsi tak jak na przykład Alan Uryga czy Adam Dźwigała. Nie mam wątpliwości, że mamy dobrych zawodników. Nie tylko w tej chwili, bo za kadencji Jerzego Brzęczka czy Darka Dźwigały ta drużyna również potrafiła grać dobrze piłką. 

Panuje takie przekonanie, że wprowadza pan do treningu coś nowego, coś autorskiego, bardziej hiszpańską szkołę. Nie boi się pan, że ta drużyna za tym nie nadąży? 

To pana zdanie. Dzisiaj piłka nożna na całym świecie jest bardziej otwarta. Jestem Hiszpanem, ale doskonale znam polskie realia, bo jestem tu od 11 lat. Pracowałem w Legii, w Lechu, w Śląsku, w Zagłębiu Lubin, a teraz jestem tutaj, więc dużo wiem o polskich piłkarzach. Jesteśmy teraz w niedobrym okresie i trudno dziś o pewnych rzeczach mówić, ale ta drużyna może zarówno grać dobrze, jak i robić dobre wyniki. 

Wasze treningi opierają się głównie na zajęciach z piłkami? 

Robimy wszystko. Jest siłownia, jest bieganie – tak samo jak w innych zespołach. Wiem, jak pracują w pozostałych drużynach i nie dostrzegam jakiejś ogromnej różnicy w sposobie pracy między nami a nimi. 

Od piłkarzy da się usłyszeć, iż ta różnica jest zauważalna. 

Nie wiem, ja jestem przekonany do tego, co robimy. Moim zdaniem pracujemy bardzo dobrze. Oczywiście mógłby pan powiedzieć, że jestem szalony, skoro przy takich wynikach mówię, że dobrze pracujemy, ale ja jestem pewny, że to przyniesie efekt. 

Jest pan zadowolony z tego, jak drużyna przyjęła pana asystenta, Tomasza Tchórza? 

Tak. Dlaczego pan o to pyta? Dla mnie to dziwne. 

Pytam, bo to jednak dość odważny krok, żeby powierzyć taką funkcję osobie młodej i z niestandardowym podejściem. 

To niech mi pan powie, czy 17-letni chłopak może występować w ekstraklasie i grać dobrze? 

Oczywiście. Pod warunkiem, że ma talent. 

No właśnie. Wiek nie jest żadnym problemem, gdyż ja nie oceniam ludzi przez pryzmat młody/stary, tylko dobry/niedobry. Według mnie Tomek jest bardzo dobrym trenerem z ogromną wiedzą na temat piłki. Mogę przypomnieć tylko, że każdy z nas kiedyś zaczynał. Ja również stawiałem pierwsze kroki w zawodzie, gdy byłem bardzo młody.

To zapytam inaczej – czym pana do siebie przekonał? 

Tym, że ma inne podejście do piłki – bardzo ciekawe, unikatowe w skali całej Polski. Sam znam je dlatego, że w Hiszpanii dużo uczyłem się i czytałem na ten temat. Można powiedzieć, że reprezentuje on filozofię portugalską, z Porto, autorstwa Vitora Frade. Moim zdaniem to czyni z niego materiał na bardzo dobrego trenera. 

Chciałbym w tym miejscu jedną rzecz wyraźnie zaznaczyć – mówimy teraz o Tomku, a to nie oznacza, że my jako Wisła Płock stosujemy periodyzację taktyczną. Czasami ludzie tak myślą, a ja nigdy nic takiego nie powiedziałem. My wykorzystujemy jedynie pewne jej elementy. 

Być może to plotki, ale chodzą takie słuchy, że zawodnicy Wisły nie do końca kupują to podejście, a pana asystenta, trochę złośliwie, nazywają „człowiekiem od Football Managera”. 

Nie wiem, jak mam skomentować te plotki. Dla mnie to nie ma znaczenia. To bardzo dobry trener, do którego mam zaufanie. Nie mam wpływu na to, co mówią inni ludzie. 

Z Wisłą pożegnał się niedawno Leszek Dyja, który zajmował się przygotowaniem fizycznym. To duży cios dla klubu? 

Leszek Dyja jest oczywiście bardzo znanym trenerem przygotowania fizycznego, nieprzypadkowo pracuje w reprezentacji Polski, ale sytuacja była taka, że nie mógł kontynuować pracy z Wisłą, więc szukaliśmy kogoś innego. Razem z dyrektorem sportowym i prezesem rozmawialiśmy z kandydatami i zdecydowaliśmy na Jarka Kulczyka. Jestem zadowolony z efektów jego dotychczasowej pracy. 

27.10.2018 PLOCK, LUKASIEWICZA PILKA NOZNA (FOOTBALL), LOTTO EKSTRAKLASA (LOTTO EKSTRAKLASA POLISH LEAGUE) SEZON 2018/2019 RUNDA JESIENNA MECZ ( GAME ) WISLA PLOCK - PIAST GLIWICE NZ KIBU JOSE ANTONIO VICUNA - TRENER HEAD COACH WISLA PLOCK FOTO LUKASZ GROCHALA/CYFRASPORT / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Wróćmy do drużyny. Nie brakowało panu w kilku meczach Wisły trochę kreatywności w środku pola? W ustawieniu Rasak-Borysiuk-Furman raczej o nią trudno. 

Na razie wystąpili tylko w jednym meczu. 

Tak, ale jesienią zamiast Borysiuka grał Szymański i również można było postawić podobny zarzut. To ustawienie bardzo fajnie wypaliło na Legii za kadencji Dariusza Dźwigały, ale później było już zdecydowanie gorzej. 

Według pana piłkarze tacy jak Dominik Furman, Damian Szymański czy Damian Rasak nie są kreatywni? 

Zależy. O ile Furman bywa kreatywny, o tyle Rasak jest już dla mnie typową szóstką. Tak samo jak Ariel Borysiuk. Gdy obaj występują, musi się to odbić na grze drużyny. 

Może powinien pan zostać trenerem?

Po prostu oglądam mecze. Myślę, że kibice Wisły zadają sobie podobne pytania. 

Tego nie wiem, ale moim zdaniem możemy z powodzeniem grać z Arielem, Damianem i Dominikiem, bo to dobrzy piłkarze. Kreatywności też nam nie brakuje, ale wiele zależy od stylu, który przyjmiemy. Jest Giorgi Merebaszwili na jednej stronie, na drugiej Kuba Łukowski albo Nico Varela, do tego Ricardinho i bardzo ofensywny Angel Garcia. Myślę, że mamy równowagę w drużynie – zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. 

Jest pan zadowolony z tego okienka transferowego? 

Tak. Oczywiście straciliśmy Damiana Szymańskiego, bardzo ważnego piłkarza, ale wykonaliśmy też kilka ruchów. Wspomniany Angel Garcia moim zdaniem będzie pomagał drużynie. Już to robi, bo w pierwszym meczu pokazał się z dobrej strony. 

To był dobry debiut? Moim zdaniem grający na niego Vesović był najlepszym zawodnikiem Legii. Lewy obrońca na dużo mu pozwolił. 

Dla mnie nie. Według mnie najlepszy był Szymański i Cafu. Angel zagrał dobrze, szczególnie do przodu. Vesović również, bo to dobry piłkarz. Pamiętajmy, że mówimy o Legii, przeciwko której gra się trudno. 

Wracając do transferów, jestem też zadowolony z tego, że udało nam się ściągnąć Ariela Borysiuka. Dla mnie to piłkarz, który choćby ze względu na swoje doświadczenie może dużo dać drużynie. Kiedyś razem pracowaliśmy, więc znam jego możliwości. Do tego dochodzi Grzegorz Kuświk. Trochę mu jeszcze brakuje, jeśli chodzi o formę fizyczną, ale ma jakość i jest piłkarzem bramkostrzelnym. 

Przed jego ściągnięciem odmówiło wam trzech innych napastników? 

Nie. 

Chciał pan akurat tego piłkarza? 

Tak, chciałem, żeby do nas przyszedł. 

To dość zaskakujący ruch. Ostatnio Kuświk grał w pierwszej lidze i nieprzypadkowo trafił poziom niżej. Wydawało się, że tak szybko do ekstraklasy nie wróci. 

Dlaczego? 

Bo miał słaby okres w Lechii Gdańsk, w dodatku nie jest już najmłodszym graczem. 

Ale jeśli popatrzy pan na jego statystyki, to zobaczy pan, że zawsze strzelał dużo bramek w ekstraklasie. Przy czym tu nie chodzi tylko o skuteczność. Gdy ten piłkarz jest w formie fizycznej, to prezentuje dobry poziom. 

Za to ostatnio ściągnęliście gracza z ciekawym CV. 

Alen Stevanović zaczyna z nami z trenować i na zajęciach wygląda fajnie. Mam nadzieję, że będzie ważną postacią Wisły. Jest jeszcze Justinas Marazas, którego prowadziłem w FK Trakai. To młody piłkarz, ale bardzo perspektywiczny.

Przed okienkiem transferowym, jeszcze w listopadzie, Łukasz Masłowski mówił w Przeglądzie Sportowym, że ściągnięcie maksymalnie dwóch-trzech zawodników. Jest ich więcej. Wynikało to z tego, że później uznaliście, że tę kadrę jednak należy wzmocnić? 

Zarówno dyrektor sportowy, jak i prezes oraz ja chcemy, żeby ta drużyna była jak najmocniejsza. Trzeba było reagować. Gdy odszedł Damian Szymański, postanowiliśmy ściągnąć Ariela Borysiuka. Następnie opuścił nas Calo, stąd przyjście Stevanovicia. Do tego doszedł problem zdrowotny Karola Angielskiego, kontuzjowany był też Adrian Szczutowski z drugiej drużyny, dlatego musieliśmy wzmocnić pozycję napastnika. 

PLOCK 01.12.2018 MECZ 17. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - GORNIK ZABRZE 0:4 JOSE ANTONIO VICUNA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Semir Stilić jeszcze w zeszłym sezonie uchodził za jednego z najlepszych graczy w ekstraklasie. Swoją pozycję utracił już u Dariusza Dźwigały, ale jeszcze wtedy mogliśmy zakładać, że po prostu nie pasuje do jego wizji. Jednak pana wybory są podobne. 

Dla mnie Semir Stilić jest dobrym piłkarzem z dużym talentem…

Ale to samo mówił Dariusz Dźwigała, tylko nie przekładało się to na liczbę minut. 

Ale czego pan oczekuje? Że powiem coś innego? Powiem to, co myślę. Semir jest dobrym zawodnikiem, ale to trenerzy podejmują decyzje. Robimy to, co najlepsze dla drużyny. Szanuję Semira, jest ciągle z zespołem i być może zagra w następnym meczu. 

Czyli dobry piłkarz, ale nie na tyle dobry, by grać w Wiśle Płock. 

To już pana zdanie. Ja nie mówię, że nie jest dla nas wystarczająco dobry. 

Nie do końca – po prostu patrzę na liczbę minut, którą rozegrał. 

Ale znów pytam – czego pan oczekuje? Formułuje pan pytania tak, że mam potwierdzić to, co pan myśli? 

Po prostu chcę wyjaśnić jego sytuację. 

Ja już ją wytłumaczyłem. Ostatnio nie było go w meczowej osiemnastce, ale to nie znaczy, że oceniam go negatywnie.

To może inaczej? Wierzy pan, że on jeszcze wróci do dyspozycji, którą wcześniej prezentował? 

Dobrze trenuje i chce grać. Zobaczymy, co będzie. 

Pojawiał się taki argument, że nie występuje, bo przegrywa rywalizację nie na swojej pozycji, a z innymi graczami bez paszportu Unii Europejskiej, czyli Merebaszwilim i Ricardinho. Z drugiej strony – gdy pierwszy nie mógł zagrać z Arką, Stilić nie dostał nawet minuty. Tę kwestię możemy wykluczyć? 

Nie. To prawda, że brak tego paszportu jest pewnym problemem Stilicia. Teraz będzie miał jeszcze trudniej, bo dochodzi Alen Stevanović. Zobaczymy, kto będzie grał. Czas pokaże, bo zaraz mogą dojść kartki, brak formy i tak dalej. 

Ale widzi pan w Stiliciu chęć, by jeszcze powalczyć? Pytam, bo podobno miała miejsce taka sytuacja, że w momencie, w którym miał szansę się pokazać w trakcie przerwy na kadrę, wolał polecieć do Bośni, by skorzystać z usług dentysty. 

Nie, to nie jest prawda. Nie mam tu do nikogo pretensji. Trenuje bardzo dobrze i jest w stu procentach profesjonalistą. Tyle. 

Decyzję o przyznaniu opaski Dominikowi Furmanowi podjął pan osobiście? 

Tak. 

Czym pana do siebie przekonał? Wcześniej tę opaskę posiadał, ale ją stracił. Podejrzewam, że nieprzypadkowo. 

Mamy radę drużyny. Kapitanem jest Bartek Sielewski, a dalej są Czarek Stefańczyk, Igor Łasicki, Semir Stilić i – po odejściu Damiana Szymańskiego – Alan Uryga oraz Dominik Furman. Moim zdaniem ostatni z wymienionych jest najlepszym materiałem na lidera. Zawsze nim był. To doświadczony piłkarz, z charakterem, a na boisku jest jednym z liderów tego zespołu i jednym z najlepszych graczy. Kiedy idę do nowej drużyny, nie patrzę na to, co było w przeszłości. Liczy się to, co jest teraz.

Drużyna przyjęła ten wybór ze zrozumieniem? Czasami jest tak, że trenerzy oddają tę kwestię zawodnikom. 

Na przykład? 

Ostatnio w Jagiellonii przeprowadzono głosowanie po tym, jak Rafał Grzyb, dotychczasowy kapitan, został członkiem sztabu szkoleniowego. Koledzy z drużyny wybrali Tarasa Romanczuka.

W każdej drużynie robiłem inaczej, ale w tej, po odejściu Damiana Szymańskiego, zdecydowałem, że opaskę będzie nosić Dominik – oczywiście jeśli na boisku nie będzie Bartka Sielewskiego. O tym, z czego ten wybór wynikał, już powiedziałem powyżej. 

Mówił pan też, że Dominik Furman powinien grać w naszej reprezentacji. 

To bardzo dobry piłkarz, nadający się do gry kombinacyjnej. Dziś nasza drużyna nie ma dobrych wyników i trudno mówić, że ktoś z niej powinien trafić do kadry, ale w piłce czasami wszystko zmienia się jak za pstryknięciem palców. Teraz nie jesteś w dobrej sytuacji, ale za chwilę wszystko może wywrócić się do góry nogami. Zdarzają się przypadki, że piłkarze grają na niższym poziomie, a pół roku później trafiają do kadry i do dużego klubu. W Hiszpanii takim przykładem jest Odriozola. Dla mnie Dominik ma bardzo duży potencjał. 

27.10.2018 PLOCK, LUKASIEWICZA PILKA NOZNA (FOOTBALL), LOTTO EKSTRAKLASA (LOTTO EKSTRAKLASA POLISH LEAGUE) SEZON 2018/2019 RUNDA JESIENNA MECZ ( GAME ) WISLA PLOCK - PIAST GLIWICE NZ KIBU JOSE ANTONIO VICUNA - TRENER HEAD COACH WISLA PLOCK FOTO LUKASZ GROCHALA/CYFRASPORT / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Spodziewa się pan jeszcze transferu do klubu? Mówił pan o sprowadzeniu jednego obrońcy. 

Na razie na to pracujemy i zobaczymy. Mamy jeszcze trochę czasu. 

Mówi pan o prawym obrońcy? Tak można wnioskować na podstawie składu z ostatniego meczu. Byli do dyspozycji Stefańczyk i Stępiński, a pan postawił na Łasickiego. 

Mówię o obrońcy i więcej nie powiem. 

Jakie myśli pojawiły się w pana głowie, gdy dowiedział się pan, że niedługo pracę zmieni dyrektor Masłowski? 

Mamy z Łukaszem bardzo dobre relacje. Rozmawiał z prezesem i okazało się, że ma inne plany na kolejny sezon. Oczywiście to wielka szkoda, bo jest bardzo dobrym dyrektorem sportowym, mocno koncentruje się na pracy. Moim zdaniem odwalił kawał fantastycznej roboty dla Wisły Płock, ale zdecydował się podjąć nowe wyzwanie i nie pozostaje nam nic innego, jak uszanować jego decyzję. 

Nie ukrywajmy, że to on stał za pańskim zatrudnieniem. 

Nie wiem. Musi pan zapytać prezesa i dyrektora sportowego. 

W związku z tą zmianą nie obawia się pan, że pańska pozycja trochę osłabnie? 

Nie. Ja wiem, jaka jest piłka nożna. Jesteśmy w trudnej sytuacji, ale jestem przekonany, że Wisła będzie grała lepiej. Teraz naszym celem jest utrzymanie i mam nadzieję, że uda się go zrealizować i w następnym sezonie będziemy dalej w ekstraklasie. 

Jeszcze w końcówce jesieni nieśmiało mówiło się o górnej ósemce. O tym celu można zapomnieć? 

Tak podpowiada inteligencja. 

Rozumiem, że zarzuca mi pan jej brak. 

Nie, mówię o zdroworozsądkowym podejściu. Tak jak mówiłem  – w piłce nożnej wszystko szybko się zmienia, ale teraz mamy 20 punktów i razem z Górnikiem Zabrze jesteśmy na skraju grupy spadkowej, tylko przed Zagłębiem Sosnowiec. Taka jest nasza sytuacja, więc siłą rzeczy myślimy o utrzymaniu. Nie możemy wybiegać daleko w przyszłość, musimy się przede wszystkim skupić na trzech punktach w najbliższym spotkaniu z Jagiellonią. 

Często podejmuje pan w życiu ryzyko? 

Ogólnie tak. 

Ta decyzja o zostawieniu pracy na Litwie po obiecujących początkach również była ryzykowna? 

Nie, to było i w dalszym ciągu jest dla mnie bardzo fajne wyzwanie. Na Litwie byłem zadowolony, wszystko wyglądało profesjonalnie, ale dziś w Płocku też nie mam żadnego prawa, by narzekać. Naprawdę wierzę w potencjał naszego zespołu. 

Kontrakt podpisał pan tylko do końca roku z opcją przedłużenia. To chyba nie są warunki, które sprzyjają wdrażaniu długoterminowej wizji. 

Nie, ale to normalne. Kto w Polsce ma długoterminową wizję?

Dominik Nowak podpisał z Miedzą Legnica kontrakt na pięć lat. 

My kiedyś też podpisaliśmy z Legią kontrakt na cztery lata, ale przepracowaliśmy tam chyba tylko sześć miesięcy. Moja umowa jest absolutnie normalna. Jestem zadowolony zarówno z niej, jak i z tego, że dostałem tu szansę jako pierwszy trener. Jeśli po sezonie władze również będą zadowolone z mojej pracy, będę trenował dalej. Jeśli nie, to nie. Nie widzę problemu. Taka jest nasza praca. 

Wyobraża pan sobie jeszcze pracę w charakterze drugiego trenera czy to już zamknięty etap? 

Nie, nie myślę już o tym. Skupiam się na karierze pierwszego szkoleniowca.

Ma pan wrażenie, że zagraniczni trenerzy są w Polsce traktowani na innych zasadach niż polscy szkoleniowcy? Że mają trochę większy kredyt zaufania, że roztacza się nad nimi parasol ochronny? 

Moim zdaniem wygląda to tak samo, choć nie wiem, jak jest w rzeczywistości. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. newspix.pl/FotoPyK

KOMENTARZE (6)