Puchar Azji rządzi się swoimi prawami… Australia wtapia z Jordanią!
Weszło

Puchar Azji rządzi się swoimi prawami… Australia wtapia z Jordanią!

Zaledwie drugi dzień, zaledwie drugi mecz, a już sensacja: Australia, obrońca trofeum, ten sam który na mundialu bił się z Francją jak równy z równym, kompromituje się i przegrywa z Jordanią.

Jeśli cierpicie na niedobór meczów, jeśli tęsknicie za turniejową atmosferą, pojawiła się interesująca alternatywa – może poziom nie będzie kosmiczny, ale jak widać może być ciekawie.

Wiedzieliśmy, że Australia przyjeżdża w składzie dalekim od optymalnego. Ile dla tej drużyny znaczył Mile Jedinak – kwestia nie do przecenienia. Kapitan, lider co się zowie, jak trzeba idący do ataku, wyręczający kumpli. Jedinak skończył jednak reprezentacyjną karierę, zostawiając za sobą wielką wyrwę, której nie udało się zasypać. Brakuje też z pewnością Aarona Mooya z Huddersfield, który wypadł przez kontuzję – gracz wyjęty z Premier League mógł robić różnicę na tle Jordanii. Dodajmy do tego brak Matthew Leckiego, Martina Boyle’a i Daniela Arzaniego, a mamy poważne kłopoty.

Poważne kłopoty, które mimo wszystko nie powinny przeszkodzić w zwycięstwie – Jordania w tym roku przegrała nawet z Kirgistanem. 19 zawodników reprezentacji Jordanii gra w miejscowej lidze. Ich atutem zgranie – dziewięciu kadrowiczów dało samo Al Faisaly – ale jednak to nie są rozgrywki, które znaczą wiele na kontynencie. Al Faisaly, miejscowy potentat, w azjatyckiej Champions League został odprawiony w pierwszej rundzie 1:5 przez uzbecki Nasaf. W rankingu azjatyckich klubów jest 136. Łukasz Gikiewicz, król strzelców poprzedniego sezonu, gdyby dał się naturalizować, byłby z miejsca tamtejszym Robertem Lewandowskim. Jordania ma tylko jedną gwiazdę, rewelacyjnego Musę Al-Taamariego, który zarabia na chleb w APOEL-u. 21-letni skrzydłowy, którego styl gry porównywany jest do Momo Salaha, strzela regularnie w lidze cypryjskiej – jesienią siedem trafień – a w kadrze Jordanii jest absolutnym liderem ofensywy.

Australia wciąż wystawiła graczy takich jak Matthew Ryan, Milos Degenek, Tom Rogić, Trent Sainsbury czy Robbie Kruse. Wystarczyło jednak wyłącznie na 78% posiadania piłki i liczne, niecelne strzały. Jordania atakowała rzadko, ale efektywnie – w pierwszej połowie trafiła jeszcze w poprzeczkę.

To jedno z największych zwycięstw w historii jordańskiej piłki. Anas Bani Yassen, strzelec gola, z miejsca zostaje bohaterem narodowym. Australia i tak raczej nie odpadnie, ma jeszcze mecze z Syrią i Palestyną, a wzorem Euro da się wyjść także z trzeciego miejsca, ale zaufanie kibiców do Grahama Arnolda i szans Socceroos na tytuł znacznie zmalało. Za wcześnie by uważać Jordanię za czarnego konia turnieju, ale jeśli utrzyma taką dyscyplinę w defensywie, może zajść całkiem daleko.

AUSTRALIA – JORDANIA 0:1

Anas Bani Yassen 26′

KOMENTARZE (8)