Dzięki kibicom Lecha odnowiono setki grobów powstańców wielkopolskich
Weszło

Dzięki kibicom Lecha odnowiono setki grobów powstańców wielkopolskich

Jeśli kibice piłkarscy robią coś głupiego, to ich krytykujemy. Jeśli nakręcają świetne akcje, to ich chwalimy. Tym razem możemy tylko chwalić. Fani Lecha Poznań od lat rozpowszechniają wiedzę na temat Powstania Wielkopolskiego. Od dekady zbierają też pieniądze na renowacje grobów powstańców – dzięki kwestom na cmentarzach udało im się odnowić ponad 500 nagrobków. – Pomaga to, że Lech Poznań to marka, kibice Kolejorza są uznawani za wielką siłę. Robimy swoje, przyciągamy kolejnych ludzi, działamy z coraz większym rozmachem – mówi Marcin Mrówka, koordynator zbiórki i renowacji grobów powstańców.

Przy akcjach upamiętniających wydarzenia historyczne często stawia się na efektowność obchodów. Wy – jak Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań – dość wyraźnie postawiliście na tę pracę organiczną i od dekady zbieracie pieniądze na renowację grobów powstańców wielkopolskich.

Marcin Mrówka, Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań: – Nie patrzymy na okrągłe rocznice, choć wiemy, że są one ważne, bo przyciągają osoby, które na co dzień nie mają styczności i nie interesują się danym wydarzeniem historycznym. Natomiast tak, postawiliśmy na pracę od podstaw. Ta cała zbiórka zaczęła się od spontanicznej akcji renowacji jednego nagrobka powstańca. Przez te lata doszliśmy do kwot i liczb, które imponują. Wiem, że te obchody były huczne ze względu na setną rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego, ale my na to patrzymy tak – kolejna zbiórka, kolejna gigantyczna praca do wykonania, kolejny cel do realizacji.

Jak wyglądały początki tych zbiórek na renowacje grobów powstańców?

– Spontanicznie wpadliśmy na pomysł odnowienia nagrobka jednego z powstańców wielkopolskich. Rozpoczęliśmy zbiórkę m.in. ze sprzedaży koszulek. Uzbieraliśmy kwotę niezbędną do tego, by to miejsce pochówku doprowadzić do należnego stanu i uznaliśmy w pewnym momencie, że można to robić na większą skalę. Że ten powstaniec nie był jedynym. Że jest wiele nagrobków powstańców, które stoją zapomniane gdzieś na skraju cmentarza i nie są godne tego, jak ten człowiek walczył o naszą wolność. Wówczas na tej pierwszej zbiórce uzbieraliśmy – jeśli pamięć mnie nie myli – osiem tysięcy złotych. I przez te dziesięć lat rozrosło się to w sposób imponujący. To była wzajemna mobilizacja – jeden kibic wziął udział, zachęcił kolegę, ten zaraził kogoś następnego. Perpetuum mobile. Zrobiliśmy ogromny krok do przodu.

Tegoroczna kwesta na cmentarzach w Wielkopolsce przyniosła ponad 400 tysięcy złotych, a udział w niej wzięło ponad 800 wolontariuszy.

– Jeśli chodzi o liczbę wolontariuszy, to są takie szacunki. Mamy grupy kibicowskie, które nadzoruje jedna osoba – wysyłamy im puszki, identyfikatory, smycze, koszulki, banery. Oni na miejscu ustawiają się przy bramach cmentarzy 1 listopada i w trakcie dnia z tymi puszkami się zmieniają. Więc te 800 osób to szacunki – równie dobrze razem z rotacją przy zbiórkach może być ich nawet tysiąc. Cieszy mnie też przekrój wiekowy – na Junikowie w tym roku zbierały z nami dzieci trzy-czteroletnie, ale i znajdą się 70-latkowie uczestniczący w kweście.

Natomiast tak – uzbieraliśmy ponad 400 tysięcy złotych, z czego do samych puszek ludzie wrzucili około 360 tysięcy, a pozostała kwota to wpłaty na konto i pieniądze od sponsorów. W poprzednich latach łącznie zebraliśmy 950 tysięcy, zatem w tym roku przełamaliśmy już granicę miliona złotych na renowacje grobów powstańców. Przed tegoroczną zbiórką tych renowacji przeprowadziliśmy około 500.

Okej, pieniądze zebrane, ale co dalej? Jak znajdujecie groby powstańców, jak dokonujecie selekcji?

– Dokładnie, sama zbiórka to jedna rzecz, której organizacja zajmuje nas od sierpnia do listopada. Natomiast przez wszystkie kolejne miesiące zajmuje się znajdywaniem, selekcją i samą odnową zniszczonych grobów. Właściwie etap znajdywania „robi się sam” – mamy mnóstwo zgłoszeń od kibiców czy rodzin powstańców. Jest ich tyle, że zaraz pieniędzy z tej rekordowej zbiórki nie będzie. Ale to dla nas znak, że nie możemy się zatrzymywać i jest jeszcze mnóstwo pracy do wykonania.

Tak wyglądał nagrobek przed renowacją. Efekty odnowy widać na głównym zdjęciu tego tekstu. źródło: wiarapowstancom.pl

Tak wyglądał nagrobek przed renowacją. Efekty odnowy widać na głównym zdjęciu tego tekstu.
źródło: wiarapowstancom.pl

Jak wygląda proces znajdywania tych grobów?

– Od początku zbiórki funkcjonowało to tak, że kibice z naszych fanklubów przy okazji zapalania zniczy na cmentarzach wyszukiwali grobów z napisami „powstaniec”. Natomiast to była kropla w morzu potrzeb. Niektóre nagrobki były bardzo zniszczone i nie dało się ich zidentyfikować przez napis na nim. Niektóre wcale nie były oznaczone. Musieliśmy działać szerzej. Stworzyliśmy adres e-mail [email protected], kontynuowaliśmy poszukiwania na własną rękę. I po pierwszych zbiórkach bywało tak, że pieniądze na renowacje leżały na naszym koncie i z miesiąca na miesiąc wykładaliśmy je na renowacje kolejnych grobów. Dzisiaj tych zgłoszeń jest tyle, że fundusze ze zbiórki są wydawane na bieżąco. Brzydko mówiąc – robią się kolejki.  Jeszcze w zeszłym roku myślałem, że jeśli teraz uda nam się pobić rekord, to zdołamy doprowadzić do porządku wszystkie zniszczone groby powstańców. Ale dzisiaj wiemy, że to nierealne. To pokazuje, ile jeszcze jest do zrobienia. Bywają dni, że nawet na prywatny numer telefonu dostaje kilkanaście zgłoszeń od osób, które zapalały gdzieś znicz i zauważyły zrujnowany nagrobek, na którym ledwo widać napis „powstaniec wielkopolski”. Takie zgłoszenia przeważają. Do tego dochodzą rodziny, które nie mają środków na odnowienie nagrobka np. pradziadka, który walczył w Postaniu Wielkopolskim.

Najtrudniejsze są te zgłoszenia od osób postronnych?

– W pewnym sensie tak, bo dochodzi do tego dodatkowa praca. Musimy ustalić, czy żyje jeszcze rodzina tego powstańca. Jeśli tak, to trzeba się z nimi skontaktować i poprosić o zgodę na renowację. Jeśli nie, to rozmawiamy wówczas z zarządcą cmentarza. Ale głównie to w ten sposób funkcjonuje. Dostajemy zgłoszenia przez Facebooka, dostajemy telefony, maile. Przeróżnymi drogami.

Zauważa pan zmianę w odbiorze waszego kwestowania pod cmentarzami? Przypuszczam, że na początku ludzie mogli patrzeć na was niechętnie.

– Stoję z puszkami od początku tej akcji, więc mogę to pokazać na własnym przykładzie. Kilka lat temu było tak, że rozdawaliśmy przygotowane wcześniej ulotki – co to za akcja, po co to robimy, kto to robi, czym się zajmujemy, jakie są efekty. Ludzie często podchodzili, pytali o szczegóły akcji, rozwiewali swoje wątpliwości. W tym roku stałem na Junikowie kilkanaście godzin i nikt nie musiał już dopytywać kim jesteśmy i na co zbieramy. Widzą puszkę z herbem kibiców Lecha, widzą element powstańczy i wiedzą, że można nam zaufać. Wiedzą na co zbieram i widzą efekt. W przeszłości zdarzały się komentarze „eee, kibicom Lecha nie wrzucę, pewnie wezmą coś z tego dla siebie”.

Nie bierzecie nic dla siebie?

– Nie. Organizacja samej zbiórki pochłania dużo pieniędzy, bo trzeba przygotować koszulki, puszki, smycze, kolportować to po całym województwie. Ale te koszty pokrywamy dzięki wpłatom sponsorów. Żadna złotówka z puszki nie idzie na organizację zbiórki, wszystko przekazujemy na renowacje. Ludzie też widzą efekty – że te groby są remontowane. Na stronie akcji prowadzimy zbiór zdjęć przed i po renowacji. Dostajemy wzruszające telefony i listy. Na przykład od rodzin, które zgłosiły grób przodka-powstańca na zasadzie „a, może coś się uda zrobić, ale nie wierzymy, że są szanse”, a za kilka miesięcy nagrobek był już odnowiony. Staramy się to robić błyskawicznie – dostajemy zgodę, znajdujemy wolny termin u kamieniarza, pozyskujemy zgodę na renowację i niedługo później powstaniec ma już godne miejsce pochówku. To wynagradza ten trud.

Zakładacie sobie jakiś cel? Jest możliwe, by wszyscy powstańcy mieli nagrobek na jaki zasługują?

– Chciałbym, żeby tak było. Natomiast problem z takim celem jest taki, że nie istnieje wiarygodny spis absolutnie wszystkich grobów powstańców. Takie spisy powstają, kibice Lecha też starają się go tworzyć, ale uzupełnianie bazy trwa, a komplikacji po drodze jest wiele. Mieliśmy takie marzenie kilka lat temu, by właśnie na setną rocznice wyremontować wszystkie zniszczone nagrobki. Ale to był nierealny plan. Co roku odnawiamy kolejne groby, a co roku dostajemy mnóstwo kolejnych zgłoszeń. Cieszymy się, że jest jeszcze praca do wykonania, gonimy ten cel, ale wiemy, że przed nami jeszcze lata zbiórek i lata pracy w terenie.

Robimy te groby nie tylko w Wielkopolsce. Niedawno zajmowaliśmy się jednym na cmentarzu w Koszalinie, jeździmy do kujawsko-pomorskiego, do lubuskiego. Ale to nie wszystko. W 1920 i 1921 roku część powstańców walczyła na Kresach Wschodnich i wiemy, że niektórzy z nich właśnie tam są pochowani. Powoli przymierzamy się do tego, by także i im zapewnić godny pochówek. To będzie oznaczało wiele godzin spędzonych w archiwum i wielką robotę do wykonania przy logistyce tego przedsięwzięcia. Nadzieja w tym, że przyjdzie pomoc ze strony organów państwowych. Władze lokalne są nam na ogół bardzo przyjazne – pomagają przy oznaczaniu grobów powstańców, partycypują w kosztach. Ale nie ukrywam, że odgórna pomoc bardzo by nam się przydała. Ja też zdaję sobie sprawę, że nagrobki nie są wieczne. W rozmowach z kamieniarzami zapewniamy sobie, by to było robione porządnie, a nie tak, że za dwa lata znów będzie trzeba przeprowadzać renowacje.

źródło: wiarapowstancom.pl

źródło: wiarapowstancom.pl

Poza akcję renowacji grobów robicie też wiele innych rzeczy. Gra miejska związana z obchodami wybuchu Powstania Wielkopolskiego, efektowna iluminacja na ulicach Poznania, ale i murale, których co roku przybywa w całym województwie.

– Jesteśmy dumni z powstańców, to wielka duma dla Wielkopolan. Możemy wspierać te obchody, rozpropagować pamięć o Powstaniu i wydaje się, że przez lata dużo udało nam się zrobić na poczet tego, by ludzie o tej pięknej karcie w naszej historii pamiętali. Robiliśmy konkurs plastyczny dla dzieci. Pomaga to, że Lech Poznań to marka, kibice Kolejorza są uznawani za wielką siłę. I jesteśmy postrzegani pozytywnie nawet mimo tego, że nieprzychylne media starają się zmienić nasz wizerunek. Robimy swoje, przyciągamy kolejnych ludzi, działamy z coraz większym rozmachem. W tym roku wraz z firmą Enea udało się stworzyć kilkanaście murali związanych z Powstaniem Wielkopolskim. Mieliśmy mało czasu, ale szybko znaleźliśmy ściany, na których te malunki mogły się ukazać. I co ważne – powstały one nie tylko w Wielkopolsce, ale i w województwie kujawsko-pomorskim.

Do akcji włączyła się też Drużyna Wiary Lecha, która gra w specjalnych koszulkach powstańczych. Na czym ta „specjalność” polega?

– Każdy numer na plecach zawodników DWL jest przypisany do jakiejś ważnej daty związanej z Powstaniem Wielkopolski. Pod numerem widnieje nota historyczna związana właśnie z tą datą. Dla przykładu – ja mam koszulkę z datą przejęcia przez powstańców samolotów z lotniska Ławica, którymi to później zbombardowali Frankfurt. Na trykocie jest też rozetka powstańcza, herb kibiców Kolejorza. Jestem tą koszulką zachwycony, żal mi zakładać ją do biegania, od kilku tygodni tylko się jej przeglądam. Chłopaki z DWL też bardzo czynnie działają na rzecz wspierania pamięci o Powstaniu Wielkopolskim.

Herb kibicowski otwiera wiele drzwi? Czy jednak często je przymyka?

– I otwiera, i zamyka. Nie ukrywam, że władza lokalna w Poznaniu nie jest nam przychylna od lat, a my robimy swoje pomimo tego, a nie dzięki pomocy z miasta. Dostajemy pomoc od samorządów lokalnych, wiele firm patrzy na nas przychylnym okiem. My do polityki mieszać się nie chcemy. Chcemy po prostu, by nam nie przeszkadzano, a jeśli ktoś chce pomóc, to jesteśmy otwarci na współpracę. Natomiast z roku na roku robimy więcej i to wszystko bezinteresownie. Poświęcamy swój wolny czas na kultywowanie i propagowanie pamięci o Powstaniu Wielkopolskim. I napawa to nas ogromną dumą, że możemy do tego dołożyć naszą cegiełkę.

rozmawiał Damian Smyk

fot. wiarapowstancom.pl

KOMENTARZE (19)