Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Weszło

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Gdy pierwszy raz pojawiła się idea trzeciej ligi europejskiej, wyraziłem umiarkowany entuzjazm. Nasza słabość naszą słabością, pasztetowość nowych rozgrywek absolutnie niepodważalna, ale to też w polskim piekiełku urozmaicenie. Oswojenie faz grupowych. Czwartki z nadwiślańskimi zespołami czarującymi grą w różnych częściach kontynentu. Kto wie, może i szansa na naprawdę efektowny rajd wiosną?

Tymczasem pojawił się faktyczny kształt planowanej rewolucji i trzeba powiedzieć brutalnie:

Jak nas nie było, tak nas nie będzie.

32 drużyny w Lidze Mistrzów, 32 drużyny w Lidze Europy, 32 drużyny w Lidze Europy 2. To raptem szesnaście miejsc więcej, niż do tej pory (Liga Europy aktualnie ma 48 miejsc w fazie grupowej). Uderzmy się w pierś: czy gdyby w trwającej edycji pucharów nagle zrobiło się o szesnaście miejsc więcej, polski zespół otrzymałby zaproszenie? Chyba do posprzątania po bankiecie: dwadzieścia trzy drużyny odpadły w fazie Play-Off, do której nie dostał się żaden reprezentant Ekstraklasy. Nie stalibyśmy nawet w drugim szeregu chętnych.

Tym, którzy nie znają zasad, szybkie wyjaśnienie, oczywiście z polskiej perspektywy.

Liga Mistrzów

Screen Shot 12-06-18 at 11.18 AM

Mistrz Polski musi przejść cztery rundy eliminacyjne. Legia może liczyć na jako takie rozstawienia, ktokolwiek poza nią od razu ma ciężary.

Liga Europy

Screen Shot 12-06-18 at 11.18 AM 001

W eliminacjach Ligi Europy nie biorą udział żadne polskie drużyny. Może tu „spaść” mistrz Polski jeśli przegra w eliminacjach Ligi Mistrzów – do Play-Off z III rundy, do fazy grupowej z finalnej IV rundy.

Liga Europy 2

Screen Shot 12-06-18 at 11.18 AM 002

Eliminacyjne piekło, dotychczas znane jako eliminacje do Ligi Europy, przenosi się tutaj. Mistrz Polski ma autostradę do fazy grupowej, pozostali? Startują w drugiej rundzie, w trzeciej mogą trafić np. na ekipy z Rosji, Belgii, Portugalii, Turcji, a w ewentualnej czwartej rundzie nawet z Włoch, Niemiec, Anglii, Francji, Hiszpanii. Szansa na korzystne losowanie oczywiście jest, ale czy mamy prawo patrzeć z góry na dwumecz, w którym zagramy z ekipą z Serbii? Szwecji? Kazachstanu? Azerbejdżanu? Nie mówiąc o Szwajcarii, Danii, Cyprze czy Czechach?

Zakładam, że dowolny polski klub trafiając na norweski Sarpsborg uważałby się za faworyta. A tenże Sarpsborg przeszedł trzy rundy eliminacji, w fazie grupowej pokonał Genk 3:1. Genk, który, w zgodnej opinii poznaniaków, miał być dla Kolejorza nieosiągalny, a porażka z nim była zderzeniem czołowym z pociągiem towarowym.

Najczarniejszy scenariusz: mistrz Polski odpada w II rundzie el. LM, w III rundzie el. LE, w IV rundzie el. LE2. Znając wyniki z ostatnich dwóch lat, nie jest to nieosiągalne. Pozostali gdzieś tam polegną, z większym lub mniejszym honorem.

Scenariusz realistyczny: mistrz Polski pokonuje kogokolwiek i wchodzi z wielkimi fanfarami do fazy grupowej LE2. Pozostali wykrzaczają się podczas eliminacji, nawet niekoniecznie we wstydliwym stylu – lepszy okazał się Belg, Holender, Rosjanin, w lepszej formie był Szwed, Chorwat. Zespoły lepsze, bogatsze lub nam równe.

W praktyce więc będzie GORZEJ. Naszą normą, mniej więcej, był ostatnio jeden zespół w fazie grupowej. To się powinno utrzymać, ale już udział będziemy brać nie w drugiej, a w trzeciej lidze. Sezon, w którym zarówno Wisła jak i Legia grały w Lidze Europy, a jeszcze z niej wyszły – jakże niedoceniany czas, szczyty nieosiągalne.

O słodka naiwności, która kazała mi sądzić, że będzie inaczej, czytaj: będzie łatwiej. Szesnaście miejsc więcej dzisiaj, w tak cholernie konkurencyjnej piłce, to jest nic. O te szesnaście miejsc powalczy sześćdziesiąt drużyn na poziomie naszych najlepszych, a wielu będzie takich, którzy będą mieli prawo patrzeć na nas z góry.

Moja naiwność brała się z przekonania, że UEFA zrobi ukłon ku federacjom dziadowskim, dla których europejskie puchary są świętem; tak też w zasadzie zrobiła, ale uznając, że trzeba znać miarę i wystarczy, że w taką rolę wcieli się mistrz. Wcale się nie dziwię.

Ta cała reforma tylko bardziej uzmysławia, w jak głębokiej dupie znajduje się polska piłka klubowa. Co boli tym bardziej, że przecież potencjał – upieram się – jest. Niestety na ten moment nawet na piłkarski skład pasztetowej nieszczególnie się nadajemy.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (26)