Jadczak: Na podstawie wywiadów Sarapaty i Dukata wypisałem pięć stron kłamstw
Weszło

Jadczak: Na podstawie wywiadów Sarapaty i Dukata wypisałem pięć stron kłamstw

– Przygotowując się do rozmowy wypisałem sobie pięć stron kłamstw, które są w tych wywiadach. Praktycznie można tu przy każdym zdaniu się do czegoś przyczepić i powiedzieć, że coś jest nieprawdą, manipulacją czy żartem – mówił na antenie Weszło FM Szymon Jadczak, komentując wywiady Marzeny Sarapaty i Damiana Dukata. Jeśli ktoś przegapił rozmowę w radiu, a woli przeczytać, zamiast posłuchać (KLIK) – zapraszamy.

Nie było ci przykro jak zobaczyłeś, że komuś się wreszcie udało dotrzeć do Damiana Dukata i Marzeny Sarapaty, a ty tak długo się starałeś i nie byli skorzy do konwersacji?

Nie! Ja się bardzo cieszę, że udało się komuś porozmawiać z tymi osobami. Sebastian Staszewski zrobił dobrą robotę. Myślę, że jeśli kogoś nie przekonał mój reportaż, to chyba te rozmowy przekonały, że Wisła Kraków mogłaby mieć lepszy zarząd.

Jakie było twoje pierwsze wrażenie po tym, jak przeczytałeś wywiad z panią prezes?

Muszę przyznać, że się strasznie śmiałem. Rozbawiła mnie rzecz, która jest nieoczywista dla czytelników tych wywiadów. Jest tam taki niuansik. W pierwszym z tych wywiadów pani prezes mówi, że „nie było jej w kraju, jak oglądała materiał i oglądała go w miejscu, w jakim była znaczna różnica czasu”. Pani prezes była w trakcie emisji reportażu w podróży poślubnej w Afryce. Tam nie ma znacznej różnicy czasu. Więc albo pani prezes była słaba z geografii, albo robi z nas wszystkich idiotów.

No bo może nie wie, gdzie była, po prostu było ciepło. Może to było Miami?

Nie no, takie rzeczy sprawdziłem kilka razy, widziałem też zdjęcia i to była Afryka.

Po lekturze wywiadu mam wrażenie, że pani prezes wielu rzeczy nie wie, dlatego może też po prostu nie wiedziała, gdzie jest na wakacjach i faktycznie była tam jakaś różnica czasowa.

No była. Godziny. Chyba, że to jest znaczna różnica czasowa. To są takie szczegóły, które pokazują, z kim mamy do czynienia. Przygotowując się do rozmowy wypisałem sobie pięć stron kłamstw, które są w tych wywiadach. Praktycznie można tu przy każdym zdaniu się do czegoś przyczepić i powiedzieć, że coś jest nieprawdą, manipulacją czy żartem.

Przypomnijmy – pani prezes Marzena Sarapata rozmawiała z Bartłomiejem Stańdo na stronie laczynaspasja.pl, ale także właśnie z Sebastianem Staszewskim na sport.pl. Tutaj na przykład fragment:

„- Ma pani numer telefonu do „Miśka”?

– Nie mam.

– Nie ma pani?

– No nie, nigdy nie miałam.

– To jak się pani z nim kontaktowała w 2014 roku, przez pośredników?

– A widzi pan, wtedy mogłam mieć, dobra uwaga.

– I skasowała pani?

– No chyba tak, zaraz sprawdzę. (pani prezes przegląda telefon)

– No nie mam nic.

– Może pod „M” jak „Misiek”? – Sprawdziłam i nie mam. Może wtedy miałam, ale przecież ludzie zmieniają numery.” No powiem wam, że jak czytam ten wywiad, to myślę sobie, że nie pomagają sobie specjalnie władze klubu – pani prezes i były pan prezes.”

Z kolei Patrycja Trojecka wrzuciła fragment wywiadu z Dukatem:

„- Prowadziłem siłownię, więc siłą rzeczy spotykałem tam masę ludzi. Poza tym ich naprawdę da się polubić. Nie jest tak, że to ludzie od rana do nocy źli. Czasem wychodziłem z nimi na imprezy, czasem tylko dla zasady.

– Dla jakiej zasady?

– Bo wypadało.”

No więc widzisz, nie są to ludzie od rana do nocy źli.

No wiesz co, to jest charakterystyczna rzecz. Oni się odnoszą w tych wywiadach do tego, co jest dla nich wygodne. Pan Damian mówi, że „no, on we Franticu siedział z tymi ludźmi”. Ale przecież ja pokazałem zdjęcia, jak na przykład był w Szwecji, na takim słynnym wyjeździe, gdzie Wisła wspierała Śląsk Wrocław, kiedy jeszcze miała z nim zgodę. I wtedy „Pan Misiek”, jak go pani Marzena nazywa, razem z innymi kibolami został przez policję szwedzką zatrzymany po tym, jak wywołali zadymy. I wtedy pan Damian też tam jakoś dziwnym trafem był. Z tym wyjazdem wiąże się taka śmieszna rzecz, że jak pani Marzena próbowała w sądzie udowodnić, że Gazeta Wyborcza utrudnia resocjalizację Miśka, „Pana Miśka”, a sędzia zapytał: „Gdzie jest „Pan Misiek”, dlaczego nie przychodzi na własne rozprawy”. Pani Marzena zaczęła się tam jakoś głupio tłumaczyć, że „a, szedł ulicą i został zatrzymany”. Wtedy został przez szwedzką policję zatrzymany i zglebowany właśnie w tej zadymie.

Ale jedźmy może po kolei z tym wszystkim.

Jak masz to wypisane, to właśnie.

Ważnym wątkiem jest ta siłownia. Siłownia prowadzona przez „Pana Miśka”… Pani Marzena na konferencji w styczniu, teraz w wywiadach, wszędzie podkreśla, że „no ale przecież jak do kogoś nie było zastrzeżeń, to dlaczego nie mieliśmy podpisywać tej umowy”. No więc sekwencja zdarzeń jest taka: umowę podpisano w 2013 roku. W listopadzie. W październiku, czyli miesiąc przed podpisaniem umowy, przeciwko „Panu Miśkowi” i panu Zielakowi i jeszcze jednemu panu wysłano akt oskarżenia, który 8 października 2013 trafił do sądu w Krakowie. Potem zresztą „Pan Misiek” został skazany w tej sprawie. No i w „nagrodę” za ten akt oskarżenia miesiąc później władze TS-u podpisują z „Panem Miśkiem” umowę na siłownię. Skandaliczną umowę, bo na 16 lat za jakieś śmieszne pieniądze. Potem okazuje się, że nie można tak długiej umowy podpisać, więc aneksują tę umowę w marcu bodajże 2014 roku. Ona jest dalej skandaliczna, bo za jakieś śmieszne stawki, no i z opcją do 2019 z automatycznym przedłużeniem do 2025 roku. No i teraz pani Marzena mówi w wywiadzie, że oni stwierdzili, że umowa narusza ich statut, że jest bezprawna i że będą się starali o jej zerwanie i nieprzedłużanie jej do 2025 roku. No to teraz zgadnijcie, co się stało z tą osobą odpowiedzialną za podpisanie skrajnie niekorzystnej umowy z „Miśkiem”, który miał wtedy akt oskarżenia. Umowy, co do której nawet pani Marzena dziś przyznaje, że jest niezgodna ze statutem. Jak myślicie, co się z nią stało?

Jest na wakacjach?

(śmiech) Nie, ta osoba za czasów pani Marzeny trafiła do Rady Nadzorczej Wisła Kraków SA, nazywa się Ludwig Miętta-Mikołajewicz. Ja ciągle słyszę, że on jest żywą legendą. Według mnie on jest jedną z osób, które najbardziej w ostatnich latach zaszkodziły Wiśle Kraków. No ale jeśli osoba podpisująca takie umowy, według samej pani Marzeny niekorzystne, trafia do Rady Nadzorczej Wisły Kraków, no to ja nie mam więcej pytań. Teraz druga rzecz. Ta siłownia niby jest podpisana, Wisła nie może z tym nic zrobić i wszyscy płaczą: co tu zrobić? W tym wywiadzie pani Marzena powiedziała, że jakiś tajemniczy pełnomocnik się zgłosił i ona z nim negocjuje i są przekonani, że rozwiążą tę umowę. No to ja mam teraz radę dla pani Marzeny. Jest taka strona CEIDG, można tam wejść, wpisać sobie dane Pawła M., żeby było prościej, wpisać ulicę Reymonta jako miejsce prowadzenia działalności i wtedy wyskoczy strona z tą właśnie działalnością, na którą jest zarejestrowana siłownia „Pana Miśka”. Tam sobie można wejść i znaleźć rubrykę: pełnomocnik. I jest w tej rubryce wpisana Agnieszka Kawalec. Więc jeśli pani Marzena nie może znaleźć pełnomocnika „Pana Miśka”, to rada jest taka: wychodzimy z gabinetu, obracamy się w prawo, robimy cztery kroki, obracamy się znowu w prawo, pukamy, otwieramy drzwi z napisem „księgowość” i tam jest pani Agnieszka Kawalec, która jest pełnomocnikiem „Pana Miśka” i mogą sobie negocjować zerwanie, nieprzedłużanie umowy, cokolwiek, z pełnomocnikiem „Pana Miśka”. Przy okazji pani Marzena może spytać, jak to się stało, że pani Agnieszka jest też pełnomocniczką firmy Grzegorza Z. pseudonim „Zielak”, który z kolei w budynkach Wisły przetrzymywał nielegalne papierosy. I pani Agnieszka Kawalec, pracowniczka Wisły, jest pełnomocniczką firmy, która naraża na takie sytuacje Wisłę. Chciałbym, żeby kibice sami odpowiedzieli sobie, czy ktoś z nich nie robi idiotów.

Jedźmy dalej. Pani Marzena i pan Damian D. mówią takie rzeczy na przykład, że prawnik tych ludzi, którzy zostali skazani polecił im podpisać to pismo. I oni podpisali to pismo mimo że nie wiedzieli, kto to jest. Wiem, że mieli nieprzyjemną rozmowę z tym prawnikiem, bo ten prawnik – zresztą to wynika z akt – wcale nie prosił pana Damiana i panią Marzenę o napisanie pisma, tylko oni sami jej napisali. I wiem, że już na ten temat była nieprzyjemna rozmowa.

Dalej. Pani Marzena mówi, że była szantażowana. Wow. Mowa jest o anonimie, który przyszedł do klubu. Tam jest właśnie zdjęcie pana Damiana z rekinem na klacie i jest też mowa o innych rzeczach. Pani Marzena w wywiadzie sugeruje, że ja mam z tym anonimem coś wspólnego, bo zarzuty z anonimu pokrywają się z tym, co jest w Superwizjerze. Nie. Nie ma nic wspólnego mój materiał z anonimem, ponieważ rzeczy z anonimu nie znalazły się w moim materiale, bo nie znalazłem na to potwierdzenia. A w anonimie jest mowa o tym, że pani Marzena i pan Damian wyprowadzają poprzez spółki zarejestrowane na ich partnerów – na męża pani Marzeny i partnerkę pana Damiana – pieniądze ze spółki. Mam pytanie do kibiców: dlaczego nie pytacie pani Marzeny i pana Damiana o takie rzeczy, tylko pytacie, co Jadczak odpowie na zarzuty pana Sarary.

To jest kolejna rzecz. Przez miesiąc Wisła myślała, co mądrego odpowiedzieć na mój materiał, no i w którymś momencie wymyślili, że wypowie się pan Sarara. Pan Sarara to jest trener boksu w tej właśnie sekcji Trenuj Sporty Walki. Pan Sarara zarzuca mi, że on mnie zaprosił na trening, wszystko pokazał, a ja zamazałem twarzy tych ludzi, którzy brali udział w treningu, że to byli biedni studenci, a ich matki teraz płaczą, bo teraz nie wiedzą, gdzie ci studenci chodzą. No więc sytuacja wygląda tak: pan Sarara na Facebooku czy na YouTube może powiedzieć wszystko. Ja dotarłem do dokumentów, które są pod rygorem prawnym w aktach tych wszystkich spraw. Z nich wynika, że sekcja jest własnością Pawła M., pseudonim „Misiek”. Że w tej sekcji trenerem był „Młody Macho” czyli jeden z bandytów, którego pokazano, jak bije na trybunach kibiców Wisły. Pan Sarara był trenerem „Miśka” i po godzinach szkolił „Miśka” i „Zielaka”. Na to, że szkolił „Zielaka”, to jest taki fajny filmik na YouTube, polecam kibicom Wisły, nie wystawia on najlepszego świadectwa panu Sararze, bo trenowany przez niego pan Grzegorz Z. pseudonim „Zielak” dostaje straszny oklep, nie zadaje bodaj ani jednego ciosu i to na turnieju właśnie w hali Wisły doznaje porażki. Pan Sarara nie powiedział też, co też jest w aktach, że trenował kiboli na jakichś obozach w Zakopanem. I teraz ja zostałem zaproszony na ten trening, żeby pokazać tych ludzi z twarzami i ze wszystkim. Musiałbym mieć od nich oczywiście zgody wizerunkowe, bo jak wiemy w tym kraju jest takie prawo, żeby kogoś pokazać, to ten ktoś musi się zgodzić. Więc musiałbym w siedzibie Sharksów, zapytać tych ludzi, którzy są na treningu, czy wobec tego, że robię materiał o Sharksach, bandytach, którzy właśnie tutaj mają swoją siedzibę, oni mogą mi podać swoje pełne dane osobowe i wystąpić pod imieniem i nazwiskiem. Dodam tylko, że pilnował nas taki jeden fajny „Shark”, pod budynkiem też stało paru fajnych „Sharksów”. Myślę, że o tym pan Sarara zapomniał powiedzieć, ale to według mnie trochę zmienia okoliczności całego zdarzenia.

Skoro jesteśmy przy tych Sharksach, to jest fragment wywiadu Sebastiana Staszewskiego z Damianem Dukatem:

„- Chyba mocno pan polubił „Sharksów” skoro rekina wytatuował pan sobie na piersi. 

– Mam wiele tatuaży, większość z symboliką wiślacką. Ten też, nie ukrywam tego. Ale dla mnie rekin to nie symbol jakiejś grupy przestępczej, ale kibiców tego klubu. Wcześniej miałem tatuaż z moją byłą dziewczyną. Rozstaliśmy się i chciałem go usunąć, ale nawet laserowo się nie dało. Strasznie bolało. Postanowiłem więc go przerobić na inny. Ktoś ze znajomych zaproponował mi rekina, pokazał projekt, który mi się spodobał. I zrobiliśmy to. 

– Wiedział pan czy zajmują się „Sharksi”? 

– Powiem szczerze: nie. 

– Mieszkał pan w Krakowie i pan nie wiedział? 

– Oczywiście, że słyszałem o różnych sytuacjach, ale nie dopytywałem kto gdzie był i co robił. 

– Prokuratura oskarża członków grupy o morderstwa, porwania, kradzieże, wyłudzenia. I pan nic nie wiedział? Myślał pan: kibice-sportowcy? Proszę ze mnie nie żartować. 

– Wychodzę z założenia, że im się mniej wie, tym lepiej się śpi. Poza tym w Krakowie panuje prawdziwa zmowa milczenia. Mówią o tym otwarcie oficerowie policji. Jak coś się stanie to nikt nie lata po ulicy i się tym nie chwali. Naprawdę nie miałem świadomości wielu spraw.”

Moim zdaniem należy mi się jakaś nagroda, że czytałem to wszystko i się nie zaśmiałem.

To jest niebywałe. Już jak ten wywiad się ukazał, napisało do mnie dwóch Sharksów: „zobacz, w końcu się znalazł ktoś od nas, kto nie wiedział czym się zajmowaliśmy i ten ktoś siedzi w zarządzie.” Bardzo ciekawe. W 2012 roku był taki mecz z Lechem Poznań, tam doszło do przerwania spotkania z powodu rzucania rac na trybuny. Była też taka sektorówka. Przeczytam fragment oświadczenia SKWK, pan Damian był wówczas w komisji rewizyjnej SKWK. „Dwie imponujące oprawy. Pierwsza została zaprezentowana na wyjście piłkarzy. Środek trybuny C został przykryty przez sektorówkę z rekinem, po bokach ułożony został napis WS – Wisła Sharks. Na dole widoczny był transparent: Nie ma na to leku, finał będzie w grobie, wszyscy cierpicie na galeofobię.” I tutaj w nawiasie: „to trudne słówko, lęk przed rekinami”. Klub został ukarany 20 tysiącami złotymi grzywny i kibice reagowali oburzeni na Facebooku, że może dość tego dymu, tych Sharksów, tego wszystkiego. Wtedy na białym koniu na Facebooka wjechał pan Damian. Napisał tak: „ty pierdolony hipokryto. Ty hipsterze bez pasji. Udający, że kibicuje, a o kibicowaniu nie ma zielonego pojęcia. Dla ciebie najpiękniejsze co może być w futbolu to Leo Messi. Jesteś idiotą. Tu przychodzi się dla atmosfery, a nie dla tych marnych grajków. I ta kara już dawno się zwróciła. Spuść z tonu dzieciaczku, bo będziemy rozmawiać inaczej. Ja w przeciwieństwie do ciebie, internetowy pokemonie, dysponuje danymi prosto z klubu i prosto z klubu mogę dowiedzieć się więcej. Zrozumiałeś sugestię, baranie?”

Tak pisał w 2012 roku pan Damian D., później wiceprezes klubu. I dalej:

„Wystarczy, że niedługo będę miał twój adres koleżanko. Niedługo będziesz miał okazję powiedzieć mi wszystko, a może coś więcej, w twarz. Ty jebana cioto.”

To określenie hipster bez pasji było najfajniejsze.

Potem pan Damian podsumowuje: „jebać poprawność polityczną”. Takie pan Damian miał podejście do kibiców, to zostawiam kibicom do rozstrzygnięcia, czy taki człowiek jest właściwą osoba na właściwym miejscu. Mam jedno pytanie: w oświadczeniu po naszym reportażu pan Damian napisał, że nikogo nie uderzył. Sebastianowi w tym wywiadzie dla Sport.pl mówi tak:

W kwietniu 2013 roku był pan u boku Piotra M., gdy ten pobił na trybunie kibica. Nagrania monitoringu pokazują zresztą, że pan też wtedy uderzył jedną z osób. Marka Z. też pan znał.

No, był to błąd. Teraz wiem, że drugi raz bym tego nie zrobił. Tak samo z tą sytuacją na meczu z Piastem. To była zbyt ostra wymiana zdań. Inna sprawa, że ja też dostałem w twarz.

To kiedy on mówi prawdę? Bił czy nie bił? Są takie momenty w tym wywiadzie, że robi mi się aż niedobrze. Raz dziennikarz pyta o te pozdrowienia dla bandytów. Damian D. porównuje to do sprawy Maćka Dobrowolskiego, który przesiedział długo w areszcie na jakichś lichych zarzutach. I ten gość porównuje sprawę wysyłania kartek do takiego zwyrodnialców jak Misiek, który wlewał wrzątek do gardła i katował kolegów po szalu? Do sprawy Dobrowolskiego? To jest obrzydliwe.

Pozostaje kwestia Barcelony, bo on utrzymuje, że w niej był:

Proszę zobaczyć, tu jest dowód zakupu biletów do Barcelony, tu są moje dane, a tu mojej byłej dziewczyny [Dukat pokazuje wydruk zakupu – przy. aut.]. Nawet nie oglądałem wtedy meczu. O wszystkim dowiedziałem się z MMS-ów od znajomych.

To, że kupił pan bilety do Barcelony, nie oznacza, że pan tam był.

Na Facebooku wrzuciłem zdjęcie z Barcelony, co można łatwo sprawdzić. Z łatwością możemy też dowiedzieć się do jakich stacji nadawczych logował się mój telefon. Sprawa tego pomówienia będzie przeze mnie kontynuowana w sądzie. To naprawdę poważne oskarżenia.

Nie widziałem tego zdjęcia i mam pytanie: komu mam wierzyć? Człowiekowi, który zeznaje pod rygorem prawa, który zostaje uznany przez prokuraturę za wiarygodnego, przez którego zostaje skazanych ileś tam osób? Czy człowiekowi złapanego wielokrotnie na kłamstwach, który broni się w taki sposób? Ja wierzę zeznaniom, panu Damianowi nie wierzę. Bilet widziałem, on moim zdaniem niczego nie potwierdza. Poza tym zarzuty postawione w reportażu dotyczą meczu z Cracovią, on się odbył wcześniej, na tę okoliczność pan Damian biletu nie przedstawił.

Coś jeszcze w tym wywiadzie do czego chciałeś się odnieść?

Opowiem wam jedną historię. Kibice tropią jakieś nieścisłości w tym materiale, mówią, że ja jestem jakimś kibolem Radomiaka, że życzyłem komuś śmierci. Totalne bzdury. Ale nie widzę, by dopytywali z jakąś zajadłością zarząd o to wszystko. Kibice Wisły są w stanie tworzyć fake newsy szkodzące klubowi. Na przykład zorientowałem się, że ktoś wypuszcza newsa: Jadczak szantażuje sponsorów Wisły i grozi im, że jeśli nie odejdą, opisze ich negatywnie. Zadałem sobie trochę trudu, by znaleźć człowieka, który to rozpuszcza. Wszystko mi opadło, jak się zorientowałem, kto to. Tym człowiekiem jest wykładowca prawa rzymskiego na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Pozdrawiam, panie Tomaszu. Taki człowiek jest super przykładem dla swoich studentów… Napisałem do niego, on stwierdził, że robił to w imię prawdy. Dziękuję za taką prawdę.

A propos zastraszania sponsorów – pani Sarapata powiedziała, że trzeba było skończyć rozmowy z Paulem Bragielem, bo Jadczak go zastraszył. Wkurzyłem się, napisałem do Paula: słuchaj, jakie groźby, o czym ty mówisz? Pogadaliśmy, pożartowaliśmy, na końcu powiedział, że może wróci, jak polska piłka będzie oczyszczona. Nie miałem jednak wrażenia, że był zastraszony. Zastraszani przeze mnie ludzie raczej by ze mną nie żartowali. Gdzie byśmy nie spojrzeli na ten wywiad, tam jest zonk.

Lecimy dalej z wywiadem:

Wróćmy do Pawła M., ps. „Misiek”. Rządził w klubie?

To jest teza, której kompletnie nie rozumiem. Właściwie co ona oznacza? Że powinien stać tutaj i pilnować, co mówię do pana? Przez dwa lata wszyscy, również dziennikarze, mieli otwarte drzwi, spotykali się z nami, rozmawiali w pomieszczeniach klubu – rozumiem więc, że musieli go widywać? Śmiem twierdzić, że nigdy go w klubie nie widzieli.

Pani Sarapata mówi, że dziennikarze mieli otwarte drzwi, a ja pokazałem, jak ucieka ode mnie tylnym wyjściem z restauracji u Wiślaków. Pamiętam jak dzisiaj: 28 czerwca. Czekam po walnym, wraz ze mną dwóch krakowskich dziennikarzy. Czekamy, czekamy, nic się nie dzieje, samochody pani Marzeny i pana Damiana stoją przed klubem. I ci otwarci, transparentni działacze uciekają tylnym wyjściem. Szokująca transparentność.

Jeszcze co do siłowni:

Umowa wygasa w listopadzie 2019 roku, ale dążymy do tego, by została rozwiązana przed tym terminem. Tutaj podkreślam, że umowa nie przedłuży się automatycznie, bowiem zapis taki jest obejściem statutu, który wyraźnie mówi, że zawarcie umowy najmu na czas określony dłuższy niż 6 lat wymaga zgody walnego. Takiej zgody nie było, ale nie można obejść tego zapisu w taki sposób, że wpiszemy automatyczne przedłużenie na kolejne sześć lat.

To jest kuriozum. Pełnomocniczką Miśka jest pani Angieszka Kawalec, która jest pracowniczką Wisły. Pracuje ściana w ścianę z panią Marzeną. To dlaczego pani Marzena nie wyjdzie ze swojego gabinetu, nie pójdzie do gabinetu po prawo? Ludzie, to wynika z papierów. Jak mi nie wierzycie, wejdźcie sobie na CEIDG, wpiszcie Paweł M., Reymonta, tam wyskoczy wam firma, macie rubrykę – pełnomocnik: Agnieszka Kawalec. Jak nie wierzycie mi, to może uwierzycie ministerstwu, które prowadzi te rejestry? Nie wierzcie ślepo pani Marzenie, tylko sprawdzajcie dokumenty.

Powstała opinia, że Jakub M. został podstawiony przez grupę gangsterów, bo Tele-Fonika nie mogła sprzedać bezpośrednio akcji TS-owi. „Kompletna bazdura, to nie było tak, że TS marzył o tym, żeby przejąć spółkę i nią zarządzać”.

Co do Jakuba M., w ostatnich dniach dowiedziałem się takich rzeczy o jego powiązaniach z Sharksami, których na razie nie chcę ujawniać, bo to wylałoby dziecko z kąpielą. Zaczynam się coraz mocniej zastanawiać nad tą historią. Będę musiał nad nią chwilę popracować, to jest baaardzo ciekawy wątek.

Zdradzisz chociaż trochę?

Zdradzę tyle, że te więzi są głębsze niż nam się wszystkim wydawało. Wracając do wywiadów. Linia obrony pani Marzeny to „nic nie wiedziałam”, „nic nie słyszałam”. Pana Damiana podobnie. No i znowu się nie dogadali przed tymi wywiadami. A propos podpisywania umów z ludźmi, którzy w przeszłości mieli problemy z prawem: oboje mówią, że to oni je podpisywali. „Młody Macho” i „Korek” mieli zakazy stadionowe. Jak klub może nie sprawdzić, czy osoby, które zatrudnia, przypadkiem nie mają zakazów na jego własny stadion? Do tego też nie można mieć dostępu? A zakazy stadionowe dostali za wydarzenia, w których uczestniczył Damian D. – on też tego nie wiedział?

Co do Wojciecha Ł.. Pani Marzena wspomina, że parę dni temu przyszedł do niej pracownik i klubu mówi: – Marzena, przecież wszyscy wiedzieli, kim jest ten gość. Nawet, gdyby pani Marzena faktycznie nie wiedziała… Ja mam tak, że lubię sobie pewne rzeczy sprawdzić w Google. Gdyby pani prezes tak zrobiła, wyskoczyłby jej list gończy z tym człowiekiem. Był ścigany listem gończym, dostał list żelazny i dopiero wtedy przyjechał do kraju. Ten list żelazny do dziś jest w internecie. No ale pani Marzena tego nie wiedziała, nie wpadła, no, sorry, no…

Pojawiły się komentarze, że nie chcecie w ogóle składać pozwu. Kiedy można się go spodziewać? „Oczywiście, że złożymy, mam nadzieję, że będziemy mogli o tym fakcie poinformować już w ciągu najbliższych dni”. Stresujesz się pozwem?

To bardzo ciekawy wątek, ponieważ potwierdzili wszystkie tezy z mojego materiału – pani Marzena pośrednio, a pan Damian właściwie w stu procentach. No, oprócz tezy, że był w Barcelonie i nie rzucał racami. Ale to z kolei potwierdzają zeznania złożone w sądzie przez świadków. To czego ten pozew ma dotyczyć, skoro oni wszystko potwierdzili z tego materiału?

A, jest jeszcze kwestia koszulki z Kamilem D.. Pani Marzena mówi, że właściwie nie wie, jak to się stało. Pan Damian mówi, że to chyba oni musieli mieć wiedzę, że takie koszulki będą. Oni nie potrafią dziś powiedzieć, kto sprawił, że ten gangster znalazł się na koszulkach piłkarzy. To pytam: są w tym klubie jakieś dokumenty, jakiś obieg papierów? Wszystko zostało spalone, zniszczone i nie wiadomo, kto się pod tym podpisał? Gdzie my żyjemy? Przecież to normalna firma, w której powinny być takie dokumenty. W sobotę 15 września wyemitowano materiał, to w poniedziałek 17 września pani Marzena wychodzi do mediów i mówi, że „tutaj jest dokument, pod którym się podpisał ten i ten, właśnie go zwolniłam i nie chcemy mieć z nim nic wspólnego, bo wsadził nas na minę”. Tak to powinno się odbyć.

Prezes Wisły w temacie swojego milczenia mówi tak: – Podjęłam taką a nie inną decyzję o drodze wyjścia z kryzysu. Jestem pyskata, czasem złośliwa i w takim momencie na gorąco to nie wiem, czy pani rzecznik siłą nie wyciągnęłaby mnie z jakiegoś programu na żywo. Jestem człowiekiem czynu, pojawiła się trudna sytuacja, więc musiałam zareagować, uspokajając kibiców i sponsorów. W tym się odnajduję. 

Sponsorów na pewno nie uspokoiła. Jestem z nimi w kontakcie, piszą do mnie, dzwonią. Mówią, że są tak wku…rzeni na to co się dzieje w Wiśle… A najbardziej na to, że przez pierwsze dni nikt w klubie nie odbierał od nich telefonów, nie odpowiadał na pisma.

A to ciekawe, tego publicznie wcześniej nie stwierdzono.

Panie Marzena jednemu ze sponsorów przez kilka dni dobijającemu się do klubu, któremu dopiero później wysłała pismo, odpowiedziała, że „nasze pismo się minęło”… Do dziś relacje między sponsorami a Wisłą są napięte.

Myślisz, że są o krok, żeby z klubu wyjść?

Nie chcę tego rozstrzygać, to są ich decyzje. Mają podpisane umowy i pewnie nie bardzo mogą też te umowy rozwiązać. Nie wiem, jak to się będzie rozstrzygało, ale na pewno nie są zadowoleni z tego, co się dzieje w klubie. Zresztą, pani Marzena w pewnym momencie zniknęła na trzy dni. Wyjechała za granicę. Nikt nie wiedział, gdzie była, nikt nie miał z nią kontaktu. Tak nie zachowuje się człowiek, który ma kryzys, któremu grunt się wali pod nogami. Co to ma być? Zresztą, poza tymi dwoma wywiadami nie widzę, żeby ktoś tam próbował sprzątać ten syf. W SKWK, którego prezesem był pan Damian, znaleziono te kradzione rzeczy. Słyszeliście, żeby jakieś konsekwencje wobec SKWK zostały wyciągnięte? Ja nie słyszałem. W firmie „Zielaka”, której pełnomocniczką jest pani Kawalec, znaleziono fałszywe fajki. Słyszeliście o jakichś konsekwencjach wobec pani Kawalec? Ja nie.

Wracając do koszulek. Oni twierdzą, że nie wiedzieli, kto to jest Dudek, że dowiedzieli się potem. Pan Damian mówił, że krzyknął „kur.. mać!”, gdy się dowiedział. Nie będę im mówił, co sądzę czy myślę. Będę mówił o tym, co jest w aktach. A tam są zeznania gości, który mówi, że do Dudka po tym postrzale, kiedy leczył się na Śląsku, przyjechał „Misiek”. Dał mu pieniądze na leczenie, mówiąc: – Jak nas zamkną i coś się stanie, masz tu numer do Damiana D. i do niego będziesz dzwonił, on ci będzie pomagał. Albo ktoś pomawia Damiana D., albo pan Damian robi z nas idiotów. W rozmowie z Sebastianem Staszewskim mówi, że siłownią „Miśka” zajmował się do wakacji 2017 roku. Zakładam, że to prawda. Dudka postrzelono w październiku 2016. Cała ta ekipa o tym wszystkim rozmawiała m.in. na siłowni, te tematy były tam wałkowane, trenowali tam ludzie biorący w tym udział. Pan Damian tym zarządzał i, kurczę, był jedyną osobą, która o niczym nie wiedziała. Niebywałe.

Zakładając nawet, że on i pani Marzena naprawdę o niczym nie wiedzieli. Zadaję pytanie normalnym kibicom Wisły Kraków: czy wy chcecie mieć zarząd, który nie ma pojęcia, co się dzieje w klubie? Czy wam się wydaje, że taki zarząd będzie dobry dla Wisły? Mnie się wydaje, że średnio…

Wybierasz się do Krakowa na galę nagród MediaTory, gdzie otrzymałeś nominację za reportaż o Wiśle Kraków? – pyta Dariusz Dec na Twitterze. Ostatnio mówiłeś, że nie spieszysz się, żeby się tam pojawić. Teraz coś się zmieniło?

Zaraz zacznie się największy smog w Krakowie. Może na wiosnę, jak się smog przerzedzi.

Myślałem, że powiesz, że teraz możesz, bo w smogu nie będzie cię widać.

Jeszcze jedną rzecz chciałbym powiedzieć. Panie Marzena mówi, że była zdziwiona, że „Zielak” i reszta bandytów weszła na lożę VIP, rozmawiała z Nawałką i innymi VIP-ami. Z tego, co wiem, nie była to jednorazowa sytuacja. Sponsorzy są strasznie wkurzeni o to. Przyjeżdżają tam pokazać się, a dochodziło do sytuacji, że musieli się w lożach zamykać, bo bali się tych bandytów. Pani Marzena mówi, że może ochroniarz ich znał, albo się przestraszył, że nie wiadomo co. Wracam do zeznań złożonych przy jednej ze spraw: „opaski VIP-owskie brał od ochrony Grzegorz Z. ps. „Zielak”, zakładał je na łapy tym bandytom i ci bandyci wchodzili na loże”. To nie był przypadek, to nie było tak, że ktoś ich nie zobaczył. Dysponuję dowodami, na których widać na łapach tych bandytów opaski VIP-owskie. To trochę walka z wiatrakami. Ja coś mówię, zarzucają mi kłamstwo, a nie pokazują dowodu na to kłamstwo, tylko opowiadają jakieś historie, które nie mają poparcia w rzeczywistości.

Coś chcesz przekazać jeszcze kibicom, którzy cię często pytają na Twitterze, chciałbyś się do czegoś ustosunkować?

Niestety czasami taka dyskusja nie ma sensu, bo jest głównie obrażanie.

Poprosiłem o pytania na swoim profilu. Mało było merytorycznych rzeczy.

Nie ma merytorycznych rzeczy. Przeglądam forum kibiców Wisły. Analizują te wywiady. Pani Marzena mówi co innego, pan Damian mówi co innego. Ich wersje różnią się o sto procent. Co na to kibice Wisły? „To bardzo dobrze, że ich wersje się różnią, bo to znaczy, że nie dogadywali się i mówią szczerze”. Jezu! Ja myślałem, że jak jeden mówi coś innego i drugi coś innego, to jeden z nich musi kłamać. A tutaj kibic wytłumaczy sobie, że jest to na plus.

Jeszcze jedno. Słychać spiskowe teorie, że tu chodzi o grunty, że Jadczak pomaga przejąć je jakiejś frakcji w Wiśle. To totalna bzdura. Te grunty jeszcze nawet do Wisły nie należą, są oddane w użytkowanie wieczyste. Żeby je wykupić, trzeba sporo zapłacić, a do tego są one obciążone hipoteką. Po drugie – grunty należą do TS-u, a w tej chwili inwestor przejmie Wisłę SA, która nie ma żadnego prawa do tych gruntów. Ta teoria jest wzięta totalnie z czapy.

Poprzednim razem wzbraniałeś się przed odpowiedzią, czy twoim zdaniem Wisła dogra ten sezon do końca. A teraz?

Mój optymizm nie urósł.

Dyplomatycznie.

Od dwóch lat ciągle słyszę o audytach, które mają być robione. Jak jest jakieś zamieszane, pani prezes mówi o audycie. Słyszeliście, żeby jakiś się odbył, widzieliście jakieś dane z niego? Część inwestorów mogących wejść w klub dzwoni również do mnie. Jeden człowiek powiedział, że udało mu się zajrzeć w papiery i… nie jest różowo.

Spotkałeś się z jakimiś wyrazami poparcia ze strony kibiców Wisły?

Materiał wiele osób przekonał, ale dużo pozytywnych sygnałów dostałem też po wywiadzie pana Damiana. Jak można w 2018 roku powiedzieć w październiku, że nie wiedział, czym się Sharksi zajmowali. To niektórym osobom otworzyło oczy. Widzą, że ten człowiek był w zarządzie ich ukochanego klubu, a teraz go ośmiesza i kompromituje. Jeden z największych hejterów, którego kilka razy blokowałem, potem znów odblokowywałem, nieraz się kłóciliśmy, w prywatnej wiadomości napisał mi po tym wywiadzie, że no, hmm, chyba jednak coś jest na rzeczy.

Fot. 400mm.pl