Nie potrafię czytać tej książki. Wspomnienia załatwiłyby mnie szybciej niż wóda
Weszło Extra

Nie potrafię czytać tej książki. Wspomnienia załatwiłyby mnie szybciej niż wóda

Tak, Dawid Janczyk wciąż pije. Gdybyśmy chcieli sygnalizować, w których momentach wywiadu stają mu łzy w oczach, musielibyśmy robić to przy co drugiej wypowiedzi. Gdy wyjeżdżał do CSKA z łatką złotego dziecka polskiej piłki, ledwie rok młodszy Robert Lewandowski tkwił jeszcze niezauważony w drugoligowym Zniczu Pruszków. Dziś zamiast z boiskowymi rywalami, Dawid walczy z demonami, alkoholowymi cugami, samym sobą.

– Po książce ludzie podchodzą do mnie sympatycznie, kibicują, ale już nie dają na kreskę. Powiedzieli dość. Wczoraj tylko właścicielka Żabki dała mi piwo – opowiada o swojej codzienności Dawid Janczyk. Człowiek, który przegrał wszystko, okropnie cierpi i w brutalnie szczerej rozmowie opowiada o tym, jak stoczył się na dno. Choć jest bezradny, chce wrócić.

Nie do piłki. Do życia. 

***

Piotr Dobrowolski (autor autobiografii Dawida Janczyka): – Gdyby nie mama, Dawid już by nie był.

Dawid Janczyk: – I żona.

Piotr Dobrowolski: – Dawid wciąż walczy ze swoimi słabościami. Tylko w tym roku jego mama przyjeżdżała z Nowego Sącza 19 razy.

Dawid Janczyk: – Zawsze jest jeden schemat. Posprzątać, postawić mnie na nogi, napierdolić na mnie, jaki to ja nie jestem, napierdolić na wszystkich dookoła. I wrócić.

Słowa mamy po tylu razach jeszcze do ciebie w ogóle trafiają?

– To nie są opierdole. To jest „idź się wykąp”, „idź coś zjedz”. Człowieka będącego w tygodniowym amoku takie słowa doprowadzają do furii. Trudno zrozumieć, po co ktoś ci to każe. Ale wstaję, ogarniam się. Wcześniej po ogarnięciu się szedłem do żony. Teraz niestety takiej możliwości już nie mam.

Piotr Dobrowolski: – Gdyby Dominika go nie kochała, nie byłaby z nim tak długo. Przecież oni nie mają pieniędzy, nie mają nic. To nie jest WAGs. Ona go kocha. Bo on jest dobrym człowiekiem. Moje dzieci pojechały z moją mamą w lipcu do Rabki. Pierwsze co kupiły w tej Rabce to widokówka dla Dawida. One jak go widzą to krzyczą „Dawidek!!!”. Nawet w telefonie zmieniły mi jego kontakt na „Dawidek mówione z entuzjazmem”. Bo to mega fajny chłopak, naprawdę. Jedzą go łyżkami. Powiedziały do mnie: – Skoro Dawid ma problem, zrób wszystko, tato, żeby mu pomóc. I zrobię wszystko. Ja go nie zostawię.

Dawid Janczyk: – Nie jest ze mną aż tak źle. Jest dużo lepiej, niż było przed Piastem. Wtedy… To było coś, czego nie mogłem zatrzymać.

Próbuję sobie wyobrazić…

Jeśli nigdy nie piłeś, nie dasz rady. Tego się nie da zatrzymać. Odwyk na Sobieskiego, detoksy, wszywki przepite, wszywki nieprzepite. To jak maszyna. Nigdy nie ćpałem, nigdy nie paliłem papierosów, ale wypicie jednego piwa działa na mnie jak zapalnik. Wypijam jedno, muszę wypić drugie. Nie mam pieniędzy, więc kombinuję, jak napić się trzeciego, czwartego, piątego. Potem wódka. Jeżdzenie po całej Warszawie. Proszenie się o pieniądze. Proszenie się w sklepach o wodę…

Ludzie bardzo mi pomagają. Gdy poproszę w sklepie o szklankę wody, zawsze wyciągają rękę.

– Panie Dawidzie, super, że szklanka wody. Wodę zawsze dam.

Gdy masz problemy, gdy życie ci ucieka, alkohol to… Nie wiem, jak to nazwać. Wielki kłopot. W pewnym momencie nie dasz rady tego zatrzymać. Gdy mówiłem „stop”, potrafiłem nie pić nic. Wiem, że robiłem źle, bo tak się nie robi. Powinno się schodzić stopniowo.

Niestety stop mówiłem sobie tylko wtedy, gdy mi się kończyły pieniądze. Gdy już nie miałem za co się napić. Tylko to zmuszało mnie do przestania.

Kiedyś robiłem jeden dzień przerwy, teraz trzy. Organizm potrzebuje więcej, już traci na sile. Ale ciągle tę siłę mam. Jeszcze coś z niej zostało.

Zobaczymy, na ile uda się wszystko uratować.

Masz jeszcze ludzi, do których możesz zwrócić się po pieniądze na alkohol? 

Pewnie, że tak. Pójdę do Żabki i każdy człowiek sprzeda mi wódkę. Po tej książce ludzie podchodzą do mnie sympatycznie, kibicują, by mi się udało, ale już nie dają na kreskę. Powiedzieli dość. Koniec. Mają podobne sytuacje w domach i też parają się z takimi problemami.

Wczoraj tylko właścicielka Żabki dała mi piwo. Powiedziała, że nic więcej. Z całym szacunkiem do pana osiągnięć, mówiła, ale proszę wyjść, bo niczego już nie dostanę. Ludzie to widzą. Nie chcą już pomagać. Pomagać… To było ratowanie.

Niby pomaganie, a jednak szkodzenie. 

Gdy się trzęsiesz, możesz zbajerować jedną, drugą dziewczynę na kasie. Ale właścicielki sklepu już nie zbajerujesz. Ludzie mnie szanują. Wejdę tu do sklepu i słyszę „cześć, Dawid, co słychać?”. Mam wiele znajomych w Warszawie. Pójdę, poproszę i zawsze mi dadzą.

Wszystko, na czym w życiu mi zależało, przyszło zbyt szybko. Po latach mogę powiedzieć, że się zachłysnąłem.

Gdy wyjeżdżałeś do CSKA, Robert Lewandowski był jeszcze w drugiej lidze. Być może miałeś większy talent od niego. 

Nie chcę mówić, że miałem talent.

Miałeś.

Ale to nie ma znaczenia. Zobacz, jak łatwo można ten talent przepierdolić. Przejebać. Nie udało mi się zwyciężyć z pewnymi rzeczami.

Ale to nie tylko alkohol. To był dodatek. Bardziej zaszkodziło mi obracanie się w moim towarzystwie, w złym towarzystwie złych ludzi. Robiłem rzeczy, których nie powinienem robić, których się teraz wstydzę. Ale zrobiłem je. Co teraz? Cofnę czas? Mieszkałem w Mariocie i Inter Continentalu po miesiącu. I co z tego? Co z tego, że wejdę teraz do Mariotta i nie będę musiał płacić za pokój? Co mi z tego, jak ja zniszczyłem swoje życie?

Swoje? Nie tylko swoje. Wielu innych ludzi. Nawet Piotra. Niszczę do tej pory. Swoich dzieci, żony, matki, ojca, siostry, brata… Z bratem miałem mały kontakt, ale wiem, że też cierpiał przez to wszystko, co musiałem przejść. A nie było łatwo. Każde powstawanie… Raz, drugi, trzeci… Później dzwonienie dziennikarzy. „Ile ty razy jeszcze, kurwa, powstaniesz?”. Tyle, ile będzie trzeba. I będę wstawał. Za każdym razem wstanę. Bo mam siłę i wiem, że jestem w stanie to zrobić.

Odrzuciłem wszystko. Została mi tylko żona i moje dzieci. Mam jednego przyjaciela. Reszty nie chcę znać. Tylko żerowali na tym, co mam. Myśleli, jak spieniężyć naszą znajomość. „A pomóż mi, a daj na to”.

A dziś? Nie mam do kogo pójść i poprosić, by mi kupił chleb.

Prędzej pomoże mi pani z Żabki. Nie kupi wódki, ale kupi coś do jedzenia.

A oni? Wydawałem na nich fotruny. Mieszkali po najlepszych hotelach. W Sopocie w Grand Hotelu po tysiąc złotych za noc. Pili najlepszą wódkę. A teraz nie mogę zapytać ich o pięćdziesiąt złotych. Było ich trzech, czterech. Kontaktu nie utrzymuję ani z moim menedżerem, który pożyczył ode mnie bardzo dużo pieniędzy…

Piotr Dobrowolski: – Pół bańki pożyczył.

Dawid Janczyk: – Nie pożyczył, tylko sobie wziął. Oddał połowę, choć jemu się wydaje, że oddał wszystko.

Piotr Dobrowolski: – W pewnym momencie traktowali Dawida jak bankomat. Machał kartą kredytową jak Zorro szpadą. W ten sposób uciekał od samotności.

Dawid Janczyk: – A później się każdy ode mnie odpierdolił. Gdy trzeba było płacić dług z karty kredytowej, musiałem prosić moją matkę.

Piotr Dobrowolski: – Kiedy Dawid poprosił do swojego „kumpla” Januszka o sto złotych, powiedział, że nie ma.

Dawid Janczyk: – Januszek, Andrzej, syn śp. Janusza Wójcika. To, co my żeśmy na Warszawie wydali…

Piotr Dobrowolski: – Nie my, tylko ty.

Dawid Janczyk: – No ja. To są niezliczone sumy.

Myślałeś wtedy, że to trwałe przyjaźnie? 

Tata Andrzeja pomógł mi trafić do Legii, do reprezentacji. Poprzez jego tatę, zbliżyłem się do ich rodziny. Bardzo lubię matkę Andrzeja, pani Krystyna jest niesamowitą kobietą. Ona by mi oddała serce, jak moja matka. Andrzej? Jak to Andrzej, miał swoje amoki, był agresywny, zły. Ale lubiliśmy się, bo lubiłem pobawić się na mieście. Wiedzieliśmy, gdzie iść, co robić. Później wkradła się już rutyna, te same miejsca…

I moja nerwica natręctw. To jeden z głównych powodów mojego picia. Nie mam problemu tylko z alkoholem, mam z wieloma rzeczami. To nie jest tak, że pójdę się napić, bo lubię. Wezmę i pierdolnę setkę, bo lubię wódkę. Ta nerwica… Muszę mieć poukładane wszystko. Jak coś mi przeszkadza, sięgam po alkohol.

Co na przykład?

Wszystko. Głupie krzesło w pokoju. Ktoś je przestawi i to nie daje mi żyć. Nienawidzę tego. Nerwica natręctw nie daje mi funkcjonować. Jestem wielkim zazdrośnikiem – o żonę, o dzieci, o to, że ktoś zrobił coś lepiej, niż ja. Wykańcza mnie monotonia. Kolejny dzień taki sam jak poprzedni. To nie daje mi żyć. W pewnym momencie ustaliłem sobie godzinę, że po 19 nie mogę się napić. I nie robiłem tego.

Ale jak do 19 wypijesz siódemkę whisky, to tak czy tak nie jesteś w stanie wstać rano do roboty, by od ciebie nie śmierdziało.

Nietrzeźwy na treningu byłem tylko raz, w Belgii. Z metra nie trafiłem w trzymetrową bramkę. Wtedy byłem pewien, że w klubie już wiedzą.

Nikt cię nigdy nie podkablował.

Nikt.

Lepiej byłoby, gdyby podkablował?

Nie wiem. Podkablowaliby mnie i by rozwiązano ze mną kontrakt.

Albo próbowaliby cię ratować, mówię jeszcze o czasach Moskwy czy Belgii. 

Koledzy wiedzieli. Mówili „Dawid, przestań pić”. Ale ja „przestań pić” słyszałem, jakby to było „przestań pić wodę”. Odcinałem się od takich rad grubą kreską. Uważałem, że nie jestem alkoholikiem, że nie nadużywam, że piłem jak normalny człowiek. W wielu wywiadach to powtarzałem.

Wręcz buntowałeś się, gdy ktoś zarzucał ci, że masz problem. 

Buntowałem się, tak. Ale w pewnym momencie – dzięki Piotrowi, który powiedział mi, że muszę stanąć twardo i powiedzieć ludziom, że jest źle – uznałem, że nie ma sensu oszukiwać.

Piotr Dobrowolski: – Oszukując ludzi oszukiwałeś sam siebie.

Dawid Janczyk: – To prawda. Oszukiwałem sam siebie.

Kiedy doszło do ciebie, że jesteś alkoholikiem?

W Gliwicach, gdy trafiłem na ostry dyżur. Na drugi dzień ledwie mogłem zobaczyć swoją siostrę i mamę. Ludzie z sali mówili, że całą noc krzyczałem coś po rosyjsku i po angielsku. Wtedy sobie uświadomiłem, że jednak jest problem.

Tyle że to nic mi nie dało. Wytrzymałem tam dziesięć dni. Wypisałem się na własne życzenie.

I poszedłem po wódkę.

To było wtedy, gdy schodziłeś pięć razy. 

Lekarz rano mi powiedział, że mnie pięć razy ratowali. Poszedłem potem na AA z narkomanami, lekomanami, alkoholikami. Z każdą hołotą, jaka może w ogóle być. Z taką hołotą, jak ja.

Zadałeś sobie wtedy pytanie, co jeszcze może na ciebie podziałać, skoro pięciokrotne zejście po cugu alkoholowym nie dało rady? 

Podziałać może na mnie chyba tylko Bóg.

Próbowałeś wszywek. 

Przepijałem. Jedną wytrzymałem w Piaście przez cały rok. Tylko było odliczanie do końca wszywki. „Jeszcze miesiąc. Jeszcze pół!”. W końcu przyszedł grudzień. Wróciłem do Warszawy. Spróbowałem małe piwo. Nic mi się nie stało. To drugie, trzecie, czwarte i poszło. Miałem w dupie. Potrafiłem przeleżeć pięć dni w domu w Gliwicach. Na treningi nie chodziłem. I mnie wyjebali. Tyle, że pan Zdzisiław Kręcina poprosił, by mnie nie wyrzucać, a byśmy podpisali klauzulę. Niestety dwa tygodnie później sytuacja się powtórzyła. Nie było już jednak czego ratować. Prezes tylko podsunął rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron, by nikt nie pisał, że znów poszedłem w długą.

Byłem też na odwyku na Sobieskiego. Biały domek, podobno jednen z lepszych ośrodków. Co mi to pomogło? Nic. Poznawałem tam kumpli, wychodziliśmy sobie do Biedronki, a przecież nie można było, bo to ośrodek zamknięty. Nie po alkohol, ale chodzi o samo wyjście za furtkę, której masz nie przekraczać. Przełamujesz pewne zasady.

Na to sobie pozwolisz, zaraz pozwolisz sobie na coś więcej. 

Możesz w każdej chwili wyjść i wrócić do nałogu. Wytrzymałem tam cztery tygodnie. Poznałem naprawdę mnóstwo ludzi. Nawet tam był gość, który pracował w Radomiu w sekcji koszykówki. Jego syn jest menedżerem piłkarskim, spotykałem się z nim na miejscu. Chciał mi pomóc.

I co mi to dało?

Tam jest non stop gadka o alkoholu. Kto jak gdzie nie upadł. Będąc w tym cały czas wracała ta monotonia, którą mam na co dzień w domu. Musiałem robić te same rzeczy, każdego dnia o tej samej porze. I wtedy wraca ochota. No to co to za leczenie?

Wypijałem połówkę wódki dziennie już w Moskwie. A ktoś mi mówi, że wypija dwa piwa dziennie i jest alkoholikiem.

Piotr Dobrowolski: – Bo jest.

Dawid Janczyk: – Kobietę, która przeszła cały cykl leczenia, osiem tygodni, zobaczyłem później na AA. Płakała, że wyszła z ośrodka i pierwsze co zrobiła to się zapiła.

To jak ja mam w to wszystko wierzyć?

Na korytarzu widzę tych samych ludzi. Wszyscy pierdolą tylko o alkoholu. Nie mówią o niczym innym. Później wychodzą z ośrodka i sami przynoszą alkohol. Słuchasz, słuchasz… Nagle wychodzisz. Później ci sami ludzie idą z tobą na wódkę. To się już robi tak debilne, że nie ma sensu. Jak się nie zafiksujesz sam w środku, nie masz szans wyjść z tego. Mówię to do ludzi. Jeśli ty nie poukładasz swojego życia samemu, nie jesteś w stanie z tego wszystkiego wyjść. Choćbym nie wiem ile był na odwyku, i tak zawsze z niego wyjdę i pierdolnę wódkę. Jeden dzień wyszedłem i co? Poszedłem do sklepu po wódkę. Napiłem się. Wszystko wróciło. Jedziesz dalej i masz kolejne dwa tygodnie cugu. A później kolejny detoks.

Piotr Dobrowolski: – Właśnie dlatego go nie zostawię. Bo ja widzę, jak on cierpi.

Jak reaguje organizm, gdy przepijesz wszywkę? 

Dawid Janczyk: – W pewnym momencie to dla mnie nie miało żadnego znaczenia. Przepiłem jedną, przepiłem drugą… Wszystko było OK. Bałem się. Zaczynałem od piwa. Później wypijałem setkę. Nic mi nie jest, ciśnienie nie skacze, jak opisują w książkach. Nic nie boli. No to waliłem następną. I trzecią setkę. I do wyczepania zapasów, do wyczerpania kasy. Kasa? Na Wilanowie nawet nie potrzebuję pieniędzy.

Piotr Dobrowolski: – On nie może mieć pieniędzy.

Dawid Janczyk: – Ja bym nawet nie chciał mieć pieniędzy. Bo wiem, że każdą kwotę można przemienić we wszystko. Za dużo pieniędzy wydawałem, przepijałem, przehulałem. Z kolegami, sam… Sto tysięcy za hotel to dla mnie było ot tak. Zarabiałeś 160 tysięcy, więc miałeś jeszcze to 60. Z każdego meczu dodatkowo po 40 tysięcy premii. Nie wiem, jakby się zachował inny człowiek. Może by odkładał? Wbrew pozorom ja odkładałem. Lubiłem wydawać pieniądze tylko na buty, ciuchy.

Masz jeszcze te wszystkie ciuchy czy sprzedałeś w lombardach? 

Mam. Sprzedawałem tylko swoje najwazniejsze rzeczy. Zaprzyjaźniłem się z jednym chłopakiem w lombardzie. Do tej pory jest tam koszulka Legii z 2006 roku z podpisami wszystkich chłopaków.

Za ile można ją kupić?

Nie wiem.

Piotr Dobrowolski: – Zbieram koszulki piłkarskie, więc mogę powiedzieć. Za dwójkę.

Za ile sprzedałeś?

Dawid Janczyk: – Za sto złotych. W młodzieżówce wymeniłem się koszulkami z Pique, też sprzedałem. Krył mnie i swoją drogą nie dawał sobie rady, zresztą jak wielu innych, na przykład Vermaelen.

Jak cię przycisnęło, nie myślałeś, co sprzedajesz. To było jak machina. Krąg, w którym musisz biec.

Oglądasz mecze kolegów? 

Tak. Lubię oglądać. Lubię oglądać też swoje mecze. Wracam do tego, boli jak skurczybyk, ale co ma mnie napędzić, żeby wstać na nogi? Czasami napędza nawet jedno dobre słowo. Napędza mnie oglądanie filmików, czytanie… Wczoraj cały dzień płakałem. Czytałem najpierw książkę, później wszystkie te wywiady. To boli. Jak skurczybyk. Ale już nic z tym nie zrobię. Napisaliśmy książkę i – z tego, co czytałem, bo nie czytałem całej i pewnie nie przeczytam – nie żałuję.

Dlaczego nie przeczytasz całej?

Nie potrafię. Wspomnienia załatwiłyby mnie szybciej niż ta wóda.

Ale jestem szczęśliwy z fragmentów, które czytałem. Otwierałem sobie na róznych stronach. Przede wszystkim z tych moskiewskich, o Legii, o kadrze.

Tam się jeszcze przeplatają dobre momenty ze złymi. 

Podczas czytania popadałem w hipnozę. Czytałem fragmentami i człowiek nie zauważa niczego wokół. Te dobre i złe momenty się kumulują, chociaż dla mnie nie ma już dobrych momentów. Czyta się książkę jak wodę. Czytasz ją pełną piersią.

Piotr Dobrowolski: – Na koniec rozdziałów robiłem wywiady. Jedyne, za co ludzie mieli do niego żal, to angielskie wyjścia. Tłumaczyłem im, że uciekał, bo się wstydził. Nikt jednak nie powie o nim złego słowa. On nie ma wrogów. To mega fajny chłopak. Dla mnie jak młodszy brat.

Która motywacja była dla ciebie najsilniejsza? Wyrzucenie wszystkiego z siebie, przestroga dla młodych chłopaków czy zdobycie środków na odkucie się?

Wszystkie trzy.

Ale która najmocniejsza? 

Pamiętam swoje dzieciństwo…

Nie chciałbym, żeby ktokolwiek tak trafił jak ja.

Próbujesz odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat ty?

Bo tego chciałem. Wódki do gęby nikt mi nie wlewał. Nikt mnie nie zabierał na imprezy. Wszyscy ludzie to tylko otoczka.

Jestem człowiekiem bardzo wierzącym. Uważam, że wszystko, co miało miejsce, ma jakiś sens.

I że to wszystko nie jest jeszcze skończone.

W życiu jest wiele dróg. Ja wybrałem tą złą. Wybrałem ludzi, którzy pokazali mi pierwsze zabawy, night cluby, imprezy, kobiety. Miałem wtedy zaledwie piętnaście lat. Wiem, że jeszcze można zmienić tę drogę. Spytałeś, co może zmienić moje życie. Tylko ja sam i Bóg. I ja pójdę tą drogą.

Potrzebujesz jeszcze szansy od jakiegoś profesjonalnego klubu? Czy lepszym impulsem byłoby coś pozapiłkarskiego?

Potrzebuję tylko dobrego słowa. Mi to wystarczy. Od rodziny, dzieci, ludzi na ulicy. Klub? Gdybym chciał, to bym wstał dziś z tego stołu i zrobił wszystko, by wrócić do piłki. Ale to nie jest takie proste. Wiem, że mogę. I klub też mogę znaleźć.

Pewnie wiesz, jak mi pomagał Leśnodorski. Fajny facet, opowiadał mi przeróżne rzeczy, nieraz byłem u niego w klubie z żoną, z dziećmi. Opowiadał mi, jak bardzo mi chciał pomóc. Ale sam nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć. Po tych wszystkich przejściach wszyscy w Legii stracili zaufanie. Ale on nie. Dalej chce mi pomóc. Dziękuję też Krzyśkowi Stanowskiemu za szansę w KTS Weszło. Wie, że napisał o mnie wiele złego, ale dał mi szansę jako kolejna osoba. Mam nadzieję, że nie zawiodę. Zwłaszcza, że ostatnio tylko siedzę w domu i nic nie robię. Może mi się jeszcze uda znaleźć trenera personalnego.

Jeśli dobrze pójdzie, dam radę do grudnia już zupełnie stanąć na nogi. Zdaję sobie sprawę, że wypiłem hektolitry tej zgubnej ambrozji. Ale mam silny organizm. I jeszcze dam sobie radę.

Jakąs motywacją może być to, jak wróciłeś w Piaście Gliwice. Z totalnego dna stałeś się człowiekiem, który zaczynał strzelać na najwyższym poziomie. 

Piotr Dobrowolski: – Najważniejsze pytanie: czy tobie się jeszcze chce?

Dawid Janczyk: – Oczywiście, że chce.

Piotr Dobrowolski: – Masz siłę?

Dawid Janczyk: – Mam siłę. Jeśli trzeba będzie, mogę wstać z tego stolika i przebiec sto kilometrów. Mam zaparcie, ducha, rodzinę, dzieci, żonę. To nie tylko chodzi o mnie. To wielu ludzi, którym jestem to winien. Michał Globisz nawet. Jacek Magiera. Dariusz Wdowczyk. Wszyscy wypowiadają się o mnie w dobrych słowach.

Ale za każdym razem musiałem zapierdolić.

Zgubne trochę było to, że jak piłeś i szedłeś na trening, nie było tego po tobie widać. Byłeś w stanie normalnie trenować. Mogłeś sobie to tłumaczyć, że picie ci w niczym nie przeszkadza. 

To było zgubne, masz rację. W Belgii wypijałem już siódemkę dziennie. Jak przegiąłem i piłem do 21, wstawałem o piątej biegać, przetrzeźwieć, wykąpać się i iść w spokoju na trening. To już nawet nie chodziło o mój spokój fizyczny, a psychiczny. Myślałem, że oni wszyscy wiedzą…

Nakręcałeś się.

Tak. Myślałem, że Włodek Lubański wie, chociaż nigdy mi tego nie powiedział, a pewnie nie raz widział. Jak mówiłem, w Belgii przyszedłem raz pijany. Mecze? Wielokrotnie byłem na nich w strasznym stanie psychicznym, ale chyba przez moją renomę każdy przymykał oko. Nawalony nie byłem na meczu nigdy, ale potrafiłem wypić dwie butelki wódki dzień przed meczem. To nie jest normalne. Mieliśmy dużo czasu, bo nie zamykano nas, jak w Moskwie. Chociaż i tam niektórzy potrafili sobie zorganizować co nieco.

Przed meczem nigdy nawet drinka?

Nigdy. Ale i tak dojście do sprawności było trudne. Czasami zdarzało się, że przed meczem dla siebie biegałem tyle, co w meczu.

Czyli ile? Dziesięć kilometrów?

Tak. W dniu meczu tyle biegłem po to, by wypocić z siebie alkohol.

I nie przeszkadzało ci to na meczu? Nie czułeś się zmęczony? 

Nie, wcale. Mimo picia, w Beerschot byłem czwartym najlepiej przygotowanym fizycznie zawodnikiem.

Przed ostatnim meczem sezonu w Lokeren mogłem zdobyć koronę króla strzelców. Lukaku miał siedemnaście bramek, ja czternaście. Trener powiedział, że będę grał od początku. Jechaliśmy na wyjazd do Gent, przyszedłem na nasz stadion na zgrupowanie i zacząłem się przebierać w naszej szatni. Chwilę się zastanowiłem: o kurwa, przecież gramy na wyjeździe. Na miejscu trener powiedział, że jednak nie zagram od początku. Wszedłem na drugą połowę i miałem trzy szanse. Słupek, słupek, zmarnowane sam na sam. Koledzy mnie opierdolili w szatni mówiąc, że zrobiłem to celowo. Ale czy ja wiem? Nie wiem, byłem na niego strasznie zły. Wyszło jak wyszło. Mogłem zdobyć wtedy koronę króla strzelców. Skończyłem na trzecim miejscu ex aequo z Benteke.

Może gdybym wtedy to wykorzystał, został królem strzelców, to ja poszedłbym wyżej a nie Lukaku? Później się potoczyło, jak się potoczyło. Klub zbankrutował, poszło się wszystko pierdolić, rozwiązali kontrakt, pieniędzy nie wypłacili…

Po meczu wypijałem dwa browary i szedłem spać. Tak było co tydzień. Raz masz trening o dziesiątej, a następny kolejnego dnia o siedemnastej. Duża swoboda. Dużo czasu, z którym musisz coś zrobić. Włączało się głupie myślenie.

Której z danych szans na odbudowę – Legia, Piast, Sandecja – żałujesz najbardziej?

Legii. Dla mnie Legia to jedyny klub w Polsce. Legię kocham, będę kochał. Wiem, że ludzie w tym klubie są dla mnie życzliwi, maja dobre podejście. Żałuję, że to spieprzyłem tyle razy.

Czasami nie wszystko było zależne ode mnie, od głupich kilku zdań, które mówiły nie idź na trening, bo ten powiedział, bo ten zwyzywał. Dawid łatwowierny, a jeszcze lubił wypić, więc wypiłem jednego, drugiego, trzeciego drinka. Zwłaszcza, że towarzystwo było mocne, w którym nie można było nie pić. Nie poszedłem na pierwszy trening, drugi… Tak się skończyła moja przygoda z Legią. Jacek Magiera wyciągnął ręke, ale przez kilka popierdolonych wywiadów ludzie znowu zaczęli myśleć, że popijam. Dwa, trzy piwka tygodniowo – co to za profesjonalista? Dużo rzeczy się w międzyczasie wydarzyło. Awantury, policja, wytrzeźwiałka na Kolskiej. Ale nawet tam spotykałem ludzi, którzy chcieli mi pomóc. Wszyscy najebani, a oni mi przynoszą kawę, bo Dawid musi iść na 10 na trening.

Poszedłeś? Dałeś radę?

Dałbym radę. Ale mocniejsza była chęć dalszego napicia się, zwłaszcza że w domu czekał alkohol… Z Kolskiej pojechałem prosto do domu, a nie na Legię. Nie dałem rady. Wypiłem i poszedłem spać. Tak wyglądał koniec przygody z Legią.

Zawsze wykonywałeś najgorszą, najtrudniejszą pracę – dojście do formy, zrzucenie kilogramów – i gdy zaczynałeś już grywać, wszystko pękało.

W Sandecji masz prosty przykład – trener Mroczkowski dał mi szansę w dwóch meczach przed końcem sezonu. W pierwszym strzelam, w drugim strzelam. Zaczyna się okres przygotowawczy, a ja jestem jednym z lepiej przygotowanych fizycznie zawodników. Lepszy był tylko Bartek Kasprzak, z którym pod tym względem nie można było rywalizować. Trener nagle mówi: o kurwa, tak się przygotować? Nie biegał nic, a teraz tak? Dla wszystkich to było szokiem, byli pod wrażeniem.

W pewnym momencie wszystko pękło. Alek Aleksander odchodził z Sandecji i robił pożegnanie. Pojawił się na nim niestety mój menedżer, Jerzy Kopiec. Tak jak wszyscy prosili, żebym nie pił, tak się napiłem. I to nie z kolegami, a na zapleczu w kuchni. Szefem kuchni był gość, który kształcił Jurka, znali się bardzo dobrze. Poszliśmy na tył, przechyliłem… Wróciłem na salę, wypiłem na sali, trenerzy już patrzyli na mnie.

No a później…

Schemat ten sam.

Tak. Zebrałem się wcześniej, żeby się zabawić w swoim gronie. Zostawili mnie gdzieś na ulicy. Wszystkiego nie pamiętam. Obudziłem się pod hotelem.

Tego nie można było zatrzymać. To jest jak kolej transsyberyjska. Możesz nią jechać i jechać. Dlatego cieszę się, że spotkałem Piotra na swojej drodze. Mogłem o tym wszystkim opowiedzieć. Niech ludzie wiedzą. Gdzie bym teraz nie poszedł, wszyscy mówią „Dawid, trzymaj się”. Nie mam ani jednego negatywnego komentarza na swoich Instagramach. Wszyscy trzymają kciuki. Bo wiedzą, jaki to jest problem.

Ludzie mnie lubią. Ktoś mnie kiedyś widział, jak piję szklankę wódki?

Nie, bo piłeś w domu.

Zamykałem się sam ze sobą. Tylko ja i telewizor.

Piotr Dobrowolski: – To bardzo samotny człowiek. Bardzo. Dopóki się nie spiknęliśmy, on oprócz Dominiki i rodziców nie miał żadnego kolegi.

Dawid Janczyk: – Nie miałem, bo się od wszystkich odsunąłem. Nigdy z nimi nie trzymałem. Ostatnio jechałem autobusem i zobaczyłem Marcina Burkhardta. „Siema, Dawid, co słychać, dawaj spotkajmy się na obiad”. Będę stronił od takich spotkań, bo nie jestem pewny siebie, zatraciłem gdzieś całą pewność.

Ciekawi mnie jedna rzecz. To, że za czasów Rosji czy Belgii przehulałeś pieniądze, to jasne, bo żyłeś jak król i stawiałeś wszystko wszystkim. Ale potem, zamykając się już samemu w domu, twoje picie nie mogło już być tak kosztowne. Wystarczyła ci wódka i tyle. Jakim cudem przewaliłeś taką kasę pijąc sam ze sobą?

Miałem pozakładanych wiele lokat. Inwestowałem w złoto, w różne rzeczy. Mieszkanie kupiłem za 630 tysięcy. Później miałem też za co funkcjonować. Ale zanim to się wydarzyło, bawiłem się w Warszawie. Jeździłem po Sopotach, spałem po hotelach. Pamiętam, że trafiłem do jednego hotelu z Dariuszem Michalczewskim. Kupiłem pistolet na kulki, zeszliśmy na śniadanie i strzelałem do niego. Oczywiście obok, uśmiechnął się, bo nie chciałbym być później w swojej skórze. Dereck Chisora, dziś pięściarz, był naszym kierowcą. Gdy chciałem iść do toalety, prowadził mnie za rękę, by mi się nic nie stało. Parę lat później on robi karierę. Ja też w sumie robiłem, ale w pewnym momencie on poszedł do przodu. To nie tak, że nie miałem barwnego życia. Bardzo barwne było. W Sopocie wynajmowaliśmy aparatament po tysiąc złotych za noc. Do tego dochodzi SPA, jedzenie. Nasz jednodniowy wypad kosztował mnie dwa tysiące złotych. A jak mieszkałeś tam kilka dni – prosty rachunek. Rozchodziło się. Wycieczki – tu Amman, tu Tajlandia. Zarabiałem duże pieniądze, jedną wypłatą można było to ogarnąć, ale później dochodziły rózne rzeczy. Żona, ślub, dzieci.

Najgłupsza rzecz, na którą wydałeś pieniądze?

Nie było takiej.

Kiedyś mieliście służącego.

Głupie jak głupie. Jak sie nikomu nie chciało wychodzić z domu, a każdy siedział na mieszkaniu i chcieliśmy mieć to czy tamto, akurat był na osiedlu taki pan i nam pomagał.

Piotr Dobrowolski: – Oni go upijali! Starego chłopa gówniarze. To było tak straszne, że aż śmieszne.

Tak było. Ten pan przychodził do nas na mieszkanie i zawsze było: chodź, walniesz setę. No i walił setę za setą i tak dzień w dzień. Raz poprosiłem, żeby mi znalazł na mieście grę. Sęk w tym, że znalazł mi, ale nie bezprzewodową. Zacząłem ganiać go po całej Warszawie, by jeździł i kupił jeszcze raz. Ale dużo mu nie płaciłem, tysiąc złotych miesięcznie. Dla mnie to było jak stówka.

Próbowałeś pracy z psychologiem?

Wiele razy, z psychiatrą też. Może ja jestem źle nastawiony, ale to nie jest mój klimat. Jeśli wszyscy psychologowie mówią mi to samo, to jak oni chcą mi pomóc? Nie mówią nic, co by mnie zaskoczyło. „Jesteś pijakiem, musisz się leczyć”. Za drugim razem słyszysz to samo, to po co masz iść trzeci? Do czego to zmierza? Do niczego. Może ja źle do tego podszedłem. Teraz starałem się zamknąć się tam drugi raz. Może ja to źle przeżyłem, źle przerobiłem? Ale powiedzieli mi, żebym przyszedł za pół roku, bo zbyt krótki czas minął od poprzedniego odwyku. Człowiek chce się leczyć, a ktoś cię wypierdala. Zresztą znowu dostawałem tam te same pytania i zastanawiałem się, po jaką cholerę w ogóle mam tam iść. Znowu przyszedłby człowiek i opowiadał, ile to nie wypił, gdzie się nie wypierdolił… Mętlik w głowie. Idziesz na zajęcia i znowu masz o wódzie. Na stołówce o wódce, na papierosie o wódce. Nie wiem, czy to dobry sposób na leczenie.

Co będziesz robił, gdy nie wyjdzie ci jeszcze raz w piłce?

Będę starał się wyjechać do Stanów. Godzinę temu znowu dostałem propozycję wyjazdu do trenowania dzieciaków. Żeby ogarnąć siebie i wszystko. Zaproponowali mi nawet, że polecą i zamieszkają ze mną, żebym nie zawalił, nie popadł w dalsze cugi. Tam gdybym został sam to jest już po sprawie, bilet w jedną stronę, prawdopodobnie bym już nigdy nie wrócił. Nie wiem, czy jestem gotowy na ten moment. Może mógłbym spróbować, zobaczyć, nauczyć się treningów. Kunsztu raczej nie posiadam. I mam trudny charakter, który mógłby się nie spodobać. Gdy coś mi się nie podoba, mówię wprost.

A jak nie, może założę firmę. Kończyłem budowlankę, elektryka, jakieś pojęcie mam. Z teściem pracowałem ostatnio w Niemczech i Szwecji. Pracowaliśmy przy domie, elewacji, fizyczna robota. W Szwecji robiliśmy tarasy z drewna. Nawet w Polsce ostatnio mieliśmy fajną robotę, też przy tarasie. Nie moja brocha, ale jak nie będę miał wyjścia, będę musiał to robić. Nie wstydzę się tego, że pracowałem fizycznie. Już tyle powiedziałem, że normalnej pracy mam się wstydzić?

Zarabiając przez lata tyle pieniędzy i zawsze mając plik dolarów w kieszeni, trudno jest nie mieć dwóch złotych.

Muszę odbudować rodzinę. Zaczęło mi to wszystko uciekać powoli. Ona bardzo kocha. Gdyby nie kochała, nie byłaby ze mną tyle lat. Gdybym widział to wszystko swoimi oczami, że moja żona tak się zachlewa, ja bym chyba nie wytrzymał. Odszedłbym. A ona jest cały czas. Zaczęła chodzić na terapię i nauczyła się pewnych zasad. Wie, że taki przypadek jak ja nie może mieć kogoś obok siebie. Musi zostać sam i samemu zrozumieć. Jest mi trudno pojąć pewne rzeczy, nie myśleć o piciu, ale rozumiem ją i wiem, że postępuje dobrze. Muszę skończyć nałóg, przetrzeźwieć i wiem, że ona jest. Mieszka teraz z rodzicami trzy kilometry ode mnie.

Dzieciaki są świadome?

Starsza córka, osiem lat, tak. Ta młodsza, trzy lata, jeszcze chyba nie. Po książce pewnie będzie kiedyś świadoma. Moja córka pewnie już opowiada jak przyjdzie ze szkoły do rodziców, że ją wytykają palcami. A może nie wytykają? Nie wiem. Bo wiadomo, że ta książka jest nie tylko trudna dla mnie, ale też mojej żony i dzieci. Ale nie żałuję, że ją napisaliśmy. Bardzo chciałem się otworzyć i udowodnić, że jeszcze mam siłę. Poradzę sobie zawsze. Jak nie graniem to będę pracował na budowie, bo to mi nie przeszkadza, tak jak pierdzielenie ludzi. Teraz jest mi już wszystko jedno.

Piotr Dobrowolski: – Z tyłu głowy miałem, by to się nie odbiło na mamie, żonie, dzieciach. Nowy Sącz to nie jest Nowy Jork. Jaka była idea fix tej książki? Miała Dawidowi pomóc. I powiedziałem mu szczerze – jak będziesz chlał, ta książka cię zniszczy doszczętnie. Ale jeśli się ogarniesz, tylko ci pomoże. Bo ludzie docenią to, że jesteś do bólu szczery.

Stesujesz się przed premierą?

Nieee. Będzie co ma być. Już ludziom takie rzeczy opowiedziałem, że się nie stresuję. Żona mnie gani, że o takich rzeczach mówię otwarcie. Ale ona była z taką osobą przez tyle lat i nic z tym nie zrobiła. To najbardziej boli z tego wszystkiego. Zawsze potrzebowałem przy sobie bata, takiego pozytywnego. Kogoś, kto mnie pilnuje. Dominika była do Piasta, ale po Piaście, gdy dalej się to wszystko działo… Wcale jej się nie dziwię. W pewnym momencie coś w człowieku pęka. Nie można tak, kurwa, pić, jak ja piłem. To nie było picie, to było zachlewanie się na umór. Zaczynało się od piwa, a później szło tydzień-dwa. Ciągłe przyjeżdżanie odtruwaczy, czasami nawet dwa razy dziennie. Ona cały czas przy tym była, widziała, starsza córka także. Po co mają dzieci na to patrzeć?

Z początku myślałem, że to błąd. Piotr uważa, że żona powinna być cały czas przy mężu. Ale jeśli ona mnie kocha, ja ją, trzeba było coś zmienić. Dlatego też ta książka powstała, choć ona uważa, że zniszczyła nam nasze życie. A ja uważam na odwrót. Że ta książka coś zbuduje od nowa. Musiałem wyjść do ludzi, opowiadać, zacząć rozmawiać. A nie siedzieć sam ze sobą i butelką wódki. I prosić tylko z zajebanymi oczami po sklepach, by dali mi kolejną butelkę, bo nie miałem nawet dwudziestu złotych. To tu mi ludzie dawali, to tam. Do niczego to nie prowadziło.

Piotr Dobrowolski: – Zobaczysz, on jeszcze będzie królem strzelców Ekstraklasy.

Dawid Janczyk: – Roboty się nie boję. Lubię ciężko pracować, bo wtedy nie myślę, zapominam o wszysktkim. Jest tak samo, jak wtedy, gdy zaczynam pić. Też zapominam. Niestety też o rodzinie i dzieciach. Taka prawda. Nie ma wtedy nikogo. Najlepiej wyłączyć telefon i się schować. A gdy mam wsparcie, jestem w stanie pracować na dwieście procent.

Piotr Dobrowolski: – O ile w książce wielu miało pretensje do Dawida o angielskie wyjścia z klubów, o tyle nikt nie miał zastrzeżeń do jego pracy. On zapierdalał jak dziki.

Traktujesz tę książkę jako ostatnią deskę ratunku?

Nie, ona po prostu miała mnie oczyścić ze wszystkiego. Miałem się wygadać i pokazać ludziom, jak funkcjonuje życie alkoholika. Chcę się oczyścić, bo chcę wrócić do grania w piłkę. Za chwilę mam 31 lat. Myślę, że jestem w stanie to zrobić przy pomocy takich ludzi jak Piotr, rodzice, żona, dzieci. Jestem w stanie jeszcze raz stanąć na nogi. Raz jeszcze wykonać tę katorżniczą pracę. Nie mogę nauczać, bo każdy ma swoje życie. Ale mogę pokazać. Jednego dnia możesz być na piedestale, a zaraz możesz nie mieć nic. A ja mam. Przede wszystkim rodzinę.

Piotr Dobrowolski: – Oni spłacili ze trzysta koła. Masz dla kogo żyć, chłopaku.

Dawid Janczyk: – Przede wszystkim dla dzieci. Moja starsza córka nie czuje do mnie zadry, chociaż znajdowała w domu wódkę. Może się to na niej odbiło, ale zawsze jak ją widzę, to się przytuli, pocałuje, nie ma odruchów „nie chcę cię, tato”. A mała to już w ogóle. Wskoczy na szyję i wtedy nie potrzebujesz niczego. Ani wódki, ani piłki.

Wrócisz? Nie pytam o powrót do piłki, a powrót do życia. 

Mam wyjście? Już nie mam wyjścia. Dobiłem do dna. Ale wyjdę. Z Bożą pomocą wyjdę.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. Aleksander Ikaniewicz

Wywiad przeprowadzony 18 września 2018. 

Już wkrótce dzięki współpracy z PKO Bankiem Polskim będziecie mogli proponować pytania, jakie zadam rozmówcom podczas wywiadów. Więcej informacji niebawem! 

FB_janczyk_packshot_1200x900px_190918

Weszło jest patronem medialnym książki „Moja spowiedź”. 

KOMENTARZE (97)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
ourajt

Faktycznie napierdolony, tu kazdy kolejny akapit zaprzecza poprzednim, nie da się czytać.

tolep
kibic i hejter tolepa

Nie warto tego było publikować.

Jakub_Andrzejewicz

Typ brzmi jak każdy typowy pijaczek, kiedyś ogrywałem Pique i Vermaelena, wydawałem sto tysięcy na hotele, umawiałem się z modelkami, a teraz bajeruje panie z żabki żeby sobie piwko do ryja wlać. Lekceważące podejście do pieniędzy, a jak przyszło co do czego to rodzice muszą oddawać 300k, miał swojego służącego, którym pomiatał i którego upijał (co bardzo śmieszy Dobrowolskiego), ale generalnie to wszyscy go kochają. Sprawia wrażenie jakby wszystko było spoko, przecież zawsze był najlepiej przygotowany fizycznie, może wstać i przebiec 100 km a doktóry to się nie znają na swojej robocie.
Dobrowolski nagle wielki przyjaciel, przypadkowo się zaprzyjaźnił z byłym piłkarzem i tak spontanicznie sobie książkę o tym napisze. Te wszystkie jego wplatane zdania są idiotyczne: „Piotr Dobrowolski: – Zobaczysz, on jeszcze będzie królem strzelców Ekstraklasy.”
Ani ta historia nie jest jakoś wybitnie ciekawa, kariery nie zrobił żadnej, wielkich pieniędzy jak na piłkarza nie stracił, super. Tyle ludzi mu chciało pomóc, a on najwidoczniej nie tyle, że nie chce żadnej pomocy, to się denerwuje, jak mu ktoś ją oferuje. Historia o alkoholiku, bo to takie świeże, już zapomnieliśmy o Kowalu, Iwanie i Sypniewskim.

piotrz

Chłopak żyje we własnym wyimaginowanym świecie. Wóda poplątała mu rzeczywistość ze snami, marzeniami, z jawą. Podobnie po latach ględzą Kowalczyki, hajty i tym podobne.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Zasadniczo Janczyk wogole kariery nie zrobil. Ot sie przyfarcilo raz, poszedl za gruby hajs do Ruskich, ale ile mial sezonow w profesjonalnych klubach na poziomie?
Kariery to mieli Zdebel czy Rzasa a nie ten ochlejus.

Bartoni
Lechia Gdańsk

Za chuj tego nie widzę. Gadanie o powrocie do piłki, o zakładaniu firmy, ale jak ma to zrobić skoro nie widać w nim chęci poprawy swojej sytuacji? Psycholog i psychiatra nie bo każdy mówi mu to samo, czy Janczyk pomyślał kiedyś, że to dlatego, że innej drogi niż odstawienie od razu alkoholu i trzeźwienie po prostu nie ma? I dlatego każdy mu powie to samo, to jakby mieć raka płuc i chodzić od lekarza do lekarza i narzekać, że każdy proponuje chemię. Ośrodek zamknięty też mu przeszkadza bo „oni mnie tam tylko nakręcają”, jeśli takim problemem jest dla niego kontakt z innymi alkoholikami to niech go odizolują. Za kasę z książki i za jego zgodą niech mu wynajmą mieszkanie, zakratują okna i zamkną w nim na kilka miesięcy. Jak gdzieś będzie iść to w porządku ale pod czyjąś opieką. Obecnie nie widzę żeby miało dojść do jego wyleczenia bo gość przede wszystkim sam nie widzi, że tu trzeba odciąć się w jednej chwili.
Dla mnie sam sobie kopie grób, ale obym się mylił i oby ta książka rzeczywiście była jakimś impulsem do zmiany.

Baton

To nie jest alkoholik, a osoba chora psychicznie. Mu już nic nie pomoże. Chyba, że dobrowolnie odda się pod opiekę zakładu zamkniętego ;).

matek15

Alkoholizm jest pewnym rodzajem choroby psychicznej.

efrenbatareyes

Nie polecam. Polska to teoretyczny kraj, pamiętaj. Brakuje na operacje ratujące życie, rehabilitacje i inne, więc domyśl się jak działa opieka nad osobami psychicznymi. Dramat. Okna i drzwi bez klamek, plastikowe sztućce, a do tego jesteś zamknięty z kryminalistami, z którymi nie chciałbyś mieć nic wspólnego na wolności. I podkreślam wolności, bo jesteś całkowicie ubezwłasnowolniony. Szok, bo przecież nie zrobiłeś nic złego (zachorowałeś) a traktują cię jak bandytę, kryminalistę. Kraj teoretyczny.

WieslawWojnar

Alkoholizm to choroba na własne życzenie, 100% winy po stronie chorego.

efrenbatareyes

Nie. W latach 80tych zrobiono eksperyment, zamknięto stado małp i podawano im alkohol. Te same warunki, ten sam gatunek, ten sam alkohol. Małpy podzieliły się na trzy grupy: nie pijące w ogóle, pijące od czasu do czasu (okazjonalnie) oraz pijące pijące non stop – od rana do wieczora. Do dzisiaj nikt nie wie, czemu jedne chlają a drugie nie. To choroba, jak rak. Jednych dotyka, drugich nie. Pamiętaj, brak pokus to nie cnota.

WieslawWojnar

Nie wlewali mu wódy do gardła, sam wziął. Nie musiał.

derlis

Słabe porównanie z tym rakiem, bo alkoholikiem nie zostaniesz jak nie ruszysz alkoholu, a rak może cię dopaść choćbyś prowadził tryb życia sportowca

efrenbatareyes

Nie znam się, nie mam kwalifikacji, a tym bardziej kompetencji. Skoro lekarze, naukowcy, profesorowie, stwierdzili, że jest to choroba jak rak – nie podważam, nie neguję. Pewnie wiesz lepiej. Witamy w Polsce, wszyscy wiedzą lepiej. Ps bo alkoholizm nie dotyka sportowców, mało tego, nie dotyka lekarzy i ich bliskich, bo wiedzą, że alkohol to be. Czy tak? Chuja tak, nie odpowiadaj…

derlis

No jak już się na nią zapadnie, to pewnie tak, ale mi chodzi o doprowadzenie się do takiego stanu, a nie porównywanie chorób w ich już zaawansowanym stadium
Przed rakiem się nie obronisz, bo nigdy nie wiesz kiedy cię dopadnie, i w dodatku zachorowanie jest niemalże losowe, bo rak może cię dopaść nawet jak jesteś okazem zdrowia, a alkoholizm cię dopadnie w takiej sytuacji? No chyba nie bardzo
Co innego kiedy mówimy o raku płuc, do którego najczęściej (ale nawet według lekarzy też nie zawsze) doprowadza się przez swoją głupotę paląc fajki na potęgę, wtedy to tak

efrenbatareyes

I w tym rzecz. To nie jest kwestia wyboru, a kodu genetycznego i uwarunkowań. Czemu jedni ludzie przechodzą obojętnie obok maszyny do grania, a inni, są w stanie postawić cały swój majątek? Znasz na to odpowiedź? Brak pokus to nie cnota.

derlis

Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek mądry uczy się na własnych błędach, a człowiek inteligentny na cudzych
Zostawiam cię z tym

matek15

I tak i nie. Nikt alkoholu Ci nie wlewa do gardła na siłę to fakt. Jednak jest wiele uwarunkowań np. socjologicznych, które bardzo ułatwiają popadać w nałóg np.
– Przekonanie w młodym wieku, że wszyscy piją bo alko służy do zabawy.
– Wychowanie w środowisku gdzie ten alkohol był obecny. „Ojciec z wujkiem pili co weekend w piątek i sobotę a potem cały tydzień nic więc to normalne” itp
U jednego człowieka to zadziała u drugiego nie, proste.
Już nie mówiąc o szeregach uwarunkowań np związanych z genami, które tez na to wpływają.
Oczywiście najlepiej jest nie pić, ale no często taka osoba już jest wciągnięta na tyle, że ciężko jej przestać.

WieslawWojnar

Można po prostu być abstynentem, to może każdy. Geny… OK, ale wzięcie alkoholu do ust po raz pierwszy to wyłącznie kwestia wyboru. Przecież piętnastolatek, który ma w rodzinie alkoholika, a nigdy jeszcze nie pił, nie ma deliry spowodowanej genami. Chłopskie myślenie, ale nie jest tak?

matek15

Wiesz co zgodzę się, że na logikę to tak. Ale przecież społeczeństwo tak nie funkcjonuje. A już na pewno nie nastolatkowie.
Tutaj problem jest bardzo szeroki. Społeczny.
Dlatego edukacja antyalkoholowa na poziomie wychowawczym powinna być zwiększona.

derlis

Tylko że z ruszania alkoholu sam możesz zrezygnować jeszcze zanim zaczniesz, chociażby widząc jakie to przynosi konsekwencje, czego pierwszy z brzegu przykład masz w tekście powyżej
Przy alkoholu nie ma zależności osób trzecich bądź różnorakich czynników, nie uwierzę w to nawet komuś kto przez to przeszedł
W tym temacie zawsze jesteś, byłeś, i będziesz tylko i wyłącznie ty i twoja decyzja, bo tak jak mówi kolega WiesławWojnar, nikt ci do gardła tego chujstwa na siłę nie wlewa, to jest tylko i wyłącznie twoja zgoda lub odmowa

matek15

Możesz, pewnie jest część osób, które tego nie robią.
Jednak jest zakorzeniony w naszej kulturze taki stereotyp, że alkohol=dobra zabawa. Wręcz promowany przez seriale, muzykę, filmy czy programy popularne.
Sprawia to, że młodzi ludzie sięgają po alkohol i są jego ciekawi.
Kojarzy się on pozytywnie i ludzie ignorują to co może się stać.
Sądzą: „gdzie tam ta historia to jakiś pijak. Chlał codziennie to tak się stało.”
No i niestety, tak się to zaczyna. Nie mówię, że są bez winy. Bo słusznie zauważacie „nikt im tego nie wlewa”. Jednak problem wciągania się jest znacznie bardziej złożony. I zanim ogarną, że już jest źle często już dawno jest źle.

derlis

No niestety tak to działa, najwięcej pozytywów widzi się w rzeczach które mają ich najmniej, ale to nie zmienia faktu że nawet będąc alkoholikiem z kilkunastoletnim stażem (o ile się takiego stażu dożyje) nie da się z tego zrezygnować, bo da się, i to często własnym samozaparciem
Naprzeciwko mnie mieszka gość, jakoś po 50-tce, który od ponad 5 lat nie pali i nie pije, a robił to nałogowo, z domu potrafił wynosić byle się nachlać.. i co? I dzisiaj żyje jak król, stać go na wszystko, a do tego jest schludny i zdrowy
Zrezygnował dosłownie z dnia na dzień, po prostu postanowił sobie że „nie i chuj” jak to się kolokwialnie mówi
Mając taki przykład dosłownie za drzwiami, nie uwierzę w śpiewki że się nie da mimo że się chce, nawet z ust samych dotkniętych tym „problemem”

WieslawWojnar

Dokładnie. Szkoda mi Janczyka, ale sam jest sobie winien. A broni się przed odwykiem, bo się boi – bólu przy odstawianiu, tego całego syfu, jaki może się dziać z jego organizmem w trakcie dłuuuugiego zapewne detoksu. Tyle, że jeśli nie tego nie zrobi, to umrze, chociaż pewnie we łbie mu się roi, że się wywinie.
Kurwica człowieka strzela, że w tym wszystkim obecne są dzieci.

matek15

Wiesz co ja miałem podobny przypadek. Gościu był na emeryturce przedwczesnej. Trochę przed 50tką i urodziła mu się najmłodsza córa. Rzucił alkohol z dnia na dzień, fajnie żył, sporządniał i zaczął nawet jeździć na rowerze po kilkanaście km dziennie.
Dostał posadę gospodarza klubu u nas w klubie sportowym. Nikt tak nie dbał o stroje, sprzęt. Serio szacunek. Obstawał za klubem murem. Murawy zazdrościli nam zawodowcy! Mówię poważnie. Oglądał jakieś programy i czytał książki o greenkeeperach w Premier League 😀 I facet przez 6 lat nie pił.
Niestety, któregoś dnia ni z gruchy ni pietruchy nagle przyjechaliśmy na trening i brama otwarta, budynek klubowy też nikogo nie ma. Okazało się, że facet siedział na*ny w pobliskim barze. Oczywiście każdy zaczął go usprawiedliwiać, bo serio robotę robił jak mało kto. Ale sytuacje zaczęły się mnożyć, co raz częściej facet popijał. Murawa zaczęła wyglądać znacznie gorzej, zapominał o obowiązkach. Chciano mu załatwić odwyk to się obrażał, że on nie ma problemu. Wyparł to ze świadomości chyba. Chociaż jeszcze 1-2 lata wcześniej było z nim wszystko ok. Niestety facet uległ nałogowi, bo chyba pomyślał, że ma to za sobą.
Oczywiście nie życzę tego Twojemu sąsiadowi. Tylko tak zauważam, że jak ktoś jest chory to musi być zawsze skoncentrowany, jeśli nie chce wrócić do tego….
Bo to tkwi gdzieś w psychice.

derlis

Sąsiada to nie spotka, bo wszystko się obróciło o 180 stopni, teraz każdego swojego znajomego-pijaczynę nawraca by stał się taki sam jak on, a na sam widok alkoholu (a co dopiero zapach) krzywi mu się twarz
Omija szerokim łukiem rozmowy z pijanymi ludźmi, nie kupuje alkoholu gdy ktoś go poprosi, np. sytuacja typu że ktoś mu powie „o jak idziesz do sklepu to weź mi piwko przy okazji to ci oddam pieniądze – zapomnij
Nie robi tego ze strachu, że jak coś kupi czy spróbuje to mu wróci.. nie, on to robi po prostu z obrzydzenia
Wyparł ten alkoholowy światek ze swojej świadomości na więcej niż 100%, i jeżeli trwa to już ponad 5 lat, to to się już nie zmieni, bo w jego podejściu przez ten czas też nie zmieniło się nic, on nie ma tak że po czasie złagodniał i uznał że jak chlupnie jedno piwko to nic złego się nie wydarzy… nie, jego dalej po tych wszystkich miesiącach aż skręca jak widzi że ktoś pije, nawet jak to oni zwykli mówić „dla relaksu”… a zaproponuj mu? Tylko spróbuj, od razu chęć do życia stracisz
Co więcej, dla potwierdzenia że typ ma nad tym wszystkim perfekcyjną kontrolę i silną wolę, dodam, że od ponad 15 lat mieszka sam
Naprawdę, gdybyś go spotkał i mu się przyjrzał, to skoro go nie znasz, pomyślałbyś że nie pije całe życie, a wierz mi że jeszcze 5 lat temu sam go z kolegami regularnie odprowadzałem do domu
Teraz to zupełnie inny człowiek, miły dla ludzi, o wszystkim pogadasz, podasz rękę bez odruchu wymiotnego, a nawet wpadniesz w odwiedziny, bo bardzo się otworzył na ludzi od tamtego czasu, i ludzie na niego też, po tym jaką przemianę przeszedł
I widzisz, jak gość naprawdę ma takie samozaparcie żeby w jego życiu nie było alkoholu, to sam od siebie go nie tknie już do końca życia
A gość z twojej opowieści? Widocznie czegoś mu jednak przez te 6 lat brakowało… :)

Bartek99
CHrześcijańska Unia Jedności

O chuj Wam chodzi hejterzy Janczyka?
Jego życie, jego dramaty, jego bliscy cierpią, jego zjebana kariera, jego przechlana kasa, jego spowiedź, jego wóz albo przewóz. Na co się tak spinacie i wrogów szukacie.
Na zdrówko.

14mistrz14 !
Legia the best Polish sports club1️⃣4️⃣?1️⃣9️⃣?the best fans in the world❗️

zgadza się

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Mecenas_Misiura

Janczyk jak Janczyk, ale „koledzy” dorabiający na jego chorobie to kure.two jest.

efrenbatareyes

Więc właśnie: chwali się, czy żali? Na spotkaniu aa masz tysiące takich opowieści, nic nowego, nic sensacyjnego. Tu mamy do czynienia z nachlaną promocją książki. Odróżnij, później klnij, bo mama ci internet odłączy.

Bartek99
CHrześcijańska Unia Jedności

Żali się czy chwali? Musisz być bardzo dojrzałą osobą. Tytuł książki wskazuje co robi. Tysiące podobnych opowieści aa, a jednak niewielu potrafi dzięki nim zarobić na wódkę i jeszcze dac zarobić Stanowskiemu, Białkowi czy innemu Dobrowolskiemu. Pewnie dorobią się kokosów…
Twoje zdrówko.

efrenbatareyes

Dorobią się kokosów…To zależy, od tego czy kupisz, czy nie Promocja, reklama, nic więcej w tych tekstach nie ma. Jenczyk: bo mama widzi i aż żal, smutek. Pytam: przestała widzieć? umarła ona, może syn, czy wciskanie kitu? Pozdrawiam, a za wycieczkę do matki, przepraszam.

Bartek99
CHrześcijańska Unia Jedności

Tę książkę można kupić za 26,49. Już widzę te kontenery wódki dla Janczyka i nowe fury Stanowskoego.
Wolę osobiście czytać o Janczyku niż choćby raport Nawalki, albo zapowiedź Piast-Sląsk.

Malachitowy Amulet

Już zaczyna mnie wkurwiać ten Janczyk. On chuja chce sie zmienić! Wodzi wszystkich za nos i wykorzystuje fakt, że ludzie w swojej naturze litują się nad słabszymi. Żeby przestał pić to wszyscy powinni się odwrócić od niego. Nikt nie powinien mu pomagać, nawet rodzina. Żadnego pożyczania pieniędzy, rozdawania czegokolwiek, nic. Jak zostanie kompletnie sam i bez pomocy to wtedy być może pójdzie po rozum do głowy. Koniec głaskania po główce przez mamusie, klepania po pleckach przez zmartwionych jego losem ludzi. Każda wyciągnięta dłoń w jego kierunku wyląduje w gównie. Jeśli chcecie mu naprawdę pomóc, to nie pomagajcie mu w ogóle, to najlepsze co możecie dla niego zrobić.

pilkarzyk

No dokładnie, tylko w taki sposób można pomóc uzależnionemu. I albo się odbije, albo… niestety zapije. Natomiast takie wyciąganie ręki (książkami, KTSem, zapraszeniem do wywiadów itp.) tylko pomaga mu trwać w obecnym stanie. Ten typ co pisał książkę powinien poczytać jakieś fora czy artykuły z fachowymi radami dot. uzależnionych. Uzależniony tylko wtedy ma szansę na realne wstanie z kolan aż zaliczy brutalne dno. Jak się wszyscy odwrócą, jak zostanie całkiem sam to może przyjdzie taki dzień, że pójdzie po prawdziwą pomoc. Terapia, jakieś meetingi dla alkoholików itd.
Co do wywiadu, to moim zdaniem kompletny chaos. Ciągłe tkwienie w przeszłości: hotele, wycieczki, cska, koledzy, ile wydawałem, ile zarabiałem, ile fundowałem i tak w koło. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że gdyby nie cska a np. atletico to alkoholizmu by nie było. Raczej coś z Dawidem jest nie tak skoro np. kolegów chciał zdobyć wycieczkami zamiast normalnie nawiązywać relacje.
A co do książki, wg mnie niepotrzebna. Po co ludziom taka spowiedź? Że niby ma przestrzegać młodych? Bądźmy poważni. Dawid zamiast przestrzegać innych niech w pierwszej kolejności zajmie się sobą. Inni sobie poradzą.

LOBO

Miałem dwóch w rodzinie, jeden osiągnął totalne dno, ciągnąc ze sobą całą rodzinę, która odbiła się dopiero po jego śmierci. Drugi, natomiast, został wyratowany przez rodzinę, która go nie zostawiła i wspierała, także, bajki o jakimś zostawianiu samemu sobie i osiąganiu dna możesz zachować dla siebie. Bez konkretnego wsparcia tacy ludzie osiągają dno i już na nim pozostają. Janczyk ma szczęście, że ludzie się jeszcze nim interesują, że ma przy sobie matkę, bo już dawno leżałby we własnych szczynach na ulicy.

pilkarzyk

No i co z tego, że leżałby w szczynach? Może takie doświadczenie otworzyłoby mu oczy. A co do matki, być może jest współuzależniona. Syn od alkoholu a ona od syna.
„Najbardziej pomożesz alkoholikowi, zostawiając go w spokoju – nie nalegaj na odwyk, nie krzycz, nie płacz, nie błagaj, nie załatwiaj zwolnień lekarskich, nie pożyczaj pieniędzy, nie sprzątaj po jego pijackich imprezach, nie lecz kaca. Niech pije na własną odpowiedzialność. Im szybciej sięgnie dna, tym większe prawdopodobieństwo, że szybciej zechce się od niego odbić, by zacząć zdrowieć.”

LOBO

Jak już leżałby w szczynach to już by się z tego nie podniósł, bo wszystkie możliwości uciekły wraz z ostatnią zainteresowaną osobą.

pilkarzyk

Ale jakie możliwości uciekły? Po leżeniu w szczynach do żadnego ośrodka już nie przyjmą? A może mamusia ma go wyleczyć? Nie, najbardziej zainteresowaną osobą do wyjścia z tego bagna ma być sam uzależniony. Mama może mu co najwyżej podać namiary na ośrodki. Niestety mamusia „podcierając tyłek” nieświadomie utrzymuje go w tej patologii.

LOBO

Po prostu powinni go namówić na leczenie psychiatryczne, bo tutaj, jak widać, AA nie pomoże.

pilkarzyk

Ale własnie na tym polega „myk”, że tego się nie da zrobić. Przecież ona ma własne teorie, że niby ośrodki ani psychiatrzy nie są mu w stanie pomóc. Jakiś wyjątkowy alkoholik z niego. On musi sam naprawdę zechcieć. Jak będą namawiać to może i pójdzie na jakiś czas dla „świętego spokoju”, żeby się odczepili. Taka prawda. A co do matki to zamiast -jako starsza kobieta- odpoczywać, to pewnie żyje w stresie z telefonem w ręku, w ciągłej gotowości do wyjazdu. Dobra, kończę dyskusję.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Ludziom niestety duzo latwiej uogolniac niz podejsc do problemu. A problemem w alkoholizmie jest konkretny czlowiek. Sa pewne wzorce zochwan, pprofile psychologiczne, ale koniec koncow nie da sie jedna miarka objechac nawet polowy alkoholikow.

PS. Alkoholizm nie koniecznie prowadzi do cugu. Alkoholikiem mozna byc pijac sporadycznie, ale jednak nie mogac calkowicie odstawic. I nie trzeba sie nawet upijac, wystarczy byc wstawionym. Wbrew pozorom problemy z alkoholrm ma bardzo wiele osob. Ja sie caly czas monitoruje. A pijam 3-4 razy w miesiacu po 2-3 drinki. Ale wiem, ze wpasc latwo a wygrzebac sie trudno.

waydack

Najrozsądniejszy głos w temacie. Zamiast szydzić i pastwić się nad Janczykiem trzeba spojrzeć na problem szerzej. Alkoholik nie skończy pić dopóki nie zaliczy dna. Wiem coś o tym, bo sam piłem i od 2,5 roku jestem trzeźwy. Gdybym nie zaliczył szpitala i nie podjął leczenia, pewnie już by mnie nie było. Alkoholik traci całkowicie instynkt samozachowawczy i w pewnym momencie większość myśli jest już tylko skierowanych w stronę kiedy, jak i za co ma się napić. To jest psychiczna tortura, więzienie, z którego nie ma ucieczki, Mam wrażenie, że Jańczyk wciąż jeszcze pływa po powierzchni, dzięki paniom z Żabkii i wszystkim tym ludziom, którzy wyciągają do niego rękę po pomoc. U mnie upadkiem było zrujnowanie sobie zdrowia, co musi stracić Dawid, żeby przestać pić? Niektórzy płacą niestety najwyższą cenę, oby w jego przypadku dnem okazało się coś mniej strasznego, ale skutecznego. Odejście żony go nie zmotywowało, więc może dorastająca córka okaże impulsem. Oby. Tak czy inaczej w jego wypowiedziach nie widzę chęci zaprzestania picia. Bycie alkoholikiem stało się wygodnym alibi – popatrzcie jaki jestem biedny i uzależniony, wszystko straciłem, nie kontroluję swego picia, wciąż popełniam błędy – ale mogę, bo przecież jestem nałogowcem. Ci którym zależy na dobru Dawida muszą się od niego odciąć a nie mu przytakiwać, litować się i prawić tanie morały.

Chata Kumba

Jak dla mnie chłop jeszcze nie rozumie albo raczej udaje ze nie rozumie w jakim jest gównie. Teksty że ma siłę, że teraz wstanie i przebiegnie 100 km, że terapia to nuda W sumie tak,terapia to nuda tylko jeszcze nikt nic lepszego nie wymyślił a „Dawidek” nie jest pierwszym i ostatnim fajnym chłopakiem który poddał się nałogowi. Koncern który opracuje tabletki „na uzależnienia” będzie rządził światem bo uzależnienie to druga natura większości ludzi.
Chłopak jest inteligentny, więc dobrze wypada w wywiadach, tylko że jego odpowiedzi są typowymi odpowiedziami alkoholika. W skrócie to AA jest dla debili, ja wiem lepiej, ja jestem inny, jak będę chciał to ogarnę. To właśnie dlaczego nie ogarnia? Wynika z tego że nie chce. AA można nie lubić, odwołania do siły wyższej, 10 kroków. Jest jedno ale, ten ruch pomógł milionom ludzi a Janczyk nie jest taki wyjątkowy jak mu się wydaje że jest. Przed nim i po nim byli, będą i są alkoholicy , wielu dużo mądrzejszych od niego i ode mnie a i tak znaleźli pomoc w AA. Przeczytajcie chociażby”detoks” Osiatyńskiego. Janczyk mógłby kolesiowi najwyżej buty wyczyścić. Każdy alkoholik przeżywa to samo, a odpowiedzi Janczyka świadczą tylko o jednym – on wcale nie jest jeszcze gotowy na terapię i jej po prostu nie chce. Miałem w najbliższej rodzinie przykład więc wiem co piszę. Alkoholicy to (przynajmniej na początku nałogu zanim alkohol zniszczy im mózgi) bardzo dobrzy ludzie, z dużą inteligencją, za dużą wrażliwością i empatią. Dawid to wykorzystuje i tyle. Deklaracja autora biografii że go nigdy nie zostawi działa kojąco na Janczyka, bo dzięki niej wie,że zawsze może liczyć na pomocną „setkę” ( w końcu schodzi z alko a niezdrowo od razu). Chopie on może podświadomie( ale wg mnie jak najbardziej świadomie) wykorzystuje Twoją naiwność i brak wiedzy. Pozdrawiam i życzę wyjścia z choroby

14mistrz14 !
Legia the best Polish sports club1️⃣4️⃣?1️⃣9️⃣?the best fans in the world❗️

————
zdrowie i siłe to ma konia, wypijać 0,7 i wstawać rano, aby pobiegać i wypocić a potem trening. nie chce myslec co by było gdyby nie pił, z taka wydolnoscia byłby nie do zajechania.
Ale już wiadomo że znowu nawalił, nie było go na żadnym z treningów Weszło. Sam z tego nie wyjdzie, nie ma mowy.
Do tego może dojść rak jelita grubego, typowa choroba alkoholików.

zalgon
CSKA Legia

skad jego rodzina wziela 300 tysiecy na dlugi?

Wojteksiurek

chwilówkomat.pl i jechane z tym koksem

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

„Przed ostatnim meczem sezonu w Lokeren mogłem zdobyć koronę króla strzelców. Lukaku miał siedemnaście bramek, ja czternaście.”
Mrs. Białek wypadałoby przed publikacją korygować takie bajki.
W Lokeren w 08/09 zdobył 5 goli a w 09/10 strzelił 9 plus 2 już w Beerschot(jeszcze 1 zdobył w play-off).
Nie wiem czy w Belgii zaliczają do klasyfikacji strzelców bramki z play – off bo sprawdziłem kilka źródeł i podają tylko z sezonu zasadniczego. A nawet doliczając Janczykowi 1 gola z play-off to z 12 bramkami mamy kolejną bajkę we fragmencie „Skończyłem na trzecim miejscu ex aequo z Benteke.”.

Zrzut ekranu (650).png
Mecenas_Misiura

Alkoholizm to niestety choroba zaprzeczeń i konfabulacji.

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

Racja ale autor wywiadu powinien zrobić korygujący dopisek zwłaszcza że Białek to pismak specjalizujący się w piłce nożnej.

Król Roastów
FC Taciewo

To samo miałem napisać. Aż zajrzałem na 90minut.pl i tam ma takie same statystyki jak te, które umieściłeś.

Kto pamięta jak Wójcik pisał bajki w swojej biografii i Weszło to wszystko wypunktowało? A teraz cisza. Pieniążki nie śmierdzą :).

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

Świetne porównanie z wypunktowaniem Wójcika. Zwłaszcza że już od wtorku czy środy Białek chwalił się wywiadem na tt. :)

Chata Kumba

Nie wiem czy zauważyłeś, ale Wójcik nie żyje od jakiegoś czasu. Tak to bywa, ale po śmierci nie jest w stanie bronić swojego dobrego imienia , więc Weszło zastosowało się do mądrego przysłowiowa „po śmierci dobrze albo wcale”. Nie wymagam i nawet nie chcę żeby został uznany trenerem tysíąclecia, ale mimo nałogu coś tam osiągnął. Nie pierdol o pieniądzach bo to jest oczywiste. Wszystko co ludzie robią ponad to co muszą(oddychanie,jedzenie, defekowanie) jest w większym lub mniejszym stopniu robione dla kasy ( chcę iść na mecz, pojechać na wakacje, zapewnić rodzinie godne życie, itd. itp.) Pracujesz bo lubisz czy musisz?

Król Roastów
FC Taciewo

Chata Kumba, chłopie, po pierwsze – wypunktowywanie głupot Wójcika odbywało się jeszcze za jego życia. Był nawet oficjalny list Stanowskiego w „jak co wtorek”, w którym ten pytał, dlaczego śp. trener przytaczał mecze, o których nie można się doszukać żadnej informacji. Janczyk wciąż żyje i robi to samo – przytacza statystyki, które są nieprawdziwe, co poddaje w wątpliwość także inne z jego słów, na przykład z rzekomą wysokością jego długów (ile jest mu winien menadżer). Po drugie – ja nigdzie nie piszę, że zarabianie pieniędzy jest złe. Ja piszę, że złe jest nieprzestrzeganie swoich własnych zasad i łamanie ich dla pieniędzy. Weszło znane jest z tego, że czepia się słówek ile może. Tymczasem z tego wywiadu wynika, że aby Weszło się nie czepiało, wystarczy mu zapłacić. Kumasz różnicę? :)

Kahbenin

Liczba bramek z opowieści Janczyka i powyższej tabeli różni się zapewne dlatego, że klasyfikacja nie uwzględnia hattricka strzelonego przeciwko Excelsiorowi zdegradowanego już w trakcie sezonu ligowego. Wyniki wszystkich rozegranych meczów tej drużyny zostały anulowane, zatem gole Janczyka nie były oficjalnie podliczane. Dawid po prostu wygodnie ten fakt zataił w wywiadzie.

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

Dzięki za info bo nawet o tym nie słyszałem. Może być też tak że przez chlanie on do dziś o tym nie wie a na to ten fragment wskazuje – „Jechaliśmy na wyjazd do Gent, przyszedłem na nasz stadion na zgrupowanie i zacząłem się przebierać w naszej szatni. Chwilę się zastanowiłem: o kurwa, przecież gramy na wyjeździe.”

KraJan

Odwalcie się od gościa. To prawda, że ten dialog to typowy bełkot człowieka zniszczonego przez alkohol ale to nie daje wam prawa osądzać go. Ma i będzie miał problemy. Ale miał i jak widać ma wokół bandę ludzi, którzy go dołują. Jeżeli gość ma nerwicę natręctw to potrzebował specjalistycznej pomocy od dzieciństwa a skoro jej nie miał to sobie poradził sam … niestety z pomocą alkoholu. A teraz jeszcze pojawią się ci wszyscy „znawcy” ludzkich charakterów, co go tutaj anonimowo zhejtują i facet znów się wyłączy … z pomocą alkoholu.
WESZŁO zablokujcie te wszystkie komentarze bo to nie ma sensu.

Voitcus

Zagadka: o kim będzie dzisiejszy felieton W. Kowalczyka?

jeremy

a kto zostanie piłkarzem września wg Weszło??

Kanapowy Janusz
Karabakh Agdam

Kurwa, dajcie chłopakowi szansę na życie – załatwcie odwyk, a nie załatwiajcie mu kasy, aby w końcu zachlał się na śmierć…

Filet

Czytałeś w ogóle? Odwyk to nie jest magiczne lekarstwo. Można przesiedzieć miesiąc na odwyku, nie wypić kieliszka, a po wyjściu pierwszego dnia się najebac. Wszystko zaczyna i konczy sie w glowie. Odwyk na pewno mu nie pomoże. Jak sam świadomie i szczerze nie powie stop to nigdy nie przestanie chlać. Takie są fakty. Dawidka zepsuła duża kasa za nałolata, która trafiła na charakter taki, a nie inny. Jak nie będzie pracował swiadomie nad sobą to żadne użalando w książce, ani pan Piotr nie pomoże.

luka792

NIe mam szacunku to takich ludzi.Ktos kto dostal tyle razy po dupie bo za duzo pije wodki i ciagle udaje ze chce sie zmienic,ale nie moze by wszyscy sa zli dookola.NIe wyciaga zadnych wnioskow.Facet smieje sie wszystkim w twarz,teraz kasa mu wpladnie za ta ksiazke i dalej chlanie.Mam 38 lat i sam jestem po terapi ,3 lata trzezwieje i wiem ze to byla najlepsza decyzja w moim zyciu.Alkoholizm to jest choroba nieuleczalna i trzeba bardzo duzo silnej woli i samozaparcja zeby wyjsc z nalogu.A tacy ludzie jak on uzalaja sie nad soba, zamiast zwyczajnie po mesku zrobic cos w zyciu raz jak prawdziwy facet.Uwazam ze kazdy kto kupi ta ksiazke sam sobie da policzek,zywiac takiego bezwartosciowego typa.

LOBO

Fajne by bylo to zdanie, ktore w ramach promocji wypowiada Janczyk, ale tylko gdyby odnosilo sie do ksiazki kogos innego, bo przeciez zeby ta ksiazka powstala to musial sobie to wszystko przypominac! Jak widac, raczej go to nie wykonczylo.

Korniszon

Czyżby rósł nam nowy Weszło-Expert ? 😉

Insaciavel

Pisałem to już wcześniej, napiszę raz jeszcze bo sprawa jest poważna. To nie jest jakieś tam pijaństwo, tylko już ciężka choroba psychiczna. Trzeba pomóc rodzinie ubezwłasnowolnić Dawida i umieścić na dłuższy czas w zakładzie zamkniętym (psychiatrycznym, a nie kurwa w takim gdzie będzie chodził do sklepu po piwko). Inaczej umrze, może za rok, może za dwa. No chyba że chodzi tylko o to, żeby banknotami ze sprzedaży książki ocierać „łzy” na jego pogrzebie

glitch3179

ze mną się nie napijesz?

Juri

no zaczyna mnie koleś lekko denerwować, chociaż nie chce tego pisać, ale skoro jest na tyle przytomny że kojarzy iż wydawana jest o nim książka, że pieniądze mu za to przyjdą, to po prostu moze przestać się nad nim tak litować. rozumiem że jest chory, ale koleś w ogóle nie walczy o siebie ani nie walczył. doszedł do czegoś i lekką ręką wszystko spierdolił. no sorry ale to nie wzbudza szacunku ani litości. tak najprościej mówiąc- nie walczysz o siebie, nie starasz się – wypierdalaj. współczuć to można komuś kto się stara , kto walczy z przeciwnościami , i dostaje pomimo to po głowie od życia. ale o takich ludziach nie pisze się książek.

Zmaq

Dlaczego Weszło jest patronem medialnym tej książki. Przecież po jej przeczytaniu jestem załamany tym człowiekiem jego postawą i tym jak bardzo skrzywdził swoją rodzinę. Chrzani mnie to ile kasy przewalił bo jak głupiemu dawali to głupi roztrwonił, ale załamuje mnie fakt ciągłego pisania o takich wykolejeńcach. Gościu pisze książkę a na koniec puenta że przez ostatnie dwa miesiące wypił tylko dwa piwa więc jest super. Aha tak w ogóle w jednym rozdziale pisze że nie czuje się alkoholikiem??!! Pan Stanowski dzisiaj na Twiterze potwierdził że znowu Janczyk poszedł chlać od dwóch tygodni. Ludzie nie kupujcie tej książki ani innych o tego typu tematyce oni potem balują za nasze pieniądze a to nie jest pomoc. Najbardziej szkoda mi jego żony i matki która już w wywiadzie widać że ma syndrom matki alkoholika. Jak nie będziemy wspomagać swoimi pieniędzmi takich arcydzieł zniknie na to popyt. Piszmy w tym smutnym kraju o ludziach którym się powiodło, którzy stawiają sobie cele itd. Panie Krzysztofi Pan tez niech nie będzie taki łatwowierny, bo ja np Panu zaufałem i dla rodziny tego człowieka kupiłem to ,,arcydzieło,, a po dzisiejszym pana tweecie mam cholernego KACA

Voitcus

Przecież „patron medialny” oznacza, że na książce pojawia się logo patrona. Po co? Dla reklamy. Jeśli rolą „patrona medialnego” jest np. promowanie książki, opisywanie, jak powstawała, rozmowy z autorem itp., to przecież można to samo robić bez bycia oficjalnym „patronem”. Przecież ludzie nie kupią tej książki, bo „rekomenduje weszło”. Kto tu siedzi, to albo już rzyga tą książką, albo już kupił. Kto nie siedzi, to nawet nie wie, co to jest weszło.

Daro13

Czytanie określeń typu „pijaczek”, „alkoholik” i dopierdalania się do wszystkiego, a już najbardziej do tego, że żyje jest żałosne. Gość nie przejebał waszej kasy, nie podrywał waszej laski (waszej laski…) na kasę ani nie był wam winny hajsu, a większość się wypowiada jakby miała z nim w ogolę jakąś styczność. Po co tyle negatywnych komentarzy? Bo gość był „na topie” a teraz jest na samym dnie? tak to was satysfakcjonuje?
Piszecie, że to jebany alkoholik a sami w miedzy czasie 10h grania w LOLa czy Fortnite piszecie pojebane komentarze. Problem jest w tym, że on osiągnął więcej niż wy i teraz jest satysfakcja, że zapierdalając na kasie w Biedronce macie lepiej od Dawida Janczyka!
Dawid trzymaj się, nie zwracaj uwagi na ameby umysłowe, którzy nie mają ni chuj pojęcia co to znaczy nałóg… Pozdro!

dejwid Ildefons dzbankowiak
prezes bałwanów i pierwsza beksalala na Weszło

No i co z tego że osiągnął więcej jak to wszystko koncertowo spartolił i jeszcze przez tyle lat jest udręką i pasożytem dla najbliższych? Ludzie jak Stano wyciągają do niego rękę a on woli kręcić się koło zakładu kosmetycznego żony i ma jeden cel – wyrwać parę zeta na chlanie.
W du*** mam te jego „osiągnięcia”. Wolałbym nawet całe życie zapierdalać na kasie w Biedronie ale po powrocie do domu wynagradzałby mi to widok małych córeczek cieszących się z powrotu taty. Może pomyśl co widzą i jeszcze zobaczą mające obecnie 3 i 8 lat córki Janczyka?

Yasiu

„Piotr Dobrowolski: – Zobaczysz, on jeszcze będzie królem strzelców Ekstraklasy.”
Człowieku, zejdź na ziemię.
Janczykowi skończyła się kasa, to wydaje książkę żeby trochę podreperować budżet. I ok, nie mam z tym problemu – jak ktoś chce czytać o pijakach, to pewnie kupi.
Ale niech nie pierdolą o królu strzelców ekstraklasy. Jeśli chłopak pogra co nieco w KTSie, to już będzie sukces.

LOBO

Słuszna uwaga kogoś z komentujących, choroba psychiczna, i tutaj żadna terapia odwykowa nie pomoże.

MarekKoniarek

Promowanie wywrotowca ciąg dalszy.

matek15

Smutny wywiad. Niestety paradoksalnie Dawid dalej tkwi w zaprzeczeniu.
On niby przyznaje, że ma problem ale nie pójdzie na leczenie, do psychiatry czy na odwyk bo to nie dla niego i go nudzi i wszyscy wracają do chlania tak czy siak…
Wykorzystuje teraz swoje 5 minut, żeby znowu zarobić na wódkę pod płaszczykiem wyznań i spowiedzi. Wiele tutaj ciężkich do zweryfikowania spraw oraz przeinaczeń (Lukaku,Pique itp) tak by historia wyglądała na ważniejszą bardziej światową. Strasznie to chu*we i przykre bo pewnie jest fajnym gościem, który właśnie przegrywa. Bo tylko pozornie przyznaje i to widać jak na dłoni, że pozornie. (Wygodnie jest mu o tym mówić bo widzi w tym interes by mógł dalej pić).
Nie ma lepszych manipulatorów (może poza politykami) niż osoby tkwiące w nałogu.

nigello

Stano na pytanie o debiut Janczyka w KTS:
„Nie wiem, czy w ogóle możemy się spodziewać. Dawid ma mnóstwo dobrych chęci, ale tak do godziny 14. Potem przegrywa z alkoholem i nie stawia się na treningach. Do tej pory chciał być na pięciu i nie był na żadnym. Próba przywiezienia go na zajęcia – bo umówiliśmy się na Wilanowie – zakończyła się tym, że przez 15 minut błagał o pieniądze na wódkę i mówił, że jeśli mu nie dam, to będzie musiał ukraść. Piszę o tym szczerze, bo od razu zapowiedziałem mu szczerze, że zrobimy wszystko, aby mu pomóc, ale też będziemy szczerzy, gdy on nawali. Tuszowanie i udawanie nic nie da. Moim zdaniem jeśli nie pójdzie na długą terapię zamkniętą to – przepraszam, ale muszę – może nie dożyć 35. urodzin.”

Tak wiele pytan tak malo odpowiedzi

Spalony, Zasypany, Moja spowiedź…
Jak to Boniek napisał, kolejny wykolejony piłkarz bohaterem mediów. Ile można?

MarioDt

Tak w skrócie jak będę chciał to wstanę i przebiegne maraton, albo założę firmę. Kurwa człowieku ty nie masz na piwo w żabce ale możesz założyć firmę? Jesteś jebanym nieudacznikiem , każdy wyciągał do ciebie rękę a ty miałeś w dupie. Tyle odwykow i nic, niestety to już nie tylko alkoholizm, ale jesteś poprostu pierdolniety.

IMG_20180921_131150.jpg
Larry Gopnik

„. Jechaliśmy na wyjazd do Gent, przyszedłem na nasz stadion na zgrupowanie i zacząłem się przebierać w naszej szatni.”
co

NenadBjelica

Też nie kumam. Nie pojechał tam czy jak się skapnął to dojechał? Ale trener powiedział, że nie zagra od początku… nie kumam

Zbigniew_Cumidor

bełkot pijaków

PYZ24

Na swoim stadionie mieli zbiórkę i stamtąd pewnie pakowali się do autobusu i jechali do Gent. Janczyk zaś się zajebał w akcji (myślał, że grają u siebie) i zamiast czekać grzecznie z grupą na puchę, to poszedł do szatni się przebierać.

Larry Gopnik

Dzięki za wyjaśnienie!

Babacosieniezna

Mój brat narkoman nie żyje już od 8 lat a ja ciągle zachodzę w głowę co można było zrobić inaczej żeby go ocalić. Po przeczytaniu kolejnego artykułu o Dawidzie uzmyslowiłam sobie jedną prawdę NIC. Nic nie mogłam więcej zrobić bo są ludzie którzy chcą po prostu być uzależnieni. Mój brat był takim człowiekiem i ty też Dawid jesteś. Nie ma dla ciebie ratunku, bo go nie chcesz. Lubisz po prostu ten stan bycia na ciągłej bani. Współczuję szalenie matce i dzieciom, ale ta historia nie skończy się happy endem. I dziękuję, bo dzięki twojej historii ja doznam wreszcie wewnętrznego spokoju, którego od tylu lat mi brakowało

NedStark

to ja jeszcze raz to samo….
Ta książka nie powinna wcale zostać napisana bo Dawid dalej pije i jako pijący alkoholik nie może być naprawdę szczery. Wy dziennikarze chcąc mu pomóc w ten sposób robicie tak naprawdę wiele złego choć nie zdajecie sobie z tego sprawy. Pomóc Janczykowi można tylko zaprowadzając go na terapię albo na miting Anonimowych Alkoholików. Nie pomoże mu granie w drużynie weszlo choćbyście się zesrali bo to nie jest towarzystwo dla niego. On potrzebuje innych alkoholików ale trzeźwiejących, a nie pijących… Chcecie mu pomóc to poszukajcie w Warszawie kogoś kto mu naprawdę pomoże, a tak ta cała wasza akcja zaczyna przypominać żerowanie na cudzym nieszczęściu. Tak to jest nieszczęście – sam jestem alkoholikiem, nie piję już co prawda wiele lat i moje życie poza tym, że nie piję wygląda całkowicie normalnie i doskonale Dawida rozumiem. Rozumiem, że pewnie nie chce się leczyć bo wy go tam klepiecie po plecach i mówicie „wystarczy silna wola”, „dasz sam radę” – każdy pijący alkoholik czeka na takie słowa bo tym karmi swoją chorą głowę… bo tak naprawdę pewnie nie chce przestać pić, a zamiana wódy na browary to jak leczenie zawału serca nowotworem. Bajeczki o silnej woli są dobre kiedy chcesz kurwa schudnąć 5 kilo, nie jeść słodyczy, czy akurat naszła ciebie ochota na bieganie albo siłownię. Wtedy wystarczy silna wola, ale nie tutaj, Alkoholizm to jakbyś będąc chudzielcem wychodził na ring z Andrzejem Gołotą, dostawał w ryj, padał na deski, tracił przytomność, budził się, nie pamiętał co się stało i znowu próbował z nim walczyć. Za każdym razem dostajesz w ryj od Gołoty, padasz, walczysz choć nie masz z nim szans. Tutaj jedyną drogą jest uznanie swojej bezsilności wobec alkoholu. Tak właśnie bezsilności, przyznanie się że no kurwa nie dam rady jednak z Gołotą na ringu. Tak właśnie wygląda początek leczenia alkoholizmu – na terapii i w ruchu Anonimowych Alkoholików bez tego nie ma szans. On musi poznać innych ludzi takich jak on żeby przestał się czuć kimś wyjątkowym, ludzi których nie oszuka – bo was oszukuje i oszuka, siebie oszuka, ale alkoholika innego nie… bo my to wszystko znamy.

NenadBjelica

Kurde jakby koleś odbił się od dna, i do tego zaczął grac na poziomie to by było piękne!!!!!

NenadBjelica

Moze kasa będzie do żony szła?

Zenon Zawodowiec

Autor książki kiedyś w Weszło.fm powiedział, że kasa idzie do żony i do rodziców.

afrousa

Typowy pijak. Wszystko jest takie ciężkie i smutne. I to odbudowywanie rodziny, bo rodzina najważniejsza, ale jak będzie kasa, to od razu poleci się najebać, a rodzinka będzie potrzebna jak znowu wpadnie w cug.

Kolorowa_jak_Diabli
Widzew Łódź

Bo jeśli człowiek chce osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, winien „jeść” małą łyżką. Dużą można się zadławić.
I rzygać na siebie.

Jednak mimo to gość ma dalej szansę żyć normalnie. Jeśli tylko będzie tego chciał. Ale tak naprawdę, dla siebie. Nie dla rodziny, dla ludzi. Ciesząc się każdym dniem, który nadszedł.

emperor

Szokujący ten wywiad. Skala patologii w polskiej piłce jest większa niż myślałem – jeśli właściciel klubu z B klasy narzuca prezesowi i kadrze szkoleniowej wystawianie piłkarza, to jak jest w wyższych klasach?

polaris13

Nie bije od tego człowieka żadna chęć poprawy, samozaparcia w dążeniu do odstawienia gorzały… Mi nie jest go szkoda, żałować można nieuleczalnie chorych.
Zresztą nawet alkoholika można, byle widać było, że chce rzucić i nie krzywdzi najbliższych.

danny_trejo

Dawid – sorry, ale albo chcesz przestac, albo nie. Nie ma po drodze nic pomiedzy. Zadne pierdolenie o graniu w Weszlo przy jednoczesnym ladowaniu alko… Ze jeszcze mozesz wstac od stolika i przebiec 100m? Niedlugo juz nie bedziesz mogl. Obudz sie kurwa. Slyszales to juz pewnie milion razy, wiem, ale w koncu zrob to czlowieku… Zanim bedzie za pozno.. Dopoki naprawde nie bedziesz chcial, to zadne chwilowe odwyki nie pomoga. Jesli rodzina nie jest wystarczajaca motywacja – masz kilkuletnie corki, ktore kochaja tate, ze rozpierdalasz swoja matke, ze rujnujesz rodzine emocjonalnie i finansowo… to nie wiem co moze byc… Kurwa poczuj sie odpowiedzialny za innych do chuja, a nie jak wieczny chlopczyk rozczulajacy sie nad soba ‚bo jestem chory’…

essential

Dajesz Dawid chłopaku !!!

ein

Ledwo zacząłem czytać, ale bardzo możliwe, że to jego dziś widziałem na przystanku przy Metrze Politechnika. Podobny dosyć, nieźle ubrany, ale już w okolicach obiadu „zmęczony”…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz