Ohydne kłamstwa i ciąg dalszy szopki, czyli co słychać w kadrze
Weszło

Ohydne kłamstwa i ciąg dalszy szopki, czyli co słychać w kadrze

Tak zwana ciekawostka z dupy – rosyjskie bary mleczne są trochę inne niż te polskie. Dania podaje się tam na zimno, dopiero później możesz władować je do stojącej gdzieś w rogu mikrofalówki. Sęk w tym, że inna temperatura niewiele zmienia – zarówno na ciepło, jak i na zimno często smakuje to dość podle. Wspominam o tym tylko dlatego, że skojarzyło mi się to z tym, jak tłumaczy się nam klęskę na rosyjskim mundialu. Zarówno na gorąco zaraz po meczu, jak i teraz, gdy był czas, by pewne rzeczy sobie w głowie poukładać, jest to niesmaczne.

Byłem po meczu w strefie mieszanej. W swojej ciągle dość krótkiej dziennikarskiej karierze co prawda widziałem facetów, którzy byli bardziej przybici porażką, ale powiedzmy, że dało się wyczuć, iż po reprezentantach też to nie spłynęło. W takich warunkach język staje się psotny, trudniej się w niego gryźć. Mimo wszystko większości się udało i bardzo tego żałuję.

Oczywiście głównie dlatego, że chciałbym poznać przyczyny tej wielopoziomej kompromitacji. Ale nie tylko – naprawdę marzę o tym, aby zobaczyć, jak Adam Nawałka tłumaczyłby konkretne zarzuty, skoro sugestie Macieja Rybusa dotyczącą tego, że nie wiedział, co ma grać, nazwał lapsusem językowym.

Podejrzewam, że dostalibyśmy absurd, który przebiłby dyrdymały doktora Jabłońskiego, pastora Chojeckiego i Krystyna Jandy razem wzięte.

Za nami kolejna odsłona pudrowania syfu, który widzieliśmy na boisku w meczach z Senegalem i Kolumbią. Wczoraj, tak w skrócie, dowiedzieliśmy się, że byliśmy właściwie przygotowani fizycznie, mentalnie i generalnie jak tylko można, więc powinniśmy przyjąć do wiadomości, że tylko na tyle nas było stać. Dziś zapytałem Huberta Małowiejskiego, czy naprawdę uważa, że polski kibic powinien wymagać mniej od Marokańczyka czy Irańczyka, których drużyny nie mają większego piłkarskiego potencjału od nas, a dzięki pomysłowi na grę, zaangażowaniu czy brakowi kalkulacji zyskały wielką sympatię ludzi na całym świecie. Poniżej dwie wersje odpowiedzi na to chyba dość konkretne pytanie.

Dla osób ceniących swój czas: – Bla, bla, bla.

Dla osób, które ciągle nie mają dość: – Długo by opowiadać o wszystkich przyczynach. Wczoraj była konferencja, na której był selekcjoner i kapitan drużyny, którzy przez godzinę odpowiadali na pytania. W mojej gestii nie leży dodawanie czegokolwiek. Na dokładną analizę przyjdzie czas po spotkaniu z Japonią, po którym zostanie rozliczone wszystko, co zostało zrobione i co się wydarzyło. W pierwszej kolejności to my jesteśmy rozczarowani, źli i smutni, że tak się turniej ułożył. Nie unikamy odpowiedzialności, nie mówimy, że graliśmy na miarę swoich możliwości czy dobrze. Szczególnie po meczu z Senegalem wszyscy wzięli na siebie tę porażkę. Spotkanie z Kolumbią przebiegało troszkę inaczej i przyczyny porażki były trochę inne, ale nie będę teraz wchodził w moją analizę czy bardziej szczegółową. Na te wnioski przyjdzie czas, wtedy kiedy będzie możliwość dokonania dogłębnej analizy, bo na pobieżne wnioski jest za wcześnie, szczególnie na forum publicznym. Osoby odpowiedzialne za reprezentację, na czele z selekcjonerem, będą miały na to czas po mundialu i wtedy te wnioski zostaną wyciągnięte.

Przeczytajcie raz jeszcze pytanie, zwróćcie uwagę na słowa kluczowe i odpowiedzcie (chociaż wy) – czy nie bierzemy udziału w farsie? Przypominam, że Małowiejski to szef naszego banku informacji. Wiem, że Maroko czy Iran to nie nasza część drabinki, ale chyba każdy kibic zdążył sobie wyrobić zdanie na temat wyżej wymienionych kadr. Nie chcę strzelać do mniej ważnego członka sztabu, co do którego profesjonalizmu nie ma wątpliwości, a raczej jeszcze raz podkreślić to, co już zostało powiedziane. Sztab przesiąkł „nawałkizmami” i jego stylem, przez co komunikacja z dziennikarzami (czyli tak naprawdę z ludźmi) jest na podobnym poziomie co gra kadry. Przykre.

Ale dochodzi też niemały szok i podobnego rozmiaru niedowierzanie – udało się wyciągnąć od kogoś konkret, udało się na chwilę podnieść temperaturę. Przy pytaniu o przyszłość w kadrze Fabiańskiego czy Glika? No nie. Przy lansowanej przez sztab tezie o wspólnej decyzji piłkarza i selekcjonera dotyczącej tylko kilkunastominutowego występu Glika z Kolumbią? Też nie, stoper przyznał, że rozmowa się odbyła, ale za to nie przyznał, czy przyklasnął jej rezultatowi, czy może był gotowy na więcej, o czym mówił na gorąco po meczu. Chodziło o publikację Przeglądu Sportowego dotyczącą rzekomego braku dyscypliny w kadrze. Glik: – Jest to po prostu ohydne kłamstwo tej gazety. Nigdy nie było problemu z dyscypliną! Słyszę wiele głosów, że są podziały na grupy, a nawet, że dostaliśmy ogromne premie za mistrzostwa. Jest to rzecz ohydna. Czytałem również, że moja kontuzja pojawiała się po rzekomej aferze. Jest to wstyd, że ktoś coś takiego potrafił napisać.

Abstrahując od oceny wiarygodności samego tekstu i tej odpowiedzi, przynajmniej ktoś się w tym Soczi w końcu na coś zdenerwował. A lepsze to, niż karmienie nas banałami i teatrzyk. Oczywiście jeśli z czasem jakieś szambo wybije, słowa obrócą się przeciwko obrońcy, ale to materiał na inną dyskusję. Na razie fakt – o czym wspominaliśmy na Weszło już w dzień powołań – jest tylko taki, że w Arłamowie piłkarze dostali zgodę na jeden luźniejszy wieczór.

Jutro zamknięte zostanie centrum prasowe w Soczi, w którym dowiedzieliśmy się, co poszło nie tak. Specyficzne to było miejsce, nie zapomnę go nigdy. Tu także przegraliśmy te mistrzostwa.

roki pasek

Fot. FotoPyK