W Barcelonie krytykowany, w Marsylii na plus. Kręte drogi Andoniego Zubizarrety
Francja

W Barcelonie krytykowany, w Marsylii na plus. Kręte drogi Andoniego Zubizarrety

Przykład Andoniego Zubizarrety pokazuje, jak szybko można zszargać wyrobioną wcześniej opinię. Legendarny bramkarz FC Barcelony, jako dyrektor sportowy klubu, stracił w oczach kibiców, którzy w pewnym momencie najchętniej wywieźliby go na taczce. Mieli ku temu podstawy. Zubizarreta często przyprawiał ich o ból głowy i zgrzytanie zębów, ale nie da się ukryć, że kilka jego transferów okazało się udanych. Dziś spełnia się jako pracownik Olympique Marsylia i – trzeba przyznać – mało kto ma tam do niego pretensje.

W Barcelonie wyglądało to zupełnie inaczej. Pracował w klubie od lipca 2010 roku. Do pewnego momentu mogło wydawać się, że odwala niezłą robotę, trudno, żeby ktoś mógł mieć pretensje o sprowadzenie Davida Villi, Javiera Mascherano czy Adriano, który okazał się solidnym i wszechstronnym zmiennikiem. To było jego pierwsze okienko transferowe. W kolejnym do stolicy Katalonii przybyli długo oczekiwany Fabregas i Alexis Sanchez. Zubizarreta pracował, tak naprawdę długo nikomu nie przeszkadzając. Oczywiście zdarzały mu się wpadki. Na przykład chcąc sprzedać Jonathana Dos Santosa, przedstawił mu ofertę przez aplikację „WhatsApp”, zamiast spotkać się z nim twarzą w twarz. Generalnie jednak nie popełniał wielkich błędów, rzutujących na przebieg danego sezonu.

Do Barcelony dołączali kolejni piłkarze, na czele oczywiście z Neymarem i Suarezem. Mimo wielu znaków zapytania, obaw o to, czy trio MSN będzie w stanie funkcjonować razem, dyrektor sportowy od początku wydawał się optymistą. – Uważałem, że to będzie funkcjonować. Nigdy nie baliśmy się, jak niektórzy twierdzili, że umieszczenie trzech kogutów w jednym kurniku skomplikuje nam życie – przyznawał w wywiadzie dla El Periodico.

Stał jeszcze za ściągnięciem Alexa Songa (niewypał), Jordiego Alby, Ivana Rakiticia (transfery na plus), czy pozyskaniem dwóch bramkarzy – Ter Stegena i Bravo, którzy w bardzo dobrym stylu załatali dziurę po Valdesie. Niestety, latem 2014 popisał się kilkoma spektakularnymi niewypałami. Ktoś złośliwie powiedział, że “Zubi” powinien zostać, bo jest wręcz wymarzonym dyrektorem sportowym dla klubu, który jest objęty zakazem transferów. Hiszpańska prasa wypomina mu szczególnie dwa zakupy – Thomasa Vermaelena i Douglasa (początkowo krytykowany Mathieu okazał się piłkarzem dość solidnym, choć inną sprawą jest fakt, że kosztował aż 20 milionów euro). Belg był wiecznie kontuzjowany i dopiero w tym sezonie pokazał klasę, gdy klub go potrzebował. Trochę to jednak mało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że kosztował 19 milionów euro. Natomiast wyciągnięty z kapelusza Brazylijczyk w lidze zagrał zaledwie dwa razy.

Dochodzimy w tym miejscu do rozrzutności włodarzy Barcelony, która nie zawsze miała przełożenie na transfery wychodzące. Mówiąc wprost – trudno znaleźć bardziej życzliwy klub dla piłkarza niż Barcelona, która zwykle nie robi żadnych problemów, jeśli chodzi o niską kwotę odstępnego. W ostatnich latach oddawała dobrych zawodników, którzy mieli jeszcze dużą wartość rynkową, bardzo często za grosze. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Oczywiście, to problem głębszy, niedotykający tylko i wyłącznie Zubizarrety, ale jako dyrektor sportowy musiał mieć na to spory wpływ. Pisaliśmy o tym mniej więcej rok temu.

Gdy media zaczynają wytykać fatalne działania na rynku transferowym, to zarząd odpowiada zawsze w ten sam sposób. „Zaoszczędziliśmy krocie na umowie tego zawodnika. Poza tym odszedł za darmo albo za ochłapy, bo zasłużył sobie na to grą w Barcelonie.” Musimy przyznać, że to całkiem szlachetna postawa, ale kompletnie brak w niej zdrowego rozsądku. Sentymenty można mieć do piłkarza, który grał całe życie w klubie, ale oddawanie za frajer takich zawodników jak: Thierry Henry, David Villa (2,10 miliona euro) czy Alves to już lekka przesada. Darmowe transfery Abidala i Xaviego jesteśmy w stanie zrozumieć i nawet pochwalić, bo to przecież dobrze świadczy o Barcelonie, ale bez przesady. Nie można w każdym przypadku kierować się dobrym sercem. Czasy są takie, że cytrynę trzeba wyciskać do samiutkiego końca. Tym bardziej że Chińczycy mają kasę, a kilka albo kilkanaście milionów na ulicy nie leży. Co najśmieszniejsze, Barcelona przed pięcioma laty, dała się wyrolować nawet Azjatom, którzy zgarnęli Seydou Keitę za darmo. Co ciekawe, za długo tam nie pograł, bo po niespełna dwóch latach trafił do Valencii, a później do Romy. Jakoś trudno nam uwierzyć, że za Malijczyka nie szło wyciągnąć chociaż kilku milionów. Tym bardziej od chińskiego Dalian Yifang, który w trakcie tego samego okienka, za 29-letniego Guillaume Hoarau zapłacił dwa miliony euro. Ktoś może powiedzieć, że to zawodnicy w podeszłym wieku, a klub faktycznie zrobił dobry interes, gdy oddawał ich za darmo. W końcu mieli wysoki kontrakt, a Barcelona od lat ma problemy z wpasowaniem się w limity płacowe.

Przykłady można mnożyć. W ostatnich latach „panowania” „Zubiego” byli to chociażby:

Sezon 2012/2013

Henrique -> Palmeiras, za darmo

Keita -> DL A’erbin, za darmo

Sezon 2013/2014

Thiago Alcantara -> Bayern Monachium, za 25 milionów euro

Villa -> Atletico Madryt, za 2,1 miliona euro

Abidal -> Monaco, za darmo

Fontas -> Celta, za milion euro

Sezon 2014/2015

Bojan -> Stoke, za 1,8 miliona euro

Jonathan dos Santos -> Villarreal, za 1,5 miliona euro

Keirrison -> Coritiba, za darmo

Cuenca -> Deportivo, za darmo

Sezon 2015/2016

Deulofeu -> Everton, za 6 milionów euro

Xavi -> Al Sadd, za darmo

Afellay -> Stoke, za darmo

Dlatego trudno jednoznacznie ocenić pracę Andoniego Zubizarrety w FC Barcelonie. Na pewno popełnił wiele błędów, podjął kilka niezrozumiałych decyzji, ale może się pochwalić również udanymi transferami. Sam Andoni zdaje się nie do końca rozumieć powody swojego zwolnienia. Dwa lata temu w wywiadzie dla El Periodico mówił tak: – Moje odejście z Barçy nie było spowodowane ani kwestią zawodową, ani układaniem składu, ani brakiem zaangażowania. Było związane raczej z polityką piłkarską, z którą nie radzę sobie zbyt dobrze. To prawda, że nie potrafię poruszać się w ciemnych obszarach polityki i futbolu. Być może to jedna z moich wad.

Kilka dni temu udzielił również wywiadu El Pais. Wyraźnie widać, że ma żal w związku ze swoim zwolnieniem w sezonie, w którym Barcelona sięgnęła po tryplet. – Odejście z Barcelony w taki sposób zostawiło we mnie pewien ślad, czułem, że nie spisałem się źle, ponieważ drużyna osiągnęła sukces. Tęskniłem za futbolem, ponieważ bardzo lubię tę pracę, myślenie o strukturach i podtrzymywanie tych, którzy grają. Rozwój, podejmowanie decyzji – od zawsze wydawało mi się to atrakcyjne.

Zubizarreta stracił posadę w styczniu 2015 roku, po porażce z Realem Sociedad. Dużo pisało się na temat tego, że w tamtym momencie był idealną osobą do dymisji. Atmosfera w klubie była wówczas bardzo gęsta, dyrektor sportowy – przede wszystkim na własne życzenie – stał się symbolem nieudolności wszystkich pracowników klubu. Bartomeu postanowił więc się z nim pożegnać, licząc, że kibice spojrzą na niego przychylniejszym okiem. Zresztą, dwa dni po dymisji dyrektora sportowego Bartomeu ogłosił, że po bieżącym sezonie zostaną rozpisane przyspieszone wybory. Decyzja o ich zorganizowaniu była pokłosiem wielu skandali z udziałem aktualnego zarządu Barcelony, poczynając od NeymarGate, aż do przegranego procesu z byłym zarządem Joana Laporty. Pozbycie się „Zubiego” na pewno miało postawić prezydenta w nieco korzystniejszym świetle.

– Być może nauczyłem się, że nie należy się wychylać, ponieważ trzeba później ponieść konsekwencje. To trochę smutna nauczka, ponieważ można zrozumieć krytykę dotyczącą błędnych decyzji, ale jeśli później piłkarze wygrywają wszystko… Liczysz na to, że ktoś powie: „wychodzi na to, że jednak przesadzaliśmy”. Tak się jednak nie stało i to wydaje mi się najsmutniejsze – tak Zubizarreta podsumował swoje pożegnanie z Barceloną.

Bask nie pozostawał jednak długo bez pracy. W październiku 2016 roku zgłosiła się po niego Marsylia.

Przy okazji miał to być początek wielkich zmian we francuskim klubie. Nie ma bowiem co ukrywać – Olympique uchodził w tamtym momencie za zespół, który nie wykorzystuje właściwie swojego potencjału. Na Stade Velodrome przyładowali jednak pięścią w stół i rozpoczęli gruntowne porządki. W ostatnich latach OM głównie sprzedawało swoich zawodników, a przy tym przeciętniało z sezonu na sezon. W 2013 roku ekipa z południa Francji zgarnęła jeszcze wicemistrzostwo kraju, ale w kolejnych latach było już tylko gorzej – czwarte, szóste i trzynaste miejsce przed przyjściem „Zubiego”. Czyli wyniki grubo poniżej oczekiwań. Nadchodziły jednak wielkie zmiany. Pakiet większościowy wykupił bowiem obrzydliwie bogaty biznesmen z Ameryki, Frank McCourt. Udziały kosztowały go 45 milionów, a w późniejszych wypowiedziach nie ukrywał, że w ciągu kilku najbliższych lat ma zamiar wpompować w klub co najmniej pięć razy tyle.

„Zubi” w swoim pierwszy, zimowym okienku transferowym, kupił za 29,30 mln euro Payeta, za 9 mln Morgana Sansona, za 1,5 mln Gregory’ego Serticia, za darmo przyszedł także Patrice Evra. Przede wszystkim należy pochwalić go za sprowadzenie Payeta, który w tym sezonie ma na swoim koncie 10 goli i 24 asysty. Walnie przyczynił się do awansu zespołu do finału Ligi Europy, bo w ciągu jedenastu meczów strzelił trzy gole i zaliczył aż siedem asyst.

Latem zeszłego roku do klubu przybyło kilku naprawdę ciekawych zawodników. Florian Thauvin jest jedną z gwiazd obecnego sezonu Ligue 1. Zdobył 22 bramki, zaliczył też 12 asyst. Konstantinos Mitroglou co prawda na razie zawodzi, ale duży wpływ mają kontuzje, które przytrafiają mu się w tym sezonie bardzo często. Dalej mamy Luiza Gustavo, pewny punkt drużyny. Do klubu przybyli jeszcze między innymi Valere Germain, regularnie grający napastnik, Clinton N’Jie, który też zdążył już strzelić kilka bramek, czy Adil Rami, pewniak w defensywie. Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o bardzo ekonomicznym transferze bramkarza. Steve Mandanda kosztował tylko 3 miliony, a broni w tym sezonie w pierwszym składzie.

Jak widać, Andoni Zubizarreta rozpoczął pracę w klubie w bardzo dobrym stylu. Dziś OM jest w zupełnie innym miejscu niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Na kolejkę przed końcem klub zajmuje czwarte miejsce w tabeli, wciąż ma szansę wskoczyć wyżej. No i gra w finale Ligi Europy, co jest idealnym zwieńczeniem tego bardzo udanego sezonu. I nagrodą za odważne zmiany. Jedną z nich było na pewno pozyskanie Zubizarrety.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (7)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kcramsib

Akurat Mandanda w Marsylii nie jest nikim nowym, sprowadzenie go z powrotem po ledwie rocznym (i kompletnie nieudanym) pobycie w Anglii było całkiem logicznym krokiem. Znacznie bardziej logicznym niż oddanie go za darmo, w glorii piłkarza sezonu, ledwie rok wcześniej. I tylko jego zmiennika szkoda, bo przez ten rok sprawował się wcale nie najgorzej, a i półfinał z Salzburgiem im uratował…

M.S.

Właśnie miałem też o tym wspomnieć.

Maxizer

Payet też w sumie odszedł z OM, potem się w Premier League sfochował i wrócił za więcej niż był sprzedany…

M.S.

Payet, to wręcz wojnę toczył z W.H.

derlis

No nie wiem czy powrót do klubu w którym się wcześniej grało to jakaś ogromna zasługa dyrektora sportowego, jak w przypadku Payeta i Thauvina; myślę, że to bardziej decyzja samych piłkarzy, którzy po prostu chcieli wrócić celem powrotu do najlepszej dyspozycji
W Barcelonie Zubizarreta szczyt osiągnął w latach 2013-2014, gdzie najpierw stwierdził, że Puyol jest transferem na środek obrony, a potem – do spółki z resztą klubu – niczym totalny amator ogłosił na cały świat poszukiwania środkowego obrońcy i nie udało mu się wyhaczyć Benatii, bo Roma, doskonale zdająca sobie sprawę z ogromnej potrzeby pozyskania obrońcy przez Barcę, żądała zaporowej jak się wówczas okazało kwoty 61 milionów euro… a potem ten sam Benatia w tym samym oknie zasilił Bayern za mniej niż 30 XDDD
„To było jego pierwsze okienko transferowe, w którym do klubu trafił również – wypominany władzom Barcelony jeszcze przed długi czas – Keirrison.” – Keirrison trafił do Barcelony w 2009, a nie 2010 roku

mk

@derlis – możesz wyjaśnić o co chodzi z tym Puyolem jako transferem na środek? Chodziło mu o przesunięcie Puyola na środek?

derlis

O ile pamiętam chodziło o to, że już w 2013 roku w Barcelonie robił się mały młyn w kwestii sprowadzenia jakiegoś środkowego obrońcy, a Puyol, który w domyśle miał zakończyć karierę sezon wcześniej przez fatalną kontuzję, zdecydował się pomóc drużynie przez jeszcze jedną kampanię, co klub określił potem „transferem” XD

wpDiscuz