Zmiana warty w Trójmieście?
Weszło

Zmiana warty w Trójmieście?

W Ekstraklasie wszystko jest, zgodnie z tytularnym sponsorem (pozdrawiamy, chłopaki!), mocno loteryjne. Jak tylko jakaś drużyna zbierze kilka pochlebnych recenzji, zaraz się skompromituje. Jak tylko jakiś zawodnik zostanie w czambuł skrytykowany, zaraz odpowie na tę krytykę bramką. Tym bardziej zaskakuje, że derby Trójmiasta wymykają się wszechobecnej przypadkowości. Lechia po prostu nigdy, niezależnie od okoliczności, nie przegrywa z Arką. Choć teraz naprawdę zanosi się na przełamanie tej reguły.

Remis w derbach Trójmiasta? Na takim rozstrzygnięciu można zarobić najwięcej w TOTOLOTEK.PL

4 listopada 2007 roku. To właśnie wtedy, ponad dekadę temu, Arka Gdynia ostatni raz zwyciężyła nad Lechią Gdańsk na szczeblu ligowym, w ówczesnej II lidze. Jeżeli mowa o Ekstraklasie, ta sztuka jeszcze nigdy nie udała się żółto-niebieskim. Arka czeka na ligowe zwycięstwo tak długo, że gdy odnosiła je po raz ostatni, to bramkę na wagę trzech punktów zdobył biegający jeszcze wówczas po murawie Grzegorz Niciński. Przełamanie w derbach wciąż nie nadeszło, podczas gdy Niciński zdążył już w międzyczasie zakończyć karierę, odcierpieć zawieszenie za korupcję, odbudować nazwisko, zostać trenerem gdynian, wprowadzić klub z powrotem do Ekstraklasy i koniec końców stracić posadę. Jak to mówił Linda do Zapasiewicza? „Czasy się zmieniają, a pan zawsze jest w komisjach”. Cóż, czasy się zmieniają, a Arka niezmiennie dostaje po tyłku od największego rywala.

Seria dziewięciu meczów w lidze bez porażki nie wzięła się w Gdańsku znikąd. Lechia od momentu awansu do Ekstraklasy wyrobiła sobie pozycję solidnego średniaka, a od kilku lat aspiruje jeszcze wyżej, kończąc cztery poprzednie sezony w ligowym TOP5. Droga Arki była dotychczas znacznie bardziej wyboista i często prowadziła na manowce – awanse do najwyżej klasy rozgrywkowej przeplatały się ze spadkami, tułaczka w dolnych rejonach tabeli stanowiła chleb powszedni. Dla biało-zielonych, obecnie na 15. miejscu w tabeli – czyli pod kreską – to sytuacja zupełnie nowa. Relegacją gdańszczan lekko śmierdziało co prawda w sezonie 2011/2012, tylko ilu zawodników wciąż grających w klubie pamięta tamte czasy? Nikt, zero. Szok jest tym bardziej dotkliwy, że jeszcze rok temu lechiści do ostatniej kolejki pozostawali w grze o mistrzostwo Polski. Piotr Nowak zbudował na stadionie w Letnicy całkiem sprawną w ofensywie maszynę, która również w obronie miała swoje argumenty, niekiedy umiejętnie zabijając mecz i nie dając rywalowi dojść do słowa od pierwszej do ostatniej minuty spotkania. Dzisiaj to brzmi jak kolejny rozdział z książki Jerzego Sampa, specjalizującego się w spisywaniu gdańskich i kaszubskich legend. Niby w każdej tkwi ziarno prawdy, ale patrząc na te wszystkie farfocle puszczone przez Dusana Kuciaka, te wszystkie obcinki Mato Milosa, Joao Nunesa czy Michała Nalepy, wreszcie wszystkie groteskowe kiksy Błażeja Augustyna… Opowieść o defensywie Lechii, która w grupie mistrzowskiej nie dała sobie rok temu strzelić ani jednego gola, nie brzmi ani jak prawda, ani jak legenda, tylko jak grubymi nićmi szyta bujda.

W zupełnie innym miejscu jest dziś Arka. Jeżeli oceniać pracę Leszka Ojrzyńskiego w Gdyni, to rzecz jasna jego największym sukcesem w wymiarze historycznym pozostanie zdobycie Pucharu i Superpucharu Polski. Są to wyniki niebagatelne, co z pewnością skrzętnie by potwierdził Andrzej Strejlau. Jednak, umówmy się, osiągnięciem Ojrzyńskiego było wówczas wyłącznie to, że odpowiednio przygotował drużynę do finałowego starcia z Lechem Poznań i psim swędem uniknął spadku z Ekstraklasy. Arka przegrała w grupie spadkowej aż trzy mecze z sześciu, zremisowała z Ruchem Chorzów po golu zdobytym ręką przez Rafała Siemaszkę, a później pokonała Zagłębie Lubin w okolicznościach przypominających czasy słusznie minione w polskim futbolu. W przypadku Ojrzyńskiego nie zadziałała zatem w Gdyni żadna nowa miotła, nie ma mowy o trenerskiej magii. Wymagało sporo mozołu, żeby zespół zaczął poprawnie funkcjonować. Dzisiaj Arka to już nie jest wyłącznie waleczność i osławione wyrzuty z autu, tam się pojawia coraz więcej pomysłów na grę. Nie szum medialny i taśmowo wykonywane transfery, tylko rzetelna, systematyczna praca sprawiła, że żółto-niebiescy są o włos, by zaklepać sobie uczestnictwo w grupie mistrzowskiej. I, co za tym idzie, święty spokój aż do przyszłego sezonu.

Spokój – słowo klucz do solidnej postawy Arki i termin bliżej nieznany w Lechii.

Jeszcze nie tak dawno Gdańsk wydawał się wymarzonym miejscem do grania w piłkę w Polsce. Aspiracje wysokie, niemalże mistrzowskie, na stanowisku trenera Piotr Nowak z zacięciem ofensywnym, który jako zawodnik sam wolał piłkę prowadzić, niż za nią ganiać i tę filozofię zaszczepił w klubie. Poza tym fajne, nadmorskie miasto, sopocki Monciak o rzut beretem, nabita sakiewka nawet wtedy, gdy przychodzi grzać ławę. Brzmi jak scenariusz jakiejś sielankowej opowiastki, ale to tylko preludium do horroru. Jak w tych wszystkich filmach, gdzie szczęśliwa rodzina wprowadza się do nowego domu na przedmieściach i planuje sielskie życie, a potem albo nawiedzony sąsiad morduje wszystkich siekierą, albo słodka córeczka wpada w sidła demona i wykańcza kolejno resztę domowników.

Lechia wygra – TOTOLOTEK.PL płaci 2,60. Arka wygra – TOTOLOTEK.PL płaci 2,65

Lechia Gdańsk to w tej chwili właśnie takie pobojowisko po awanturze z jakimś wyjątkowo natrętnym demonem, a Piotr Stokowiec ewidentnie nie znalazł jeszcze odpowiedniej linijki w katechizmie dla trenerskiego egzorcysty i pożoga trwa w najlepsze. Znalezienie kozła ofiarnego w osobie Marco Paixao, który w ostentacyjny sposób olał sparing z Kotwicą Kołobrzeg, było może ruchem niezbędnym, ale jednak niezbyt fortunnym. Marco jest jaki jest, minimum olimpijskiego w biegu na sto metrów już nie wykręci, ale jego 18 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (w tym 16 goli) to połowa dorobku strzeleckiego Lechii w obecnych rozgrywkach. Trudno sobie wyobrazić, że lukę po Portugalczyku wypełni Grzegorz Kuświk, który zdecydowanie zbyt głęboko do serca wziął sobie pierwszy wers mickiewiczowskiej „Reduty Ordona”. Choć, kto jak kto, ale Kuświk akurat ma pojęcie w temacie walki o utrzymanie.

Co dziś zostało z ciepłego, gdańskiego kurwidołka? Ani nabita sakiewka, ani fajna, ofensywna piłka, a nawet w monopolowym na Monciaku nie bardzo chcą sprzedawać flaszki. Tylko Bałtyk jeszcze się kołysze, choć jak będzie świadkiem jeszcze kilku takich meczów jak ostatnio, to kto wie.

No dobra, walimy w tę Lechię jak w bęben, a przed Arką z szacunkiem uchylamy rondo kapelusza. Czy to ma jednak oznaczać, że wynik derbowego starcia jest już przesądzony? Podobnie miało być przecież poprzednim razem, gdy biało-zieloni przyjechali na stadion lokalnego rywala po brutalnych bęckach zebranych od Korony Kielce. 0:5 u siebie, zupełna katastrofa. Arkowcy już pewnie witali się z gąską, a tu figę pokazał im Flavio Paixao i Lechia kolejny raz podbiła Gdynię. Dla Leszka Ojrzyńskiego były to już drugie przegrane derby, bo przeciwko Lechii debiutował i wtedy także zasmakował porażki. Wydaje się, że w Gdyni mają dziś pewnego rodzaju kompleks lokalnego rywala. Ostatecznie – jeżeli chodzi o te mecze grane pod najwyższym ciśnieniem – Arka zazwyczaj prezentuje się powyżej przeciętnej. Zwycięstwa w finałach, niezła postawa w europejskich pucharach, liczne zwycięstwa nad ligowymi potentatami. A jak zobaczą biało-zielone trykoty, to nogi się plączą, odmawiają posłuszeństwa.

Kompleks czy nie, Lechii pogrążonej w takich tarapatach po prostu nie wypada darować. Ojrzyński to wyczuwa, dlatego w pucharowym starciu z Koroną Kielce oszczędził kilku swoich ważnych zawodników ze środka pola. Dopiero w sobotę zostanie rzucone hasło: „wszystkie ręce na pokład”. Zatopienie gdańskiego okrętu miałoby wartość potrójną. Po pierwsze, Arka mogłaby dzięki temu wywalczyć sobie pozycję w grupie mistrzowskiej. Po drugie, pogrążyłaby Lechię na dnie tabeli i znacznie utrudniła walkę o utrzymanie. Na dodatek, to będzie szansa, żeby zemścić się za pamiętny remis z 2011 roku, bolesny dla żółto-niebieskich bardziej niż rozliczne porażki. Choć w 88. minucie wyszli na prowadzenie 2:0, spotkanie zakończyło się podziałem punktów, zaś Arka wkrótce pożegnała się z Ekstraklasą.

Szansa do rewanżu jest wymarzona, ale jeżeli się nie uda? Cóż, wtedy będzie jeszcze jedna okazja – już w grupie spadkowej.

Fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

KOMENTARZE (14)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lukasz8181

We wszystkich wywiadach jakich czytałem zarząd Lechii Gdańsk jak i jej piłkarze twierdzą, że są zbyt dobrą drużyną, aby spaść z ekstraklasy. Tak też nonszalancko postępuje zarząd Lechii w swych ryzykownych działaniach, jak i piłkarze przechodzą do porządku dziennego obok kolejnych meczy bez jakiejkolwiek poważniejszej refleksji. A to już chyba najwyższa pora, ostatni dzwonek, aby w Gdańsku zaczęli poważnie traktować rzeczywistość i zaczęli punktować bo inaczej skończą jak Wolsburg w zeszłym roku. Niech im ktoś w końcu uświadomi, że klub należący w danym kraju do ścisłej czołówki finansowej i kadrowej też może spaść z ligi. Niech ich ktoś w końcu sprowadzi na ziemię, że są tak dobrzy jak ich pozycja w tabeli.

Lukasz8181

Przykład z Wolfsburgiem to przykład, że walczył do końca w barażach o utrzymanie choć ostatecznie nie spadł ligi 😉

Grimmy

Spadek Lechii jest, w moim odczuciu, całkiem prawdopodobnym scenariuszem. Może o tym przesądzić brak doświadczenia w walce o utrzymanie. Grając o utrzymanie to olbrzymia presja z którą trzeba umieć sobie radzić. To zupełnie inny rodzaj presji niż wtedy, kiedy grasz o mistrza. Grając o mistrza jest sporo takiej presji pozytywnej. Łatwo wtedy się podnosić po ewentualnych porażkach. Łatwo wtedy o nadzieję i optymizm. Walcząc o utryzmanie porażki są strasznie dołujące, jeszcze jak nie masz walczaków w drużynie, mocnych charakterów – a takich mi brakuję w obecnej Lechii (niby są Kuciak i Slavchev…). W dodatku, kiedy grasz o mistrza w naszej lidze, gdzie dzieli się tabelę na dwie połówki, grasz z zespołami, które raczej będą chciały grać w piłkę. Grając w dolnej połówce tabeli, te 7 ostatnich meczów to kombinacja łokci, szturchnięć, kuksańców i ogrom walki fizycznej. Gdzie drużyny w przenośni i dosłownie – walczą o życie. Jakoś nie widzę Lechii w takiej rywalizacji. Nie powiem, że Lechia jest dla mnie kandydatem do spadku, ale gdyby taki się jej przytrafił to wcale nie byłbym tym zdziwiony. Przed sezonem – tak, może jeszcze przed startem rundy rewanżowej też. Obecnie uważam to za prawdopodobny rozwój wypadków. Gdyby Lechia faktycznie spadła, to chyba byłaby to największa niespodzianka/rozczarowanie ostatnich lat w polskiej piłce klubowej. Paradoksalnie, problemem Lechii może być to, że personalnie mają za mocny skład na walkę o utrzymanie. Bo im nie będzie potrzeba piłkarskiej jakości, tylko jakości charakterów, a tego nie widzę u nich…

StryjekSylweriusz

Lukasz8181: Jeżeli faktycznie mówią, że są dobrzy na spadek to pewnie spadną między innymi przez to. Pycha kroczy przed upadkiem. A nawet w Ekstraklasie utrzymanie to nie taka prosta sprawa. Tym bardziej nie daje sie jej za liczbę gwiazdek w FIFIE. Wydaje sie że kompletnie nic nie zaradzili w okienku na tlący się już jesienią pożar i to widmo spadku jest coraz wyraźniejsze. Zespół im się zestarzał, wszyscy jak jeden mąż pod formą, a jedyny gość który by to pociągnał został odsunięty od drużyny. Oj, niech się cieszą że w lidze są jeszcze Sandecja i B-B Nieciecza….

kurczi

„wypoczywał też Siemaszko” i wypocznie też podczas derbów bo chyba pauzować za żółte kartki będzie 😉

Krzysztof.Reperowicz

Lechia na początku sezonu problemy z wypłacalności, znowu ujemny punkt, a w poprzednim sezonie zajęli 4 miejsce to teraz w wersji optymistycznej będą mieli 5mln mniej.

adrian92

Z tego co kojarzę to ten niemiecki właściciel (bodajże Wernze?) skołował ostatnio 6 mln ojro dla Lechii, ale nie wiem czy przypadkiem nie w formie pożyczki od banków…

adrian92
jamajski_spekulant

śledzie…tym razem teź dostaniecie po płetwach…

Markus

Arka , jak ta biblijna, jest niezatapialna , A wy wlasnie znikacie w odchlani. Taka wlasciwosc betonu. Tonie…

kiko-7

Pamięć szczegółow. Właśnie za to cenię Weszło, które przypomina o rzeczach wydałoby się zapomnianych. Tzn. wiadomo, że Fujarka to wieczny wpierdol od Lechii, zarówno piłkarsko jak i kibicowsko ale szczegóły często umykają 😉

Zawisza Czarnecki
KS Admira-Teletra Poznań

Wolę Arkę, ale jako Słowianin lubię zabawy słowami i gratuluję Fujarki. :-)

Quotsa

Jaka zmiana warty ? Poniżej film podsumowujący derby w ekstraklasie. Koniecznie z głosem…

Arkoholik

no to aby wbic gwozdz do trumny i spuscic ich w otchlan… trzymamy kciuki

wpDiscuz